
Gdy dwa lata temu zasiadałem na widowni Miejskiego Domu Kultury w Mławie, aby zasłuchać się w koncert projektu „Mazowsze Północne. Ziemia Nieznana” Janusza i Kai Prusinowskich, nie spodziewałem się tak wielu emocji. Ziemia moich korzeni ożyła na nowo muzyką zapomnianą, tradycją, która w znakomitej części zgasła nagle, ledwie parę dekad temu… Odrodziła się rytmami, do których tańczyli jeszcze moi dziadkowie z północnego Mazowsza, z tej niepozornej szachownicy pól, łąk i lasów, rzadko odwiedzanej przez postronnych, nieczęsto pokazywanej krainy „pszenno-buraczanej”, „białej plamy”, spokojnie rozlanej na mapie między aglomeracją Warszawy a zielonymi krainami pojezierzy…
Tomasz P. Kozłowski
Zajrzyjmy dziś do rozległego świata tego, co mało znane. Do jednej z polskich terrae incognitae. Świata w przeważającej części wiejskiego, z niezbyt licznymi i na ogół mało ludnymi miastami. Trudno w zwięzłym tekście przemierzyć wszystkie tutejsze szlaki, dlatego skupię się na terenach mnie osobiście najbliższych, na punktach dawnych historycznych ziem, wchodzących w skład północnego Mazowsza: głównie ziemi ciechanowskiej, ale też fragmentów zakroczymskiej i zawkrzeńskiej.
Wartość północnego Mazowsza zaklęta jest w znakach często dziś rozproszonych, wymagających uważnego odczytania i odpowiedniego połączenia w podróżny szlak. Kraina ta zwykle nie zdobędzie wędrowcy zapierającymi dech w piersi widokami czy wieloma zabytkami z pierwszych okładek folderów (na tym polu wyróżnia się okazały zamek książąt mazowieckich w Ciechanowie z przełomu XIV i XV wieku). Zachwyci zaś szczególnie tym, co „ukryte”, kameralne i poruszające prostą zwykle malowniczością. Wszak i odmalowywany wierzbowy krajobraz mazowiecki nieraz ukaże się tu oczom w przy drożnym widoku.
Kodów do poznawania północnego Mazowsza jest wiele i z biegiem lat sam, a podróżuje po tej ziemi od dzieciństwa, odkrywam kolejne i kolejne z nich.
Szlak „drewniany”
Jest jednym z najbardziej interesujących. W zabudowie tutejszych wsi, z których wiele to luźno rozrzucone, wieloprzysiółkowe, dawne tzw. okolice szlacheckie (drobne rycerstwo strzegło tu początkowo północnej granicy Księstwa Mazowieckiego), znajdziemy wyraźnie mniej budowli drewnianych niż np. na niedalekich, zatroskanych o własną tradycję Kurpiach. Część tego dziedzictwa sukcesywnie i bezpowrotnie ginie. Jeszcze paręnaście lat temu w okolicach Czernic Borowych oglądałem ostatnie gospodarcze budynki kryte strzechą. Jeszcze kilka lat temu w niedalekim Chrostowie Wielkim przy starym sadzie z papierówkami stał, nieistniejący już, XIX-wieczny wiatrak-koźlak, symbol wsi. Inny wiatrak, pod Ożumiechem, był w opłakanym stanie. Wiele z najcenniejszych przykładów tego dziedzictwa, po części reprezentującego architekturę sakralną, wciąż zdobi jednak tutejsze wsie na rozdrożach. Oto w Koźniewie stajemy oko w oko z przepięknym, modrzewiowym dworem. To jeden z największych tego typu zabytków na całym Mazowszu: XVIII-wieczna, barokowa „perełka”, wzniesiona przez dziedzica wsi, chorążego raciąskiego Antoniego Zielińskiego. Przebudowa dworu około 1900 roku, dokonana na zlecenie Dawida Buchwajtza, przyniosła nowe, widoczne do dziś, „orientalizujące” elementy.Nawiązują one do architektury bożnic i są przykładami żydowskiej sztuki snycerskiej, na ogół dziś zaginionej i startej przez pożar historii. Trudno szukać w szerokim promieniu tak oryginalnej w swej formie budowli drewnianej. Bliżej Ciechanowa, w Lekowie, porusza jeden z największych drewnianych kościołów mazowieckich (z 2. połowy XVIII wieku), trójnawowy, służący jednej z najstarszych na tych ziemiach parafii, pw. św. Stanisława Biskupa, erygowanej już w końcu XIII wieku. Nad szumiącą Wkrą, w zagubionym pośród zagajników Malużynie, czeka na nas kościół zgoła inny, zaskakujący bardzo oryginalną formą, drewniano-murowany, pw. św. Wojciecha. Część murowana pochodzi jeszcze z końca XV wieku, fundowana przez tutejszy ród Grzywów (później przybrali oni nazwisko Malużyńskich). Część drewniana powstała dużo później, w końcu wieku XVIII. Na tym obszarze Mazowsza zachwyci i zaciekawi nas jeszcze wiele drewnianych świątyń, takich jak wyjątkowej urody kościół w Kraszewie (częściowo murowany, z fragmentem zegara słonecznego na jednej ze ścian), obiekty w Koziczynku, Sarbiewie, Chotumiu, Przedwojewie, Strzegowie, Królewie czy Gąsiorowie. Przy większości z nich czeka na nas opis histori i wartości tych obiektów. Wróćmy jeszcze na chwilę w zielone okolice Malużyna: opodal Kępy, stojąc na zabytkowym, drewnianym moście, za chwycimy się urokiem Wkry, najpopularniejszej wśród kajakarzy rzeki północnego Mazowsza. Kilka lat temu przeszedł on remont i powinien służyć okolicy jeszcze przez wiele lat. Jeśli dodamy do tego stojący w Gąsocinie jeden z najstarszych drewnianych dworców kolejowych Polski z 2. połowy XIX wieku, wyłoni się nam plan rozległej i ciekawej trasy tematycznej.
Szlak przyrodniczy
Północne Mazowsze, choć w większości intensywnie zagospodarowane rolniczo, zaskakuje niezbyt szeroko znanymi miejscami z piękną naturą. Rezerwat Zwierzyniec, na wschód od Przasnysza, jest jednym z najdłużej chronionych lasów Mazowsza, ze starodrzewiem i wyspowym stanowiskiem świerka. Wartość tego terenu dostrzegła już posiadająca go niegdyś rodzina Krasińskich. Obszar chroniony upaństwowiono po II wojnie światowej. W okolicach Młocka zadziwia jedno z moich najulubieńszych drzew Polski: sędziwy, monumentalny dąb Uparty Mazur, swoją nazwą nawiązujący do nieco zapomnianego już dziś określenia mieszkańców Mazowsza, Mazurów. To obecnie najokazalszy z dębów, jakie znajdziemy w tej krainie.Trwa „uparcie” od około 500 lat zaskakując dobrą formą, szeroką koroną i imponującym obwodem pnia (około 9 metrów!), stawiającym go w gronie rekordzistów w skali kraju. Drzewo jest łatwo dostępne z drogi Ojrzeń-Młock i wyjątkowo fotogeniczne. Nietrudno odnaleźć także inny, wyjątkowy okaz dębu. Piast, koło Miszewa: ma liczyć aż 650 lat, co czyniłoby go jednym z drzew na Mazowszu najstarszych. Co ciekawe, jest poniekąd obiektem kultu, gdyż pośród jego grubych konarów, kilka metrów ponad ziemią, przeszło wiek temu ustawiono kapliczkę Matki Boskiej. Pod drzewem widziałem stojące znicze, w jednym z załamań kory do drzewa ktoś przy piął różaniec. Mieszkańcy okolicy szanują to drzewo od wieków i snują na jego temat opowieści. Według jednej z nich, pod Piastem miał odpoczywać sam Jan III Sobieski. Miejsce to emanuje niezwykłą atmosferą, zespoleniem sacrum i jakichś „sił” chtonicznych… A inne okazy flory? Czy w tak rolniczym krajobrazie może rosnąć coś ciekawego? Oczywiście. Choćby w Lesie Wierzbowskim, pomiędzy wsiami Radomka i Szczepanki, udało mi się odnaleźć storczyki: kruszczyki i rzadsze od nich podkolany. Na marginesie tej opowieści, sama Radomka, ciekawostka mało to znana, założona została w początkach XX wieku przez osadników… z północnej Radomszczyzny.
Przyroda północnego Mazowsza to wreszcie jego wyjątkowo malownicze rzeki, szczególnie dwie z nich: Wkra i nieco mniej znana, uchodząca do niej Sona, pełna dzikiego piękna, ze źródłami bijącymi obok wspomnianej Radomki. Węgierka, Naruszewka, Mławka – nie brak w tej krainie i mniejszych uroczych rzeczek. A szerokie widoki? Choć Mazowsze kojarzy się z terenami płaskimi, w okolicach Rzęgnowa czy Żaboklika napotkamy wcale niemałe, przeważ nie zalesione wzgórza Moreny Rzęgnowskiej, której najwyższe wzniesienie – Czubak – osiąga wysokość aż 204 metrów n.p.m.
Szlakiem postaci
To kolejna z możliwości podróży. Gdy dojedziemy do podciechanowskiej Gołotczyzny, w tutejszym dworze zaskoczy nas historia Aleksandry z Sędzimirów Bąkowskiej (1851–1926), niezwykłej pozytywistki północnego Mazowsza, kobiety, która na przekór różnym przeciwnościom organizowała miejscową oświatę, włączając do niej także wiejskie dziewczęta. W dziele tym wspierał ją znany pisarz, filozof i działacz społeczny, Aleksander Świętochowski. Wspólnie stworzyli tu podwaliny systemu edukacyjnego dla środowisk wiejskich (m.in. rolniczego). W dworze działa Muzeum Pozytywizmu, obok znajduje się miniskansen z dworkiem drobnoszlacheckim z Mężenina oraz z budynkami gospodarczymi. Niedawno do kompleksu muzeum dołączyła inna tutejsza „perełka” – willa Alma Aleksandra Świętochowskiego, jeden z ciekawszych ostańców dawnej architektury mieszkalnej na tych ziemiach. Prosty grób Bąkowskiej odnajdziemy zaś na cmentarzu w Klukowie.
Opinogóra oraz Krasne to podróż śladami jednego z najważniejszych rodów Mazowsza – Krasińskich. Po odwiedzinach w gołockim Muzeum Pozytywizmu, w Opinogórze czeka otoczone rozległym parkiem Muzeum Romantyzmu, charakterystyczny i znany z przewodników, neogotycki, jedyny w kraju zameczek czy pomnik poety Zygmunta Krasińskiego. Jego matka, Maria Urszula z Radziwiłłów Krasińska, pragnęła stworzyć z Opinogóry „Puławy Mazowsza”, szukając inspiracji w dziele Izabeli Czartoryskiej. Ale oto przed nami XVI-wieczny kościół w Krasnem, przebudowywany w wieku XVII przez samego Tylmana z Gameren. W swoich podziemiach kryje niezwykłą nekropolię rodu, którego przedstawiciele chowani tu byli od średniowiecza aż po XX wiek. Miłośników koni z pewnością przyciągnie do Krasnego także jedna z najstarszych w Polsce stadnin koni pełnej krwi angielskiej, założona w połowie XIX wieku przez Ludwika Krasińskiego. Czasem jednak wędrówka śladami ciekawych postaci to wyszukiwanie zagubionych szczątków i symboli, przygodnych kamieni szepczących cicho o przeszłości… Gdy przystaję pośród pól nieopodal niewielkiej, niczym niewyróżniającej się dziś wsi Smosarz (niedaleko Ciechanowa), moje myśli kierują się ku mało wciąż znanemu bohaterowi. To Baltazar Smosarski, uwieczniony we fraszce „Do Baltazara” Jana Kochanowskiego. Smosarski urodził się tu w końcu XV wieku w dość ubogiej rodzinie. Wiedza i wykształcenie w krakowskiej Akademii stały się dla niego „trampoliną” do świata szacownych krużganków ówczesnej Europy. W Italii Smosarski zdobywa doktoraty z medycyny i filozofii, oddaje się studiowaniu astronomii i astrologii, służąc władcom i zyskując sławę na dworach możnych kontynentu. Po powrocie do Polski naukowiec zostaje nadwornym lekarzem królów, Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta.
Kończy się nasza podróż przez fragmenty mało znanego północnego Mazowsza, a przecież w tak wiele jego ciekawych miejsc jeszcze nie zajrzeliśmy. Wczesnośredniowieczne (z przełomu IX i X wieku), otwarte do zwiedzania grodzisko w Grudusku, dawniej chroniące Mazowsze przed najazdami Prusów; kościół św. Jakuba i Anny w Przasnyszu, jedna z najbardziej fotogenicznych świątyń gotyckich w Polsce; sanktuarium św. Stanisława Kostki w Rostkowie; Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie; Muzeum Historyczne w Przasnyszu czy Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej w Mławie i wiele, wiele innych… Jeszcze przystanek na lokalnych dożynkach, gdzie misterne piękno dożynkowych wieńców, jedna z wciąż żywych odsłon kultury ludowej tych ziem, gdzie miejscowe smakołyki (np. placki buraczane), domowego wypieku chleby… Północne Mazowsze zatraciło w większości żywy korzeń swojej muzyki i tańca. Ludzie na zabawach tańczą „łoberkałod Rzęgnowa” już tylko w rodzinnych wspomnieniach, ale część tutejszej tradycji, w tym stara mazurska gwara, wciąż trwa ponad czasem. Historia, architektura czy przyroda tutejszych stron zapraszają do poznania tej niedocenianej terra incognita.
Tomasz Kozłowski
Podróżnik, miłośnik rodzinnych Mazowsza i Lubelszczyzny, a także Grecji (autor bloga „Greckimi Drogami”), przyrodnik, z wykształcenia biolog i absolwent podyplomowych studiów etnomuzykologicznych (UW).
Redakcja na stronie Żaneta Piotrowska, studentka filologii polskiej.
Gdy dwa lata temu zasiadałem na widowni Miejskiego Domu Kultury w Mławie, aby zasłuchać się w koncert projektu „Mazowsze Północne. Ziemia Nieznana” Janusza i Kai Prusinowskich, nie spodziewałem się tak wielu emocji. Ziemia moich korzeni ożyła na nowo muzyką zapomnianą, tradycją, która w znakomitej części zgasła nagle, ledwie parę dekad temu… Odrodziła się rytmami, do których tańczyli jeszcze moi dziadkowie
z północnego Mazowsza, z tej niepozornej szachownicy pól, łąk i lasów, rzadko odwiedzanej przez postronnych, nieczęsto pokazywanej krainy „pszenno-buraczanej”, „białej plamy”, spokojnie rozlanej na mapie między aglomeracją Warszawy a zielonymi krainami pojezierzy…
fot. z arch. aut.: Dworek w Gołotczyźnie