Folkowy Fonogram Roku

„Łoj!” i „Sny z wanny”, czyli eksperyment [folk a sprawa polska]

134-135 (1-2 2018) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Folkowy Fonogram Roku – doroczny konkurs na płytowe podsumowanie minionych dwunastu miesięcy (tym razem zamkniętych między styczniem a grudniem 2017 r.). Rodzaj bilansu, weryfikacji, barometru tego, co istotne (albo i mniej istotne – zgłoszeń jest wszak co roku kilkadziesiąt) i co wydarzyło się ostatnio w folkowej fonografii. Inna sprawa, że przecież nigdy do konkursu nie są zgłoszone wszystkie krążki. Tym razem – przypominam sobie, przebiegając w myślach ubiegłoroczne publikacje – zabrakło choćby ostatnich płyt Kroke czy Adama Struga. Okazuje się, co nie jest spostrzeżeniem wyjątkowo odkrywczym, że Folkowy Fonogram Roku ma szczególne znaczenie dla tej części polskiej sceny muzycznej, o której tutaj mówimy. Okazuje się też, że konkurs co roku zachwyca, pozwala na olśnienia, albo – przynajmniej? – na uświadomienie sobie bogactwa tej tzw. folkowej sceny.

Praca organiczna, praca u podstaw [folk a sprawa polska]

128-129 (1-2 2017) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Osiem. Tyle nośników (zarówno płyt, jak i kaset) zgłoszono – według mojej pamięci – w konkursie na Folkowy Fonogram Roku 1999. W ostatniej chwili okazało się, że doszły jeszcze dwa wydawnictwa – zatem stawkę „wyborczą” stanowiło dziesięć fonogramów. Był taki czas. Czas, kiedy wydawało nam się – i słusznie – że scena folkowa rośnie i rozkwita, że jej barwna różnorodność (jak laureaci ówczesnego konkursu: od Muzykantów, przez Chudobę do – pardon – braci Golców) staje się wartością.

Migawki z festiwalu – o Folkowym Fonogramie i kilka refleksji Nowa Tradycja

124 (3 2016) Autor: Joanna Zarzecka Dział: Festiwale To jest pełna wersja artykułu!

Na koncercie Muzyka Źródeł zatytułowanym Lasowiacy, otwierającym Festiwal Polskiego Radia „Nowa Tradycja” A.D. 2016, poczułam dobitniej niż kiedykolwiek dotąd, że czas oryginalnej muzyki wiejskiej się skończył. To, co wygrzebuje radio, czy co pojawia się na festiwalach typu Kazimierz, to są już formy wtórne. Za mojego pokolenia, na przełomie XX i XXI wieku wymarli „ostatni wiejscy muzykanci”, jak ich nazwał Andrzej Bieńkowski. Już ubiegłoroczny koncert Muzyka Źródeł na Nowej Tradycji, poświęcony Beskidowi Śląskiemu, trącił myszką, ale w tym roku to już było „wyciąganie moli z szafy”. Kapelą, która coś ciekawszego zaprezentowała w czasie koncertu, była Kocirba – starająca się odtwarzać tradycyjne brzmienia – jednak to już wariant rekonstruowany, czasami domyślający się, jak dane utwory brzmieć powinny.