
Maria Pomianowska – multiinstrumentalistka, profesor sztuk muzycznych w Akademii Muzycznej w Krakowie – w grudniu 2022 roku po raz kolejny zasiadła w jury konkursu „Scena Otwarta” w czasie Mikołajek Folkowych. W rozmowie z Agnieszką Matecką-Skrzypek opowiada o nagrodzonych artystach.

Agnieszka Matecka-Skrzypek: Co zadecydowało o tym, jakie zespoły zostały nagrodzone? Dlaczego pierwsze miejsce zajął GrandMotherJazz?
Maria Pomianowska: Dla mnie osobiście była to najciekawsza formacja. Dobrze wiesz, że zaskoczyć nas można rzadko. Słyszeliśmy już sporo, więc kiedyś dużo łatwiej było stworzyć coś nowego – coś, co jednocześnie trafia do serca i ma jakość, która może zadowolić nasze gusta. Muzyka GrandMotherJazz była bardzo ciekawym i smacznym połączeniem elementów jazzowych z muzyką prostą, właściwie wiejską. Śpiew wokalistki był pozbawiony zupełnie maniery: takie zwykłe śpiewanie, od serca, od duszy. Jednocześnie wszystko było odpowiednio ułożone. Ewelina Prokopiuk ma w zespole dobrych muzyków, którzy potrafili improwizować. Nic nie było przesadzone, nie było jakichś popisów wirtuozowskich. Ta grupa niczego nie chciała udowadniać, tylko pokazała swój pomysł na muzykę. Niby fuzje istnieją od lat, a jednak był to powiew świeżości. Składały się na niego aura autentyczności, ciekawy pomysł i zdolni artyści. Oni mogą się bardzo ciekawie rozwinąć.
Druga nagroda i nagroda Czwórki, zespół Żywi Joł! to taki „wiejski rap”. To też jest ciekawe podejście, troszkę z przymrużeniem oka, ale taka muzyka służy zabawie. W końcu muzyka ludowa była przeznaczona albo do obrzędów, albo do zabawy. Ona była do wypłakania się, wycieszenia, wytańczenia, była zrośnięta z człowiekiem, nieprzeintelektualizowana. Ta zabawa z rapem miała podobny charakter. Podobała mi się ta naturalność, taki przekaz „radochy” na scenie.
Potem mamy trzecią nagrodę dla zespołu Osty. Zaprezentował więcej intelektu, myślenia, poszukiwań, konstruktywnego pomysłu. To jest podejście typu: „Ciekawe, co się stanie, jak my tak zagramy”. Była to dla mnie zabawa intelektualna. W wypadku poprzednich dwóch zespołów mieliśmy muzykę powstającą bardziej żywiołowo.
Oczywiście nie da się pominąć nagrody im. Ani Kiełbusiewicz. Pamiętam Anię. W roku 1996 daliśmy jej na Mikołajkach pierwszą nagrodę. To wtedy nastąpił początek nowej epoki. Zdecydowaliśmy, że położymy nacisk na folk inspirowany polską tradycją. Na rynku dominowała wtedy muzyka irlandzka i bałkańska.
I jeszcze andyjska.
Oczywiście, było fajnie, ale trochę tęskniliśmy za tą rodzimością. Dzisiaj, przed rozmową, posłuchałam nagrań Ani. Jej głos był wyjątkowy, przejmujący. Nagroda jej imienia trafiła do Eweliny Prokopiuk, czyli solistki z GrandMotherJazz. Bardzo się z tego cieszę. Dziś w muzyce jest wiele maniery śpiewaczej. Solistki bardzo kombinują, żeby czymś zaskoczyć: tu zajęczeć, tu westchnąć… Tymczasem na scenę wychodzi dziewczyna, śpiewa prosto, czysto, ładnie, głosem z serca – i to wystarczy. Moim zdaniem była najlepsza wśród wokalistów tegorocznej „Sceny Otwartej”, nie było w niej żadnej sztuczności.
Warto wspomnieć o nagrodzie specjalnej za interpretację muzyki tradycyjnej w duchu tradycji [nagroda specjalna im. św. Jerzego, upamiętniająca postać śp. Jerzego Bartmińskiego, przyp. red.], którą otrzymał Męski Zespół Zwołany. Lubię takie prezentacje, choć trzeba przyznać, że nie było to perfekcyjnie zaśpiewane. Chłopcy mają piękne głosy, ale chyba nie mieli zbyt wiele czasu na przygotowanie.
Może się właśnie zwołali…
Faktycznie się zwołali, ale dobrze, że daliśmy im tę nagrodę. Może to ich zainspiruje do tego, żeby się jednak częściej zwoływać i śpiewać. Wyróżnienie otrzymała też Leśna Siostra. To było poszukiwanie dźwięku w naturze. Występ był fajny, relaksujący, to też jest potrzebne.
To chyba nurt, który obecnie zaczyna się rozwijać w folku.
Tak, takie przetwarzanie dźwięków natury na język muzyczny. To jest bardzo interesujące. Lubię takie rzeczy i jestem ciekawa, jak o tym myśli młode pokolenie. My często pewnych rzeczy już nie słyszymy i nie zauważamy. Nagle po prostu zwracam na coś uwagę – o rety, ta dziewczyna ma taką wrażliwość, jest jeszcze młoda, otwarta! Ona wyłapuje coś, czego ja już nie słyszę. To jest dla mnie wzbogacające, cenne zjawisko muzyczne. Z kolei publiczność przyznała nagrodę zespołowi Zdrawica. To muzyka zabawowa – głośna, wesoła. Wybory jurorów pokazują pewną ewolucję folku. Wcześniej zależało nam na polskich inspiracjach, bo tego zjawiska praktycznie nie było. Nagle przychodzi 2022 rok, w czasie obrad jury zapada cisza i w pewnym momencie Bogdan Bracha mówi: „A może porozmawialibyśmy o formule?”. Wszyscy czujemy, że ta dawna formuła już się wyczerpała, spełniła swoją funkcję. Scena zaczyna być otwarta na nowe rzeczy, na poszukiwanie zdolnych muzyków, którzy zaczynają dostrzegać coś więcej, jak Leśna Siostra w dźwiękach natury, jak GrandMotherJazz w muzycznych połączeniach. Te poszukiwania mogą być w muzyce chińskiej, koreańskiej, to może być łączenie wątków koreańskich i heavy metalu z folkiem andyjskim… Jeżeli to będzie dobre, smaczne, szczere, będzie do nas przemawiało, to jestem na tak. To jest czas na tworzenie zupełnie nowej muzyki. Teraz się jeszcze bardziej otwieramy, chcemy być jeszcze bardziej „Sceną Otwartą”, żeby dać szansę superciekawym ludziom, którzy mogą nas jeszcze bardzo wiele nauczyć, pokazując swoje poszukiwania. To jest fascynujące.
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Wiktoria Kaczmarczyk
Maria Pomianowska – multiinstrumentalistka, profesor sztuk muzycznych w Akademii Muzycznej w Krakowie – w grudniu 2022 roku po raz kolejny zasiadła w jury konkursu „Scena Otwarta” w czasie Mikołajek Folkowych. W rozmowie z Agnieszką Matecką-Skrzypek opowiada o nagrodzonych artystach.
fot. J. Jeżak: Laureaci Mikołajek Folkowych 2022