Jak przekazywać muzykę tradycyjną dzieciom?
Najbardziej inspiruje mnie pytanie: Jakie umiejętności dzieci rozwijają, śpiewając i grając tradycyjne piosenki i melodie?
Najbardziej inspiruje mnie pytanie: Jakie umiejętności dzieci rozwijają, śpiewając i grając tradycyjne piosenki i melodie?
Sądecczyzna – region położony w południowej Małopolsce przy granicy ze Słowacją. Kraina, która w historii zajmowała ważne miejsce na mapie Polski zarówno pod kątem politycznym, jak i ekonomicznym, co związane było z położonymi w tej części Rzeczpospolitej szlakami handlowymi i rzeką Dunajec. Jest to miejsce odwiedzane przez królów i książęta w okresie rozkwitu w średniowieczu. Ludwik Węgierski, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło czy Władysław Warneńczyk – to tylko część z postaci, które zapisały się w annałach Nowego Sącza. Sądecczyzna to przestrzeń, w której stykają się ze sobą różne kultury i religie. Lachy Sądeckie, Pogórzanie, Górale, Łemkowie, ale również Żydzi, Niemcy i Romowie Karpaccy, a historycznie także arianie – składają się na mozaikowy obraz regionu.
fot. z arch. domowego L. Józefowskiej: KRAM 1989, Myślec k. Starego Sącza
Kusi mnie rzadko poruszany temat zmiany, a nawet może wielkiej zmiany w muzyce tradycyjnej. To efekt ostatnich kilkunastu lat, ale o jaką zmianę chodzi?
Znów zamyślam się nad rzeczywistością polskiej muzyki tradycyjnej w pubie The Duke of Kent na londyńskim Ealingu i zamiast słuchać lokalnej muzyki (prosty folk, teksty współczesne) – rozważam jej bolączki. A może jednak najpierw zachwyty? O ileż łatwiej oceniać rzeczywistość, kiedy są powody do zachwytu! A są!
Naprawdę siedzę teraz w londyńskim pubie The Duke of Kent i stąd wzięła się inspiracja do napisania tego felietonu! Wprawdzie tu akurat nie słyszę muzyki folkowej, ale za to rozbrzmiewa ona tysiącem melodii w mojej głowie. Głowie, która była, widziała i słyszała wiele w pubach angielskich (w tym londyńskich), szkockich (Glasgow) i irlandzkich. W naprawdę różnych miejscach. Były tam reele i jigi, skrzypce i hałas, harmonia czy akordeon, czasem flet lub fortepian – czyli to, co jest pod ręką i zagra.
fot. Davidmorgans / Wikimedia: Pub The Duke of Kent, Londyn (Ealing)
Wahałam się długo nad tematem tego felietonu, bo sporo się działo na polu kultury ludowej w ostatnim roku. Uznałam jednak za najważniejszą rzecz ideę Ognisk Muzyki Tradycyjnej. Ten świeży projekt, realizowany przy pomocy grantu Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca (ale pewnie nie tylko), jest wielkim, naprawdę wielkim krokiem w kierunku prawdziwego odrodzenia muzyki tradycyjnej!
Charyzmatyczny muzyk i wokalista, natchniony mówca, chętnie dzieli się swą wiedzą i muzyką. Od kilku lat lublinianin. To właśnie w Lublinie i okolicy powstały jego trzy ostatnie mistyczne albumy prezentujące muzykę chasydzką. Z Symchą Kellerem rozmawiała Agnieszka Matecka-Skrzypek.
fot. R. Hetman
Tyle wrażeń, tyle festiwali, przeglądów, koncertów, taki ruch, a wciąż z szacunkiem kłopot! Dla polskiej tradycji ludowej! Niejeden raz podnosiłam ten problem – czy to w felietonach „Pisma Folkowego”, czy w audycjach na przestrzeni tych wielu, wielu lat mojej pracy. Trochę widzę, że to głos wołającego na puszczy. Choć nieco zmieniło się podejście do Niej, zwłaszcza niektórych grup odbiorców, to jednak wciąż daleko nam do krajów takich jak Wielka Brytania, Niemcy, Francja, państwa skandynawskie, gdzie tej tradycji już wcale nie ma, a jest muzyka podtrzymywana wcale nie kroplówką jak u nas, a przez liczną część społeczeństw tych krajów.
fot. W. Samociuk: Maria Pomianowska i Mingjie Yu, Mikołajki Folkowe 2021
„Słuchałem dużo muzyki ludowej z Mazowsza, która zawsze mnie fascynowała, ale nie było okazji naprawdę jej dokładnie przeanalizować pod względem rytmicznym. I okazało się, że można połączyć te dwa światy muzyczne [muzykę z Polski i Indii – przyp. aut.]” – mówi znakomity polski basista jazzowy Michał Barański, który wydał właśnie fascynującą płytę „Masovian Mantra” w legendarnej serii Polish Jazz. Słucham jej tak, jak słuchałem wcześniej wielu innych krążków, w których nagraniu brał udział. Bardzo mi się podoba, choć pewnie grubym uproszczeniem byłoby określanie tej muzyki jako folkowej. Natomiast sama idea, sam pomysł na tak realizowane „pojedynki z tradycją” wydaje mi się nie tyle równie uprawniony, co raczej równie wartościowy artystycznie co – na przykład – granie (albo odtwarzanie) tychże tradycyjnych mazowieckich melodii przez przedstawicieli tzw. nurtu rekonstruktorskiego. Zwłaszcza że gośćmi lidera są tu m.in. Olga Stopińska, Joachim Mencel (wybitny pianista, który gra tu na lirze korbowej), a wreszcie Kacper Malisz, do którego pozwolę sobie jeszcze powrócić w dalszej części.
Początek etnomuzykologii jako dyscypliny akademickiej to końcówka XIX stulecia. Wcześniej jednak funkcjonowały już jej zręby, w ramach których badano w szczególności muzykę pozaeuropejską, a podwaliny tych badań stworzyła orientalistyka. To na jej gruncie zaczęto badać obce języki i coraz częściej uświadamiano sobie konieczność zgłębienia szerokich kontekstów funkcjonowania „obcego” i jego „obcej kultury”.
Andrzej Bieńkowski, Trzymałem węża w garści. Śladami muzykantów; Piotr Braszak, Na rozstajnych drogach, około północy. Doświadczenia graniczne we wschodniosłowiańskich i polskich pieśniach ludowych; Mateusz Wyżga, Chłopstwo. Historia bez krawata
Krzysztof Trebunia-Tutka, Muzyka Skalnego Podhala; Kacper Pobłocki, Chamstwo; Kaszubskie dziedzictwo kulturowe. Ochrona – trwanie – rozwój, Ewa Kocój, Cezary Obracht-Prondzyński, Katarzyna Barańska, Mirosław Kuklik (red.)
Pandemia koronawirusa SARS-Cov-2 zmieniła codzienne przyzwyczajenia, oddziaływając niemal na wszystkie aspekty życia społeczeństw na całym świecie. Sytuacja ta nie pozostała bez wpływu także na muzykę tradycyjną i folkową. Folklor muzyczno-taneczny był dawniej immanentną częścią życia mieszkańców terenów wiejskich. Mimo że nie każdy potrafił i miał możliwość muzykować, a sama nauka i zakup instrumentu okupione były wyrzeczeniami, to każdy, na swój sposób, mógł i potrafił współuczestniczyć w tańcu i śpiewie. Czasy się jednak zmieniły, muzyką tradycyjną zajmują się dziś „ostatni wiejscy muzykanci”, częściej na tzw. folklorach, niż grając w swojej wsi do tańca, jak również ich miejscy uczniowie – pasjonaci, przetwarzający tradycyjne melodie na swój własny sposób (od purystycznego kontynuowania tradycji, poprzez tworzenie w nurcie folkowym aż po łączenie folkloru z jazzem, rockiem czy nawet popem).
fot. E. Grygier: Zakończenie karnawału – Cymper w Dąbrówce Wielkopolskiej, 23.02.2020
Sutari to wyjątkowe trio, które tworzą Basia Songin, Kasia Kapela i Asia Kurzyńska. Zespół zadebiutował w 2012 roku (w składzie z Zosią Zembrzuską) i od razu zdobył II nagrodę oraz nagrodę publiczności na Festiwalu Polskiego Radia „Nowa Tradycja”. Trzy lata później został wybrany, by zaprezentować swoją muzykę podczas największych międzynarodowych targów muzyki świata WOMEX 2015. Sutari aranżuje tradycyjne pieśni ludowe oraz tworzy własne kompozycje, eksperymentując z różnymi technikami wokalnymi i kobiecymi tradycjami muzycznymi. O kobiecości, muzyce i inspiracjach kulturą litewską z zespołem rozmawiali Magdalena Wołoszyn i Filip Koperski. Rozmowa odbyła się 11 grudnia 2020 roku podczas XXX Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Ludowej „Mikołajki Folkowe”.
fot. A. Wójcik: Koncert Sutari na Mikołajkach Folkowych 2020
Warto spojrzeć na ten przedziwny rok 2020. Tyle przeżyć, tyle wydarzeń, które nie zdarzyły się, tyle starań, by było normalnie, nawet w kwestii kultury ludowej. Dziedziny, która ucierpiała mocno tak jak wiele innych dziedzin kultury, bo absolutna większość zaplanowanych festiwali, warsztatów, koncertów, spotkań została odwołana, ale jednak nie wszystko zostało stracone. A życie torowało sobie drogę mimo przeszkód.
Podhale fascynuje mnie od dawna z wielu powodów. Po pierwsze, kocham Tatry i po nich wędrówki. Jeździł tam mój Ojciec już na początku XX wieku, wspinała się moja Siostra i ja po dziś dzień chcę tylko tam być. Po drugie jednak i ważniejsze, fascynują mnie ludzie tam mieszkający, nie tylko blisko Tatr, w Zakopanem czy na Bukowinie, ale w wioskach mniejszych i większych. To niezwykle twórczy naród ci górale i mogę wymieniać setki przykładów, postaci dawnych i obecnych, które są w mojej pamięci, a zaznaczyły obecność swoją twórczością. Taką czy inną, bo to nie tylko muzycy. A że jest pandemia, nie ma imprez, to o wspomnienia łatwiej, po prostu same się pchają!
Fot. J.Oppenheimer / Polona: Bartuś Obrochta
Jest współtwórcą ruchu domów tańca w Polsce, etnografem, animatorem kultury i muzykiem-samoukiem. Tworzy scenariusze filmów dokumentalnych, audycje radiowe, współpracuje z Polskim Radiem. Ma ogromny wkład w dokumentowanie polskiej muzyki tradycyjnej i jej twórcze interpretowanie. Z Remigiuszem Mazurem-Hanajem rozmawiała Agnieszka Matecka-Skrzypek.
Fot. K. Huzarska
…tak jedno z ludowych przysłów mówi o dźwięku legawy, tj. długiej drewnianej trąby. Wykonywano je z długich (nawet trzymetrowych) odpowiednio wygiętych gałęzi osiki (bo w środku „pusta”), wierzby, świerku, modrzewia, sosny, brzozy, buka. Właściwie nie nadawało się na taki instrument tylko drewno dębowe.
Fot. A. Kusto: Adwentowe Granie w Siedlcach
Jest multiinstrumentalistą, uczniem wiejskich muzykantów, twórcą muzyki, pedagogiem. Jako pomysłodawca znaczących inicjatyw społeczno-artystycznych promujących polskie tradycje muzyki wiejskiej (warszawski Dom Tańca, festiwal Wszystkie Mazurki Świata) oraz inicjator nurtu współczesnych jej kontynuatorów postrzegany jest jako ikona muzyki tradycyjnej w Polsce. To lider zespołu Janusz Prusinowski Kompania (albumy uhonorowane Folkowym Fonogramem Roku Polskiego Radia), współautor płyt i interaktywnych spektakli muzycznych dla dzieci (wydawnictwo „Słuchaj uchem”). Z Januszem Prusinowskim o jego doświadczeniu w przekazywaniu tradycji oraz okolicznościach narodzin nurtu revival na gruncie powojennej muzyki ludowej rozmawiała, przy okazji warsztatów gry skrzypcowej w Żółkiewce, Agata Kusto.
Fot. A. Kusto: Janusz Prusinowski w czasie Taboru Lubelskiego, Żółkiewka 2019
„Jakie dźwięki można z niego wydobyć? Raczej te starsze?” – zapytała dziennikarka jednej z lokalnych poznańskich telewizji Ewelinę Grygier o flet, na którym artystka gra. Oczywiście, możemy próbować domyślić się, co dziennikarka miała na myśli, i wytłumaczyć ją: to jedynie niezgrabne sformułowanie, które w istocie kryło świadomą myśl. Być może. Mam jednak wrażenie, że owo pytanie mimowolnie pokazuje, jaki jest stosunek – i jakie zrozumienie – do istoty kultywowania muzycznych tradycji, typowy dla wielu tak zwanych statystycznych obywateli.
Historię folku w Polsce kończymy opracowaniem najbliższych czasowo wydarzeń. To, co na scenie folkowej objawiło się i zostawiło swój ślad od początku XXI wieku, próbujemy przedstawić w sposób bardzo umowny. Nie ma bowiem takich kryteriów, które pozwoliłyby definitywnie przyporządkować danego artystę lub wydarzenie do jednej kategorii. Polska scena folkowa jawi się jako bardzo dynamiczna, różnorodna i wielopłaszczyznowa, a jej specyficzny rys to silne indywidualności artystyczne i śmiałość w sięganiu po nowe pomysły. Na ile nasza typologia zjawisk okaże się trafna, pokaże czas. Kolejny odcinek poświęcony umownej epoce trzydziestu lat folku otwierają dwie grupy wykonawców – ci, dla których muzyka ma być kontynuacją źródła, oraz ci, którzy swobodnie żonglują tradycjami kultury Słowian.
Fot. J. Nowotyński: Kapela Maliszów
Grand Prix na 22. Festiwalu Folkowym Polskiego Radia „Nowa Tradycja” zdobył polsko-francuski zespół Lumpeks, łączący polskie melodie tradycyjne z jazzowym twistem. Grupę tworzą: wokalistka Olga Kozieł, kontrabasista Sébastien Beliah, saksofonista Pierre Borel i grający na trąbce Louis Laurain. Jury konkursu pod przewodnictwem Józefa Brody w uzasadnieniu podkreśliło swobodną, odważną, pełną wyobraźni i wyczucia interpretację tradycji muzycznych.
Fot. G. Śledź
Pochodzą z Męciny Małej w Beskidzie Niskim, kontynuują wielopokoleniowe tradycje muzyczne, ale po swojemu. Rodzinna Kapela Maliszów inspiruje się tradycyjną muzyką wiejską swojego regionu, ale również tańcami i przyśpiewkami z różnych obszarów Polski. Muzyka ta grana jest tradycyjnie, czyli na skrzypcach, basach i bębnie w sposób archaiczny, z pewną dozą wolności, radości i improwizacji. Kapela tworzy również własne utwory o charakterze wiejskim, dialogujące ze współczesnością, zahaczające o różne style. Z Janem, Kacprem i Zuzanną Maliszami rozmawiała Agnieszka Matecka-Skrzypek.
Fot. J. Nowotyński
Usłyszeć opowieść w pracy terenowej to sztuka – i trochę szczęścia. Często najcenniejsze materiały uzyskuje się, szukając czegoś innego bądź nie szukając niczego konkretnego. Można zaryzykować stwierdzenie, że historia nie zostanie opowiedziana, kiedy zabraknie rzetelnego kontaktu terenowego, pola porozumienia. W doświadczeniu polskich kontynuatorów wiejskich tradycji muzycznych polem tym okazała się muzyka, grana wspólnie z wiejskimi twórcami.
Fot. K. Niemkiewicz: Perebrody. Polesie Zachodnie na Ukrainie 2009
Ilja Sajtanow to moskiewski muzyk – gra utwory improwizowane i inspirowane kulturą pogranicza z różnych państw Europy i Kaukazu. Uczył się muzyki klezmerskiej od Stasa Rajki, Merlina Shepherda, Marylin Lerner i Joshuy Horowitza. Na XXVIII Mikołajkach Folkowych prowadził warsztaty muzyki żydowskiej „Melodie z Lubelskiego i nie tylko” oraz wcielił się w rolę „żywej książki” w czasie wydarzenia cyklicznie organizowanego przez Studenckie Koło Naukowe Etnolingwistów UMCS. O muzyce pogranicza, improwizacji, matematyce i lubelskich nigunach rozmawiał z nim Damian Gocół.
Fot. J. Bodys: Mikołajki Folkowe 2018
Ostatnie kilka miesięcy upłynęło mi pod znakiem międzyastralnych spotkań z muzykantami i śpiewakami, którzy „się minęli”. Dla portalu Kanon Stu Małgorzaty i Andrzeja Bieńkowskich pisałam notki o niektórych ludowych muzykach z lat 70. XX wieku, a żeby to zrobić musiałam pobudzić swoją pamięć, przesłuchać liczne wywiady nagrane w tamtym czasie i po prostu zagłębić się w przeszłość. To niełatwe zadanie, bo przecież trzeba było odświeżyć emocje odczuwane podczas tamtych spotkań. A były one wtedy niemałe!
Nazwa grupy pochodzi od źródła wody mineralnej ,,Cyranka” w Gorzanowie. Są zespołem wielopokoleniowym, skupiającym mieszkańców Gorzanowa i okolicznych miejscowości. Przez lata zmieniał się skład grupy. Dziś ciągle śpiewają i uczestniczą życiu kulturalnym regionu.
To nie będzie recenzja ostatniej płyty Kapeli ze Wsi Warszawa. Raczej refleksja nad re:akcją. Chcę trochę porozmyślać nad drogą tego zespołu, który jest wizytówką polskiej kultury tu i tam, czyli w kraju i na świecie.
Moja muzyka powstaje zawsze w kooperacji: z reżyserami, tancerzami, muzykami, poetami, plastykami. W oparciu o doświadczenie, wiedzę, proces, wspomnienia współtwórców i moje. Zawsze jest to działanie wzajemne. I nauka.
(Paweł Odorowicz)
Muzykowanie na Lubelszczyźnie znacznie rzadziej opisywane jest w literaturze niż śpiew, który dla obszarów Polski Wschodniej stanowi zasadniczą dominantę wykonawczą. Samo zjawisko „muzykowania”, a więc podejmowania czynności gry na instrumencie może być rozpatrywane z co najmniej kilku perspektyw badawczych.
Fot. tyt.: J. Magierski. Ze zbiorów Pracowni „Archiwum Etnolingwistyczne” UMCS: Antoni Bednarz na kazimierskim festiwalu w roku 1976
Na festiwal w Kazimierzu jeżdżę od czterdziestu pięciu lat, czyli od dawna. Miejsce szczególne, piękne, architektura z bajki, wabią koronkowymi attykami kamieniczki w rynku , studnia przywodzi na myśl wieki minione, Wisła o zmiennych wysepkach zależnych od poziomu wody jest punktem odniesienia dla innych punktów – fary, klasztoru franciszkanów, zamku, Góry Trzech Krzyży. Spokojny Kazimierz, wręcz senny jesienią czy zimą – pod koniec czerwca zamienia się w tętniący życiem, muzyką, rytmami, kolorami tęczy płynącymi ze strojów regionalnych tygiel kultury ludowej. Tygiel, bo jej różnorodność w tym miejscu jest najlepiej widoczna. Zjeżdża się tutaj cała polska kultura ludowa.
Fot. A. Kusto: Kapela Jana Kmity (od lewej: Dominika Oczepa, Jan Kmita, Stanisław Bielawski), Powiślaki 2016
Pewnie nie czas tu i miejsce na przypominanie różnych pojawiających się w przeszłości (najczęściej groteskowych, a zazwyczaj absolutnie nietrafionych) zarzutów o to, że folk odciąga słuchaczy od muzyki tradycyjnej, wiejskiej. Zarzuty takie jednak się zdarzały – a może i do teraz zdarzają. Jest wszakże inaczej, młodzi twórcy swymi działaniami wyraźnie wskazują na ludowe czy tradycyjne inspiracje. Przykłady można by mnożyć i gdyby chcieć pochylić się nad każdym, pewnie zabrakłoby miejsca w tym numerze „Pisma Folkowego”.
Wanda Księżopolska, Kolędowanie. Wschodnie Mazowsze, południowe Podlasie; Katarzyna Kraczoń, Pisanki; „Przy onej dolinie”. Zaburze, Radecznica, Roztocze Szczebrzeszyńskie. Muzyka tradycyjna i jej wykonawcy, Krzysztof Gorczyca (red.)
„Polska Muzyka Tradycyjna – Dziedzictwo Fonograficzne” to wieloetapowy projekt realizowany w Zbiorach Fonograficznych Instytutu Sztuki PAN. W tym roku dobiega końca jego trzeci etap.
Fot. K. Pozimka / archiwum Zbiorów Fonograficznych IS PAN: Jacek Jackowski i inż. Franz Lechleitner podczas digitalizacji pierwszych powojennych nagrań Sobieskich
Archiwa, archiwalia, zbiory muzyki tradycyjnej. Ostatnio chętnie używamy tych słów, pochylamy się nad ich treścią, bo wróciła ich waga, znaczenie. Przedtem nie brano ich poważnie. „Ach, to jakieś stare śmieci, kto zajrzy do nich, nie ma po co zostawiać!” – taką argumentację usłyszała Barbara Peszat-Królikowska w roku 1982 w Radiu Kraków, kiedy skasowano znaczną część jej archiwalnych nagrań muzyki tradycyjnej z południa Polski. Zabrakło wtedy taśmy (analogowej BASF) na bieżącą produkcję – oczywiście polityczną. Muzyka tradycyjna, bo o nią przecież chodziło, była na ostatnim albo jeszcze dalszym miejscu zainteresowania władz (czy to państwowych, czy to lokalnych, czy radiowych).
Nie wiem, czy jest to prawda obiektywna, czy nie. Ja jednak tak właśnie widzę obecny stan muzyki tradycyjnej, zwanej niekiedy ludową. Nowa fala zainteresowania, nowa fala wykonawców młodych i coraz młodszych, zafascynowanych muzyką „starą”, ludową, źródłową. I jej ostatnimi, wiejskimi artystami. Tyle dzieje się w tej dziedzinie! I to nie tylko w lecie, kiedy dużo działań adresowanych jest do turystów. Praktycznie przez cały rok organizowane są imprezy, warsztaty i to nie tylko w dużych miastach (choć jednak impuls nowej fali, odnowy muzyki tradycyjnej płynie z miast na wieś), ale i w małych ośrodkach, nawet wsiach.
„Polska muzyka ludowa jest mało atrakcyjna i każdy, kto włączy radio, natychmiast je wyłączy” – miał powiedzieć podczas wywiadu w lipcu 2017 r. jeden z dwóch prezesów Polskiego Radia. Słowa te zacytował Jan Pospieszalski podczas swego wystąpienia w trakcie Ogólnopolskiej Konferencji Kultury, w jej części dotyczącej kultury ludowej, w Lublinie we wrześniu ubiegłego roku. Jego wystąpienie nadal można usłyszeć i zobaczyć w Internecie (polecam – bardzo ciekawe!). Zdumiewające, że refleksje takie jak powyższa może dziś formułować (i zarazem promować takie postawy) osoba odpowiedzialna za kształtowanie gustów Polaków, osoba stojąca na czele ogólnopolskiego czy nawet – niech będzie zgodnie z narracją aktualnej władzy – narodowego medium.
[folk a sprawa polska]
Wiele lat temu, kiedy byłam jeszcze studentką, pojechałam na obowiązkowy obóz etnograficzny i tam się zakochałam. W pieśniach, treściach, które te pieśni niosą, w ludziach wsi, w ich przywiązaniu do w ten sposób wyrażanej tożsamości, identyfikacji kulturowej.
W dniu 26. urodzin Radiowego Centrum Kultury Ludowej, 1 kwietnia 2020 roku, wyłoniono laureatów w konkursie na Folkowy Fonogram Źródeł. Jury w składzie: prof.
Lublin, 2-5 września 2020 r.
O OBROTACH …
fot. tyt. - materiały twórców projektu