Ku pamięci…

Na marginesie 28. Konkursu „Scena Otwarta”

fot. B. Bracha: Wirtualne obrady jury

Nie każdy pamięta, a ty drogi młody czytelniku, możesz po prostu nie wiedzieć, że pierwsza edycja festiwalu w roku 1991 nosiła nazwę Mikołajki u Mikołajów. W kolejnym roku pojawił się pomysł na konkurs, jednakże dopiero edycja z roku 1993 doczekała się jego właściwego przebiegu, który z czasem przybierał coraz bardziej skonkretyzowaną formułę pod nazwą „Scena Otwarta”. W tym roku konkurs odbył się po raz 28. w wersji pandemicznej, tj. online.

W roku 2020 przebieg konkursu w warunkach pandemicznych zmienił się diametralnie. Jak nigdy dotąd w składzie jury zasiadło jedenaście osób – tak, by możliwie najbardziej wszechstronnie ocenić, docenić i odkryć potencjał dwudziestu zespołów. Większości jurorów nie trzeba przedstawiać, bo to po prostu ludzie folku, dziennikarze, organizatorzy imprez, muzycy, naukowcy. A byli: to Maria Baliszewska, dr hab. Maria Pomianowska, Magdalena Sobczak-Kotnarowska, Martyna Markowska, Marcin Piotrowski, Krzysztof Górski, Wojciech Knapik, Mateusz Dobrowolski, dr Rafał Rozmus, Bogdan Bracha oraz dr Agata Kusto.
Zadanie przed nimi wdzięczne, ale i odpowiedzialne, wymagające stałej obserwacji tego, co się dzieje w wielu różnorodnych nurtach folkowych poszukiwań. Muzyka folkowa mocno się sprofesjonalizowała, muzycy bardzo chętnie, sprawnie i niepostrzeżenie udzielają się w wielu projektach, także podczas jednej edycji konkursu! Jury zaś ma na uwadze kilka istotnych kryteriów, wśród których znajduje się wypływająca z muzyki i kreacji scenicznej inspiracja kulturą tradycyjną, autentyczność i świadomość przekazu oraz pewien trudny do określenia rodzaj spontaniczności, prawdziwości lub bezkompromisowości. Każdy z jurorów pojmuje owe kryteria nieco inaczej, odbiór i ocena są bardzo subiektywne. Na scenie folkowej odnajdziemy więc artystów lirycznych, zbuntowanych, melancholijnych i niepoprawnie radosnych, szukających w ludowych tekstach, symbolice skali muzycznej lub dynamice schematu rytmicznego języka dla ukazania własnej wrażliwości.
Jak więc było podczas zdalnej edycji „Sceny Otwartej”? Ano każdy z jurorów w zaciszu swego łącza internetowego odsłuchiwał nagrania przesłane przez dwadzieścia „podmiotów wykonawczych”.
Jako pierwsze kryterium (niepodważalne, póki co) przyjmijmy obsadę. Na dwadzieścia zgłoszonych zespołów usłyszeliśmy jedną artystkę występującą solo, choć dzięki swej samowystarczalności brzmiała jak orkiestra (Ania Anahata, Zamość). Następną grupę, kameralistów, reprezentowało osiem zespołów dwu–trzyosobowych, zaś kolejny przedział (jedenaście podmiotów wykonawczych) to już składy od czterech do ośmiu osób, przy czym aż sześć z nich występowało we czwórkę. Czy to ważne? Może nie najbardziej, choć pokazuje pewne trendy. Z pewnością – i to było widać także w poprzednich edycjach konkursu – folk nie sprzyja lub nie realizuje się najlepiej w indywidualnych kreacjach scenicznych. Zdecydowanie lepiej mu w niewielkim, kameralnym składzie trójki, czwórki wykonawców, co daje szansę na różnorodność brzmienia, aranżacji, ale też zapewnia kontrolę nad realizacją. Wydaje się, że czasy liczniejszych zespołów odchodzą do lamusa, choć dzięki nim łatwiej było zasmakować folkowego muzykowania młodym, niedoświadczonym artystom. Dzisiaj jest już inaczej. Wielu uczestników z omawianej edycji „Sceny Otwartej” to świetnie wykształceni muzycy, próbujący nowych pomysłów pod nowym szyldem i w nowym towarzystwie. A więc socjalna idea folku, jako formuły spotkania z innym człowiekiem/artystą, adaptuje się w nowych przestrzeniach kultury. Ciekawe, że na dwudziestu uczestników aż ośmiu reprezentowało Kraków! Gratulacje dla Małopolski, a jedynie dwa zespoły reprezentowały Lubelszczyznę (prócz wspomnianej Ani Anahaty był to duet Karolina Lizer i Sławomir Niemiec z Warszawy i Aleksandrowa). Ze statystyk jeszcze jedna ciekawostka, otóż jedynie Traditune (Kraków) zabrzmiał czysto wokalnie, zaś Kapela Drajka (Poznań) – czysto instrumentalnie.
Nieco bardziej złożoną kwestią są inspiracje występujących artystów. Tu pomocne stają się teksty (często świadomie zapożyczone) oraz instrumentarium, które w pewnym zakresie dyktuje związany z regionem pochodzenia sposób muzykowania. W tym roku pojawiły się elementy kultury Śląska Opolskiego (Zakuka, Opole), dudziarskiej Wielkopolski (Kapela Drajka, Poznań); podążając na wschód – wpływy ormiańskie (Organic Noises, Kraków), ukraińskie (Zołotar Band, Łódź; Amirova Trio feat. Iwona Karcz-Wojnarowska, Kraków; Traditune), karpacko-bojkowskie (Wernyhora, Sanok) czy odleglejsze (ale tylko geograficznie) wędrówki po amerykański folk (Stacja Folk, Warszawa) czy muzykę celtycką (Sheeban Celtic Band, Kraków). Na koniec kilka dygresji o wybranych wykonawcach i to nie tylko tych nagrodzonych, bo tak naprawdę każdy z zespołów przygotował ciekawy materiał, który „wart był słuchania”. Na uwagę z pewnością zasłużył warszawski projekt grupy Dla Kontrastu, za którym stanęli kompozytor Aleksander Kwietniak (lira korbowa i głos) oraz Paweł Jeleniewski i Adam Karol Drozdowski z towarzyszącymi efektami głosowymi, perkusyjnymi i elektroniką. Po raz pierwszy zaprezentowane zostało słuchowisko dźwiękowe nazwane przez autorów mianem programu poetycko-muzycznego opartego o poemat Bohdana Drozdowskiego z roku 1955 i w konwencji pieśni dziadowskiej. Wielką przyjemność sprawiły dwa zespoły (wyróżnione), nawiązujące w swej stylistyce do tradycji „starego, dobrego folku”. Mam na myśli Sheeban Celtic Band i Stację Folk. Pierwszy z nich zaprezentował tradycyjne melodie celtyckie w sposób żywiołowy i może tym razem brak odkrywczości stanowił o autentyczności przekazu tych muzyków. W drugim przypadku mieliśmy do czynienia z osobowością Karoliny Jastrzębskiej, liderki zespołu, która tworzy teksty do własnych melodii inspirowanych muzyką americana. Ów styl w połączeniu z brzmieniem akustycznych instrumentów strunowych jest bardzo przekonujący. Odmienny klimat wprowadził żeński kwartet Lunove z Bydgoszczy. Artystki sięgnęły do pieśni kujawskich oraz kanonu polskich tradycji wokalnych jak: Oj, chmielu, Świeci miesiąc, świeci, czy Zachodźże słoneczko. Znów nie należy w ich interpretacji doszukiwać się przełomowości, ale można znaleźć radość z pięknego muzykowania, bogactwo brzmienia strojących ze sobą głosów delikatnie wspieranych dźwiękami akordeonu i perkusjonaliami.
Ostatnia uwaga dotyczy najliczniej reprezentowanego nurtu folkowego, tj. wokalnych tradycji wschodniej Słowiańszczyzny. Mikołajki Folkowe są szczególnym miejscem do kultywowania tego kierunku nawiązań artystycznych, czują to, zdaje się, i sami artyści, którzy chętnie przyjeżdżają do Lublina. W historii „Sceny Otwartej” było to już wiele zespołów jak Folknery z Ukrainy, Cry to Kraj i Jar z Białorusi, a w tym roku trzy pierwsze nagrody przyznano właśnie grupom wykorzystującym ten nurt tradycji. Dogłębna znajomość repertuaru pieśniowego od strony językowej, symbolicznej oraz tradycyjnych technik śpiewu jest tym, co pozwala muzykom śmiało poruszać się w wybranych obszarach i kreować je na nowo – przez aktualizowanie tekstów, wprowadzanie elementów improwizacji jazzowej czy sięganie do stylistyki muzyki dawnej, jak to miało miejsce w przypadku laureatów „Sceny Otwartej” 2020, zespołu Wernyhora.
Doświadczenia minionej edycji z pewnością należy uznać za owocne, a każde spotkanie z autentyczną twórczością może rodzić radość i otwierać nowe perspektywy. I w takim duchu doczekajmy 29. konkursu!

Agata Kusto

 

Sugerowane cytowanie: A. Kusto, Ku pamięci… Na marginesie 28. Konkursu „Scena Otwarta”, "Pismo Folkowe" 2020, nr 151 (6), s. 13-14.

Skrót artykułu: 

Nie każdy pamięta, a ty drogi młody czytelniku, możesz po prostu nie wiedzieć, że pierwsza edycja festiwalu w roku 1991 nosiła nazwę Mikołajki u Mikołajów. W kolejnym roku pojawił się pomysł na konkurs, jednakże dopiero edycja z roku 1993 doczekała się jego właściwego przebiegu, który z czasem przybierał coraz bardziej skonkretyzowaną formułę pod nazwą „Scena Otwarta”. W tym roku konkurs odbył się po raz 28. w wersji pandemicznej, tj. online.

fot. B. Bracha: Wirtualne obrady jury

Autor: 
Dział: 

Dodaj komentarz!