Wiosenne porządki

Jak sprzątacie na wiosnę?

Tradycja wiosennych porządków jest związana z zakończeniem zimy oraz nadejściem wiosny. Wielkopolska nie odbiegała i nadal nie odbiega od tradycji obchodzonych czy podtrzymywanych w pozostałych regionach – każda gospodyni porzundek na wiosnę w chałupie czyni. Wraz z nadejściem długo wyczekiwanej pory roku rozpoczynały się intensywne prace w gospodarstwie, na polach i w domach. Wymagało to odpowiednich przygotowań, także tych symbolicznych.

To przekonanie, że na wiosnę wszystko się zaczyna, że należy być gotowym do podjęcia nowych działań, pozostało w nas do dzisiaj. Nawet jeśli współcześnie nie zajmujemy się już pracą w gospodarstwie (w sensie uprawiania pola, hodowli owiec, wysiewów), to wraz z tą porą odzyskujemy swoje siły. Mamy ochotę rozpocząć po raz kolejny jakiś etap w swoim życiu. Jest to też związane z przygotowywaniem się do Świąt Wielkanocnych, które są symbolem witalności i odrodzenia. A porządki w obejściu, porządki w domach, porządki w szafach to też porządki w naszych głowach.

W moim domu tradycja wiosennych porządków nie była szczególnie restrykcyjnie podtrzymywana. Natomiast myślę, że każdy z nas współcześnie indywidualnie decyduje o tym, czy poddać się temu właśnie kalendarzowi świąt dorocznych, w Polsce wciąż jeszcze mocno tradycyjnie postrzeganych. Myślę, że przede wszystkim jest to związane z chęcią wejścia w nową porę roku, żeby zyskać trochę więcej energii, ładu przestrzennego wokół siebie. Zachęca nas do tego światło i wyższa temperatura. To są też współcześnie zajęcia związane na przykład z porządkowaniem balkonów, tarasów, ogródków. Chcemy mieć ładnie wokół siebie, a to, czy jest to związane z tradycją religijną obchodzenia Świąt Wielkanocnych, czy też z tradycjami osobistymi, prywatnymi, zależy od nas.

Anna Weronika Brzezińska

Pracuje na stanowisku profesorki uczelnianej w Instytucie Antropologii i Etnologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest prezeską Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego oraz członkinią Stowarzyszenia Wikimedia Polska. Zajmuje się zagadnieniami związanymi z niematerialnym dziedzictwem kulturowym, edukacją regionalną, pamięcią społeczną i kulturową oraz społecznym kontekstem funkcjonowania strojów ludowych.

 

Przed każdymi świętami zawsze robi się generalne porządki. Na wiosnę sprzątanie odbywało się przed Świętami Wielkanocnymi. Na pewno te wiosenne porządki były prowadzone w bardziej przyjaznej atmosferze, gdy już robiło się cieplej. Generalne sprzątanie na wiosnę wiązało się z myciem okien, szorowaniem wnętrza domu, wietrzeniem szaf, pościeli, wynoszeniem ich na zewnątrz. Wiosenna pogoda na to pozwalała. Symbolika takich porządków związana jest z oczyszczeniem, otwarciem na nowe, budzeniem się przyrody do życia, a więc i „odnowieniem” obejścia. U górali podhalańskich porządki wiosenne miały jednak głównie wymiar praktyczny.

Z czasów, gdy byłam dzieckiem, pamiętam, że chociaż w większości domów pojawiały się pralki, nawet automatyczne, to moja sąsiadka miała tradycyjną „Franię” i wynosiła pranie zawsze na zewnątrz. Miała balie, w których wszystko płukała. Izby starych domów nie były wielkie, czasem nie było miejsca. Może w zimie te prace robiono w środku, ale latem i wiosną wszystko odbywało się na polu. Jeszcze niedawno widać było, że to pranie wisiało na zewnątrz. Suszyło się na słońcu. Pamiętam, że mama dużo prała ręcznie, ugniatała w rękach, już bez użycia starodawnej tarki. Dzisiaj pralki automatyczne i specjalne pomieszczenia do suszenia czy suszarki spowodowały, że coraz rzadziej spotykamy charakterystyczny kiedyś widok prania suszonego przed domem. Często po sposobie powieszenia suszących się rzeczy można było ocenić dbałość i pedantyzm gaździny. Nie tak dawno oglądałam zdjęcia reportażowe Zofii Rydet z lat 70. i 80. XX wieku. Byłam w szoku, jak bardzo się zmienił pejzaż obejścia. Kiedyś przed każdym domem właśnie to pranie wisiało. Dzisiaj mamy więcej kolorowych rzeczy, więc żeby nie płowiały od słońca, nie wystawiamy ich na zewnątrz. Kiedyś, gdy na Podhalu „królował” len, było to pożądane i uzasadnione, gdyż powszechnie tkane białe koszule, prześcieradła, obrusy jeszcze bardziej się wybielały na słońcu.

Pamiętam też wiosenne szorowanie chodników. W domach góralskich były to chodniki tkane przez kobiety z resztek starych ubrań. Wykorzystywało się każdą podartą rzecz – część na szmaty do porządków, a z części tworzono na krosnach kolorowe pasiaki na podłogi. Te pasiaki były rozłożone w tych miejscach, gdzie się najwięcej chodziło. Z tego powodu szybko się brudziły i prało się je w taki sposób, że wieszano na drewnianej ławeczce, oblewano wodą i szorowano szczotkami. Tak pamiętam wiosenne porządki u górali. Pochodzę z Białego Dunajca, więc moja relacja dotyczy środkowej części Podhala, ale myślę, że w innych wioskach było podobnie.

Anna Trebunia-Wyrostek

Członek zespołu Trebunie-Tutki. Poza działalnością muzyczną zajmuje się malarstwem i grafiką warsztatową. Ma na swoim koncie kilka wystaw indywidualnych i zbiorowych. Absolwentka Wydziału Grafiki na ASP w Krakowie oraz Instytutu Religioznawstwa UJ. Regionalistka z Podhala, wiceprezes Związku Podhalan w Polsce.

 

Wiosenne porządki kojarzą mi się od razu z Wielkanocą, mimo że zaczynamy je o wiele wcześniej. Wydaje mi się, że wiąże się to z oczekiwaniem, które jest silniejsze na wsi właśnie przed tymi świętami. Mimo nieporównywalnie większej skali rozdmuchania marketingowego przygotowań do Bożego Narodzenia, Wielkanoc wygrywa to starcie.

Oczekiwanie wiosny, odrodzenia zawsze było czymś wyjątkowo ważnym i myślę, że takim pozostanie. Cała natura oczekuje i tak samo my – cieszymy się z coraz mocniejszych promieni słońca wpadających do domów, z każdego stopnia więcej i każdej minuty dłuższego dnia. To stwarza atmosferę, wobec której ciężko być obojętnym.

Te porządki obejmują całe gospodarstwo, sprząta się każdy zakamarek, to w moim odczuciu bardzo symboliczne. Przygotowujemy swoje otoczenie, ale również swoje życie na nowy początek, na zmartwychwstanie. Z tymi porządkami w moim otoczeniu wiąże się jeszcze jeden zwyczaj – zamknięcie wszystkich zatargów, pojednanie się ze wszystkimi. Z opowieści wiem również o tym, że z tego powodu porządki wielkanocne w domu moich pradziadków poprzedzało oddawanie pożyczonych sprzętów oraz obdarowywanie się pisankami do święconki. Ten nowy początek, przygotowanie się do nowej wiosny dalej jest jednym z najpiękniejszych momentów naszego roku obrzędowego, mimo że dziś budzenie się do życia przez naturę nie ma już tak dużego wpływu na nasze życie i otoczenie.

Ignacy Wawrzycki

Pochodzi z Pilaszkowic koło Krzczonowa, wychował się w rodzinie pielęgnującej tradycje obrzędowe swojego regionu. Od najmłodszych lat interesuje się kulturą i sztuką ludową, jest inicjatorem powstania Regionalnej Grupy Obrzędowej w Krzczonowie. Swoją działalnością twórczą i społeczną stara się zachęcić młodzież do odkrywania i podtrzymywania tożsamości podlubelskich wsi.

 

Wiosenne porządki na Kaszubach są ściśle związane z nadchodzącą Wielkanocą zwaną Jastrë. Wszystko zaczyna się od Wielkiego Postu. Kiedyś codzienne życie podporządkowane było temu okresowi. Przede wszystkim służył on duchowemu przygotowaniu i wyciszeniu, natomiast późniejsza spowiedź wielkanocna, która jest bardzo ważna w Kościele katolickim, służyła także oczyszczeniu duszy. Niewykluczone, że miało to też znaczenie w wymiarze cielesnym i materialnym.

Od początku Wielkiego Postu unikano wszelkiego rodzaju słodkich i tłustych potraw, jadając bardzo skromne, oparte głównie na żurze i ziemniakach. W związku z tym, by nie ulegać pokusom, dokładnie czyszczono naczynia i patelnie, które chowano na poddaszu lub w innym trudno dostępnym miejscu. Jak da się zauważyć, porządki zaczynały się od kuchni, co też miało służyć unikaniu niepostnego jedzenia i niejako pomóc w oczyszczeniu ciała.

Wielki Tydzień na Kaszubach rozpoczynał poważne sprzątanie zarówno w domu, jak i w obejściu. W Niedzielę Palmową święcono palemki z wierzby lub/i bukszpanu. Związane czerwoną wstążką wsadzano je za święte obrazy. Kolor nie był tutaj bez znaczenia, miał on odganiać diabły, demony lub ogólnie pojmowane zło. Nie tylko czyszczono chałupę fizycznie, ale także duchowo. W tym czasie bielono wapnem ściany, które po zimowym grzaniu i gotowaniu były z pewnością znacznie zaczernione. Starano się także wyczyścić sprzęty domowe i pozbyć się wszelkiego robactwa. W poranek Wielkiego Piątku zwanego na Kaszubach Płaczëboga zamiatano w chałupie śmieci i ukradkiem wyrzucano na grunt lub granicę domostwa sąsiada. Natomiast w Wielką Sobotę rozpalano w palenisku ogień z drzewa cierni, co miało służyć obrzędowi oczyszczania domowego ogniska. Pozostałe węgielki służyły do rysowania krzyży nad wejściami do chat i budynków gospodarczych, by odpędzić złe demony. Ważnym zwyczajem tego dnia było obmywanie ciała w jastrowô wodzie, która miała być życiodajna i oczyszczająca.

Podsumowując wiosenne porządki na Kaszubach, można zauważyć, że miały charakter nie tylko materialny, ale także duchowy. Wydaje się jednak, że zyskały też pewien wymiar psychologiczny. Sami przecież czujemy się lepiej, gdy mamy wokół siebie porządek, nieprawdaż? W dzisiejszych czasach wiele zwyczajów zanikło lub się „rozmyło” w tradycji. Warto jednak zwrócić uwagę na współczesną potrzebę lub manię mycia okien przed świętami, która doczekała się w popkulturze wielu żartów, a może jest kulturową pozostałością po tym, co było kiedyś.

Mateusz Słomiński

Historyk, specjalista w dziedzinie ludowych kulinariów i rolnictwa, kustosz w Muzeum – Kaszubskim Parku Etnograficznym im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach.

 

 

Pochodzę z Ostrołęki, a mieszkam w Zajeziorzu. Sprzątanie zaczynało się wraz ze zbliżającymi się świętami. Na Wielkanoc przeważnie było to w Poście. W dawnych chałupach była jedna duża izba – kumora i sprzątanie zaczynało się od bielenia jej wapnem. Pędzle, tzw. prośnianki, były robione z omłóconego prosa. Wapno kupowało się w bryłkach, trzeba było je lasować, to znaczy gasić. Zalewało się je wodą, dochodziło do wrzenia. Trzeba było mieszać, a potem czekać, aż ostygnie. Musiało być gęste jak śmietana – to już nadawało się do bielenia ścian. Te były z belek, z drewna. Między nimi były szpary, które najpierw trzeba było zalepić gliną. Czasami odlatywała i należało od nowa lepić ręką. To musiało wyschnąć. Zabielało się kilka razy, żeby ściana była biała. Dodawało się lakmusu, musiały ściany się szklić. Tak samo bieliło się kumin i piec. Na ostatku równało się gliną klepisko. Była rozrabiana na środku izby. To się wyrabiało nogami albo gracą i równało się to klepisko. Gdy już wyschło na dobre, brało się czajnik, ewentualnie dzbanek i takim cienkim strumykiem robiło się kratkę na glinie. Na tym klepisku to wyglądało jak płytki teraźniejsze.

Było to nie do porównania z dzisiejszymi czasami, bo dzisiaj wygody są niesamowite. Jest woda w kranie i kuchnia gazowa, a dawniej trzeba było wodę ze studni naciągnąć, drzewa przynieść, popiół wybrać, także z porządkami było trudno. Z izby trzeba było wynieść wszystkie meble, łóżka. Wnosiło się je po tym bieleniu. Łóżka były drewniane, wyścielone słomą, przykrytą prześcieradłem przędłym. Same gospodynie sobie przędły te włókna z lnu, konopi, później tkały. Trzeba było do tkaczyń nosić te przędziołka. Szyli sobie sami te prześcieradła, którymi nakrywana była słoma na łóżkach. Ale to było fajnie, bo sama spałam na tej słomie. Chałupa musiała być też na zewnątrz wybielona i oblepiona gliną. Także ścieżeczka wokół tej chałupy była wysypywana piachem, tak że fajnie było.

Ach, jak pachniało w domu, jak mama pownosiła tę słomę przykrytą prześcieradłem, i to wapno pachnące, i ta słoma pachnąca. To było zboże koszone z różnymi kwiatkami i chwastami, bo nie było tych herbicydów. Teraz chciałabym poszukać tego zapachu dawniejszego. Było inaczej, teraz inaczej jest. Sprzątanie jest, ale inaczej teraz się sprząta – i odkurzacz, i te specyfiki, ale na święta sprzątanie zawsze jest.

Zuzanna Obrębska

Właściwie Klara Zuzanna Obrębska, mieszka w Zajeziorzu (powiat sandomierski, województwo świętokrzyskie). Na temat gwary i obrzędów swojego regionu posiada dużą wiedzę, która została wykorzystana w pracy magisterskiej. Należy do Koła Gospodyń Wiejskich. Współpracuje z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Samborcu. Uczęszcza na zajęcia warsztatowe prowadzone przez Renatę Sendrowicz oraz należy do zespołu prowadzonego przez Annę i Jacka Przybyszów.

 

Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek

Skrót artykułu: 

Przed każdymi świętami zawsze robi się generalne porządki. Na wiosnę sprzątanie odbywało się przed Świętami Wielkanocnymi. Na pewno te wiosenne porządki były prowadzone w bardziej przyjaznej atmosferze, gdy już robiło się cieplej. Generalne sprzątanie na wiosnę wiązało się z myciem okien, szorowaniem wnętrza domu, wietrzeniem szaf, pościeli, wynoszeniem ich na zewnątrz. Wiosenna pogoda na to pozwalała. Symbolika takich porządków związana jest z oczyszczeniem, otwarciem na nowe, budzeniem się przyrody do życia, a więc i „odnowieniem” obejścia. U górali podhalańskich porządki wiosenne miały jednak głównie wymiar praktyczny.

(Anna Trebunia-Wyrostek)

Dział: 

Dodaj komentarz!