
Śpiewane w dorzeczu Wisły i Odry pieśni morza najczęściej odwołują się do realiów anglosaskich: „Sally Brown, jasna mulatka, irlandzkiego miała dziadka”, „Rzeko Mersey, żegnaj nam” – takie tam. Są też jednak zupełnie inne utwory, którym patronować mógłby bosman Nowicki z cyklu powieści Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego czy nieco młodszy od niego kapitan Corto Maltese z serii komiksów Hugona Pratta – to pieśni do słów wierszy Greka Níkosa Kavvadíasa.
Maciek Froński
Níkos Kavvadías (gr. Νίκος Καββαδίας) urodził się 10 stycznia 1910 roku w rodzinie kupieckiej (ojciec był dostawcą armii carskiej) w Nikolsku Ussuryjskim w rosyjskiej Mandżurii Zewnętrznej, tuż przy granicy z Chinami i niedaleko granicy z Koreą. Przez całe życie wierzył, że miejsce urodzenia na trwałe połączyło go z Dalekim Wschodem. Już jako dziecko miał okazję zakosztować egzotyki, choć po kilku latach cała rodzina wróciła na swoją ojczystą wyspę Kefalinię, a w roku 1921 przeniosła się do Pireusu. W szkole Kavvadías zaczął pisać pierwsze wiersze. Chciał zostać lekarzem i chyba nawet zdał na Akademię Medyczną, jednak choroba i śmierć ojca zmusiły go do podjęcia pracy urzędniczej u armatora, gdzie zaczęły mu się marzyć dalekie rejsy i rzeczywiście – po jakimś czasie wypłynął w morze. Przez kilka lat pływał na frachtowcach, kilkakrotnie wykazywał się odwagą w trudnych chwilach, ale z każdego rejsu wracał wyniszczony i bez grosza. W 1939 roku uzyskał uprawnienia radiotelegrafisty, wkrótce potem wybuchła jednak druga wojna światowa i trafił na front albański. Za okupacji wstąpił w szeregi EAM i do partii komunistycznej, lecz w 1944 roku znów się zaokrętował i pływał przez kolejnych trzydzieści lat. Doświadczenia dalekich mórz i egzotycznych portów stały się pożywką dla jego wierszy. Zmarł niespodziewanie na udar mózgu 10 lutego 1975 roku, ledwo trzy miesiące po ostatecznym zejściu na ląd, przygotowując trzeci tomik wierszy1. Potem jego poezja zyskała na popularności, głównie dzięki dwóm płytom Thanosa Mikroutsikosa z piosenkami do jej słów.

Pomnik w Argostoli (Kefalinia)
fot. Saintfevrier / Wikimedia
Pierwszy tomik wierszy Marabou (gr. Μαραμπού, pol. Marabut) wydał Kavvadías w roku 1933. Pozostawał pod wpływem symbolistycznej literatury francuskiej, zwłaszcza Charles’a Baudelaire’a. Większość wierszy w tej publikacji to fikcyjne historie ludzi spotkanych na morzu i w portach, z reguły tragiczne, gdyż często popadają oni w apatię, dekadencję i dążą do samozniszczenia, a zamieszkiwana przez nich przestrzeń działa na nich dusząco. Nad wszystkim niezmiennie unosi się grecka nostalgia, choć niekiedy przebija się też humor. Kavvadías wykorzystał swoje morskie podróże jako przenośnię ucieczki od zwykłych ludzi, poza granice rzeczywistości. Był więc, jak się to ujmuje, przedstawicielem poezji zamkniętej w sobie egzotyki, która projektuje agonię i widma wiecznie niespokojnego i obudzonego sumienia na obce i często tajemnicze pejzaże morskie. Nieustannie przekształcał zewnętrzne obserwacje otoczenia w stłumiony, wewnętrzny dramat, często o charakterze głęboko egzystencjalnym. W rzeczy samej krytycy opisali go jako „poetę wewnętrznego wygnania” i nie wahali się dostrzec w jego wierszach tendencji do zastępowania prostego opisu realistycznego scenami odwróconych obrazów, którymi w szczególnie wymowny sposób odznaczała się jego podróż z otwartego pejzażu morskiego do zamkniętego i słabo oświetlonego królestwa sumienia. Kavvadías czerpał także przyjemność z kosmopolitycznego życia (nieustannie podróżował z portu do portu, z kraju do kraju, z oceanu na ocean), które było utożsamiane z przyjemnościami przygodnej miłości i paraliżującymi efektami substancji halucynogennych. Z tego rodzaju motywów wyłoniła się jego wszechogarniająca pasja do podróży, którą utożsamiał z losem absolutnie wolnego, a zarazem całkowicie bezbronnego artysty2.
Tomik spotkał się z nielicznymi pozytywnymi recenzjami. Jego chłodne przyjęcie było pochodną połączenia eksperymentalności formy ze znakomitym wyczuciem i użyciem marynarskiego żargonu, przez co trudno go było przypisać którejkolwiek szkole poezji i umieścić w jakiejś antologii. Do samej śmierci Kavvadías jako poeta był outsiderem. Po Marabou wydał jeszcze dwa tomiki: w 1947 roku Pousi (gr. Πούσι, pol. Mgła), a pośmiertnie, w 1975 roku ukazało się Traverso (gr. Τραβέρσο) – w sumie jego dorobek był więc bardzo skromny, w trzech zbiorkach zmieściło się około pięćdziesięciu wierszy. Na późniejszym etapie twórczości opowiedział się wyraźnie po stronie lewicy, choć towarzysze mu zarzucali, że jego wiersze w nazbyt romantycznym świetle przedstawiają ciężką dolę marynarzy. Pisał też opowiadania, również o tematyce morskiej. Jego jedyna powieść Vardia (gr. Βάρδια, pol. Wachta) to tak naprawdę zbiór takich opowiadań snutych podczas wachty.
Od lat 60. XX wieku do wierszy Kavvadíasa zaczęto pisać muzykę. Początkowo były to pojedyncze utwory, ale Thanos Mikroutsikos (Θάνος Μικρούτσικος, 1947–2019), którego do dziś najściślej się łączy z poetą, przy udziale kilku gwiazd greckiej estrady wydał w latach 1979 i 1991 aż dwie płyty z piosenkami do jego słów, z których druga była rozszerzeniem pierwszej. Są to przejmujące utwory, z których „Kuro Siwo” przytoczę we własnym przekładzie:
Ledwo rejs pierwszy, kurs się wzięło na południe,
Snu niedostatek, trudne wachty i zimnica,
Latarnie Indii to zupełna tajemnica,
Słabo widoczne jeszcze, żeby było trudniej.
Był Most Adama, w południowych, potem, Chinach,
Załadowałeś dobry tysiąc worków soi,
Ani na chwilę nie ucichły w mózgu twoim
Te słowa z Aten, a to była zła godzina.
Pod paznokciami ciągle pali świeża smoła,
Olejem rybnym przez ubranie przesiąkł człowiek,
Jej głos odzywa się bez przerwy w twojej głowie:
„To się busola kręci czy też statek zgoła?”.
Zmiana pogody zakrawała na ułudę,
Kolejna wachta, lecz czas ulgi nie jest długi,
Wszak dziś wieczorem zdechły moje dwie papugi
I małpka, którą wyćwiczyłem z takim trudem.
Płyniemy jednak, więc już dosyć, taka dola –
Jak pasem ściska nas potężny Kuro Siwo,
Stojąc za sterem, widzisz tylko, patrząc krzywo,
Jak rumb po rumbie wciąż przesuwa się busola.
Inne piosenki, na które warto zwrócić uwagę, to „Thessaloniki” (g r. „Θεσσαλονικη”), „Oi 7 nanoi sto S S Cyrenia” (gr. „Οι 7 νάνοι στο S S Cyrenia”, pol. „Siedmiu krasnoludków na S.S. Cyrenia”) czy rozdzierająca „Gyneika” (gr. „Γυναικα”, pol. „Kobieta”). Kavvadías miesza narrację pierwszo- i drugoosobową, czas przeszły z teraźniejszym. Jak tłumaczy poeta Christos Kargas, stara się on wprowadzić klimat wspólnoty na statku, pokazuje relacje między marynarzami i z tego powodu w różnych wierszach pojawiają się dialogi, przytacza się cudze wypowiedzi. Pierwsza osoba wprowadza klimat relacji z dziennika, a druga mimochodem włącza czytelnika do akcji… tyle, jeśli chodzi o „ducha” Kavvadíasa, o jego poetykę.
Również ciekawą postacią jest Mikroutsikos, dzięki któremu i dzięki estetyce, w jaką wpisał wiersze Kavvadíasa, Grecy zaczęli śpiewać pieśni morza, też zresztą nie od razu, bo pierwszy odbiór krytyczny płyty był raczej negatywny. W porównaniu do poprzedników, którzy brali się za te wiersze, Mikroutsikos znacznie zdynamizował orkiestrację. Urodził się w Patras w 1947 roku, zmarł w roku 2019. Naukę fortepianu i kompozycji łączył ze studiami matematycznymi na Uniwersytecie Narodowym im. Kapodistriasa w Atenach. Stworzył muzykę do wierszy wybitnych poetów, jak choćby Konstandinosa Kawafisa, Władimira Majakowskiego, Bertolta Brechta, Manosa Eleftheriou czy Jannisa Ritsosa, współpracował też z wieloma znanymi muzykami – choćby Marią Dimitriadi, Charis Alexiou, Dimitrisem Mitropanosem czy Jorgosem Dalarasem. Eksperymentował z łączeniem muzyki tonalnej i atonalnej, uwolnił formę piosenki greckiej, dodając do niej elementy klasycznej i modernistycznej tradycji zachodniej – zresztą na Zachodzie jego muzyka cieszyła się dużą popularnością i uznaniem. W polityce był przeciwnikiem junty Czarnych Pułkowników i był za to prześladowany. Wiele lat po jej upadku został wiceministrem, a potem ministrem kultury w drugim rządzie Andreasa Papandreou.

fot. greece.is
Jako że Mikroutsikos był tylko kompozytorem, jego piosenki musieli śpiewać inni, a akurat „Kuro Siwo”, podobnie jak większość utworów z pierwszej płyty, wykonał Jannis Koutras (gr. Γιάννης Κούτρας), urodzony w 1955 roku w Edipsos na Eubei, a od upadku dyktatury Czarnych Pułkowników w 1974 roku osiadły w Atenach, gdzie uczył się gry na gitarze i fortepianie i ukończył Konserwatorium Państwowe. Zaczął śpiewać w 1978 roku. Bardzo ładna jest jego piosenka „Liverpool – Patra – Varkeloni” (gr. „Λίβερπουλ – Πάτρα – Βαρκελώνη”, pol. „Liverpool – Patras – Barcelona”), ale wydaje się, że współpraca z Mikroutsikosem przy wierszach Kavvadíasa to jego największy tytuł do sławy. Poza tym w nagraniu pierwszej płyty udział wzięli Emilía Sarrí i Vasílis Papakonstantínou, a drugiej, poza Papakonstantínou, Giorgos Dalaras oraz Charis i Panos Katzimichasowie. Papakonstantínou zaśpiewał wyjątkowo jak na Kavvadíasa prostą w budowie piosenkę „Ena macheri” (gr. „‘Ένα Μαχαίρι”, pol. „Nóż”), tutaj również w moim przekładzie:
U pasa noszę zawsze – jak dzisiaj tom uczynił –
Niewielki nóż ze stali, je z Afryki się bierze,
Takimi mają zwyczaj zabawiać się Murzyni,
Raz mi go sprzedał handlarz – nie mylę się? – w Algierze.
Pamiętam, niby dzisiaj, ten antykwariusz stary,
O twarzy, jakby Goya ją kiedyś namalował,
Za tło stos mając szabel i jakieś szarawary,
Ochrypłym głosem takie skierował do mnie słowa:
„O nożu tym, co chciałbyś go kupić, przyjacielu,
Przeróżne opowieści puszczają w krąg ludziska,
Że każdy, kto go posiadł, a było takich wielu,
Osobę zabił jakąś, co to mu była bliska.
Don Diego wbił go w serce swej Donny Julii zatem,
Z urody znanej żony, co go oszukiwała,
A hrabia Carlo z własnym umówił się raz bratem
I weszła pod łopatkę ta klinga zardzewiała.
Z zazdrości swoją lubą Maur przebił nim, co więcej,
Grek bosman padł ofiarą włoskiego marynarza…
Miał licznych właścicieli, nim trafił w moje ręce,
Widziałem w życiu sporo, to jednak mnie przeraża.
Nachylisz się? Patrz, tutaj ma jakiś herb wyryty,
Potrzymaj, jest dość lekki, nie waży nawet ćwierci,
A jednak radzę, żebyś się nie upierał przy tym…”.
Za ile? „Siedem franków. Bierz, ale patrzaj śmierci”.
U pasa nóż ten noszę, już wszystko o nim wiecie,
Chwilowy kaprys sprawił, że splótł się z moim losem,
A skoro nie mam wrogów śmiertelnych na tym świecie,
Jest we mnie strach, że kiedyś na siebie go podniosę.

Vasílis Papakonstantínou (gr. Βασίλης Παπακωνσταντίνου) bardziej jest rockmanem niż pieśniarzem folkowym. Przyszedł na świat w roku 1950 na Peloponezie, jeszcze jako dziecko przeniósł się do Aten i tam przesiąkł modną ówcześnie muzyką, a będąc człowiekiem już dorosłym, osiadł w Monachium. Jako muzyk był pod wpływem Mikisa Theodorakisa, na dłużej jednak związał się z młodszymi kompozytorami, wnoszącymi do muzyki greckiej powiew świeżego powietrza – Manosem Loïzosem i właśnie Thanosem Mikroutsikosem. Też był człowiekiem lewicy, w swoim dorobku miał wiele pieśni protestu.
Oczywiście Thanos Mikroutsikos nie jest jedynym, który wziął na warsztat piosenki Nikosa Kavvadíasa. Pierwszy w roku 1971 był Panos Savvopoulos z utworem „To peiratiko (Armida)” (gr. „Το πειρατικό (Αρμίδα)”, pol. „Pirat (Armida)”), a spośród kilkorga innych artystów na wyróżnienie zasługują: Mariza Koch i jej „Fata Morgana” (gr. „Φάτα Μοργκάνα”) z 1977 roku, utwór do dziś popularny, oraz zwłaszcza grupa Xebarkoi (gr. Ξέμπαρκοι) z Nafplionu, która w 1986 roku wydała kilka utworów będących wyrazem zupełnie innego podejścia niż poprzedników, o wiele bardziej surowego. W dorobku zespołu są m.in. „Thessaloniki II” (gr. „Θεσσαλονικη II”), „Yara Yara”: „Kiedy spałeś, pełniła wachtę sama lina. W burdelu wczoraj zapomniałeś talizmanu. Śmiejesz się, lecz sprzedałem cię w Rio za dwa centavos, a potem odkupiłem drogo w Bejrucie” i temu podobne opowieści z różnych portów. Rzeka Yarra, bo tak się ona w rzeczywistości nazywa, płynie przez Melbourne.
Nikos Kavvadías doczekał się popiersia w Argostoli na Kefalinii. Z 52 opublikowanych wierszy3 aż 38 zaistniało jako piosenki, z czego kilka w więcej niż jednej wersji. Pod tym względem żaden inny poeta nie może się z nim równać. Do dzisiaj jest popularny w Grecji, jego najlepsze utwory trafiają do podręczników szkolnych, kolejni muzycy mierzą się z piosenkami do jego słów, pojawiają się też rzeczy albo dedykowane Kavvadíasowi, albo w jakiś sposób nawiązujące do jego wierszy. Dla wielu jest ucieleśnieniem „greckiego ducha”, a to z uwagi na jego romantyczne powiązania z morzem, podróże i prawdziwie ludzkie zapatrywania. O jego wyjątkowej pozycji świadczy też to, że jego piosenki identyfikowane są właśnie jako piosenki Kavvadíasa, a nie Koutrasa, Mikroutsikosa czy czyjeś tam jeszcze. Tekst o nim jest chyba pierwszym, który na tych łamach poświęcam poecie, a nie wykonawcy.
Maciek Froński
Dziękuję panu Christosowi Kargasowi za wielką pomoc przy przekładach, zwłaszcza przy pierwszym.
1 W roku 2005 ukazał się jeszcze czwarty tomik obejmujący 24 rozproszone wiersze – To imeroloio enos timonieri (gr. Το ημερολογιο ενοσ τιμονιερη, pol. Dziennik sternika).
2 V. Hadjivassiliou, Greece – Books and Writers, Athens 2001, s. 196–197.
3 Nie licząc tych 24, które ukazały się w roku 2005.
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek
Śpiewane w dorzeczu Wisły i Odry pieśni morza najczęściej odwołują się do realiów anglosaskich: „Sally Brown, jasna mulatka, irlandzkiego miała dziadka”, „Rzeko Mersey, żegnaj nam” – takie tam. Są też jednak zupełnie inne utwory, którym patronować mógłby bosman Nowicki z cyklu powieści Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego czy nieco młodszy od niego kapitan Corto Maltese z serii komiksów Hugona Pratta – to pieśni do słów wierszy Greka Níkosa Kavvadíasa.
fot. Saintfevrier / Wikimedia: Pomnik w Argostoli (Kefalinia)