
KODY to coroczny festiwal muzyki organizowany przez Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” w Lublinie. Tegoroczna edycja będąca równocześnie jubileuszową odbywała się w dniach 24–28 maja.

Justyna Kusto
15. edycję festiwalu otworzył w Wirydarzu Centrum Kultury w Lublinie premierowy koncert Arooj Aftab, która zaprezentowała muzykę z płyty „Love In Exile”. Piosenkarce pakistańskiego pochodzenia towarzyszyli pianista ViJay Iyer, światowej sławy amerykański jazzman o korzeniach tamilskich, oraz pochodzący z Pakistanu basista Shahzad Ismaily. Cały zespół mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych.
To połączenie dwóch kultur daje się słyszeć w prezentowanej twórczości, w której harmonie Wschodu przeplatają się z zachodnim podejściem do kompozycji. Cała płyta skomponowana jest luźno, bez łatwo dających się uchwycić ram czasowych poszczególnych kawałków. Utwory zdają się przenikać i dopiero razem tworzą swego rodzaju opowieść dźwiękową. Zmianie ulega przeważnie brzmienie, a nastrój lekkiej melancholii i tajemnicy pozostaje raczej trwały. Spośród wszystkich kompozycji znacznie wyróżnia się utwór „Eyes of the Endless” pozbawiony wschodnich harmonii, wykonany w języku angielskim (nie jak inne – w języku urdu). Zabieg ten aktywizuje odbiorcę i myślę, że wart był wcześniejszego zastosowania.
Trzy pierwsze, dość podobne brzmieniowo utwory z początkowej części koncertu mogły wydawać się nieco monotonne. Ciekawie natomiast prezentuje się kwestia narracji. Wydawać by się mogło, że pieczę nad nią sprawuje Arooj Aftab, a dokładniej jej głos. Tak naprawdę główna linia melodyczna przemyka między dźwiękami fortepianu, basu, ludzkiego głosu i elektroniki. Każdy instrument tria odgrywa w „Love In Exile” równoważną rolę, bez której to dzieło muzyczne byłoby pozbawione wyjątkowego charakteru. W jednym z wywiadów Arooj Aftab, wspominając swój pierwszy występ z ViJayem i Shahzadem przyznała, że podczas tego właśnie koncertu każdy z artystów tak mocno zaangażował się w tworzoną wspólnie atmosferę, że trudno było stwierdzić, kto gra tam pierwsze skrzypce i kto za kim podąża. To właśnie uczucie towarzyszy odbiorcy podczas słuchania kompozycji z „Love In Exile”. Delikatnie muskane dźwięki fortepianu wprawiane w ruch dłońmi ViJaya Iyera pięknie komponują się z matowym głosem Arooj uwydatniającym język urdu, w którym napisana jest większość kompozycji. Niskie tony głosu przechwytywane są często przez bas Shahzada Ismailyego. Nie można też nie wspomnieć o instrumentach elektronicznych, które nadają płycie świeżości i nieco przekorności. Świdrujące elektrodźwięki wydobywane przez ViJaya Iyera stanowią kontrę dla matowych brzmień głosu. Szczególnie charakterystyczne są wysokie tony emitowane przez instrument, niekiedy jednak stają się wręcz męczące. Możliwe, że zabieg ten był celowy, jednak zdaję sobie sprawę ze specyficznej akustyki obiektu, jakim jest Wirydarz. Podczas środowego koncertu kilkukrotnie zmieniałam miejsce w celu porównania różnych doświadczeń audialnych. Muszę przyznać, że pewne rejestry zupełnie inaczej brzmiały z różnych odległości i wysokości. Nie dziwi, że ten sam koncert może mieć wiele różnych recenzji i opinii. Daje to do myślenia i skłania do eksperymentowania z uczestniczeniem w wydarzeniu, w tym przypadku półplenerowym. Do tych doświadczeń można włączyć głosy ptaków, które w trakcie koncertu zaczęły akompaniować artystom ćwierkaniem nawiązującym do wysokich tonów generowanych przez syntezatory. Można uznać, że koncert otwierający jubileuszową edycję Festiwalu KODY był spektaklem audiowizualnym. W podobnym duchu prezentowane były kolejne wydarzenia.
Czwartek poświęcony był pakistańskiej kulturze muzycznej. Wydarzenia tego dnia otworzył premierowy koncert polskich i irańskich artystów (Anahita Abbasi, Martyna Kosecka, Fozié Majd, Farzia Fallah i Farnaz Modarresifar), których kompozycje wykonał zespół flow unit – trio, które tworzą pianista Adam Kośmieja, skrzypaczka Anna Kwiatkowska i wiolonczelista Mikołaj Pałosz. Na potrzeby poszczególnych koncertów poszerzają skład o kolejnych wykonawców. We czwartek byli to: Ewa Liebchen na flecie, Farnaz Modarresifar na santurze, Paweł Czarny na altówce, Magdalena Kordylasińska na perkusji oraz Martyna Kosecka na elektronice. Grupa skupiała się na kulturze perskiej, wykorzystując m.in. tamtejsze tradycyjne instrumentarium.
Potem słuchacze mieli możliwość zapoznać się z audiowizualną twórczością biłgorajskiego artysty działającego pod pseudonimem Królówczana Smuga. Jego działanie muzyczno-performatywne „Sport Patriotyzm Militaria”, wykorzystujące głos i brzmienia różnych instrumentów (najczęściej gitary), to sprzeciwianie się wojnie i niepokojowi, to muzyczna manifestacja przeciwko wszelkim zachowaniom prowadzącym do konfliktów.
Trzeci dzień festiwalu rozpoczął się od warsztatów tańca tradycyjnego skupionych wokół podstawowego tańca ukraińskiego. Kozaczok jest tańcem technicznie i fizycznie wymagającym, pełen jest bowiem przytupów, drobnych kroków czy przysiadów. Można go wykonywać solo lub w parach, co istotne – niekoniecznie mieszanych. Warsztaty prowadzone były muzycznie przez US Orchestra, którą później można było usłyszeć podczas wieczornego koncertu. Trio stara się oddać bogactwo tradycyjnej muzyki ukraińskiej, wykorzystując dawną technikę gry na skrzypcach (Yaryna Dron i Serhii Postolnikov), cymbałach (Serhii Postolnikov) oraz bubonie i basie (Andrii Levchenko). Artyści wykonują m.in. walce, polki, kozaki oraz wiele innych form, do których dostępu szukają w archiwach muzycznych.
Sobota była pożywką dla fanów muzyki eksperymentalnej i elektronicznej. Na pierwszy ogień poszedł Jérôme Noetinger wykonujący improwizacje na magnetofonach szpulowych Revox i elektronice. Jego występy opierają się na wykorzystaniu pętli magnetycznej i przetwarzaniu nagranego dźwięku. Jako fanka elektroakustycznych brzmień byłam niezwykle ciekawa sobotnich koncertów i z niecierpliwością wyczekiwałam 27 maja. Niestety nie było mi dane nacieszyć się tą muzyczną chwilą. Dźwięki generowane przez magnetofon i wypuszczone na co najmniej osiem głośników były tak dosadne, że – mimo znacznej odległości od sceny – z nieco przysłoniętymi uszami trudno było wytrzymać ich natężenie. Zresztą chyba nie tylko ja odniosłam takie wrażenie. Parę osób już w pierwszej chwili koncertu opuściło salę. Mnie udało się dotrwać do 7 minuty. Dalszego rozwoju muzycznych zdarzeń mogłam się domyślać, posiłkując się opowieściami znajomych, którzy (trochę poniewczasie) poradzili mi zakup zatyczek dousznych. Nie będąc wyposażona w, jak się okazuje, powszechny na tego typu muzycznych wydarzeniach sprzęt prywatny, nie miałam okazji, by posłuchać Audrey Chen wykonującej w sobotę utwory na głos i elektronikę. Artystka o korzeniach chińskich i tajwańskich od zawsze próbowała znaleźć własną estetykę poprzez nielinearną pracę z dźwiękiem i improwizację. Długo występowała głównie z głosem i wiolonczelą, niekiedy dodając analogową elektronikę. Obecnie jednak stawia na wokal jako jej główny instrument.
Projekt wieńczący 15. edycję festiwalu był wynikiem współpracy z Fundacją Harmonie i Hałasy – BIT 20. W niedzielę można było usłyszeć Ørjana Matrego i Lassego Thoresena – czołowych norweskich muzyków wykonujących premierowo dwa utwory. Jako pierwsza wybrzmiała kompozycja napisana przez Matrego dla BIT20 Ensemble i Unnni Løvlid – ludowej śpiewaczki. Tytuł „Terskelsongar” w tłumaczeniu oznacza „Pieśni przejścia”, co nawiązuje do śmierci, ale także do „Quatre chants pour franchir le seuil” („Cztery pieśni o przekraczaniu progu”) francuskiego kompozytora Gérarda Griseya. Drugim wykonanym tego wieczoru utworem była „Løp, Lokk og Linjer” Lassego Thoresena, czyli suita w pięciu częściach, na śpiewaka tradycyjnego i sinfoniettę. Po doświadczeniach audialnych dnia poprzedniego miałam pewne obiekcje co do uczestniczenia w niedzielnym koncercie, tym bardziej że miał odbywać się w tej samej przestrzeni co sobotnie wydarzenia. Okazało się jednak, że był wspaniale nagłośniony i mimo wielu różnych źródeł dźwięku zarówno wokal, jak i instrumenty były bardzo dobrze słyszalne, bez zbędnego przeciążenia fonią. Same kompozycje były naprawdę ciekawe, więc żałuję, że dopiero teraz miałam okazję zapoznać się z twórczością tych artystów. Kiedyś ogromnie ceniłam sobie Edwarda Griega, do którego znajdywałam pewne nawiązania w niedzielnym wydarzeniu (choć może to po prostu cecha norweskich kompozycji).
Obydwa utwory kończące tegoroczną edycję festiwalu przypominają swoją formą opowiadania muzyczne, w których solistka oprócz partii wokalnych przyjmuje także rolę narratora. Jej głos stanowi pewnego rodzaju cezurę i wprowadza do kolejnych części muzycznego dzieła, w których wokal zmienia delikatnie barwę, aby jak najdokładniej oddać specyfikę partii. Berit świetnie dopasowuje się do harmonii instrumentów BIT20 Ensemble. U muzyków da się wyczuć ogromne zaangażowanie w grę połączone z prawdziwą radością z występowania. Same kompozycje opierają się na twórczości ludowej, przypominając czasami improwizacje fragmentów pieśni tradycyjnych. Daje to pole do popisu wykonawcom, którzy mogą bawić się muzyką, wykorzystując nie tylko instrumenty, ale także współtworząc efekty dźwiękowe generowane przez głos czy różne części ciała. Twórczość Matrego i Thoresena w wykonaniu BIT20 Ensemble to wspaniały przykład tego, jak w zgrabny, interesujący formalnie i muzycznie sposób zaprezentować muzykę tradycyjną w nieco unowocześnionym wydaniu. To zdecydowanie przekonuje do sięgania do korzeni i szukania w nich inspiracji nie tylko muzycznych.
Justyna Kusto
Interesuje się szeroko pojętym dźwiękiem w przestrzeni, zarówno w teorii, jak i praktyce. Na co dzień jest studentką III roku Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych UMCS w Lublinie oraz realizatorem dźwięku w Akademickim Radiu Centrum. W wolnym czasie zajmuje się DJ-ingiem i tworzy muzykę, którą publikuje na platformie Bandcamp (https://qsto.bandcamp.com/). Wspólnie z medioznawcami oraz współpracownikami Instytutu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach tworzy podcast „Co słychać?” (https://open.spotify.com/show/3qBjkXojOJFWn8wSbPIWNu).
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Weronika Wyrębek
KODY to coroczny festiwal muzyki organizowany przez Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża” w Lublinie. Tegoroczna edycja będąca równocześnie jubileuszową odbywała się w dniach 24–28 maja.
fot. W. Kornet: BIT20 Ensemble