Wspólnota na Rakowcu

W poniedziałek, 21 listopada, w stołecznym Domu Kultury "Rakowiec" odbył się inauguracyjny koncert czwartej już edycji interdyscyplinarnego festiwalu "Etniczne Inspiracje - Wspólnota w Kulturze". Na pierwszy ogień poszedł Jarek Adamów z towarzyszącym mu Marcinem Kozakiem (znanym niegdyś z Kaptoszków). Stworzyli coś na wzór minimal-trans folku opartego w dużej mierze na pieśniach dziadowskich. Zaraz po nich na ukraińskie i rosyjskie stepy przeniosły zebranych dziewczyny z formacji Muzyka z Drogi z gościnnie występującym z nimi chórzystą (z lubelskiej grupy Seluky). Zabrzmiały pieśni ze wschodniej i zachodniej Ukrainy oraz z południowej Rosji. Jako ostatnia wystąpiła podsuwalska formacja Dautenis - jako kwartet, z Agnieszką Sroczyńską z Rimeadów grającą na dwunastostrunowej wioli. I tu ciekawostka: słowiańsko-jaćwieskie brzmienie oparte na dość swobodnej interpretacji folkloru podsuwalskich wsi zyskało także sporą dawkę nuty celtckiej. Dautenis od czasów ostatniej "Nowej Tradycji" poszedł do przodu. Pojawiły się nowe kawałki, w tym także zabawny taniec weselny.

Warto wspomnieć jeszcze o innym z festiwalowych dni - 25 listopada, który rozpoczął się pokazem paradokumentalnego filmu "Ślęża - Mówiąca Góra". Był to bodajże pierwszy pokaz w Polsce, podczas którego, na życzenie publiczności, wyświetlono dwie wersje filmu - wcześniejszą i późniejszą, zmienioną. Rzecz o masywie Ślęży, magicznym miejscu na Dolnym Śląsku, gdzie uchowało się wiele archeologicznych ciekawostek. Całość została zręcznie ujęta w opowieść o człowieku (a dokładnie jego duchu), który znalazłszy w starej skrzyni pamiątki ślężańskie, odbywa mistyczną podróż.

Po filmach, na głównej scenie doszło do zderzenia trzech folkowych odmian - transowej, jazzowej i rockowej. Na początku bardzo dobry koncert zagrała Yerba Mater, co prawda w nieco okrojonym składzie, ale z pełną mocą i kilkoma nowymi, naprawdę niezłymi patentami. Oprócz tradycyjnej już dawki transów opartych na brzmieniach arabsko-indyjsko-celtycko-podstołecznych formacja zapodała też niezłe szamańskie śpiewy gardłowe, a także coś, co powaliło na kolana - Maciej Cierliński użył pozytywki (wygrywającej co prawda znaną melodię ze znanego filmu, ale poprzez różne tempa i podłożenie na żywo schizo-folku, miało to charakter zdecydowanie inny od oryginału, a zwało się "Opowieść o trudnej miłości"). Jako drudzy pojawili się The Globertrotters. Klimat przeszedł w jazzowe brzmienia polsko-indonezyjskie. Najciekawsza była gra energetycznego Nippy Noya'ego, dzięki któremu formacja uzyskała etniczne brzmienie. Na koniec zostawiono rockowe uderzenie - Rzepczyno. Pomieszany folk, rock, reggae i odrobina metalu. Grupa najpełniej przemówiła w metalowych riffach. Całość należy pochwalić przede wszystkim za konkretne, rockowe zacięcie.

Zaś w sobotę, 26 listopada, w ramach kończącego się już festiwalu zagrały dwie formacje - białostocka Zero 85 i góralska Zakopower. Idąc na koncert podświadomie zakładałem, że Zero 85 wypadnie lepiej. Tymczasem stało się odwrotnie. Zero 85 to dość marna podróba kapel typu Alice In Chains czy wczesny Tool. Przynudzający grunge ciągnął się przez cały występ, a jedyną jaśniejszą rzeczą był głos wokalisty (trochę stylizowany na imć Caputo z Life Of Agony). Inaczej mówiąc: mniej niż zero. Zakopower natomiast pozytywnie zaskoczył, głównie za sprawą doskonałego warsztatu muzycznego. Całkiem nieźle skomponowany pop-rock oparty na klimatach góralskich. Pomysł na granie jak w turbofolku z wyższej półki, czyli swojsko, rozrywkowo i na poziomie.

Skrót artykułu: 

W poniedziałek, 21 listopada, w stołecznym Domu Kultury "Rakowiec" odbył się inauguracyjny koncert czwartej już edycji interdyscyplinarnego festiwalu "Etniczne Inspiracje - Wspólnota w Kulturze".

Dział: 

Dodaj komentarz!