
Poniżej prezentujemy relację organizatorów z tegorocznej edycji Globaltiki.
To były bardzo intensywne 4 dni, ale równie udane. 20. edycja Globaltiki okazała się wielkim sukcesem - festiwalowa sobota wyprzedała się co do ostatniego biletu, frekwencja dopisywała także w pozostałe dni.
Zaczęliśmy w czwartek od koncertu Viniciusa Cantuarii, wybitnego brazylijskiego gitarzysty i interpretatora bossa novy. W dawnym klubie Ucho, miejscu, gdzie rozpoczęła się historia festiwalu.
Fot. Marek Sałatowski.
Piątek to już przenosiny do naszego domu od 18 lat - parku Kolibki. Na naszej scenie wystąpili poruszające tematy kobiecej emancypacji Asmaa Hamzaoui & Bnat Timbouktou oraz Kefaya & Elaha Soroor, a także irlandzka legenda Kila oraz pochodzący z Reunionu Lindigo, którzy rozgrzali publiczność do czerwoności. Takich tańców oraz wyczynów zespołu dawno nie widziano na Kolibkach.
Fot. Bartek Muracki.
W sobotę przyznaliśmy pierwszą festiwalową nagrodę. Jej laureatem został BOBAN MARKOVIĆ, wybitny serbski trębacz, prawdziwa legenda muzyki bałkańskiej i światowej. Jako jedyny muzyk wygrał pięciokrotnie najważniejszy konkurs trębacki w Gučy i dziś występuje tam jedynie jako gość honorowy. Na Globaltice Boban wystąpił po raz pierwszy w 2019 roku i był to jeden z koncertów, które na zawsze zapisały się w historii festiwalu. Podobnie jego tegoroczny występ. Boban Marković jest prawdziwą legendą, muzykiem niepowtarzalnym, wzorem dla w zasadzie każdego trębacza z Bałkanów (i nie tylko).

Wystąpili także Kapela ze Wsi Warszawa & Bassałyki (którzy także odebrali nagrodę - Wirtu@lne Gęśle za album "Sploty"), Mercedes Peón "Deixaas" i wyczekiwani Chico Trujillo, których cumbia każdego festiwalowicza skłoniła do tańca.
Niedziela to już tradycyjnie dzień koncertów bardziej kameralnych. Vardan Hovanissian i Emre Gultekin udowodnili, że muzycznie Turcja i Armenia są sobie bardzo bliskie, a Chango Spasiuk przywiózł ze sobą kawałek Argentyny, który brzmiał bardzo znajomo - muzyka chamame jest oparta o tradycje m.in. polskich i ukraińskich emigrantów.
Fot. Marek Sałatowski.