Bałkańskie trąby nad Popradem

Pannonica

Sądecczyzna w ostatni weekend wakacji znów zabrzmiała po bałkańsku –w tym roku już po raz czwarty w Barcicach pod Starym Sączem odbył się Pannonica Folk Festival. Pojechałam drugi raz, zachęcona ubiegłorocznym festiwalem i chociaż nie mogłam zobaczyć całości, koncerty piątkowe i sobotnie nasyciły uszy złaknione bałkaniki wystarczająco.

Skąd nazwa Pannonica? Od historyczno-legendarnej krainy kulturowej – za Wikipedią:
„Panonia (łac. Pannonia) – w starożytności prowincja rzymska położona między Sawą a Dunajem; dzisiejsze tereny zachodnich Węgier, wschodniej Austrii, północnej Chorwacji, Słowenii oraz północno-zachodniej Serbii.”
Z południowej Polski bliżej do Węgier, dawna Galicja wciąż nosi ślady wspólnoty w muzyce – może dlatego pod Nowym Sączem właśnie taki festiwal pasuje? A że pasuje, to potwierdzają tłumy zainteresowanych festiwalowiczów ciągnące z różnych stron Polski.
W tym roku najznamienitszymi gwiazdami-magnesami niewątpliwie były: Dzambo Agusevi Orchestra z Macedonii, Parno Graszt z Węgier, Dejan Petrović Big Band z Serbii i Mahala Rai Banda z Rumunii, ale najlepszy koncert dała nasza sprawdzona, polska Dikanda, wprowadzając tyle energii na scenę, że występującym po niej Rumunom z Mahali było trudno złapać się za wysoko podniesioną poprzeczkę.
Czwartkowych Macedończyków nie widziałam, a ponoć był to najlepszy koncert etniczny na festiwalu. Minęły mnie też koncerty Shareny, Balkansambel, Duna Gyongye i Chudoby – której byłam ciekawa, czy po latach nieobecności na polskiej scenie folkowej nadal gra to samo, czy coś zupełnie innego. No ale trudno – odległość i start z Warszawy po pracy odcinały niektóre atrakcje. Jechałam na Parno Graszt, zdążyłam i się nie zawiodłam. To cygańska maszyna muzyczna – grają, śpiewają, tańczą i jest na scenie jak na „kolorowym jarmarku”. Skład się zmienił od kiedy ich ostatnio widziałam, ale muzyka i radość udzielająca się publiczności została ta sama. Ludzie pod sceną bawili się doskonale – tańczyli, skakali, kiwali się – co kto umiał. A dziewczęta i chłopcy z węgierskiego zespołu Duna Gyongye wycinali porządne „cygany” (cigan csardas) i „legé”. Na Serbach z Dejan Petrović Big Band impreza przeszła płynnie w popkulturową, bo zespół zaczął od kilku kawałków tradycyjnych, a potem przerzucił się na covery muzyki filmowej i popularnej na trąbkę i big-band.
Miejsce do tańca zostało w tym roku wydzielone barierkami i wstęp na dechy był dla osób, które uprzednio zaopatrzyły się w uprawniające do niego naklejki. Osobny sektor przeznaczono dla rodzin z dziećmi i to był świetny pomysł, ponieważ wreszcie maluchy można było puścić luzem, bez narażenia na rozdeptanie. Wokół wydzielonych stref ludzie też się bawili albo kontemplowali widok tańczącego tłumu z piwem w ręku. Stragany spożywcze wokół placu działały do późna w nocy i można było zakupić zarówno jadło wegańskie, jak i tradycyjne, lokalne, a także wina, piwa i napoje niewyskokowe. Hitem produktów lokalnych jest na tych terenach prołziok, czyli placek mączny na kwaśnym mleku i sodzie, który smaruje się jak chlebek – smalcem, serkiem, czy masłem czosnkowym. I tu jedna producentka z Gorlic przekombinowała – po zeszłorocznym sukcesie komercyjnym postanowiła przyoszczędzić i zamiast masła wymieszała z czosnkiem margarynę – efekt był dość… nieoczekiwany i nie chcę go próbować w przyszłości. Na szczęście konkurencyjne prołzioki miały panie z Barcic – u których wszystko było pyszne i „po domowemu”.
Lokalizacja festiwalu w Beskidzie Sądeckim to także szansa skorzystania z uroków okolicy. Można było pójść w góry albo moczyć się w Popradzie, bo upalna pogoda do tego skłaniała. W Woli Kroguleckiej, 2,5 km od wioski festiwalowej, wybudowano fantastyczny punkt widokowy na okolicę, Gorce i Babią Górę włącznie. A można też było nauczyć się doić kozy i wynieść z festiwalu praktyczniejsze wspomnienia niż tylko wizualno-muzyczne. Było sporo warsztatów, w tym specjalnie adresowanych do dzieci. Dorośli mogli się nauczyć tańczyć tańce serbskie i proste węgierskie, śpiewać, bębnić, grać na fujarkach słowackich, a nawet masować! Widziałam, że dzieciom najbardziej przypadło do gustu stoisko z własnoręcznie wysypywanymi kolorowym piaskiem obrazkami oraz wielozadaniowa perkusja terenowa. Perkusja zmontowana na kilku drągach i sznurkach z blach do ciasta, tarek, łyżek, pokrywek, wiader i tym podobnych sprzętów. Pytam jednego z użytkowników, co to właściwie jest, a Mateusz, lat 4, odpowiada po prostu: „To jest takie do grania. Tu można stukać”. I gra już któryś set z rzędu, a cierpliwa matka artysty spędza obok popołudnie, kontemplując dźwięki czynione nie tylko przez potomka.
Festiwal jest na uboczu wsi Barcice, na łąkach nad Popradem, ale wieś i okolica żyje tym wydarzeniem – noclegi pozajmowane w całej okolicy, miejscowe gospodynie pieką placki i gotują kompoty na stoiska festiwalowe, nawet miasto Nowy Sącz podstawiło autobus, którym można było wrócić po koncertach do centrum.
Wojciech Knapik, główny organizator i pomysłodawca festiwalu, zapytany o to, skąd akurat pomysł na lokalizację w Barcicach, powiedział: „Pochodzę z Tarnowa, mieszkam od 25 lat w Nowym Sączu, od 5 lat jestem dyrektorem Centrum Kultury i Sztuki im. Ady Sari w Starym Sączu. Wcześniej przez pięć lat działając w sektorze NGO, próbowałem pozyskiwać fundusze na pierwszą Pannonicę i zainteresować kogoś pomysłem na zorganizowanie takiego festiwalu na Sądecczyźnie. Bezskutecznie. A czemu Barcice? Bo nie chciałem kolejnego darmowego festynu np. na rynku w Starym Sączu, tylko marzyło mi się stworzenie wyjątkowego festiwalu w takiej utopijnej enklawie na uboczu, gdzie można zebrać naprawdę zainteresowaną publiczność, a nie ludzi przypadkowych. Miejsce Osada w Odnozynie istniało wcześniej, tylko na co dzień organizowane są tam prywatne imprezy integracyjne czy wesela. Nie ukrywam, że wielu pukało się w głowę, ale... dostrzegłem potencjał tego miejsca od razu”.
Sobotni koncert zagrali Balkanscream z Polski (hiphopowo-elektroniczny), czeskie Terne Čhave (dość prosty pomysł na muzykę – prawie manele, tylko mniej finezyjne), a potem wspomniana już Dikanda i Mahala Rai Banda. Ania Witczak z Dikandy ujęła publiczność lekką kokieterią, przyznając się do tremy i wielkiego marzenia o występowaniu na Pannonice, a potem odpaliła żywioł i muzykę własnej produkcji. Mnie zachwyciła nowa (dla mnie) druga wokalistka w zespole, Katarzyna Bogusz – z głosem mocnym i czystym jak kryształ – świetnie sprawdzająca się zarówno solo, jak i w duetach z Anią. Dikanda często śpiewa teksty w wymyślonych przez siebie językach, ale muzycznie osadzona jest na Bałkanach. Rozgrzaną publiczność przejęła Mahala, która wcale nie grała mahali (cygański taniec brzucha), tylko szlagiery w manierze pop-jazzu. Tańce trwały w najlepsze, ale akurat ten zespół nie bisował – tylko sprytnie wymiksował się ze sceny, włączając muzykę z odtwarzacza! Imprezę przejął DJ Fahadzinski, który rozkręcił bałkańskie disco w karczmie.
Mam wrażenie, że ludzi przyjechało znacznie więcej niż w roku ubiegłym i pole koncertowe było zatłoczone zarówno w sektorze tanecznym, jak i daleko poza nim. Wszyscy, co się dobrze bawią na tym festiwalu, w kolejnym roku przywożą znajomych, więc grono się rozrasta.
Ludzie są zadowoleni już na wstępie, kogo nie spytałam, chwalił sobie różne rzeczy. Robert ze Śląska: „Podoba mi się atmosfera – ludzie na luzie, uśmiechnięci, czułem się w tym tłumie pod sceną bardzo dobrze i czułem dużo pozytywnej energii, czasami wręcz miłości, która wisiała w powietrzu. Pasuje mi możliwość zamoczenia się w rzece – szczególnie w taką upalną pogodę jest to bardzo fajne – i strefa gastro z szerokim asortymentem dań – nawet wymagający weganin znajdzie coś dla siebie. Zespoły to oczywiście kwestia gustu – mi w sobotę najbardziej podobały się dwa polskie zespoły. Gwiazd nie odbierałem na poziomie gwiazd, jednak też bardzo dobrze mi się ich słuchało”. Jedyne zastrzeżenie miał do czasu festiwalu – że od czwartku to terminy nieosiągalne „dla korporobotów” i że muzyka kończyła grać za wcześnie. Szkoda, że „after” był w karczmie, gdzie było bardzo tłoczno – a nie na dworze, gdzie byłoby więcej miejsca i więcej osób mogłoby wziąć udział w zabawie, szczególnie w tak pogodną noc.
Podobno afterparty z muzyką na żywo było ciekawsze w czwartek, bo oprócz klasycznej didżejki grał na trąbce przez ponad godzinę sam mistrz Dzambo.
Patrycja z Kutna mówi: „O festiwalu dowiedziałam się od przyjaciół, którzy występowali podczas drugiej edycji (Jan Trebunia-Tutka i zespół Jazgot). Przyciąga mnie specyfika muzyki bałkańskiej, kameralność imprezy, pozytywni ludzie, miejsce, w którym się odbywa. Pannonica jest naprawdę dobrze zorganizowanym festiwalem. Wracam tu dla muzyki i pozytywnej energii ludzi. Jestem tu z młodszą siostrą, też jest tu po raz drugi – ona bywa na wielu festiwalach, ale w Pannonicy zachwyca ją rodzinna atmosfera”. Takie opinie powtarzają się jak refren. Michał spod Rzeszowa mówi: „W zeszłym roku byłem sam, w tym przywiozłem rodzinę – niech się wszyscy pobawią”.
Spotkałam Macieja Szajkowskiego z Kapeli ze Wsi Warszawa, który podobnie jak ja rok temu zachwycił się tłumem młodych ludzi, którzy przyjeżdżają na festiwal – tym, że gdzieś to grono jest, co chce przyjeżdżać, co słucha etno i się przy nim świetnie bawi.
Wiele osób chwaliło wysoką scenę, na której było wszystko widać oraz wspaniałe nagłośnienie. To rzeczywiście uderzało – po licznych wpadkach plenerowych, które słyszałam tego lata i w latach ubiegłych, tu akustyk wyróżnia się na plus.
Wszystkiego nie opisałam, wszędzie nie udało mi się dotrzeć, bo program jest różnorodny i bogaty – znajdą coś dla siebie i lenie, i aktywni. Wróciłam z kolorową opaską-biletem na ręku, przypominającą o festiwalu. Przypominać będzie jeszcze przez 3 tygodnie, bo do tego czasu trwa wyzwanie – kto przenosi opaskę do 15 września i to udokumentuje, dostanie 50% zniżki na przyszłoroczne bilety. Można już planować koniec lata na Sądecczyźnie.

Joanna Zarzecka

Skrót artykułu: 

Sądecczyzna w ostatni weekend wakacji znów zabrzmiała po bałkańsku –w tym roku już po raz czwarty w Barcicach pod Starym Sączem odbył się Pannonica Folk Festival. Pojechałam drugi raz, zachęcona ubiegłorocznym festiwalem i chociaż nie mogłam zobaczyć całości, koncerty piątkowe i sobotnie nasyciły uszy złaknione bałkaniki wystarczająco.

Dział: 

Dodaj komentarz!