Podróże kulinarne po Polsce i Słowacji
Maciek Froński zabiera czytelników w kulinarną podróż po Polsce i Słowacji.
Maciek Froński zabiera czytelników w kulinarną podróż po Polsce i Słowacji.
Z fioletowej tablicy ustawionej dość niechlujnie na morenie lodowca Khumbu spoglądały dwie uśmiechnięte twarze wycięte ze starej fotografii – sir Edmund Hilary i Szerpa Tenzing Norgay. Kiedy ponad 70 lat temu zdobywali szczyt Mount Everestu, góry stały w tym samym miejscu, ale otoczenie wyglądało inaczej. Nie było kolorowej bazy ani tłumów turystów, było za to zdecydowanie więcej śniegu i lodu, a drogę do podnóży góry trzeba było odnajdywać w terenie, zamiast kroczyć po wyraźnej ścieżce. Było po prostu inaczej, bardziej dziko i surowo.
Fot. z arch. aut.
Powiśle Lubelszczyzny to według Wikipedii: "region etnograficzny na wschodnim brzegu Wisły, należący do Lubelszczyzny. Znajduje się w środkowo-zachodniej części województwa Lubelskiego". Dzięki swemu położeniu obszar ten pozostawał pod wpływem Mazowsza, z któego mieszkańcy p-rzejmowali niektóew elementy gwary i kultury. Janusz Kamocki, polski etnograf, miejscowych mieszkańców kwalifikował jako osobną podgrupę lublinian. W Wilkowie w 1996 r. powstało Regionalne Towarzystwo Powiślan, które zajmuje się między innymi wydawaniem poświęconego regionowi pisma "Powiśle Lubelskie".
Na zdjęciu: Stężyca, kościół pw. św. Marcina, fot. J. Frąk
Gdy zdobywał Kilimandżaro, płakał z radości. W Chile trafił w sam środek rewolucji, a w Gujanie Francuskiej uratował leniwca. Dominik Maiński, doktor historii i historyk sztuki, podróżnik i przewodnik, o najtrudniejszych i najpiękniejszych chwilach ze swoich licznych ekspedycji, spotkaniach z lokalnymi społecznościami oraz refleksjach towarzyszących jego wędrówkom opowiedział w rozmowie z Małgorzatą Adamczyk.
Ewa Chwałko to doktor nauk humanistycznych, redaktorka, polonistka, historyczka oraz wytrawna podróżniczka. Jako pierwsza Polka, a druga kobieta na świecie, zdobyła samotnie Łuk Karpat. Przebyła również w pojedynkę liczącą 3000 km trasę górską na Półwyspie Skandynawskim. O pasji do gór, pieszych wędrówkach, odwadze i niebezpieczeństwach czyhających na wędrowców opowiedziała Małgorzacie Adamczyk.
Fot. z arch. aut.
Jak pisze wydawca: „Dorota Szparaga, pionierka i inspiracja dla podróżników i podróżniczek, dzieli się swoją niezwykłą historią przemierzania Transcaucasian Trail – wyjątkowego szlaku ciągnącego się przez serce Kaukazu. Jej książka to nie tylko relacja z podróży z południa Armenii do północno-zachodniej Gruzji, ale przede wszystkim skarbnica wiedzy dla każdego, kto marzy o wyprawie w nieznane”. O książce Szlak Transcaucasian ARMENIA z jej autorką, podróżniczką Dorotą Szparagą, rozmawiała Agnieszka Góra-Stępień.
Oto ciąg podróży od północnych Kresów po państwa skandynawskie. Pierwsza część tekstu ukazała się w „Piśmie Folkowym” nr 171.
fot. z arch. aut.
Pierwszy przystanek naszej podróży wypada w Gibach, gdzie odwiedzamy pomnik ofiar obławy augustowskiej. To największa po II wojnie światowej zbrodnia dokonana na Polakach. 12 lipca 1945 roku w ramach tłumienia powstania antykomunistycznego w Polsce Sowieci wraz z miejscowymi kolaborantami aresztowali 7 tys. mieszkańców Augustowa i okolic. Szacuje się, że zamordowano od 600 do nawet 2 tys. osób, a wiele innych przeżyło brutalne śledztwa.
fot. z arch. aut.
Wielbłąd, a w zasadzie to wielbłądzica łypnęła okiem i – dam sobie głowę uciąć – uśmiechnęła się złośliwie. Budziła respekt i już wiedziałam, że lekko nie będzie. Pomysł dojazdu do obozu na pustyni na wielbłądzie nie był mój, ale na wyjeździe liberum veto nie działa. Cóż było robić. Beduin ponaglał, bo zachód słońca blisko. Trzeba wsiadać i mieć nadzieję, że się dojedzie do obozu na pustyni.
fot. A. Śliwa: Beduiński sprzedawca
Prawie w każdym z nas tkwi bakcyl wędrowania, poznawania nowych miejsc, ich tradycji i kultury. Jedni wędrują po świecie czy Europie, a inni – po naszym pięknym kraju. Jest też duża grupa pasjonatów (do której zalicza się również moja skromna osoba), dążących do odkrywania swoich „małych ojczyzn”. Taką ojczyzną może być np. najbliższa okolica, region lub całe województwo.
fot. J. Frąk: Łęczna, synagoga
Gdy dwa lata temu zasiadałem na widowni Miejskiego Domu Kultury w Mławie, aby zasłuchać się w koncert projektu „Mazowsze Północne. Ziemia Nieznana” Janusza i Kai Prusinowskich, nie spodziewałem się tak wielu emocji. Ziemia moich korzeni ożyła na nowo muzyką zapomnianą, tradycją, która w znakomitej części zgasła nagle, ledwie parę dekad temu… Odrodziła się rytmami, do których tańczyli jeszcze moi dziadkowie
z północnego Mazowsza, z tej niepozornej szachownicy pól, łąk i lasów, rzadko odwiedzanej przez postronnych, nieczęsto pokazywanej krainy „pszenno-buraczanej”, „białej plamy”, spokojnie rozlanej na mapie między aglomeracją Warszawy a zielonymi krainami pojezierzy…
fot. z arch. aut.: Dworek w Gołotczyźnie
Ogłuszający ryk klaksonów, wydobywający się z samochodów pędzących wokół placu Skanderbega w Tiranie, wszechobecne „myjnie samochodowe” (czyli chłopcy ze szlauchami stojący przy drogach), kupowane na poboczu drogi pieczone kolby kukurydzy prosto z paleniska, autoszroty na każdym kroku czy w końcu dwukołowy drewniany wóz ciągnięty przez osła, poruszający się drogą noszącą dumną, choć zupełnie nieadekwatną nazwę „autostrady” – takie obrazki przesuwają mi się przed oczami, gdy przypominam sobie poprzednie pobyty w Albanii w 2010 i 2013 roku. Były krótkie, kilkudniowe, wystarczające do pozostawienia
nie do końca sprecyzowanego wyobrażenia. Teraz było inaczej: dłużej – bo mniej więcej na dwa tygodnie – i częściowo trekkingowo.
fot. z arch. aut.
W naszej podróży przez Bałkany i Turcję [zob. „Pismo Folkowe” 2023, nr 164–165 (1–2), s. 31–33 – przyp. red.] zatrzymujemy się w okolicach, gdzie tysiąclecia temu kwitły miasta znane z mitologii, Biblii i historii starożytnej.
fot. E. Jasińska: Meteory
Tym razem naszą bałkańską przygodę rozpoczynamy od jednego z mniej tłumnie odwiedzanych krajów bałkańskich – Macedonii. Po kilkunastogodzinnej jeździe docieramy do Skopja, gdzie zwiedzanie rozpoczynamy od Muzeum Narodowego. W placówce – bardzo delikatnie rzecz ujmując – nie ma tłumów. A szkoda, bo ma ona do zaoferowania naprawdę sporo.
fot. E. Jasińska: Kanion Matka, Macedonia Północna
Kiedy ktoś mnie pyta, „jak było” w Jordanii, odpowiadam, że ciężko. „Ale w jakim sensie ciężko?” – fizycznie. Jednak było warto się pomęczyć, bo dotarliśmy do miejsc niedostępnych „na lekko”.
Zza kolejnych zakrętów trasy wyłaniają się ośnieżone szczyty gór Taurus – jednego z najbardziej rozległych (1500 km długości!) i majestatycznych pasm południowej Turcji… Jeszcze po drodze Adana, gwarne, dwumilionowe miasto z największym ponoć meczetem w kraju, jeszcze Iskenderun, dawna Aleksandretta, założona przez samego Aleksandra Macedońskiego; ważne morskie okno Turcji na Morze Śródziemne…
Kiedy wchodzi się do pubu w Irlandii, pierwszym, co rzuca się w oczy – a właściwie w uszy – jest szum. Jak w ulu. Szum rozmów, prowadzonych głośniej i ciszej, mieszany z wybuchami śmiechu albo rzuconym od czasu do czasu przekleństwem. W tle brzękają szklanki, napełniane przy barze ciemnym Guinnessem, bursztynowym, mocnym ale lub złocistym lagerem.
(fot. W drodze na Carrantuohill, A. Śliwa
Wizyta na subkontynencie indyjskim to niewątpliwie szok dla każdego, bez względu na doświadczenie podróżnicze, kulinarne czy kulturowe. Jedni podchodzą do pierwszego kontaktu z ogromną ostrożnością, nieufnością, rezerwą. Ale wystarczy kilka dni, aby obalić stereotypy i wypracować własne zdanie. I wtedy objawia się znany powszechnie banał: „Indie albo się kocha, albo nienawidzi”. Dla tych pośrodku pozostaje nijakość, niezrozumienie i satysfakcja z powrotu w rodzinne strony.
fot. z arch. autora
Gdy kilka miesięcy wcześniej myśleliśmy nad celem naszej kolejnej rodzinnej wyprawy, nie wiedzieliśmy, że będzie to podróż w poszukiwaniu poloników. Propozycje wycieczki padały różne, lecz zawsze znajdowaliśmy jakieś przeciwskazania do jej realizacji. Nagle padł pomysł. A może pojedźmy do Rumunii? Szybka analiza wszystkich za i przeciw i oto jest... nasz nowy cel podróży.
Sighisoara (Szegeszwar) w Rumunii fot. E. Jasińska
Jeszcze przed II wojną światową Lubelszczyzna położona była w centralnej Polsce. Po zmianach granic staliśmy się wschodnimi krańcami naszego kraju. Od wieków było to miejsce przenikania się kultur wschodu i zachodu. Świadczą o tym wsie i miasteczka naszej pięknej ziemi lubelskiej oraz zachowane w nich zabytki.
Wojsławice, cerkiew prawosławna z 1771 roku z dzwonnicą z XX wieku, fot. J. Frąk