
Dr hab. Mateusz Wyżga jest historykiem, profesorem Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie oraz członkiem sieci badawczej COST „Women on the Move”. Zajmuje się historią wsi, migracjami i mobilnością, historią gospodarczą XV–XIX wieku, demografią historyczną oraz archiwistyką społeczną. Jest autorem monografii Homo movens. Mobilność chłopów w mikroregionie krakowskim w XVI–XVIII wieku (Kraków 2019) oraz Chłopstwo. Historia bez krawata (Kraków 2022). O historii ludowej, metodach rekonstruowania historii chłopstwa i potrzebie empatii w badaniach historycznych rozmawiał z nim Damian Gocół.

fot. K. Domańska,
Wydawnictwo Znak Horyzont
Damian Gocół: Tak zwana ludowa historia Polski zajęła istotne miejsce we współczesnej debacie publicznej. Zwiększyło to zainteresowanie Polaków ich chłopskimi korzeniami i ujawniło zapotrzebowanie na syntezę poświęconą tej tematyce. Jakie wyzwania metodologiczne stoją przed historykiem podejmującym taką problematykę, szczególnie w przypadku ograniczonej liczby źródeł?
Mateusz Wyżga: Mamy do czynienia z szerokim zjawiskiem w świecie kultury, a przede wszystkim humanistyki, dla którego dobrym określeniem jest „zwrot ludowy”. Inspiruje to i daje siłę nie tylko do odkrywania na nowo historii oddolnej polskiego społeczeństwa, ale również ośmiela do dalszych działań na rzecz istniejących już od całych dekad aktywności, takich jak ruch regionalistyczny czy genealogiczny. W przypadku ujęcia syntetycznego nie można przejść biernie obok zmierzenia się z utrwalonymi w historiografii i literaturze mechanizmami gospodarki i społeczeństwa jak poddaństwo czy pańszczyzna. Osobiście jako badacz uważam, że kluczem do przepracowania tych podstawowych wątków jest rozumienie ich jako elementów staropolskiego rynku pracy. Koresponduje to z zachowanymi w dość dużej mierze źródłami w typie inwentarzy gospodarczych dóbr ziemskich, gdzie mamy spisy powinności robotniczych chłopstwa względem właściciela ziemskiego oraz różnorakich danin. Jednocześnie dają nam one wgląd Empatia historyka we wsparcie, jakie w zamian uzyskiwali poddani od swych „patronów”. Trudność ze zrozumieniem tych zjawisk przez współczesnego odbiorcę polega na tym, że wiele działań było kiedyś praktykowanych zupełnie inaczej niż dziś. Oddanie części swej „wolności” dawało człowiekowi w zamian miejsce pod dachem, kawałek chleba, odzież, ochronę prawną i możliwość zarobkowania, a co za tym idzie – pewność, iż nie umrze z głodu na przednówku. A głody wracały z zabójczą regularnością, jak i przychodzące w ich następstwie epidemie. Pod pewnymi względami z poddaństwa można było legalnie wyjść, a tacy migranci znajdywali odpowiadające im warunki u innego pana albo w mieście.
Uważam, że w głębokim „wczuwaniu się” zwrotu ludowego w sytuację dawnych, zwykłych mieszkańców Polski ważne miejsce powinna i u historyka pełnić swoista empatia wobec bohaterów jego analiz. I da się tę możliwość wyzyskać. Wymaga to jednak uważnej lektury nawet błahych źródeł, nie zawsze docenianych, gdyż odbijała się w nich przede wszystkim codzienność chłopów, a także ich sprawczość, przedsiębiorczość i podmiotowość. Jest szeroki zestaw takich źródeł, począwszy od staropolskich ksiąg metrykalnych, ksiąg bractw religijnych, wiejskich ksiąg sądowych, a skończywszy na dokumentacji dworskiej i miejskiej, bo to właśnie tam chłopstwo pojawia się bardzo często. Chodzi mi tutaj o to, by na takiej podstawie próbować dostrzec szanse, przed jakimi stawał chłop, i to, z czego wynikał sens jego wyborów życiowych. Wielu rzeczy musimy się domyślać jedynie z kontekstu takich decyzji. Posiadamy świadectwo o samodzielnej decyzji chłopa co do wejścia w poddaństwo, nawet ślad jego ręki odciśnięty na dokumencie w postaci krzyżyka. Umyka nam jednak całe pole negocjacji pomiędzy szlachcicem a potencjalnym poddanym, obejmujące działania od niezależności po szantaż.
Wydaje mi się, że problemem jest nie tyle ograniczona liczba źródeł archiwalnych, co nasze możliwości dostrzegania w nich przeszłej rzeczywistości. Zero-jedynkowe postrzeganie „chłopskich lamentów” czy kierowanych pod adresem panów ziemskich oskarżeń o „ucisk”, a także gorący ton dyskusji publicystycznej z epoki nie powinny przysłaniać nam faktu, że poza tym zgiełkiem trwała normalna codzienność na poziomie rodzin chłopskich, gromad wiejskich, parafii i dworów. Mając świadomość tego wszystkiego, dojdziemy do wniosku, że o wiele większy zakres możliwości przyniesie nam wzięcie na warsztat świadectw przeszłości o różnej proweniencji, zarówno pisanych interesownie, by wywołać zamierzoną reakcję czytelnika (podobnie w przypadku dokumentacji o charakterze sądowym), jak też zastosowanie przeważającej liczbowo dokumentacji gospodarczej rejestrującej życie codzienne, pracę, a przede wszystkim to, w jaki sposób poddani reagowali na wdrażane zmiany.
Jakie metody historyczne pomagają dostrzec w źródłach tę dawną chłopską rzeczywistość, a w jakiej mierze historyk powinien sięgnąć do instrumentarium innych nauk?
Masy ludowe można lepiej rozpoznać poprzez analizy demograficzne. Demografia historyczna posługuje się statystyką, ale sięga głębiej niż same zestawienia liczbowe. Próbuje odpowiedzieć na pytania o biologię ludzkich ciał, płodność i odtwarzanie się ludzkich populacji. Nawet relacje seksualne ludzi na wsi są wyraźnie odzwierciedlone statystycznie dla okresu wiosennego, kiedy cofnie się o dziewięć miesięcy dane o chrztach udzielanych zwyżce liczbowej urodzonych. Do tego dochodzi rekonstruowanie rodzin, na które składa się genealogiczne kojarzenie więzi pokrewieństwa pomiędzy parą małżeńską i dziećmi. Pokazuje nam to przerwy międzyporodowe oraz możliwości rozrodcze kobiet w podziale na ich pozycję społeczną we wsi, zamożność, różnicę wieku z małżonkiem. Do takiej analizy należy wykonać żmudny etap wprowadzenia imiennych danych o każdej osobie z ksiąg metrykalnych ślubów, chrztów i pogrzebów z dłuższego okresu, powiedzmy – stu lat. Daje nam to poza wiedzą o biologicznej historii jednostki i rodziny wgląd w życie wsi niemal co dnia, bo w przypadku staropolskiej, kilkuwioskowej parafii liczącej około dwóch tysięcy mieszkańców chrzty odbywały się niemal codziennie. Dzieci rodziło się dużo, bo około połowie nie dane było dożyć dorosłości. To wszystko wiemy na podstawie zajmowania się ludem metodą ilościową. Odpowiadamy więc na pytania, na które ludzie prości nie mogliby odpowiedzieć, nie mając dostępu do źródeł.
Dla odmiany w wąskiej skali możemy podjąć analizę lokalnej społeczności, rodziny czy jednostki w ujęciu mikrohistorycznym. To pogłębiony obraz funkcjonowania człowieka prostego. Poszukujemy do takich analiz źródeł, w których badana osoba „przemawia”. Najgłośniejsze dzieła przy zastosowaniu tej metody powstały dzięki zachowanym protokołom sądowym. Jest wśród takich publikacji na przykład książka Carla Ginzburga Ser i robaki [wyd. polskie: Warszawa 1989 – przyp. red.] o wizji świata pewnego młynarza z XVI wieku. W przypadku ziem polskich takich źródeł mamy mniej, poza tym nie są tak szczegółowe. Nie można jednak wykluczyć, że w końcu na takowe trafimy. Musimy opowieść mikrohistoryczną o ludzkich emocjach, wyobrażeniach na temat świata i relacjach z otoczeniem „tkać” z ułomków rozmaitych źródeł.
Z tego powodu w procesie odtwarzania życia lokalnych społeczności rolniczych używam źródeł oraz metod mieszanych – ilościowych i jakościowych. A wyszło to w sposób naturalny z pisania historii lokalnej, dziejów poszczególnych wsi czy parafii, gdzie każde niemal źródło jest na wagę złota i nasza opowieść jest odtwarzana niekiedy ze skrawków informacji. Daje za to niezwykłą frajdę badaczowi – zwłaszcza gdy może przy okazji spotkać się ze współczesnymi mieszkańcami.
To, czego historyk poszukuje w innych dyscyplinach humanistycznych i społecznych, to ujęcia teoretyczne, całościowe, a także widzenie dawnych ludzi z odmiennej perspektywy, na przykład etnograficznej. Nasze badania wychodzące od szczegółu pozwalają nam zobaczyć wszystko niejako z zewnątrz, pomagają zrozumieć proces dziejowy i przemiany społeczne. W ten sposób pogłębiają empatię historyka wobec bohaterów jego analiz, począwszy od ubogiej prządki spod Biecza, a na bogatym gospodarzu z Żuław kończąc. Poza tym dzięki podejściu etnografów, socjologów czy antropologów historyk ośmiela się nieco rozluźnić swą naturalną wstrzemięźliwość wobec badanych zjawisk. A wstrzemięźliwość ta wynika z krytycznego korzystania z archiwaliów. Większość z nich bowiem nie była pisana dla nas, a jest efektem uwiarygodnienia rozmaitych spraw życia codziennego dawnych mieszkańców.


Spotkanie promocyjne z Mateuszem Wyżgą na temat książki Chłopstwo. Historia bez krawata, Mikołajki Folkowe, ACKiM Chatka Żaka w Lublinie, 9 grudnia 2022
fot. J. Jeżak
Część wydanych w Polsce publikacji na temat historii ludowej, szczególnie socjologicznych i antropologicznych, niezwykle mocno eksponowała tematykę krzywdy i podporządkowania ludu. W Chłopstwie przyjął Pan Profesor bardziej wieloaspektową strategię opisu. Czy takie podejście pozwala lepiej zrekonstruować historię widzianą oczami chłopów – grupy przecież niezwykle zróżnicowanej wewnętrznie i niejednolitej?
To właśnie było moją ideą, aby ukazać może nie tyle symetrię życia dawnej wsi, co jego głębię i urozmaicenie. Nie możemy się odżegnywać od przemocy i nierówności społecznych, które były, są i będą. Ale w tych relacjach społecznych w historii widzę również pozytywne zjawiska. Niejednolitość społeczeństwa chłopskiego to efekt tego, że najbardziej zaradni i pracowici, uczciwi mogli osiągnąć pewien sukces, wybijając się ponad ogół. Bycie kmieciem miało swoją cenę i całe pasmo wyrzeczeń, wymagało pracowitości, zaradności i skrupulatności aż po świadome przywiązanie się do właściciela dóbr. Współegzystencja gospodarcza wymagała jednak zaangażowania obu stron. Tymczasem osoby zbuntowane, krnąbrne, niechętne do pracy, mącące we wsi były zmuszane do uległości albo usuwane z lokalnej społeczności. Działo się to zarówno na poziomie dworu, jak i gromady chłopskiej. Pamiętajmy, że w dawnej rzeczywistości możliwość przeżycia okresowych nieurodzajów i głodów zapewniała współpraca. Słabsze ogniwa zagrażały spójności społecznej. A na tę spójność składały się tworzone przez całe generacje sieci społeczne, jak również przenoszona pokoleniami lokalna tożsamość i kultura wsi. Tej zaś mogło zabraknąć na niespokojnych ziemiach ukrainnych, nękanych stale najazdami tatarskimi. W efekcie realia życia stawały się o wiele trudniejsze.
Wraz z przeobrażeniami cywilizacyjnymi dawne elementy rynku pracy i podziału ról społecznych ewoluowały. Pańszczyzna i poddaństwo nie wytrzymały próby czasu. Wraz z wejściem w epokę przemysłu i kapitalizmu wykształcił się ludzki indywidualizm. Może z tego poziomu obserwacja dawnego świata budzi tyle kontrowersji. Dlatego sprawiedliwa i wyważona ocena przeszłej rzeczywistości nie jest zadaniem prostym. Z tego też powodu ważny jest dyskurs.
Jakie są najważniejsze wyzwania badawcze, które obecnie stoją przed historykami badającymi dzieje chłopstwa?
Najważniejszym zadaniem, przed jakim stoi polska historiografia, jest przygotowanie nowej syntezy chłopstwa na ziemiach polskich, począwszy jeszcze od pradziejów, a na współczesności kończąc. Pierwszy krok ku temu został już poczyniony. Na początku bieżącego roku miałem zaszczyt wziąć udział w poświęconych tej tematyce warsztatach zorganizowanych przy współpracy kierowanego przez profesora Cezarego Kuklę Centrum Badań Struktur Demograficznych i Gospodarczych Przednowoczesnej Europy Środkowo-Wschodniej Uniwersytetu w Białymstoku. Synteza taka powinna zarówno przedefiniować znane już od dekad historiograficzne ustalenia, jak też uzupełnić je o najnowsze dokonania badawcze polskie i w ujęciu komparatystycznym z nauką światową. Niebagatelną rolę widzę również w odniesieniu się do pytań zadawanych przez inne dyscypliny humanistyczne, jak i społeczne. Chodzi o rozumienie dawnego człowieka głębiej i wielostronnie. Stanie się to poprzez uwzględnienie podejścia interdyscyplinarnego zarówno realizowanego w dyskursie międzydyscyplinarnym, jak i na poziomie historyków poprzez korzystanie z urozmaiconego zasobu źródeł. Ważne jest zwłaszcza dalsze tworzenie baz danych historycznych, opartych na wiejskich i miejskich księgach metrykalnych, księgach sądowych, inwentarzach gospodarczych dóbr, rachunkach, testamentach. Będzie to służyć jeszcze lepszemu poznaniu funkcjonowania dawnej rodziny chłopskiej. Działając zgodnie z takim podejściem, w sposób pogłębiony będziemy mogli potem rozumieć źródła o charakterze osobistym, subiektywnym – jak pamiętniki chłopskie albo pojawiające się niekiedy brutalne opisy codzienności. Łatwiej również dostrzeżemy pozycję kobiet. Wychodząc od historii rodziny i lokalnych społeczności, ludzkich wyborów, będziemy mogli szerzej rozumieć relacje międzystanowe, począwszy od negocjacji dworu z gromadą, a kończąc na rabacji galicyjskiej. Do tego dochodzi proces przekształcania się kultury i tożsamości wiejskiej, który jest widoczny aż do dziś.
Dziękuję za rozmowę.
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek
Dr hab. Mateusz Wyżga jest historykiem, profesorem Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie oraz członkiem sieci badawczej COST „Women on the Move”. Zajmuje się historią wsi, migracjami i mobilnością, historią gospodarczą XV–XIX wieku, demografią historyczną oraz archiwistyką społeczną. Jest autorem monografii Homo movens. Mobilność chłopów w mikroregionie krakowskim w XVI–XVIII wieku (Kraków 2019) oraz Chłopstwo. Historia bez krawata (Kraków 2022). O historii ludowej, metodach rekonstruowania historii chłopstwa i potrzebie empatii w badaniach historycznych rozmawiał z nim Damian Gocół.
Fot. tyt. J. Jeżak: Spotkanie promocyjne z Mateuszem Wyżgą na temat książki Chłopstwo. Historia bez krawata, Mikołajki Folkowe, ACKiM Chatka Żaka w Lublinie, 9 grudnia 2022