Co nowego w folku?
W sondzie zapraszamy do przeczytania podsumowania roku z Marcinem Piotrowskim, Szymonem Wrzosem, Maciejem Szajkowskim, Pauliną Łaskarzewską oraz Janem Konadorem.
W sondzie zapraszamy do przeczytania podsumowania roku z Marcinem Piotrowskim, Szymonem Wrzosem, Maciejem Szajkowskim, Pauliną Łaskarzewską oraz Janem Konadorem.
Jeszcze w ubiegłym tysiącleciu zaczęliśmy przyjeżdżać na Mikołajki Folkowe, chyba pierwszy raz byliśmy tu w 1997 roku. Folk ma wiele twarzy, a zainteresowanie różnymi jego gatunkami zmienia się, choć zazwyczaj fluktuuje. Można to rozpatrywać z różnych perspektyw: skali, muzyki, jaka jest grana, czy samych gatunków folku. Te zmiany obejmują zarówno muzykę tradycyjną, jak i folkową, tworząc „górki i dołki” na przestrzeni lat. Od dłuższego czasu na scenie folkowej dominuje muzyka tradycyjna, a zainteresowanie folkiem jako całościową koncepcją wydaje się ostatnio maleć. Co roku pojawia się około 100 nowych płyt, czyli średnio dwie tygodniowo. Jak na niszowy gatunek to wynik niesamowity. Przede wszystkim jest to bogata i różnorodna scena, choć trudno nazwać ją rynkiem. Folk obejmuje wiele artystycznych przejawów związanych z muzyką tradycyjną – od źródłowych brzmień, przez etno-jazz aż po muzykę klasyczną.
(Jan Konador i Paulina Łaskarzewska)
Folkowy rok 2021 w Polsce… Co najmniej kilkanaście etnoperełek udało mi się znaleźć i nimi zachwycić. Duże koncerty na żywo widziałem tylko... dwa, ale były to muzyczne diamenty: rosyjski („z pitera”) Otava Yo w warszawskiej Progresji (gig przesunięty z 2020 roku z powodów COVID-owych) i słowacką Hrdzę na plenerze Dnia Słowackiego na Ursynowie. Resztę folkowego grania na żywo zaliczyłem albo bardzo lokalnie (głównie były to muzyczne spacero-plenery w wykonaniu niezmordowanej Grupy Śpiewu Tradycyjnego Osiedla Przyjaźń i zaproszonych gości) lub po prostu online – w tym m.in. tegoroczny Trifon Zarezan (i niestety już ostatni raz zagrany w stołecznym OKO), reaktywowany Księżyc i akustyczny Merkfolk. Na pewno ci, którzy widzieli na żywo Dirty Shirt na Poland Rock, też nie żałują – gig można obejrzeć udostępniony przez zespół na YT.
(Witt Wilczyński)
Ocenianie płyt to trudna sprawa. Przez lata nauczyliśmy się dostrzegać dobre i ciekawe strony każdego albumu, który trafia w nasze ręce. Od lat jednak nic nas jakoś szczególnie nie zachwyciło. Nie znaczy to, że nic nam się nie podoba, ale trafienie na coś nowego, innego, nowatorskiego jest coraz trudniejsze. W ubiegłym roku ukazało się wiele ważnych i długo wyczekiwanych płyt. Debiutanckie albumy artystów od dłuższego czasu funkcjonujących już na scenie folkowej; „drugie” krążki, które bywają o tyle trudne, że powinny potwierdzić sukces pierwszych, a także pokazać jakiś rozwój w twórczości artystów – takich premier w ubiegłym roku było naprawdę sporo i raczej nie zawiodły oczekiwań fanów (zarówno te debiutanckie, jak i te „drugie”).
(Paulina Łaskarzewska i Jan Konador)
Muzyka istniała od wieków, ewoluowała, migrowała, mimo iż nikt nawet nie myślał o jej utrwalaniu, a potem zapisywano tylko wybrane jej formy. Możliwość rejestracji dźwięku to tylko sprawa zwiększenia dostępu do muzyki, a w zasadzie dostępu do jej różnorodności (towarzyszyła ona przecież ludziom ze wszystkich warstw społecznych i kultur na całym świecie) i zwiększenia tempa jej rozpowszechniania. Owa dostępność ma oczywiście wpływ na to, co się dzieje z muzyką i jak ją przetwarzamy. Jako twórcy możemy wzorować się, wykorzystywać dźwięki z najdalszych zakątków świata, nie przekraczając granic swojego kraju, miasta, nie wstając z fotela.
(Paulina Łaskarzewska i Jan Konador)