Kapeli ze Wsi wędrówka po muzyce – „re:akcja mazowiecka”

Felieton. Maria Baliszewska

To nie będzie recenzja ostatniej płyty Kapeli ze Wsi Warszawa. Raczej refleksja nad re:akcją. Chcę trochę porozmyślać nad drogą tego zespołu, który jest wizytówką polskiej kultury tu i tam, czyli w kraju i na świecie.
Zaczęli dwadzieścia lat temu jako skromna, młoda, studencka grupa, którą zaintrygowała tradycyjna muzyka. Patrzyli na Polskę, a nie w obce strony, jak wówczas robiło wiele zespołów. Pierwszy festiwal radiowy Nowa Tradycja i tam druga nagroda. Niedużo, ale na zachętę. Ta zachęta okazała się czymś bardzo ważnym i rozwojowym. Kapelanci – wtedy Katarzyna Szurman, Małgorzata Śmiech, Maciej Szajkowski – skorzystali z pomocy Włodka Kleszcza, który z zespołu muzyki tradycyjnej zrobił grupę nowatorską, ale zanurzoną w ludowości. Obecny styl zawieszony jest między tradycją a autorską kompozycją. Świeży impuls muzyczny popłynął ze strony nowych członków – Mai Kleszcz, dysponującej świetnym głosem i umiejętnością gry na wiolonczeli, Wojciecha Krzaka, antropologa i multiinstrumentalisty, Piotra Glińskiego, mistrza instrumentów perkusyjnych, a wkrótce potem także Magdaleny Sobczak, muzykologa, wokalistki i cymbalistki, Sylwii Świątkowskiej, która zamieniła grę na skrzypcach w Stilo na występy z KzZW. W ostatnich latach odeszli Maja i Wojtek, by znaleźć nową, własną drogę artystyczną, a dołączyli inni muzycy – Ewa Wałecka, Paweł Mazurczak, Miłosz Gawryłkiewicz. Z pierwszego składu pozostał jedynie Maciej Szajkowski, człowiek arcyważny, bo dusza zespołu, dziennikarz i muzyk kreatywny, skała. Jego oddanie muzyce tradycyjnej przekłada się na kolejne projekty Kapeli, które mam okazję od początku obserwować i im w taki czy inny sposób kibicować. Dlaczego o tym piszę? Otóż na przykładzie historii Kapeli ze Wsi Warszawa można prześledzić dramaturgię rozwoju polskiego folku w ciągu ostatnich dwudziestu lat. I zastanowić się, jaki fenomen spowodował, że w powodzi wielu tzw. zespołów folkowych, które powstawały i znikały, ten właśnie nie tylko przetrwał, ale rozwija się, wydaje nowe płyty, tworzy nowe projekty – coraz ciekawsze, pachnące nowością, a zanurzone w dawności. Muzycy, którzy jednocześnie są kompozytorami, nie boją się eksperymentów stylistycznych, brzmieniowych, podróży w nieznane z ludowymi wykonawcami. Tak było na początku ich drogi, tak jest i teraz, po dwudziestu latach. Najnowszym przykładem tej podróży jest dwupłytowy album „re:akcja mazowiecka”. Motto zamieszczone na okładce brzmi: „Muzykant mianowicie […] był w jak najbardziej namacalny sposób tym, kto przynosił na wieś nowe”. I Kapela przynosi nowe w tym albumie. Przywołuje tradycyjne pieśni mazowieckie (Mazowsze Polne, Kurpie) w ich autentycznym brzmieniu i wykonaniu, pokazuje odniesienia do nich we własnej twórczości. Słucha się tych płyt, tej muzyki, a i koncertów jak podróży w światy zaczarowane i – jak się okazuje – nie całkiem minione! Jest refleksja, energia, szacunek i szaleństwo, trochę surowej muzyki i sporo wykwintnej – „Oberek dur-moll”, „Usypianka”, „Raga mazowiecka”, „Starozina”. Warto się wybrać z Kapelą ze Wsi Warszawa w tę nową podróż po Mazowszu, Kurpiach i Radomszczyźnie.

Maria Baliszewska

Skrót artykułu: 

To nie będzie recenzja ostatniej płyty Kapeli ze Wsi Warszawa. Raczej refleksja nad re:akcją. Chcę trochę porozmyślać nad drogą tego zespołu, który jest wizytówką polskiej kultury tu i tam, czyli w kraju i na świecie.

Dział: 

Dodaj komentarz!