Lektura obowiązkowa

Kłopoty ze sztuką ludową

Rzeczy ludowe, wybrane z wiejskiego inwentarza przez wykształconych zbieraczy i artystów, złożyły się na reprezentację, która na kolejnym etapie konstruowania »ludu« stała się pożądaną normą wiejskiej rzeczywistości, weryfikowaną przez samych ludoznawców, czyli jej twórców”1, czytamy w – wydanej przez Fundację Terytoria Książki – publikacji Ewy Klekot Kłopoty ze sztuką ludową. Gust, ideologie, nowoczesność2. Pozycja ta poświęcona jest, zgodnie z tytułem, sztuce ludowej, jednak ogólnie zawarte tu idee są ważne dla wszystkich zajmujących się kulturą tradycyjną. Autorka pokazuje bowiem dobitnie, że przymiotniki takie jak: autentyczny, prawdziwy, tradycyjny, ludowy (!) to konstrukty (kulturowe), a charakteryzowane przez nie desygnaty są po trosze tworem i reprezentacją wsi, po trosze tradycją wymyśloną/wytworzoną/wyrosłą na styku: spotkania wiejskiego z miejskim, samorodnej twórczości z oczekiwaniami odbiorców, myśleniem ludowym oraz inteligenckimi wyobrażeniami. Publikacja poświęcona jest zatem – najogólniej rzecz ujmując – charakterystyce pojmowania sztuki ludowej, sposobu jej prezentacji, definiowania i kreowania. To, co dziś oglądamy w muzeach (etnograficznych), to tylko (wybrana) część całości. Mówimy tu raczej o subiektywnej wybiórczości niźli o reprezentacji na zasadzie pars pro toto. Wyboru dokonywali już pierwsi zbieracze, kolekcjonerzy, którzy nierzadko byli jednocześnie mecenasami sztuki ludowej, a częściowo także – jak dowodzi Ewa Klekot – jej twórcami (!). Teza ta brzmi dość odważnie, przytoczmy zatem cytat z omawianej pracy: „Kolekcje służyły obu tym celom: umożliwiały konstruowanie naukowych taksonomii, dających poczucie panowania nad zmiennym kontinuum przyrody, a zarazem stwarzały przestrzeń konstruowania wartości: najpierw piękna, a potem – i po dziś dzień – autentyczności: najbardziej fundamentalnej z wartości nowoczesnych. Sztuka ludowa jest wynikiem nowoczesnej postawy kolekcjonerskiej, która umożliwiła gromadzenie rzeczy wyselekcjonowanych ze społecznie egzotycznej dla zbieracza rzeczywistości wsi i jej mieszkańców. Kryteria selekcji wynikały z systemu wartości wyznawanego przez kolekcjonera, nie przez twórcę tych rzeczy”3.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak w tym kontekście przedstawia się muzyka ludowa (tradycyjna?) i fonograficznie udokumentowana spuścizna? Ewa Klekot zaznacza, że: „ocalająca procedura zapisu w najlepszym razie wytwarzała reprezentację pieśni, której redukcje wynikały z medium pisma”4. Dotyczy to zarówno samego wyboru, jak i utrwalenia wyłącznie wariantu. Nie będę tu przeprowadzała szerokiej analizy, nie czas i miejsce ku temu, choć powinna w etnomuzykologii powstać publikacja na miarę Kłopotów ze sztuką ludową, której autor(ka) rozważy te i inne kwestie. Tymczasem warto zauważyć, że np. w zapiskach pierwszych zbieraczy tzw. starożytności ludowych, pierwszych etnografów, etnomuzykologów czy w nagraniach etnofonograficznych zachowano tylko wybraną część całości: to, co w danym momencie dokumentującemu wydało się ważne, interesujące, godne utrwalenia, a także będące odpowiednią reprezentacją muzyki ludowej. W niektórych dziełach częściowo prześledzić możemy zmianę toku myślenia dokumentującego – jak u Kolberga, który najpierw aranżował tradycyjne utwory, by ostatecznie poświęcić się ich bardziej obiektywnej prezentacji. Jednak Klekot zwraca uwagę, że określenie, czy coś jest prawdziwą, dobrą reprezentacją kultury ludowej, nie pochodzi ze wsi, ale z zewnątrz: „ludowość jest kategorią normatywną, nie opisową, w związku z czym, pomimo przypisywania autorstwa »sztuki ludowej« wyłącznie ludowi, nie było nią bynajmniej wszystko, co wytwarzano na wsi, lecz tylko to, co spośród wiejskich wytworów za sztukę ludową uznał inteligent. Dzieło sztuki ludowej zawsze miało dwóch autorów – tego, który je wykonał na wsi, i tego, który je wyselekcjonował jako ludowe, a następnie poddał przekształceniu w sztukę”5. Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, jak często w rejestracjach audio (lub zapiskach) nie były uwzględniane utwory nieodpowiadające wyobrażeniu muzycznej kultury tradycyjnej. Nie wiemy zatem, jak często pomijano w nagraniach (np. poprzez wyłączenie celowo magnetofonu) „niepasujące” do obowiązującego obrazu utwory o tzw. miejskiej proweniencji, jak choćby tanga czy fokstroty, bądź jak często nie dokumentowano gry na niektórych instrumentach (w szczególności dotyczy to takich instrumentów bądź ich grup jak: dęte blaszane, akordeony, bandoneony, harmonijki ustne i inne).

Autorka pisze o silnym wpływie herderyzmu na konstruowanie sztuki ludowej, o wszechobecnej w myśleniu o sztuce ludowej (czy szerzej – kulturze) allochroni oraz związanym z nią czasie, tzw. praesens etnographicum: „zakładana stabilność i niezmienność czasu ludów pierwotnych towarzyszyła kolejnemu ważnemu narzędziu konstruowania prymitywności, którym był wątek żalu za tym, co postęp usuwał ze swej drogi i niszczył”6 (vide: tzw. ostatni wiejscy muzykanci, o których wspomina się w zasadzie już od czasów Kolberga). Lektura Kłopotów… uświadamia też, jak bardzo sami bierzemy udział w konstruowaniu źródła. Nawet jeśli staramy się być maksymalnie obiektywni (co to znaczy?), nieobecni (niezakłócający przekazu), transparentni, to nasza obecność wpływa na otrzymywane wypowiedzi – Claude Kaufman pisał, że: „zrobienie dobrego wywiadu jest trudne także dla informatora, który naprawdę tworzy wraz z badaczem zespół roboczy”7. Bez badacza wywiad się nie odbędzie, a źródła otrzymane w ramach badań etnograficznych (także etnomuzykologicznych) nie bez kozery nazywa się źródłami „wywołanymi”.

Publikacja Ewy Klekot poparta jest głęboką znajomością tematu i odwołaniami do wielu lektur, w szczególności etnograficznych, antropologicznych czy ogólnokulturowych. W moim odczuciu to pozycja obowiązkowa dla wszystkich zajmujących się kulturą, w tym muzyką tradycyjną.

Ewelina Grygier

 

1 E. Klekot, Kłopoty ze sztuką ludową. Gust, ideologie, nowoczesność, Gdańsk 2021, s. 81.
2 Tytuł omawianej publikacji w oczywisty sposób nawiązuje do klasycznej antropologicznej pozycji autorstwa Jamesa Clifforda – Kłopoty z kulturą. Autorka nie kryje inspiracji, dość powiedzieć, że była członkinią zespołu, który tłumaczył tę pozycję.
3 E. Klekot, dz. cyt., s. 11; por. tamże, s. 58.
4 Tamże, s. 79.
5 Tamże, s. 13.
6 Tamże, s. 30.
7 C. Kaufman, Wywiad rozumiejący, Warszawa, 2010, s. 83.

 

 

Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek

Skrót artykułu: 

„Rzeczy ludowe, wybrane z wiejskiego inwentarza przez wykształconych zbieraczy i artystów, złożyły się na reprezentację, która na kolejnym etapie konstruowania »ludu« stała się pożądaną normą wiejskiej rzeczywistości, weryfikowaną przez samych ludoznawców, czyli jej twórców”, czytamy w – wydanej przez Fundację Terytoria Książki – publikacji Ewy Klekot Kłopoty ze sztuką ludową. Gust, ideologie, nowoczesność. Pozycja ta poświęcona jest, zgodnie z tytułem, sztuce ludowej, jednak ogólnie zawarte tu idee są ważne dla wszystkich zajmujących się kulturą tradycyjną

Dział: 

Dodaj komentarz!