
Właściwie na podstawie tego, co chcę opisać, powinno się zrobić film. Od kilku miesięcy noszę w sobie te dźwięki i atmosferę. Nie umiem tej relacji przelać na papier, zatem to, co niżej, będzie zaledwie skrawkiem należnego przekazu. W październiku 2022 roku Mateusz Etynkowski – małopolski reemigrant z Kanady zafascynowany kulturą góralską, ale i węgierską zorganizował warsztaty muzyczne w Murzasichlu poświęcone węgierskiemu Jobbágytelke w Siedmiogrodzie.

Joanna Zarzecka
W Izbie Regionalnej u Gąsienicy i przylegającym do niej pensjonacie odbywały się trzydniowe zajęcia muzyczne – nauka gry na skrzypcach, altówkach, kontrabasach, instrumentach pasterskich, nauka piosenek i oczywiście tańca. Wieczorami zaś warsztaty przechodziły naturalnie w potańcówki.
Przyjechała grupa muzyków i nauczycieli z Węgier, a po stronie uczestników członkowie lokalnych kapel góralskich i zespołów folklorystycznych oraz amatorzy muzyki węgierskiej z obszaru od Podhala po Śląsk (o Warszawę zahaczając).
Tematem przewodnim była muzyka z wioski Jobbágytelke w rejonie Marosmente w Székélyfold. Na tapet weszły: csardas, korcsos, cigany csardas i verbunk z tych okolic.
Miałam szansę uczestniczyć w nauce piosenek i zajęciach tanecznych, którymi byłam zachwycona. Mając pewną wprawę w tańcach węgierskich, potrafiłam docenić jakość prowadzonych warsztatów i doskonale przygotowanych instruktorów. Byli nimi: Kata Tóth-Knapecz – studiująca na ostatnim roku na Węgierskim Uniwersytecie Sztuk Tanecznych i pracująca jako nauczycielka tańca; András Tóth-Knapecz – również zawodowiec po Węgierskim Uniwersytecie Sztuk Tanecznych oraz Márton Kovács – nauczyciel tańca i absolwent tańca ludowego z tego samego uniwersytetu. Przygotowanie teoretyczne przełożyło się na język nauki. Jako że grupa była zdolna, udało się praktycznie „zrobić” w ciągu trzech dni cały region.
Instrumentalistów uczyli: Róza Császárné Borzavári – skrzypce, studentka Akademii Muzycznej w Budapeszcie na kierunku skrzypce ludowe; Dominik Császár – fujara pasterska, muzykant ludowy i nauczyciel muzyki ludowej, twórca instrumentów pasterskich; László Domonkos Bálint – altówka, nauczyciel i student tego instrumentu; Máté Tóth – kontrabas, absolwent Uniwersytetu Sztuki Muzycznej w Budapeszcie i nauczyciel kontrabasu.
Co ciekawe, Róza zakochała się w podhalańskiej muzyce ludowej i z jej powodu nauczyła się języka polskiego! Bardzo to ułatwiało komunikację i pracę na warsztatach.
Zajęcia były intensywne w każdej podgrupie, a ich efekt można było zobaczyć na podsumowaniu poszczególnych modułów, kiedy do sali tanecznej przychodził pełen skład instrumentalny i do tańca grało np. 5–6 kontrabasów, 10 skrzypiec i z 8 altówek – nie liczyłam, bo mogłabym się pomylić w rachunkach.
Oprócz warsztatów i zabaw w sobotę gospodarz Mateusz i goście, wraz z Pawłem Majerczykiem z Polski, zagrali wspólnie koncert jako zespół Samorodny. Projekt ten pokazuje związki melodyczne w góralskiej i węgierskiej muzyce ludowej i muszę przyznać, że była to prawdziwa „petarda”, jak to się teraz modnie mówi.
Prowadzący prezentację Mateusz Etynkowski zaprosił słuchaczy do „Podróży przez Karpaty”. Była tak ciekawa, że upłynęła błyskawicznie. Nasi przyjaciele z Węgier spletli swoją muzykę z naszą, podhalańską. Włączając swoje utwory z regionów: Gyimes, Bukowina czy Kalotaszeg, śpiewali i tańczyli polskie piosenki jak rdzenni górale. Właściwie, kto powiedział, że tylko my możemy śpiewać w obcych językach? Podobieństw było więcej niż różnic – czy to w rytmie, czy w krokach tanecznych, czy instrumentach, bo przecież Gimeszowy gordon to trochę taka nasza góralska basetla. Nasi węgierscy koledzy tańczyli z ciupagami niczym Podhalanie, wszyscy śpiewali po polsku i po węgiersku do tych samych melodii, które się przenikały i przechodziły jedna w drugą. Przemyślane koniunkcje dźwięków z obu stron Karpat dały fascynujący efekt, a że to wspaniali tancerze, z dużymi umiejętnościami w „czopaszach”1, występ był świetny.
Konferansjerkę prowadził Mateusz Etynkowski, który też brał udział w tym projekcie, tańcząc i śpiewając w obu językach i stylach.
Zachwyciła mnie jakość tego pomysłu, jego pieczołowita kompozycja i wykonanie, warte szerszego udostępniania, bo pokazuje, jak bliskie są związki kulturowe ludzi żyjących po różnych stronach tych samych gór.
Wypytałam później Rózę Császárné Borzavári o pomysł takiej fuzji i przytoczę kilka jej własnych słów na ten temat.

Czy macie jakąś nazwę jako zespół, czy to jednorazowy projekt?
Nasz zespół nazywa się Samorodny – jest to rodzaj węgierskiego wina z regionu Tokaj, które w ten sposób nazwali Polacy. W procesie wytwarzania tego wina grona dotknięte szlachetną pleśnią nie są odrzucane od reszty kiści, wino powstaje w sposób bardziej naturalny, z minimalną ingerencją człowieka – „samo się rodzi”. Nazwą zespołu chcieliśmy nawiązać do przyjaźni polsko-węgierskiej, ale i do naturalnej czystości, która płynie z muzyki tradycyjnej.
Skąd braliście materiały? Jaki region wybraliście z folkloru polskiego i węgierskiego?
Punktem wyjściowym dla koncertu była wyjątkowa i archaiczna muzyka Podhala, w której wszyscy się zakochaliśmy – ja osobiście do tego stopnia, że zaczęłam się uczyć polskiego, aby lepiej ją zrozumieć. Muzyka tego regionu, dzięki przygranicznemu położeniu, zachowała wiele melodii, które występują również w węgierskiej muzyce ludowej. Materiał ten jest wyjątkowy, tym bardziej że melodie te pochodzą z różnych okresów, więc ich odpowiadające sobie pary stanowią samodzielną, ekscytującą historię. Mogłabym o tym rozprawiać bardzo długo, ponieważ poza przygotowaniem koncertu, moim tematem badawczym na studiach są aspekty węgierskie muzyki ludowej Podhala. W zeszłym roku jedna z moich prac zaliczeniowych na Budapeszteńskiej Akademii Muzycznej była poświęcona tym zagadnieniom, a w tym roku w ramach stypendium kontynuuję badania, które mnie coraz bardziej wciągają.
Większość z wybranych przeze mnie melodii jest rozpowszechniona na całym terenie węgierskojęzycznym, więc warianty węgierskie są grane w różnych stylach, charakterystycznych dla danego regionu. Zestawiliśmy je w pary z odpowiednikami występującymi w muzyce Podhala. Ciekawe byłoby poszerzenie materiału z koncertu o pozostałe regiony góralskie oraz o słowacką muzykę ludową – przecież większość melodii wspólnych dla Podhala i Węgier jest spotykana także w materiale muzycznym ze Słowacji. Co więcej, niektóre z nich można by było zestawić z odpowiednikami z innych krajów Europy Środkowej lub krajów karpackich i ich grup etnicznych… I tak w nieskończoność. Podsumowując: to właśnie wspólny język muzyczny sprawił, że ten projekt jest tak wyjątkowy – język ten mogliśmy wykorzystać także w praktyce, podczas wieczornych potańcówek w Murzasichlu!
Przy tworzeniu repertuaru pomocny był bogaty zbiór nagrań oraz nut – jednak prawdziwy owoc naszej pracy przyniosły wspólne konsultacje i narady. Członkiem zespołu odpowiedzialnym za część góralską jest Paweł Majerczyk, u którego online pobieram lekcje gry na skrzypcach w stylu podhalańskim. To właśnie po konsultacjach z nim ułożyliśmy utwory koncertowe. Materiał został uzupełniony o taniec – węgierscy badacze w pierwszej kolejności zainteresowali się właśnie podobieństwami tanecznymi. Poza instrumentami smyczkowymi w czasie koncertu można usłyszeć także instrumenty pasterskie: piszczałkę i dudy. Słowem: każdy z nas włożył sporo pracy, aby koncert powstał, a w czasie procesu twórczego bardzo wiele się od siebie nawzajem nauczyliśmy.
Czy to projekt jednorazowy, czy pokazywaliście go częściej?
W marcu 2022 roku pokazaliśmy go po raz pierwszy w Veszprém w czasie dnia przyjaźni polsko-węgierskiej, w lecie podczas festiwalu muzyki tradycyjnej na Węgrzech i jesienią w czasie kursu w Murzasichlu. Szukamy dalszych sposobności, aby koncert pokazać jak najszerszej publiczności – zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech.
Członkowie zespołu:
Róza Császárné Borzavári – skrzypce, śpiew
Paweł Majerczyk – skrzypce, śpiew
László Domonkos Bálint – kontrabas, altówka
Máté Tóth – wiolonczela
Dominik Császár – instrumenty pasterskie
Tancerze współpracujący przy koncercie:
András Tóth-Knapecz, Kata Tóth-Knapecz, Márton Kovács oraz Mateusz Etynkowski i Agnieszka Owczarek-Etynkowska
A tymczasem realizowane są kolejne warsztaty, także z muzyką słowacką. To wspaniała okazja do „skrzyżowania kultur”.
Joanna Zarzecka
1 Czopasz – węgierski krok męski w wielu tańcach; rytmiczne skoki i oklepywania.
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek
Właściwie na podstawie tego, co chcę opisać, powinno się zrobić film. Od kilku miesięcy noszę w sobie te dźwięki i atmosferę. Nie umiem tej relacji przelać na papier, zatem to, co niżej, będzie zaledwie skrawkiem należnego przekazu. W październiku 2022 roku Mateusz Etynkowski – małopolski reemigrant z Kanady zafascynowany kulturą góralską, ale i węgierską zorganizował warsztaty muzyczne w Murzasichlu poświęcone węgierskiemu Jobbágytelke w Siedmiogrodzie.
fot. J. Zarzecka