Artykuły autora: Tomasz Janas

Drobne ślady, ważne ślady [folk a sprawa polska]

127 (6 2016) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Pojawiły się ostatnio na księgarskich półkach dwie ważne książki o dwóch wybitnych polskich zespołach rockowych: Voo Voo i Republice. Pierwsza, napisana przez Piotra Metza (mówiąc ściśle, to zbiór wywiadów z członkami zespołu), to niestety rzecz zdecydowanie przeciętna. O jej znaczeniu decyduje klasa Voo Voo i fakt, że to pierwsza (czy będą następne?) poświęcona mu książka. Niestety, razi skrótowością, wiele tu przemilczeń, „odpuszczonych” wątków, nieco błędów redaktorskich, dyskografia nie zawiera informacji o wszystkich płytach itd. Z kolei książka, a właściwie księga poświęcona Republice, napisana przez Leszka Gnoińskiego, robi wielkie wrażenie dzięki swej drobiazgowości, przemyślanej narracji, zdumiewającemu natłokowi informacji.

Wędrówka pełna przygód [folk a sprawa polska]

126 (5 2016) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

„Jeżeli do Itaki wędrować zamierzasz / życzyć sobie winieneś, by długa była wędrówka / pełna przygód i doświadczeń” – pisze Konstandinos Kawafis w jednym ze swoich najsłynniejszych i najpiękniejszych wierszy (tłumaczenie utworu: Zygmunt Kubiak). Zdaje się, że los zesłał nam wszystkim, nawet bez naszych szczególnych, uprzednich życzeń, wędrówkę pełną przygód i doświadczeń. Przemawia za tym, jak mówią niektórzy, „coraz bardziej otaczająca rzeczywistość”. Pozostaje pytanie, nawet jeśli z pozoru banalne, o to, z jakim nastawieniem wyruszamy w drogę.

Dwadzieścia lat później… [folk a sprawa polska]

125 (4 2016) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

W połowie czerwca odbył się tradycyjnie poznański Ethno Port, w lipcu: Rozstaje EtnoKraków i gdyńska Globaltica, we wrześniu (oczekiwane jeszcze, gdy piszę te słowa) warszawskie Skrzyżowanie Kultur. Tak można zarysować (oczywiście, świadomie dobierając nieco tendencyjne przykłady) obraz letniego czy – nieco rozszerzając znaczenie terminu „wakacje” – okołowakacyjnego harmonogramu głównych polskich imprez folkowych. Takich, które w pewnym stopniu definiują znaczenie i bieżący stan polskiej sceny folkowej / etno / world music – prezentując zarówno czołowych krajowych wykonawców, jak i coraz liczniej odwiedzających nasze okolice, znanych artystów zagranicznych. Imprezy te generują chyba największe zainteresowanie mediów (oczywiście tych, które interesują się czymś więcej poza sztampową muzyką pop) i stosunkowo szerokich rzesz publiczności – czasami przypadkowej, często takiej, która w ciągu roku na klubowych koncertach bywa rzadko lub wcale.

Ani słowa o politykach [folk a sprawa polska]

122-123 (1-2 2016) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Dobry to czy zły czas dla muzyki folkowej, okołofolkowej, ale też wiejskiej, tradycyjnej? Okazuje się rap-tem, że od przełomu lutego/marca coraz więcej ciekawych nut pojawia się w polskiej telewizji. W przywróconym po latach na ekrany „Pegazie” zobaczyliśmy Hańbę! czy Dagadanę.

Dużo słodyczy i trochę pestek [folk a sprawa polska]

121 (6 2015) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Obejrzałem Watermelona. Może to zdanie nie brzmi najpiękniej, a jednak zawiera w sobie stuprocentową prawdę i mogłoby (powinno) być zakończone wykrzyknikiem. Jaki był? Błyskotliwy, mądry, niezwykle pomysłowy, był owocem nieskrępowanej, wirtuozerskiej – powiedziałbym – wyobraźni. No i był bardzo zabawny, pełen lekkiego, ale wspaniałego poczucia humoru. A wreszcie, przy wszystkich stylistycznych woltach, które prezentują jego wykonawczynie, był mocno osadzony w kulturze tradycyjnej. Jednocześnie opowiadał o współczesności, a może po prostu, jako dziełko uniwersalne – o każdych czasach. O kobietach przede wszystkim, ale interesująca to nauka również dla mężczyzn.
Czymże jest ów Watermelon, bo pewnie nie wszyscy potencjalni Czytelnicy wiedzą? Aż dotąd udało mi się omijać ścisłe, wiążące określenia. I to nie przypadkiem. Łączy on bowiem w sobie elementy koncertu, spektaklu i performance’u. Najtrafniejszy wydaje mi się jednak termin spektakl – godzinne sceniczne dzieło, które przygotowały, wyreżyserowały, umuzyczniły i wykonały członkinie tria Sutari: Basia Songin, Zosia Barańska i Kasia Kapela. „Umuzyczniły”, czyli przygotowały zestaw piosenek i pieśni, opartych głównie na tematach ludowych, tradycyjnych i same – oczywiście na żywo – zaśpiewały. Akompaniowały sobie w tym śpiewaniu z rzadka i to na takich „instrumentach” jak: wanna, woda, rury hydrauliczne, klucze mechaniczne, że o kuchennych sprzętach codziennego użytku nie wspomnę, bo to poniekąd oczywiste.

Wbrew sceptycyzmowi [folk a sprawa polska]

120 (5 2015) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Pod koniec września odbyła się kolejna edycja Tzadik Poznań Festival. Do najlepszych koncertów, które odbyły się w jego trakcie, należały folkowe występy zespołu Sztetl Quartet oraz Kapeli Brodów. Oba były fascynujące, pełne emocji, rozwibrowanego pulsu muzyki, swoistej transowości i bezpretensjonalności. Roztańczone i niebanalne.

Co rozkwita na festiwalach..? [folk a sprawa polska]

119 (4 2015) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Polska muzyka folkowa ma się znakomicie! Dobitnie pokazały to dwie prestiżowe imprezy: czerwcowy poznański Ethno Port i lipcowy EtnoKraków, na który złożyły się 17. edycja Rozstajów i 36. Festiwal Folkowy Euroradia. Z góry zaznaczam, że nie podważam tu znaczenia i jakości innych imprez, które – zwłaszcza w okresie wakacyjno-letnim – odbywają się w naszym kraju w znacznej liczbie. Piszę ledwie (aż) o własnym doświadczeniu podczas dwóch, z mojej perspektywy najbardziej spektakularnych wydarzeń-festiwali.

To wstydliwe słowo na „f”… [folk a sprawa polska]

118 (3 2015) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Członkowie jednej z niezwykle szanowanych i szalenie lubianych przeze mnie grup piszą o sobie, że „niechętnie postrzegają siebie w kategorii muzyki folk – ich muzyka wykracza daleko poza te ramy. Jej istotą jest energia zderzenia odległych muzycznych światów. Przekraczanie wyznaczonych granic jest częścią spektaklu”. Komentując niedawno ten wpis, pozwoliłem sobie na uwagę, że dla mnie są: „kwintesencją muzyki folk, właśnie dlatego że ich muzyka przekracza schematy i stylistyczne ograniczenia”.

Czy folk istniałby bez nagrań?

116-117 (kwiecień 2015) Autor: Paulina Łaskarzewska, Autor: Jan Konador, Autor: Tomasz Janas, Autor: Jerzy Dynia, Autor: Marcin Skrzypek Dział: Sonda To jest pełna wersja artykułu!

Muzyka istniała od wieków, ewoluowała, migrowała, mimo iż nikt nawet nie myślał o jej utrwalaniu, a potem zapisywano tylko wybrane jej formy. Możliwość rejestracji dźwięku to tylko sprawa zwiększenia dostępu do muzyki, a w zasadzie dostępu do jej różnorodności (towarzyszyła ona przecież ludziom ze wszystkich warstw społecznych i kultur na całym świecie) i zwiększenia tempa jej rozpowszechniania. Owa dostępność ma oczywiście wpływ na to, co się dzieje z muzyką i jak ją przetwarzamy. Jako twórcy możemy wzorować się, wykorzystywać dźwięki z najdalszych zakątków świata, nie przekraczając granic swojego kraju, miasta, nie wstając z fotela.

(Paulina Łaskarzewska i Jan Konador)

Nasza mała Europa... [folk a sprawa polska]

115 (grudzień 2014) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

Ket jo barat czyli „dwa bratanki” - to nazwa zapomnianej już dziś nieco formacji, którą współtworzyli Jacek Hałas i Stefan Puchalski. Z czasem, gdy dołączył do nich Maciej Filipczuk, nazwa ewoluowała do Harom jo barat – czyli „trzech bratanków/przyjaciół”. Grupa, nawiązująca swoją nazwą do „legendarnych przyjacielskich stosunków polsko-węgierskich” (jak rzecz skomentowałaby prasa polityczna), w swym muzykowaniu, doborze repertuaru, pomyśle na sceniczne zaistnienie, realizowała pełen uroku zachwyt wspólnotą kultury środkowo-europejskiej. I jestem absolutnie przekonany, że sztywne i niewzruszone linie na mapie, wyznaczające granice między poszczególnymi państwami, miały dla nich mniejsze znaczenie niż, naznaczone zgoła dziecięcą radością, bezpretensjonalne łączenie w jedną opowieść wątków wywodzących się z różnych tradycji.

O końcach świata [folk a sprawa polska]

113 (sierpień 2014) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

„Koniec świata!” to, według słownika frazeologicznego: „okrzyk wyrażający wielkie zdumienie, zdziwienie, zaskoczenie”. Na „koniec świata” można się jednak również wybrać, z (muzycznego) „końca świata” przybyć, a jakże – budząc czasami zdumienie czy zaskoczenie…

Pokazać prawdę... [folk a sprawa polska]

112 (czerwiec 2014) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton To jest pełna wersja artykułu!

„Niestety, formy kultury ludowej, chłopskiej, są skazane na zagładę. Zadaniem nas, artystów, jest je zachować dla potomności. Zwracam tu uwagę, że jednym z zadań, nie jedynym” – mówił Karol Szymanowski w 1935 roku, przed światową premierą swoich „Harnasiów”. Interesująca jest zarówno głęboka świadomość kompozytora, dotycząca kondycji twórczości ludowej i, jakkolwiek by to nie brzmiało, powinności artysty. Zwraca uwagę jednak chyba również zaskakująca aktualność powyższej wypowiedzi.

W nie-do-końca-wielkim mieście [folk a sprawa polska]

110-111 (kwiecień 2014) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Nowa Tradycja czy Skrzyżowanie Kultur, ale też bieżąca, codzienna działalność wykonawców, klubów i miejsc „koncertowych” zdają się od lat przekonywać, że – jeśli chodzi o intensywność życia folkowego czy okołofolkowego – nie da się porównać żadnego innego polskiego miasta z Warszawą. Ot, stołeczny przywilej większej liczby wszelakich przedsięwzięć, ale też efekt aktywności szerokiego grona osób, sporego środowiska czy nawet środowisk.

Muzyka wyszukana [folk a sprawa polska]

109 (grudzień 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Pod koniec listopada jeden z dzienników donosił w swym artykule, że „rock’n’roll w końcu umarł”, a dalej, że „nie ma już >miejskiego hip-hopu<, >soulu< ani >nowej fali< - jest muzyka >romantyczna<, >do ćwiczeń< albo >do pociągu<”. Słuchacz lub czytelnik o słabych nerwach mógłby się przerazić. Uspokajam więc, że powyższa refleksja (bo chyba jednak nie do końca informacja) bierze się z obserwacji i analizy danych na popularnych serwisach internetowych, udostępniających legalnie muzykę.

W obronie dużego formatu... [folk a sprawa polska]

108 (paŸdziernik 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Zdaje nam się czasami, że format płyty długogrającej jest czymś niemal odwiecznym. Wydaje się tak nawet (a może zwłaszcza) dziś, gdy dominuje kultura singla - "szybkostrzelnego" przeboju, empetrójki, przebojów promowanych na youtube, gdzie niezbędnym warunkiem zaistnienia piosenki jest aspekt wizualny, a więc jeśli nie profesjonalny teledysk, to w najgorszym wypadku składanka zdjęć lub amatorskich ujęć czy ewentualnie animacji. Mimo to klasyczny format dużej płyty wciąż jest dla wielu (dla mnie też) rzeczą elementarną. I oczywiście akurat w tym momencie warto wziąć w nawias uwarunkowania techniczne, pozwalające na to, by najpierw była to płyta analogowa, potem - jako dominująca - kaseta, dalej compact disc - z wciąż pretendującą do miana ważnego nośnika płytą winylową.

„Analog” czy „digital”?

107 (sierpień 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Przeczytałem niedawno na którymś z internetowych portali kolejny cykl (nieskończonych chyba) rozważań na temat wyższości jednego nośnika dźwięku nad innymi. Tym razem obwieszczano oto bezdyskusyjną przewagę nośnika tradycyjnego czyli płyty analogowej nad płytą CD. Nie czas tu na pytanie o wiarygodność badań, które bez żadnych materialnych podstaw - a jedynie na bazie obliczeń i spekulacji - diagnozują (zazwyczaj niepodważalnie) co nastąpić ma za lat wiele.

Wiosna festiwalowa [folk a sprawa polska]

106 (czerwiec 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Któryś z poznańskich radnych dzielił się wiosną ubiegłego roku przemyśleniami na temat festiwalu Ethno Port. Wyrażał wątpliwość czy opłaca się(!) go organizować. Zapewne nie był nigdy na żadnym z festiwalowych koncertów. Zapewne nie wie, że magazyn "Songlines" trzeci raz z rzędu umieszcza poznańską imprezę wśród 25 najważniejszych festiwali na świecie! Nie porozmawiał z tłumami słuchaczy, którzy rokrocznie, niezależnie od kaprysów pogody przybywają na Ethno Port. Pewnie spojrzał w tabelki, wyniki, statystyki, rachunki. To ekonomia powinna rządzić i merkantylne korzyści, a nie kultura.

Trochę dobrze, trochę nie [folk a sprawa polska]

104-105 (kwiecień 2013) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Pierwsze miesiące nowego roku to dla wszystkich chyba czas podsumowań tego, co wydarzyło się w roku poprzednim - również w perspektywie sceny folkowej. Zwłaszcza, że w tym czasie odbywają się przecież doroczne konkursy na Folkowy Fonogram Roku, Fonogram ródeł, a także Wirtualne Gęśle. Kolejny rok z rzędu miałem przyjemność być zaproszony do ocenienia płyt zgłoszonych do Folkowego Fonogramu, nadarzyła się więc prawdziwa okazja, by szczegółowo i "nausznie" przekonać się jak wyglądała fonografia folkowa Anno Domini 2012.

Od wschodu do zachodu [folk a sprawa polska]

103 (grudzień 2012) Autor: Tomasz Janas Dział: Felieton w Gadkach To jest pełna wersja artykułu!

Byłem w Lublinie! Tak, po raz pierwszy od kilku lat udało mi się dojechać na Mikołajki Folkowe. W poprzednich latach niesprzyjające okoliczności albo własna gnuśność sprawiały, że mnie na Mikołajkach nie było. Usprawiedliwień żadnych szukać nie będę, ale jeśli miałbym dopatrywać się jakichś, choćby małych plusów tej sytuacji, to może takich, że istotnie stęskniłem się za atmosferą festiwalu, za tym miejscem, tymi ludźmi. Było jak to w Lublinie - mimo mrozów - ciepło i serdecznie. Na scenie i poza nią spotykali się wielbiciele, sympatycy, pasjonaci tradycji. Brzmiała muzyka szalenie różnorodna, z różną intensywnością odwołująca się do źródeł: zarówno podczas bardzo ciekawego konkursu, jak i w trakcie występów zaproszonych gości. Przeżyłem tam sporo pięknych wzruszeń muzycznych, choćby podczas wspaniałego, do głębi poruszającego żałobnego koncertu Trebuniów-Tutków (w dzień po pogrzebie Mistrza Władysława Trebuni). Ale nie o tym chcę tu pisać.

Wracając z Mikołajek, znalazłem się w Warszawie, gdzie zostałem zaproszony do udziału w dyskusji zorganizowanej przez RCKL i Program 2 Polskiego Radia, a dotyczącej - skrótowo mówiąc - podziałów na polskiej scenie folkowej. Spotkali się - znów nieco upraszczając - zwolennicy hermetycznej wizji folku i rzecznicy pełnej otwartości; muzycy, naukowcy, dziennikarze, animatorzy działań muzycznych. Opinie padały sprzeczne, ale obyło się bez jakichkolwiek nieprzyjemności. Nawet porównywanie muzyki folkowej do zespołów pieśni i tańca czy jeszcze bardziej kuriozalne zestawianie folku z disco polo miało prawo zaistnieć na radiowej antenie. Wszak każdy ma swoją wrażliwość, a także prawo do mówienia rzeczy ekscentrycznych czy przesadnie wydumanych porównań. Na szczęście nikt w rewanżu nie porównywał np. środowiska domu tańca do kręgu disco polo czy do Zespołu Mazowsze, choć przecież i taką figurę stylistyczną dałoby się wykonać.

Rozmówcy pozostali przy swoich zdaniach, ale ja przynajmniej nie mam wątpliwości, że warto spotykać się i takie dialogi prowadzić. Oczywiście (i na szczęście) nikt nie zabroni nikomu w pełni swobodnie inspirować się na przykład polska tradycją. Komu wrażliwość, wyobraźnia, wizja świata i roli artysty nakazują wiernie naśladować tradycyjne wiejskie techniki wykonawcze - ten będzie to robił. Choć przecież, nawet mimo wielkiej niechęci niektórych do tego terminu, będzie to folk - w tym przypadku muzyka wiejska rekonstruowana. Inni zaplotą ludowe tematy we własne pomysły aranżacyjne czy brzmieniowe, inni spróbują je żenić z odległymi kulturami, albo z rockiem, albo jazzem, albo klasyką. Jeszcze ktoś, korzystając z sampli, połączy je ze współczesną elektroniką. I na szczęście nikt nikomu tego nie zabroni. Co więcej, być może dzięki takim zabiegom wzrośnie świadomość istnienia muzyki "źródeł" wśród słuchaczy, właśnie wtedy, gdy będzie ona zapleciona w popularne nurty.

Najmniej przyjemnie było, gdy kilka dni po wspomnianym spotkaniu, zupełnym przypadkiem zajrzałem na stronę internetową Polskiego Radia, gdzie pisano o owej dyskusji. Oczywiście problemem nie był sam artykuł na stronach Radia, ale komentarze zamieszczone pod nim. Ktoś, komu odwagi dodaje anonimowy nick, pozwala sobie w prostacki sposób atakować Marię Pomianowską. Ktoś inny opluwa Macieja Szajkowskiego. Ktoś podpisany mailem Milo Kurtisa (czy to ten sam Milo Kurtis?) pisze z absurdalną i zgoła groteskową pretensją, że w rozmowie o polskim folku, inspirowanym polską (i powiedzmy słowiańską) tradycją, nie było mowy o zespole Osjan! Tę specyficzną równowagę zachowuje tzw. "druga strona", bezpardonowo i często arogancko atakowani są w wypowiedziach anonimowych "dyskutantów" Remigiusz Hanaj, Adam Strug, Janusz Prusinowski.

Zapyta ktoś: o co mi chodzi? Przecież od dawna wiadomo, że polski internet jest siedliskiem prymitywnych odruchów, że to tu niezliczeni frustraci wyrzucają z siebie bluzgi, czując się zwolnieni z myślenia i jakiejkolwiek wrażliwości czy odpowiedzialności za wypowiadane słowa. Mam jednak dwie uwagi. Po pierwsze: dlaczego musimy się na to godzić? Po drugie: nie mówimy o porachunkach "kiboli" drużyn piłkarskich czy partii politycznych, ale o "dyskusji" w szlachetnym zakamarku internetu, rozmowie ludzi, którym - jak deklarują - bliska jest tutejsza tradycja i piękno muzyki. Dlaczego lubią krzywdzić innych w imię tego, że mają odmienną opinię od naszej?

Bardzo bym nie chciał, by ów prymitywny sposób widzenia świata i dzielenia ludzi na swoich i obcych przedostał się np. z polskiej polityki do myślenia o muzyce folkowej i ludowej także. Również dlatego będę w sobie hodował wspomnienie o tym niezwykłym klimacie, jaki znów odnalazłem na Mikołajkach Folkowych.