W kręgu Madonn częstochowskich

Święty Łukasz po wniebowzięciu Matki Boskiej wziął blat stołu, przy którym zasiadała Święta Rodzina, i wielce natchniony Duchem Świętym wymalował obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Wizerunek ten czynił wiele cudów i miał moc uzdrawiania.

 

 

fot. z arch. Działu Etnografii
Muzeum Częstochowskiego

 

 

 

...A one w Leonardach smutnych min
W obrotach Rafaela
W okrągłych ogniach, w klatkach z lin
W przedmieściach i niedzielach
A w każdej bryce vis á vis
Madonna i madonna
I nie wiadomo, która śpi
A która jest natchniona…1

 

Ewelina Mędrala-Młyńska

Z Jerozolimy obraz został przewieziony do Konstantynopola, a następnie przekazany księciu ruskiemu, Lwu, który przyozdobił go klejnotami i kosztownościami, zawiózł na Ruś i ukrył w twierdzy Bełz. Kiedy polski król Kazimierz Wielki zajmował ten region, początkowo nie udało mu się zdobyć pięciu twierdz, w tym wspomnianej bełskiej. Gdy na tronie zasiadł Ludwik Węgierski, niezdobyte zamki musiały uznać jego wyższość i poddać się jego zwierzchnictwu. Pieczę nad pięcioma objął Władysław Opolczyk i on to odnalazł cudowny obraz z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Gdy na Bełz napadli Litwini i Tatarzy, książę modlił się przed obrazem Madonny. Nagle do pomieszczenia, w którym wisiał wizerunek, wpadła strzała i wbiła się w prawą część obrazu. Wówczas mgła i zaślepienie spadły na oblegających, tak że ponieśli sromotną klęskę.

Władysław Opolczyk przewiózł obraz do Polski, początkowo bez koncepcji na docelowe miejsce ekspozycji. Cudowne malowidło jednak samo wybrało najlepszą dla siebie lokalizację. Konie ciągnące wóz, na którym było przewożone, nie chciały ruszyć z miejsca, póki książę nie zadeklarował, że na Jasnej Górze, w Częstochowie, ufunduje klasztor i sprowadzi do niego zakonników. Obiekt został zbudowany. Zamieszkali w nim paulini, którzy strzegli cudownego obrazu Czarnej Madonny. W 1430 roku napadli jednak na klasztor niewierni husyci. Wynieśli malowidło, odarli je z klejnotów i zniszczyli szpadami. Opolczyk wywiózł obraz do najlepszych konserwatorów w Krakowie, którzy przywrócili świetność wizerunkowi, nie byli jednak w stanie trwale usunąć dwóch rys na prawym policzku Maryi, za każdym bowiem razem, gdy je niwelowali, one powracały z tą samą mocą.

Tak mniej więcej mogłaby brzmieć skompilowana legenda o powstaniu i losach cudownego obrazu z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Różne źródła przekazują wersje nieco odmienne w szczególe, clou jednak jest takie, że malowidło przebyło długą drogę od momentu stworzenia do ostatecznego miejsca ekspozycji. Podania te powstawały wbrew historycznej chronologii (na przykład Lew i Kazimierz Wielki nie mieli szans na spotkanie w rzeczywistości, gdyż polski król urodził się już po śmierci księcia ruskiego), lecz niosą ze sobą najistotniejszy z punktu widzenia odbiorcy przekaz – obraz od początku miał cudowne moce. Wpływ na to miały – deski, na których go wymalowano, a także fakt, że został zaliczony w poczet wizerunków acheiropoietos. Blat stołu, który posłużył jako podstawa materiałowa, miał być świadkiem modlitw i łez matki Chrystusa. Samo jego wykonanie często przypisywane było małemu Jezusowi, który uczył się fachu od świętego Józefa. Nie można więc było znaleźć lepszego przekaziciela nadnaturalnych właściwości. Jeśli dodać do tego przeświadczenie, że został on nieludzką ręką uczyniony, daje nam to zestawienie idealne i niezwykle pożądane. Wciąż nie ma pewności, jak bardzo i czy w ogóle obraz został zniszczony podczas grabieżczego napadu w 1430 roku, czy rany zostały mu zadane przez niewiernych husytów, czy też jako wizerunek raniony miał je od samego początku. Nie do końca też wiadomo, czy jednoznacznie można założyć rodowód bizantyjski, czy też dzieło wydał świat Zachodu. Te wszystkie rozważania naukowe schodzą na dalszy plan w powszechnej, codziennej kontemplacji wizerunku, bo dualizm, który go tworzy, uzupełnia się i dopełnia, nadając mu nadnaturalne właściwości. Boski charakter postaci, którą ukazuje, a także legendarna świętość materiału nadają mu moc w potocznej świadomości. Nierozerwalny związek między postacią a obrazem czyni z wizerunku relikwię, którą nie zawsze należy utożsamiać z materialnymi pozostałościami po świętych. W tym kontekście należy interpretować pojęcie jako przekaźnik mocy nadprzyrodzonej, miejsce działania osoby.

Klasztor na Jasnej Górze to miejsce kultu maryjnego niezwiązane z objawieniami, co czyni z niego niezwykle ciekawy punkt na mapie sanktuariów na świecie. Legendarne dzieje obrazu oraz niezwykłe sprzężenie z historią i dziejami Polski wyniosły wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej do rangi symbolu narodowego oraz niezwykłego wsparcia w sprawach trudnych i sytuacjach bez wyjścia.

Z kultem tym związana jest bogata twórczość literacka, muzyczna i plastyczna. Rozwijała się ona w ciągu wielu stuleci, przybierając niepowtarzalne oblicze. Znajduje w niej swoje odbicie zarówno głęboka wiara różnych warstw społeczeństwa, jak i różnorodność gustów, upodobań i możliwości nabywczych tych grup, na których zapotrzebowanie twórczość ta była realizowana. Powstawały dzieła reprezentujące tzw. sztukę oficjalną, ogólnie uznaną i aprobowaną oraz takie, których piękno wynika z prostoty użytych środków artystycznych – przyporządkowane są one nurtowi sztuki ludowej czy prymitywnej.

Wcześnie ukształtowało się przekonanie o królewskości Maryi. Matce Boskiej Częstochowskiej polecali sprawy narodu oraz samych siebie prawie wszyscy polscy monarchowie. Po obronie Jasnej Góry przed najazdem szwedzkim wizerunek zyskał także na znaczeniu w sensie patriotycznym, co szczególnie uwypukliło się podczas niewoli narodowej. Przedstawienie Matki Boskiej Częstochowskiej stało się jednym z elementów symboliki narodowej. Pojawiało się na sztandarach i ryngrafach, które były malowane, wyszywane czy grawerowane. Matka Boska swą opiekuńczą mocą wrastała głęboko w świadomość społeczeństwa. Wierni pragnęli mieć jej wizerunek w kościele, domu, przydrożnej kapliczce, a także w podróży i na wojnie. Wraz ze wzrostem popularności częstochowskiego ośrodka kultu rosło zapotrzebowanie na kopie obrazu. Obok malarzy solidnie wykonujących swoją pracę pojawili się tzw. partacze, którzy nie chcieli stosować się do żadnych rygorów artystycznych. Byli oni zainteresowani tylko łatwym zyskiem i zaspokajaniem potrzeb pątników. Aby ukrócić proceder, powołano specjalnych cenzorów, którzy mieli niszczyć te wizerunki, które nie spełniały określonych norm. Pewnych procesów nie dało się jednak zatrzymać, ponieważ „dzieła” partaczy znajdowały uznanie w oczach ubogich, często wiejskich nabywców. Z zachowanych materiałów muzealnych wynika, że ośrodek częstochowski był prężnie działającym centrum sztuki dewocyjnej, któremu nie dorównywał żaden inny. Obrazy sprzedawane były pielgrzymom na miejscu, roznoszone były także przez handlarzy w różne rejony Polski. Artystycznie ośrodek rozwijał się bardzo szybko, obierając różne kierunki twórczej ekspresji. Z czasem malarze cechowi przestali trzymać się sztywno wytycznych, wprowadzając do swoich prac nieco pierwiastka ludowego. Uaktywnili się twórczo snycerze, rzeźbiarze, złotnicy, zaczęto ze sobą kooperować, aby wytwórczość usprawnić. Często pewne elementy wykonywano taśmowo, powielając model przy użyciu formy. Zaczęto stosować zdobienie w masie gipsowej, którym dekorowano suknie i nimby Matki Boskiej Częstochowskiej. Grzebykowanie, stempelkowanie i wystrychanie na dobre zagościło w ornamentyce dewocyjnej w częstochowskim środowisku twórczym. Z czasem sięgnięto także po oleodruki, których produkcja była tania i nieczasochłonna. Masowo zalały one rynek dewocjonaliów, znajdując nabywców wśród najuboższych warstw społeczeństwa.

Wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej wraz z żołnierzami, emigrantami oraz misjonarzami rozjechały się po całym świecie. W Stanach Zjednoczonych powstało Doylestown zwane Amerykańską Częstochową, miejsca kultu znajdziemy także w Afryce, Ameryce Południowej czy na Madagaskarze. W wielu z tych ośrodków podtrzymywana jest tradycja pieszych pielgrzymek do świętego obrazu. Najciekawsze z punktu widzenia antropologa jest natomiast swoiste przeszczepienie wizerunku do panteonu haitańskich bóstw voodoo: Erzulie Dantor przypomina bardzo Madonnę z Jasnej Góry – ma piękną suknię, na twarzy charakterystyczne dwie rysy, a na ręku trzyma dzieciątko. Popularyzacja i upowszechnienie tego wizerunku na karaibskiej wyspie ma związek z przybyciem tam polskich legionistów w służbie Napoleona na początku XIX wieku. Jest ona opiekunką samotnych matek, kobiet i dzieci, boginią miłości, namiętności, seksu i zazdrości. Jednym z jej atrybutów jest nóż. Wyobrażenie Erzulie jest przykładem typowego synkretyzmu religijnego – dla mieszkańców tej karaibskiej wyspy niezwykle ciekawą i wartą powielenia była postać Matki Boskiej Częstochowskiej, którą legioniści przynieśli na ryngrafach zawieszonych na swych piersiach. Nie bez znaczenia był fakt, iż miała ona ciemne oblicze, bardziej przypominające karnację Haitańczyków aniżeli Polaków.

Choć wizerunek Czarnej Madonny jest jeden, jego odwzorowań i powieleń nie da się zliczyć. W tej teoretycznie homogenicznej masie wyobrażeń, prawie każdy jest inny, różni się detalem, stylem, prawie zawsze jednak ma ten sam przekaz – wstawiennictwo, pomoc w sytuacji trudnej i beznadziejnej, opieka. Po to od wieków się po niego sięga, po to się do niego pielgrzymuje, po to chce się mieć go blisko.

W Muzeum Częstochowskim od 29 lipca do 19 listopada 2023 prezentowana jest wystawa Karuzela z Madonnami – wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej, na którą składają się wyobrażenia Matki Boskiej Częstochowskiej w sztukach – sakralnej, dewocyjnej, nieprofesjonalnej, naiwnej, nowoczesnej, współczesnej, inspirowanej. Pokazuje ona historię wizerunku, mocno jednak nawiązując do obecnej rzeczywistości.

Ewelina Mędrala-Młyńska
Kierownik Działu Etnografii
Muzeum Częstochowskiego.

1 Fragment wiersza Mirona Białoszewskiego Karuzela z Madonnami.

 

 

Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek

Skrót artykułu: 

Święty Łukasz po wniebowzięciu Matki Boskiej wziął blat stołu, przy którym zasiadała Święta Rodzina, i wielce natchniony Duchem Świętym wymalował obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Wizerunek ten czynił wiele cudów i miał moc uzdrawiania.

fot. z arch. Działu Etnografii Muzeum Częstochowskiego

Dodaj komentarz!