Ogniście – mgliście
Tomasz Janas poddaje uwadze czytelników twórczość wyjątkowych, choć nieco przeoczonych artystów folkowych: zespołów Daj Ognia i Jarzmo oraz Olgi Hanowskiej.
Tomasz Janas poddaje uwadze czytelników twórczość wyjątkowych, choć nieco przeoczonych artystów folkowych: zespołów Daj Ognia i Jarzmo oraz Olgi Hanowskiej.
Maria Baliszewska wspomina spotkania z muzykami ludowymi podczas badań terenowych, które prowadzili razem z Marianem Domańskim w latach 70.
Maria Baliszewska w felietonie wraca pamięcią do swojej pierwszej zagranicznej podróży na Wileńszczyznę w 1992 roku oraz opisuje wyjątkowe spotkania z Polakami mieszkającymi wówczas na Litwie.
Tomasz Janas u progu wiosny podsumowuje miniony rok na scenie folkowej, wskazując na liczne wartościowe płyty i rozwój młodych artystów.
Od koszuli do koszuli. Grzegorz Józefczuk w felietonie przybliża fenomen wyszywanych ludowych koszul ukraińskich i ich dzisiejszą recepcję.
„To nie jest jazz!” – takim okrzykiem, jak głosiły słynne opowieści, mieli reagować klasycy i nestorzy gatunku na poczynania młodych adeptów sztuki improwizowanej w połowie lat 80. XX wieku, głównie twórców kojarzonych ze środowiskiem tzw. Young Power – zarówno tak właśnie nazwanej fantastycznej orkiestry, jak i szeregu innych zespołów powiązanych z nią personalnie i (by tak rzec) ideowo.
Barwny felieton Grzegorza Józefczuka o Wadymie Jacence i Chórze Homin, pokazujący drogę artysty od telewizyjnej porażki do muzycznej sensacji Ukrainy oraz jego świadome odchodzenie od folklorystycznych stereotypów.
Maria Baliszewska o archiwach etnomuzykologicznych.
O letnich festiwalach i towarzyszących im refleksjach Tomasz Janas.
O dziełach filatelistyki ukraińskiej, fenomenie wiersza Wraże Ludmyły Horowej oraz sukcesie piosenki formacji Angy Kreyda pisał Grzegorz Józefczuk.
Na zdjęciu kartka pocztowa i znaczki z motywem Wiedźmy, fot. z arch. aut.
Maria Baliszewska o ogniskach muzyki tradycyjnej, przekazywaniu piękna tradycji oraz młodych wykonawcach. Jak szkółki, fundacje i pasjonaci wychowują nowe pokolenia muzykantów?
Tomasz Janas o festiwalach i konkursach, pokazujących bogactwo współczesnej sceny folkowej. Jurorskie werdykty, nagrody i płyty.
Grzegorz Józefczuk o „folku” wędrującym przez świat – od Newport po Bali, od rzeszowskiej restauracji po londyńską modę. Z dystansem i humorem pokazuje, że folk to nie tylko muzyka.
„Raz na walcu, raz pod walcem, życie polega na walce. Na walce lub na wyścigu, raz pod dźwigiem, raz na dźwigu” – przywołaniem fragmentu tekstu piosenki Marka Andrzejewskiego „Pismo Folkowe” lapidarnie skomentowało na Facebooku fakt, że nie otrzymało grantu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2025. Zatem w tym roku pod walcem.
W powodzi złych i ponurych wiadomości, napływających do nas codziennie z całego świata, trudno czasami znaleźć jakiekolwiek krzepiące sygnały. Warto więc chyba cieszyć się choć drobiazgami (choć może to nie drobiazgi?).
Obchodzimy w tym roku pięćdziesięciolecie Nagród im. Oskara Kolberga.
Piszę ten tekst, gdy rok 2024 chyli się ku końcowi. A koniec roku zawsze skłania ku spojrzeniu wstecz. I tutaj pojawia się myśl: jak różne bywają formy pamięci. Przecież to ona jest jednym z fundamentów, a może wehikułów myślenia o muzyce tradycyjnej. Jest podstawowym elementem w rozważaniach (a tym bardziej artystycznych propozycjach) pozwalających na współczesne odczytania tradycji, interpretacje, reinterpretacje, rozumienie po swojemu i po swojemu opowiadanie. Dobrze byłoby, gdyby nam czułej pamięci nie brakowało.
Jestem w Lublinie od paru ładnych tygodni, a może i miesięcy, lecz moja głowa znajduje się częściowo w Drohobyczu na Ukrainie. Pasjonuje mnie fenomen muzyki i w ogóle dźwięku. Nie trzeba nikogo przekonywać, że nasi wschodni sąsiedzi to ludzie o wielkiej wrażliwości muzycznej oraz ceniący muzyczną tradycję, szczególnie własną. Dlatego interesuje mnie bardzo, jaki wpływ na nich będzie miała muzyka generatorów.
Moje pierwsze spotkanie z Tatrami odbyło się dawno temu. Miałam 17 lat i wyruszyłam w kaloszach na Świnicę z koleżanką śladem mojego Ojca. On w Tatrach bywał całe życie, a na tę górę wszedł po raz ostatni w wieku 77 lat. Chciałam więc go dogonić. Nie wiedziałam, że po tym pierwszym spotkaniu moje życie szybko się z tymi górami zwiąże na wiele sposobów.