
W związku ze zbliżającą się tegoroczną edycją Festiwalu Skrzyżowanie Kultur przypominamy ubiegłoroczne spotkanie z muzyką świata w Warszawie. 21. edycja festiwalu, która odbyła się we wrześniu 2025 roku, miała szczególny charakter – zbiegła się bowiem z 70-leciem Stołecznej Estrady, organizatora wydarzenia.
Skrzyżowanie Kultur 2025
We wrześniu 2025 roku w Warszawie odbył się 21. Festiwal Skrzyżowanie Kultur, co zbiegło się z 70-leciem istnienia Stołecznej Estrady, organizatora tego wydarzenia. Teatr Dramatyczny, który od kilku lat gości w swoich progach festiwal, ponownie rozbrzmiał dźwiękami całego świata. Otwierający wydarzenie dyrektor estrady oraz Maria Pomianowska, dyrektorka festiwalu, wygłosili przesłanie: „Chcemy grać, słuchać i tańczyć w kontrze do brutalnego świata i w opozycji do nieustannie zalewających nas komunikatów o wojnach. Zapomnieć na chwilę o tym, co straszne, zatopić się w muzyce”.
W czwartek festiwal otworzył występ MoZuluArt & Ambassade String Quartet z Zimbabwe. Zespół stworzony na bazie wokalnego trio z Bulawayo, byłej enklawy Zulu w tym kraju, grający połączenie muzyki Zulu z kameralną muzyką klasyczną. W Warszawie artyści wystąpili w rozszerzonym składzie, razem z renomowanym Ambassade String Quartet. Członkowie drugiej grupy wywodzą się z Wiedeńskiej Orkiestry Symfonicznej oraz czołowych zespołów europejskiej sceny klasycznej i awangardowej. Połączenie afrykańskiego śpiewu z muzyką Mozarta bardzo podobało się publiczności.
W piątek silną konkurencją dla Skrzyżowania Kultur okazał się drugi już Festiwal w Naśladowaniu Głosów Ptaków, odbywający się w pobliskim Barze Studio. Zgromadził on prawdziwe tłumy również w okolicach. Biegałam na zmianę między wydarzeniami. Trudno było mi wybrać między śpiewem rudzika a ormiańskim zespołem Nagash Ensemble. Zbieżność dat wynika z tego że ptasi konkurs OTOP-u (Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków) odbywa się przy okazji dorocznego zlotu członków tego stowarzyszenia, zawsze w połowie września. Nagash Ensemble z Armenii nie grał w stylu, do którego przywykliśmy, myśląc o muzyce ormiańskiej. Klasyczne wokalizy i jazzowy fortepian nie przywodziły mi na myśl Armenii ani jej tradycyjnej muzyki. Można powiedzieć, że koncert był ciekawy pod względem poznawczym, ale do świata Armenii nie przenosił.
Po zakończeniu ptasich treli mogłam już spokojnie pójść na na koncert Bombino z Nigru. Jest on bardzo znanym i cenionym artystą promującym kulturę Tuaregów oraz muzykę pustyni. „Gra, by mówić: o pokoju, edukacji, tożsamości (…), wierząc, że prawdziwa zmiana przychodzi nie przez broń, lecz przez wiedzę i muzykę” – czytamy w materiałach prasowych festiwalu. W swojej muzyce Bombino łączy motywy tradycyjne z rockiem. Współpracował ze sławnymi muzykami, jak np. The Rolling Stones, a „New York Times” nazwał go Sułtanem Brzmienia, ponieważ jest prawdziwym mistrzem gitary. Nie znam się na rytmach Afryki, dlatego podsłuchiwałam, jak odebrała ten koncert publiczność. Było różnie – od zachwytu po rozczarowania, że artysta grał zbyt krótko. Niektórzy nawet zdecydowali się na ucieczkę z występu, ponieważ, jak mówili, „to było nie do wytrzymania”. Fakt – koncert był bardzo głośny.
W sobotę koncert przeniósł nas na ziemie Kurdów oraz do Mali. Muszę przyznać, że to był mój ulubiony występ tego festiwalu.
Adel Naderi & Hawraman to projekt muzyczny założony w 2020 roku z inicjatywy Arada Emamgholiego, perkusisty i mistrza gry na dafie. Zespół wykonuje utwory wywodzące się z tradycji kurdyjskich górskiego rejonu Hawraman, leżącego na pograniczu Iranu i Iraku. Głosem zespołu, który przesądza o poetyce całego przekazu, jest Adel Naderi – charyzmatyczny wokalista, poeta i kompozytor, urodzony w Mariwan, w sercu irańskiego Kurdystanu.
Wspaniały, mocny głos w zdumiewająco niewielkim człowieku zaczarował wszystkich. Czekało się na utwory śpiewane, choć grono instrumentalistów także było godne uwagi. Wśród muzyków zespołu znalazł się Mateusz Szemraj, znany z wielu projektów folkowych w Polsce, grający na oudzie, sazie i rubabie. Oszałamiająca była gra jednego z artystów na bębnie obręczowym – prawdziwa wirtuozeria
Po zespole kurdyjskim wystąpiła gwiazda światowego formatu – Oumou Sangaré z Mali. Co ciekawe, zapowiedział ją barwnie i obszernie jej brat – Omar Sangare, który w Polsce jest znany bardziej niż jego słynna siostra, bowiem tutaj skończył szkołę aktorską i grywał w filmach. Oumou występuje w bardzo eleganckich strojach, na szpilkach, które zrzuca do tańca. Śpiewa przy akompaniamencie tradycyjnych instrumentów z tykw, ale przede wszystkim w rytmie perkusji i gitary elektrycznej. Śpiewa dużo o kobietach, a przesłanie jej tekstów jest bardzo feministyczne. Występ był bardzo głośny. Ekspresyjnej i radosnej afrykańskiej diwie towarzyszyły dwie energiczne chórzystki. Ich taniec udzielił się zgromadzonej publiczności. Teatr wyszedł ze sztywnej formy i dosłownie poszedł w ruch, Choć miejsca było mniej niż kiedyś w namiocie pod Pałacem Kultury, dało się poczuć atmosferę festiwalu.
Niedzielny koncert finałowy osadzony był w dwóch zupełnie różnych światach – spokojnej, nastrojowej muzyce korsykańskiej zespołu L’Alba oraz klasycznym jazzie Paquito D’Rivera i jego dwóch kolegów.
Zespół L’Alba –po korsykańsku „świt” – brzmiał odpowiednio do nazwy – zarówno poprzez instrumenty (skrzypce, mandoliny, gitary, harmonium, flety, klarnety, instrumenty perkusyjne), jak i w śpiewie przekazał wiele ulotnych wrażeń i harmonii. Najpiękniej było, kiedy pięciu członków zespołu zaśpiewało na kilka głosów a capella, albo tylko z towarzyszeniem harmonium, nostalgiczne pieśni paghjella – charakterystyczne dla Korsyki, świeckie i liturgiczne. Prawdziwa uczta dla ucha.
Na koniec na scenie pojawił się – Paquito D’Rivera, kubański mistrz klarnetu i saksofonu, w towarzystwie dwóch muzyków – Pepe Rivero i Sebastiána Laverde. Tu niestety nastrój opadł, bo mimo 18 Nagród Grammy tego muzyka nie mogłam odnaleźć się na tym koncercie ani znaleźć w nim korzeni muzyki latynoskiej i kubańskiej, na które się nastawiałam. Czysty jazz na saksofon, fortepian i wibrafon.
Oczywiście koncertom towarzyszyły warsztaty, pokazy filmowe i panele dyskusyjne.
Ciekawostką inscenizacyjną były przedziwne obrazy stworzone przez sztuczną inteligencję. Wszystko się w nich pomieszało – np. Armenia z elementami Grecji, Turcji, Maroka i trudno powiedzieć czego jeszcze. Powstał obraz niepodobny do przepięknego kraju, który miał udawać; multi-kulti, meczety i derwisze w gajach oliwnych czy gitary z bolcem trzymane jak wiolonczele i wiele innych. Ale może o to chodziło? Może to było właśnie „skrzyżowanie kultur”?