Kociołek po turecku (2)

Turcja i Bałkany


Meteory

fot. E. Jasińska

 

 

 

W naszej podróży przez Bałkany i Turcję [zob. „Pismo Folkowe” 2023, nr 164–165 (1–2), s. 31–33 – przyp. red.] zatrzymujemy się w okolicach, gdzie tysiąclecia temu kwitły miasta znane z mitologii, Biblii i historii starożytnej.

 

Ewa Jasińska

Troja
Odkrycie opisywanej przez Homera Troi, miasta-strażnika Hellespontu (Dardaneli), przez wiele wieków uważanej za miasto legendarne, powszechnie wiąże się z nazwiskiem Heinricha Schliemanna, niemieckiego kupca i archeologa amatora, choć prawdziwa historia jej odnalezienia jest nieco bardziej skomplikowana i dłuższa. Lokalizację starożytnego Ilios na wzgórzu Hisarlik zaproponował w 1822 roku Charles MacLaren. W 1865 roku brytyjski dyplomata, przedsiębiorca i archeolog amator Frank Calvert odkrył w tym miejscu fragment muru, który uznał – słusznie – za pozostałość legendarnego miasta. Na dalsze poszukiwania zabrakło funduszy i właśnie w tej potrzebie Calvert poznał Schliemanna. Miał go przekonać, że warto zainwestować w ideę, którą Niemiec według relacji Anglika miał nie być początkowo zainteresowany. Tym razem zgody na wykopaliska nie udzieliły władze Imperium Osmańskiego. Schliemann rozpoczął prace we wskazanym miejscu nielegalnie i bez zgody właściciela gruntu (po tej stronie wzgórza, która nie należała do Calverta).

Niemiec dotarł do warstwy, która później okazała się o tysiąclecie starsza od homeryckiej Troi (zniszczył przy okazji szereg późniejszych). Znalazł tysiące różnych przedmiotów, w tym biżuterię ze złota, którą początkowo wziął za skarb Priama.

Później naukowcy opracowali chronologię miasta. Wyodrębnili dziewięć głównych warstw odpowiadających okresom od 3000 roku p.n.e. do 500 roku n.e., a niektóre z nich dzielą się na jeszcze mniejsze okresy.

Choć nie jest to kompleks tak imponujący jak choćby Efez, który obejrzymy później, to i tak gwarantuje wiele wrażeń. Przed wejściem można zobaczyć wystawę pithos i lapidarium. Wewnątrz znajdują się pozostałości miast istniejących tu przez 35 wieków – z kilkusetletnią przerwą, prawdopodobnie właśnie po opisanej przez Homera wojnie. Możemy obejrzeć mur obronny z okresu Troi I (czyli sprzed 5000 lat), mury i pozostałości megaronu (zadaszonego budynku z odsłoniętą sienią) z okresu Troi II/III, a także sam wykop Schliemanna, bramy miejskie, pozostałości świątyń z różnych okresów, w tym z Troi IX, czyli rzymskiego Ilium (85 p.n.e. – 500 n.e.).

 

Aleksandria Troadzka
Na to miejsce trafiamy przypadkiem. W zasadzie są to częściowo udostępnione do zwiedzania wykopaliska, w których wciąż pracują archeolodzy. Można tu wejść bez opłaty, szwendać się po dawnym mieście, stąpać po starożytnej drodze, fotografować napisy w języku greckim. Stanowisko archeologiczne nie obejmuje oczywiście całego obszaru starożytnego miasta. Kilkaset metrów dalej, przy drodze, odnajdujemy ukryte w gaju (a w zasadzie, ze względu na imponujące rozmiary, nie do końca „ukryte”) pozostałości term.

Obecnie Aleksandria jest nieco oddalona od brzegu, ale niegdyś była miastem portowym. Stąd św. Paweł Apostoł wyruszył w pierwszą podróż do Europy. Decyzję tę podjął pod wpływem snu, w którym ujrzał Macedończyka proszącego go o pomoc. Obecnie prowadzi tędy oznakowany szlak św. Pawła.

 

Pergamon
Wrażenia krańcowo odmienne. O ile stanowisko archeologiczne w Aleksandrii wyglądało z perspektywy szosy jak niepozorny plac budowy, a termy wystawały gdzieś zza drzew, o tyle Pergamon w sensie czysto topograficznym jest wręcz sewrskim wzorcem ewangelicznego non potest civitas abscondi supra montem posita (z łac. ‘nie może się ukryć miasto położone na górze’).

Sam Pergamon też jest wymieniony w Piśmie Świętym, ale w Apokalipsie. Tutejsza gmina, założona przez św. Pawła, jest „jednym z siedmiu Kościołów, które są w Azji” – a jednocześnie adresatem apokaliptycznego listu. To jedno oczywiste skojarzenie. Drugie, równie słuszne, to nazwa pergaminu, którego technologię produkcji podobno opracowano właśnie tutaj. A trzecie to berlińskie Muzeum Pergamońskie, gdzie znajduje się wywieziony stąd Wielki Ołtarz – być może (choć niekoniecznie) wspomniany w Apokalipsie jako „tron szatana”.

Pierwsze wzmianki o mieście pojawiły się 400 lat p.n.e. W Pergamonie wybudowana została największa po Bibliotece Aleksandryjskiej książnica starożytna. To tu powstały pierwsze traktaty o organizowaniu bibliotek. Do naszych czasów zachowało się miasto górne. Możemy podziwiać teatr na 10 000 osób, najbardziej stromą budowlę w świecie starożytnym wybudowaną z wykorzystaniem zbocza akropolu. Na szczycie jest częściowo zrekonstruowana świątynia Trajana wraz z jej podziemiami, świątynia Dionizosa, Asklepion, czyli starożytne centrum medyczne, sanktuarium, gdzie wodą ze świętego źródła leczono chorych. Na miejscu wywiezionego do Niemiec Wielkiego Ołtarza pozostał tylko cokół porośnięty piniami. Warto zwrócić też uwagę na mury obronne.

Ciekawe jest położone u stóp wzgórza miasteczko Bergama. W centrum stoi tzw. czerwona bazylika – ufundowana prawdopodobnie przez Hadriana potężna budowla o rozmiarach 60 na 26 metrów, której ściany do dziś sięgają 19 metrów. Są wykonane z czerwonej cegły – materiału używanego wówczas w Italii, ale nie w Azji Mniejszej, z czego badacze wywodzą wniosek, że jej budowniczym nie był nikt miejscowy. Świątynia, która służyła jako miejsce kultu egipskich bóstw, w pewnym momencie została zniszczona przez pożar. W V wieku została przebudowana i służyła jako bazylika chrześcijańska. Obecnie w północnej rotundzie znajduje się meczet. Gdy zjeżdżamy z Pergamonu do Bergamy, przed jego wejściem siedzi grupka mężczyzn. Po drugiej stronie ulicy sklepy z pięknymi, orientalnymi dywanami. Do tego z meczetu rozlega się nawoływanie muezzina. Klimat jest niesamowity. Wyjmujemy telefony i zaczynamy to wszystko nagrywać.

 

Efez
Z Pergamonu udajemy się w okolice Efezu – ostatni dzień w Turcji przeznaczymy na zwiedzanie jednego z 12 jońskich miast w Azji Mniejszej. W miejscowości, w której nocujemy, na kolację wybieramy prawdziwy „street food” – hamburger z ulicznego straganu. Za niespełna 4 zł od sztuki delektujemy się wołowiną, której smak zapamiętamy na długo.

Efez jest związany z historią chrześcijaństwa. Trzykrotnie gościł w tym mieście św. Paweł, który do tutejszej gminy skierował jeden ze swoich listów. Św. Jan napisał tu swoją Ewangelię, a Najświętsza Maryja Panna, którą – jak pamiętamy – najmłodszy z Apostołów, wykonując testament Chrystusa, „wziął do siebie”, tutaj właśnie zasnęła. W 431 roku odbył się tu trzeci Sobór Powszechny, który sformułował naukę o Matce Bożej (Theotokos). Bazylikę Najświętszej Maryi Panny, w której się odbywał, a raczej jej pozostałości, można zobaczyć, zwiedzając starożytne miasto. Inne ważne zabytki to: słynna Biblioteka Celsusa, Brama Mazeusa i Mitridiusza, centralnie ogrzewane domy na tarasach, Wielki Amfiteatr (jest też mniejszy Odeon), ulica Marmurowa z przyległą agorą handlową, ulica Portowa, a nawet… zabytkowe latryny (mocz był źródłem surowców używanych do garbowania skór).

Obok Efezu znajduje się miejsce zwane Jaskinią Siedmiu Śpiących, związane z wydarzeniami z czasów cesarza Decjusza, który panował w latach 249–251. Został obwołany cezarem za panowania innego władcy, Filipa Araba. Według m.in. św. Hieronima Filip był chrześcijaninem, a ten przekaz za wiarygodny uznaje część historyków. Na pewno był monarchą tolerancyjnym, a okres jego panowania był dla wyznawców Chrystusa czasem pokoju. Niestety, Filip zginął w bitwie z wojskami Decjusza, a nowy władca wydał zarządzenie, zgodnie z którym wszyscy mieszkańcy Imperium z wyjątkiem Żydów mieli obowiązkowo złożyć ofiarę pogańskim bogom. Ponieważ w cesarstwie istniały tylko dwie bezwzględnie monoteistyczne religie, a Rzymianie prawdopodobnie byli już świadomi niechęci do składania ofiar bożkom przez chrześcijan, faktycznie edykt uderzał w wyznawców Jezusa.

W Efezie siedmiu młodzieńców, którzy nie chcieli zdradzić Chrystusa, ale pragnęli zachować życie, ukryło się w jaskini poza miastem. Zapadli tam w sen, a gdy się przebudzili i powrócili za mury, okazało się, że upłynęło 200 lat. Nie tylko Decjusz od dawna już nie żył, ale i świat stał się chrześcijański.

Nieopodal jaskini znajduje się klimatyczna restauracja w lokalnym stylu, gdzie możemy podpatrzeć, jak siedzące na ziemi Turczynki przygotowują olbrzymie naleśniki wypełnione wyśmienitym farszem, które za chwilę wylądują na naszych talerzach.


Efez

fot. E. Jasińska

 

 

 

 

 

 

 

 

Św. Lidia – pierwsza gospodyni św. Pawła w Europie
Po obiadokolacji czas na ostatnią kąpiel w Morzu Egejskim, potem jeszcze turecka herbata z lokalnymi słodkościami serwowanymi pod swojską nazwą bomba – i przez Dardanele wracamy do Europy. Rano przekraczamy granicę turecko-grecką i dojeżdżamy do Filippi. To właśnie do tego miasta przybył z Azji św. Paweł. Dom tutejszej obywatelki, Lidii, stał się pierwszym europejskim mieszkaniem Apostoła Narodów, a gospodyni najprawdopodobniej pierwszą chrześcijanką na naszym kontynencie – choć sama pochodziła z… Lidii, czyli części Azji Mniejszej, z której właśnie przybyliśmy. Gościnna chrześcijanka również została kanonizowana. Dziś tę historię przypomina niewielkie prawosławne sanktuarium położone nieopodal starożytnego Filippi, podobno w miejscu, gdzie stał dom św. Lidii (tym samym w miejscu pierwszego kościoła w Europie) – wynika więc z tego, że mieszkała poza samym miastem.

Jego teren też oczywiście możemy zwiedzić. Najważniejsze obiekty na terenie stanowiska to więzienie św. Pawła, pozostałości po bazylikach i teatr. Jest także interesujące muzeum i lapidarium.

 

Monastery na skałach, czyli wizyta w Meteorach
Ruszamy dalej, by wieczorem dotrzeć do Kalambaki. Przyjemne miasteczko położone jest u stóp Meteorów, a nam trafia się apartament z cudownym widokiem na pionowe skały wznoszące się na wysokość 600 metrów n.p.m.

Wykończeni całonocną jazdą i dwoma dniami pełnymi wrażeń zasypiamy, ale nazajutrz już o 9.00 stoimy u wrót Wielkiego Meteora, najstarszego monastyru, założonego przez Atanazego Meteorytę w 1336 roku (choć pierwsze pustelnie w skałach istniały już w X wieku). Atanazy (w prawosławiu czczony jako święty) sprowadził tu mnichów ze słynnej Góry Athos.

Potem powstawały kolejne klasztory, aż ich liczba sięgnęła 24. Do XX wieku jedynym środkiem transportu do tych obiektów były liny i wciągane na nich za pomocą siły mięśni windy. Dopiero względnie niedawno powstały mosty, drogi i schody.

Pierwotnie klasztory były także schronieniem przed licznymi najazdami tureckimi. Gdy Bizancjum upadło, stały się skarbcem zbieranych dla sułtana podatków.

W Wielkim Meteorze zwiedzamy główną cerkiew (katholikon) z freskami sprzed 500 lat, a także dawną kuchnię i warsztat stolarski. Jest tu wystawa dokumentująca walki narodowowyzwoleńcze w XIX wieku i w czasie II wojny światowej. Plakat z 1940 roku wydaje nam się podobny do o rok starszego polskiego plakatu. Hasło Exo apo ten Ellada jest dłuższe niż Wara!, ale sens pozostaje ten sam.

Nazajutrz trafiamy na pustelnie mnichów położone nie na szczytach skał, lecz wydrążone w ich ścianach. Wydaje się, że do niektórych – a część wygląda na zamieszkałą – wciąż można się dostać tylko za pomocą liny zrzuconej na dół. W trakcie wędrówki odkrywamy kilka opuszczonych jaskiń, do których można dotrzeć po stromym zboczu. Ruszamy w stronę Ochrydy…

 

Ochryda i Jezioro Ochrydzkie, Perła Macedonii
Powrotna droga do Macedonii wypada nam przez skrawek Albanii. Niedługo po przekroczeniu granicy grecko-albańskiej nawigacja kieruje nas w stronę masywu Suwej Płaniny (czyli „Suchych Gór”, „płanina” pochodzi chyba zresztą z tego samego źródłosłowu, co nasza „połonina”). Po wspięciu się na przełęcz naszym oczom ukazuje się cudowny widok na jezioro Prespa – położone na wysokości blisko 1000 metrów – i otaczające je góry. Z lewej strony Grecja, naprzeciw nas Macedonia. My jesteśmy w Albanii, ale w tym miejscu łatwiej trafić na cerkiew niż meczet. Nazwy też mówią same za siebie: Pustec, Gorice, Pogradec, Zwezde. Zjeżdżamy nad jezioro. Na wyciągnięcie ręki wyspa Gołem Grad – Wielki Gród – już po macedońskiej stronie granicy. Obecnie jest niezamieszkała, warta jednak odwiedzenia ze względu na szereg zabytków: są tu pozostałości domów z czasów rzymskich, bazylik wczesnochrześcijańskich i cerkiewki z pierwszych wieków ubiegłego tysiąclecia – m.in. z zachowanymi pięknymi freskami.

Po macedońskiej stronie oddalamy się od Prespy, wspinając się na zbocza masywu Galiczyca. Wkrótce docieramy na przełęcz, z której można ruszyć na najwyższy szczyt Magaro (2255 metrów n.p.m.). My wspinamy się tylko kilkadziesiąt metrów w przeciwną stronę, ku miejscu reklamowanemu jako „Pogled na dwa ezera”. Rzeczywiście widać stąd Prespę i – po przeciwnej stronie – Jezioro Ochrydzkie, cel naszej dzisiejszej podróży. Jest to najgłębsze jezioro na Bałkanach i jedno z najstarszych w Europie – jego wiek szacuje się na od 4 do 10 milionów lat. Jest bardzo czyste (zaraz się w tej czystej wodzie wykąpiemy, nie przejmując się chłodem – bo przecież jesteśmy w górach, a to już prawie połowa września).

Żyje tu 200 gatunków ryb. Z łusek jednej z nich, płaszycy, krewnej naszej uklei, wyrabia się emulsję nadającą wyjątkowy wygląd tzw. ochrydzkim perłom. Prawdziwą perłą Macedonii jest miasto Ochryda – wpisane na listę UNESCO. Przepiękna starówka z urokliwymi uliczkami, trzynastowieczna cerkiew Przenajświętszej Bogarodzicy z freskami z epoki, cerkiew św. Dymitra i wreszcie ikoniczna cerkiew św. Jana Kaneo na wysokim, skalnym cyplu nad samym jeziorem. Nieopodal znajduje się jeszcze cerkiew śś. Klemensa i Pantalejmona, gdzie odsłonięte są fragmenty wczesnochrześcijańskiego kościoła, oraz zamek cara Samuela, władcy z przełomu I i II tysiąclecia, gdy Ochryda była stolicą państwa bułgarskiego.

Wspomniany św. Klemens Ochrydzki, a także św. Nahum Ochrydzki to uczestnicy misji śś. Cyryla i Metodego na Morawach. Św. Klemens był twórcą ochrydzkiej szkoły piśmienniczej zwanej też „pierwszym uniwersytetem słowiańskim” (kontynuował tłumaczenie Pisma Świętego i liturgii niedokończone przez Apostołów Słowian, pisał kazania i eulogie, czasem przypisuje mu się nawet autorstwo cyrylicy). Św. Nahum przejął prowadzenie szkoły, gdy Klemens został biskupem Drembicy (na północ od Ochrydy). Klasztor św. Nahuma znajduje się w miejscowości Sweti Naum przy samej granicy albańskiej. Teren ten został darowany w 1925 roku Królestwu Serbów, Chorwatów i Słoweńców przez prezydenta (późniejszego króla) Albanii Ahmeda Zogu za wsparcie udzielone mu w walce o władzę.

 

„Bar to potężna twierdza”, ten też
Nazajutrz ruszamy dalej. Dosyć szybko ponownie przekraczamy granicę i podziwiamy przepiękne Alpy Albańskie. Potem kolejna granica i wieczorem jesteśmy w czarnogórskim Sutomore.

Choć głównie zażywamy kąpieli w Adriatyku i odpoczywamy po kalejdoskopie wrażeń, nie odmawiamy sobie przyjemności odwiedzenia najważniejszych miejsc.

A więc Kotor: tutejsza starówka również została wpisana na listę UNESCO. Warto zobaczyć tu Wieżę Zegarową, pręgierz, pałac namiestnika weneckiego. Nie lada atrakcję znajdą tu miłośnicy zwierząt – to muzeum kotów. Warowne miasto Stary Bar to naprawdę „potężna twierdza”, choć oczywiście nie ta podolska, o której pisał Sienkiewicz. Pewnego wieczoru wybieramy się na spacer po urokliwej starówce miasta Ulcinj, pełnej stromych, średniowiecznych zaułków, w których spacerowiczów kuszą zapachy owoców morza z licznych restauracji. Jedziemy też w góry Lovcen. Znajduje się tu mauzoleum ostatniego władyki (dostojnik cerkiewny i monarcha absolutny w jednej osobie) Czarnogóry, Piotra Piotrowicza Niegosza (Petara Petrovicia Njegosza). Koneserom serpentyn z zapierającymi dech w piersiach widokami polecamy zjazd z Lovcenu nad Bokę Kotorską. Można dosłownie oszaleć.

Następnego ranka żegnamy Adriatyk. Jeszcze w Serbii delektujemy się pljeskawicą i czewapczicami, a wieczorem już granica węgierska, za chwilę przez Karpaty wracamy nad Wisłę…

Ewa Jasińska

 

 

 

Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek

Skrót artykułu: 

W naszej podróży przez Bałkany i Turcję [zob. „Pismo Folkowe” 2023, nr 164–165 (1–2), s. 31–33 – przyp. red.] zatrzymujemy się w okolicach, gdzie tysiąclecia temu kwitły miasta znane z mitologii, Biblii i historii starożytnej.

fot. E. Jasińska: Meteory

Dział: 

Dodaj komentarz!