Artykuły z działu: Folk i okolice

Na zamku zimą?

67 (luty 2007) Autor: Ewa Wawoczny Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Dlaczego nie... Wprawdzie ktoś mógłby sądzić, że współcześni rycerze pakują tobołki jedynie w lecie, kiedy to wybierają się na turnieje rycerskie i inne podobne imprezy historyczne, podczas których odtwarzane są realia doby średniowiecza. Coraz częściej jednak zdarza się, że miłośnicy "historii żywej" spotykają się również poza sezonem, zjeżdżając do pobliskich zamków, by w ich komnatach lub podziemiach kultywować tradycje przodków.

Mykonos i Delos

65 (listopad 2006) Autor: Maciej Froński Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Białe, sześcienne domki wysoko nad brzegiem morza, kręte, wąskie uliczki, którymi samochód nie przejedzie, ale osiołek się przeciśnie, kolorowe rybackie łodzie w małej przystani, tawerny, cerkwie i wiatraki na tle bezchmurnego nieba - oto obraz, który przychodzi nam na myśl na dźwięk słów "wyspy greckie". Obraz wyidealizowany, wyśniony, ale najbliższy spełnienia na Cykladach. A wśród Cyklad, z których łatwa dostępność i bliskość Aten uczyniły najpopularniejsze wyspy Grecji, dwie zasługują na szczególną uwagę - Mykonos i Delos.

Przodkowie dawni i potężni

63-64 (sierpień 2006) Autor: Ewa Wawoczny Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Odtwórców realiów doby średniowiecza przybywa z roku na rok. Ruch rycerski pojawił się w latach 70.,kiedy to w Golubiu-Dobrzyniu Zygmunt Kwiatkowski zorganizował pierwszy współczesny turniej rycerski.Nie wiedział wówczas, że po dwudziestu latach bractwa rycerskie zaczną wyrastać w Polsce jakgrzyby po deszczu. Nie wiedział też, że po roku 2000 nawet w najmniejszej mieścinie będą sięodbywać turnieje, walki wojów i pokazy rzemiosła tradycyjnego. Takie były początki.Dziś bractw rycerskich można naliczyć - jak podaje Serwis Ruchu Rekonstrukcyjnego i OdtwórczegoRoberta Bagrita - ponad 450, a ich liczba wciąż wzrasta. Są to grupy zrzeszające od kilkudo kilkuset osób w różnym wieku.

Duchowe korzenie capoeiry Enklawy egzotyki w przestrzeni wielkiego miasta

49 (luty 2004) Autor: Katarzyna Kolbowska Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Capoeira jest brazylijską sztuką walki połączoną z tańcem o niejasnym pochodzeniu. Większość teorii wiąże jej początki z okresem niewolniczym ery kolonialnej. Miała ona według nich istnieć wówczas jako forma oporu, samoobrony i manifestacji kulturowej – manifestacji własnego kunsztu, niezwykle trudnej gry przywożonych na plantacje Czarnych.

Ciut o ceramice także tej huculskiej

48 (grudzień 2003) Autor: Małgorzata Wielgosz Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

O specyfice polskiej ceramiki ludowej świadczy różnorodność wzorów, technik zdobienia, ornamenty, kolorystyka. Wymagania nabywców z czasem stawały się coraz to wyższe, dlatego też garncarze doskonalili swój kunszt rzemieślniczy, podnosili jakość, walor estetyczny, ale i cenę produktów. Toczone na kole garncarskim wyroby uszlachetniali przez powlekanie glazurą, dzięki czemu naczynie nie przesiąkało. Odmienny kształt gliniaków wynikał z ich różnych funkcji. Mleko lub piwo przechowywano w smukłych dzbanach z wyraźnie zaznaczoną wypukłością brzuśca. Z kolei olej czy wódkę w pękatych naczyniach o wąskiej szyjce. Dwojaki, czyli dwa połączone garnki zaopatrzone w duże ucho, służyły do przynoszenia strawy dla pracujących w polu. Uboczną gałąź wytwórczą wielu warsztatów garncarskich stanowiła produkcja zabawek i dewocjonaliów. Rzemieślnicy o uzdolnieniach artystycznych podejmowali się nawet wyrobu figurek świętych patronów.

Wizyta za siódmą górą

58 (wrzesień 2005) Autor: Tomasz Kulbowski Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

OBUH, czyli Odgłosy Bocznic Ukoją Harmider, a może Ostatni Bastion Ukrytej Harmonii... "Czuję się poszukiwaczem skarbów" - mówi o sobie Wojciech Czern (szerzej znany jako Wojcek), siła sprawcza i motor niezależnego wydawnictwa muzycznego OBUH, strażnik projektu "Za Siódmą Górą", realizator nagrań, kolekcjoner mikrofonów i wyznawca metody działania "Ratuj Się, Kto Może". Jego niewielka muzyczna oficyna wydawnicza ulokowana w starej szkole we wsi Rogalów koło Kazimierza Dolnego - niezauważana przez rekiny fonograficzne - wydaje muzykę alternatywną; ukazała się tam między innymi płyta "Dziewczyna z Aszchabadu", z niepublikowanymi dotąd nagraniami zespołu wibrafonisty jazzowego Jerzego Miliana z przełomu lat 60. i 70., a wkrótce będzie gotowa płyta z muzyką Krzysztofa Pendereckiego do filmu Wojciecha Hasa "Rękopis znaleziony w Saragossie" - ścieżką dźwiękową mającą swoich wielbicieli na całym świecie.

Muzyczne Wydawnictwa Niezaleźne

58 (wrzesień 2005) Autor: Tomasz Kulbowski Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Ile muzycznych wydawnictw niezależnych działało w Polsce od zarania - trudno się doliczyć. Wiele z nich skończyło równie szybko, jak zaczęło, inne przestały działać mimo doświadczenia i pewnej wyrobionej marki (vide: Biodro, Ignis, Cat Sun...). Z rozmów z wydawcami nie bije szczególny pesymizm, czy ból niezależnego istnienia - większość zdaje sobie sprawę z realiów, w których działa i świadoma wymaganego wysiłku i nakładów pracy konsekwentnie realizuje swoje cele.

Cały ten filk

58 (wrzesień 2005) Autor: Rafał "Taclem" Chojnacki Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z terminem "filk", byłem nieco zdezorientowany. Podejrzewałem, że to literówka. Przecież literka "i" sąsiaduje na klawiaturze z "o", może więc chodziło po prostu o "folk". Okazało się, że wcale nie. Nazwa była użyta świadomie i oznaczała nowy gatunek muzyczny. Cóż to takiego ten filk? Ano, w najprostszych słowach jest to muzyka bazująca na folku, zaś tematyka utworów nawiązuje do klimatów powieści nurtu fantastycznego - najczęściej fantasy, a rzadziej science fiction (na potrzeby tego tekstu całość zjawiska, którego dotyczy filk, nazywana będzie nurtem fantastycznym).

Zaślubiny w giezłach i kolczugach

58 (wrzesień 2005) Autor: Ewa Wawoczny Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Coraz więcej panien i kawalerów ze współczesnego ruchu rycerskiego nie wyobraża sobie ślubu i wesela bez przyjaciół w średniowiecznych strojach i w historycznej scenerii.

Jeszcze do niedawna białogłowy i rycerze uczestniczyli w turniejach rycerskich tylko dla zabawy, miło spędzając swój wolny czas. Latem wyjeżdżali w weekendy na imprezy historyczne, aby spotkać się z przyjaciółmi z innych bractw, powalczyć, potańczyć i napić się miodu pitnego podczas biesiady. Od jakiegoś czasu można zauważyć, że członkostwo w bractwach rycerskich dla niektórych to nie tylko "nieszkodliwe szaleństwo" i miłość do tradycji, ale pewnego rodzaju sposób na życie.

Punkfolkowy zawrót głowy (1) Bardowie i punkowcy

35-36 (kwiecień/maj 2001) Autor: Rafał "Taclem" Chojnacki Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Wiele lat temu, w reportażu z jednego z wcześniejszych festiwali w Jarocinie, padło zdanie, które zostało mi w głowie do dziś. Powołując się na współczesnych socjologów i badaczy kultury, porównywano taniec pogo do plemiennych tańców ludów Afryki. Prymitywna energia wyzwalana w takich pląsach, często pobudzona dodatkowymi środkami, przypomina jako żywo rytualne tańce dawnych mieszkańców Ziemi.

Poganie

22 (maj 1999) Autor: Agata Witkowska Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Spotkałam ich podczas rycerskiego turnieju w Sandomierzu. Gromada ludzi przebranych za Polan z IX czy X w. odcinała się wyraźnie od reszty uczestników imprezy, zwykle "standartowych" rycerzy jakich pełno na turniejach w całej Polsce. Zaintrygowali mnie tak bardzo, że postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na ich temat.

Ja i pieśni morza II

17 (luty 1998) Autor: Katarzyna Mróz Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Przyznaję ze skruchą, że błędem z mojej strony było - po napisaniu pierwszej części tego artykułu, umieszczonego w 14 nr " Gadek z Chatki". [Pierwszą część artukułu znajdziecie w "Gadkach" nr 14 - przyp. B.B.]- kazać czytelnikom czekać aż odsłucham moją ulubiona kasetę szantową "Bristol Shantymen". Przesłuchanie jej zajęło mi ponad 3 miesiące ale postaram się wynagrodzić tę zwłokę wszystkim, którzy wytrwale czekali na dalszą część mojej opowieści o szantach. Myślę, że czytelnicy poczują się usatysfakcjonowani, jeżeli w tej publikacji postaram się umieścić ogólne a pożyteczne informacje o szantach jako gatunku.

Najpierw jednak poświęcę kilka akapitów wspomnianej wyżej przeze mnie kasecie z pieśniami morza pt. "Clear the Decks". Jest to zbiór szant znaczący - nie tylko dla mnie z powodów sentymentalnych, ale także dla koneserów tej odmiany folku. Pieśni, które znajdują się na kasecie, wykonywane są w większości a'capella, co uwydatnia piękno i siłę głosów członków zespołu. Nasze rodzime zespoły częściej posługują się instrumentami, odchodząc tym samym od oryginalnej formy szanty. Żadna przyśpiewka, choćby najskoczniejsza i najżywsza, wykonana przy wtórze gitary, nie ma tej samej siły oddziaływania co śpiew chóralny kilku mężczyzn obdarzonych niskim głosami.

Ja i pieśń morza

14 (pażdziernik 1997) Autor: Katarzyna Mróz Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Dość długo nie gościłam na łamach "Gadek z Chatki". Wypadałoby się teraz czytelnikom usprawiedliwić, zanim przejdę do sedna sprawy.

Otóż, po pierwsze, jak przystało na współpracownika pisma studenckiego, dopadła mnie sesja. Ale nie to było główną przyczyną mojej nieobecności. Wyznam czytelnikom ze skruchą, że po raz pierwszy nie mogłam znaleźć właściwego tematu.

Ten mi nie leżał, tamten nie pasował. Jeden za krótki, drugi za uczony, trzeci - niefolkowy. Już kolejną noc obracałam się w łóżku gryząc palce w bezsilności i cierpiąc, jak każdy grafoman, że nie będę mogła zapoznać licznej rzeszy czytelników z moimi bogatymi doświadczeniami życiowymi i, jak zawsze słusznymi, opiniami. Aż tu wreszcie pewnego ranka przyszedł mi do głowy pomysł tak prosty, że aż genialny. Po prostu wróćmy do źródeł - oczywiście, źródeł mojej fascynacji folkiem. Bynajmniej nie dlatego, żebym chciała się z czytelnikami dzielić wątkami z mojej biografii jeszcze za życia. Nie, ja chcę po prostu napisać o pewnym nurcie tej muzyki, który z wolna traci na znaczeniu, a jest jednym z najpiękniejszych - nie zasługuje więc na takie traktowanie. Warto poświęcić choćby stroniczkę szantom.

Polacy nie gęsi Punkfolkowy zawrót głowy (4)

40 (październik 2002) Autor: Rafał "Taclem" Chojnacki Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Polacy nie gęsi i swój punk-folk mają. Zainteresowanie rodzimej sceny tą muzyką sięga czasów wczesnego Jarocina. Tam przecież pierwsze hity wyśpiewywał norwesko-orawski De Press. Kawałki takie jak „Bo jo cie kochom” czy „Kolhoz” można uznać za klasykę polskiego punkfolka. Również w Jarocinie można było wysłuchać hitu zespołu Sex Bomba „Woda, woda, woda”, opartego na rosyjskiej melodii. Tam też udało się Jurkowi Owsiakowi sprowadzić niezapomnianą irlandzką formację You Slosh. Zespół ten, mimo że nie był punkowy został owacyjnie przyjęty. Podejrzewam, iż wówczas wielu punków zainteresowało się muzyką folkową.

„... a co szlachetne – zachowujcie” Muzyka dawna

40 (październik 2002) Autor: Łukasz Talarek Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

W Jarosławiu odbył się Festiwal Muzyki Dawnej „Pieśni Naszych Korzeni”. Jubileuszowe, dziesiąte spotkanie, odbyło się tego roku w dniach 18-25 sierpnia. To jednocześnie największe i najpopularniejsze w Polsce wydarzenie poświęcone interpretacjom muzyki dawnej było niezwykłe pod każdym względem. Aby zrozumieć, czym są „Pieśni Naszych Korzeni”, należałoby wspomnieć o wszystkich płaszczyznach składających się na niecodzienną atmosferę festiwalu. I choć każda z nich oddzielnie stanowi wartość samą w sobie, to dopiero wszystkie razem tworzą mieszankę wręcz wybuchową. Każdy festiwal, według zamysłu dyrektora artystycznego, którym jest Marcin Bornus-Szczyciński, ma swoje motto. W tym roku był to cytat z „I Listu św. Pawła do Tesaloniczan” (1 Tes, 5:21) – „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie”.

Wszak zdjęciem można mniej skłamać,<br>niż słowem pisanym... Antropologia i fotografia

25 (grudzień 1999) Autor: Ewa Grochowska Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Jakiś czas temu pisałam recenzję przedstawienia teatralnego, którego tworzywem i tematem przewodnim były fotografie, rodzinny album i losy przedstawionych na zdjęciach ludzi. Pomyślałam wówczas, że - oczywiście- lepiej robić zdjęcia niż pisać o nich, a jeśli już pisać ... no właśnie. Fotografia ma wiele wspólnego z filozofią (nb. kierunkiem moich studiów i osobistą fascynacją), obydwie mówią w gruncie rzeczy o tym samym: o ludziach, ich losach, sytuacjach dramatycznych, o uniesieniach, olśnieniach i odkryciach; także o szarości czy znużeniu. Różnią się podejściem, jedna to podejście teoretyczne, druga- praktyczne. A gdyby tak pomyśleć o filozofii fotografii? Widziałam kilka takich przedsięwzięć, zrealizowanych z podejściem praktycznym właśnie i o tym będzie poniższy tekst.

Muzykant

13 (sierpień 1997) Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Z satysfakcją - i skruchą, że dopiero teraz - informujemy, iż od kilku już miesięcy działa w Internecie lista dyskusyjna o nazwie Muzykant. Założył ją Karol Ejgenberg, znany również jako "Karol", który jej tematykę określił ogólnie jako "muzykowanie ludowopodobne". Jak wypowiada się w jednym ze swoich listów muzykowanie ludowopodobne to "SKRZYŻOWANIE PEWNEGO RODZAJU MUZYKI Z PEWNYM SPOSOBEM PODEJŚCIA DO NIEJ, spotykania się z nią, otwarte na "sąsiadów" w obu wymiarach tego "skrzyżowania", z zachowaniem pewnego środka ciężkości, który chciałbym ustawić, w pew-nym uproszczeniu, między autentyczną muzyką etniczną, a np. tzw. folk'n'rollem, przy czym osobiście za prądem i hałasem nie przepadam".

Sound System Inna Poland

15 (listopad 1997) Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Pojęcie sound systemu nierozerwalnie związane jest z tradycją jamajskiej kultury. Termin ten określa dyskotekę reggae prezentowaną na otwartym powietrzu lub w salach tanecznych. Formuła ta, dość szeroka, obejmuje zarówno imprezy grane z taśm i płyt przez DJ'ów jak i bardziej autorskie dokonania opierające się o prezentowaną na żywo muzykę bądź własne taśmy wspierane żywymi elementami wokalu albo miksu. Cechą wspólną jest tu fakt, że liderzy systemów, (DJ'e bądź MC's) to zazwyczaj oryginalne osobowości stające się częstokroć dużymi gwiazdami gwarantującymi wysoki poziom zabawy.

Tatry widziałam opodal Paryża

53 ((4) 2004) Autor: Marta Cywińska-Dziekońska Dział: Folk i okolice To jest pełna wersja artykułu!

Jesienne popołudnie, za oknami zapach ogrodów podparyskiego Chantilly. Przed nami miniaturowe filiżanki z poetyczną kawą. Obie z Cilick pochylamy się nad ostatnimi stronami rękopisu jej najnowszego zbioru poezji, który na początku przyszłego roku ukaże się w wersji dwujęzycznej. Filiżanki są iście proustowskie, w ich głębi kryje się przyzwolenie szukania minionego czasu. Choć dźwięki francuskiej mowy dobiegają nas od strony pałacu Kondeuszy, dom Cilick jest bardzo polski, pełen serdecznych wspomnień z Tatr, które tak umiłowała. Do owych Tatr muzycznych często powraca w swej poezji. Najmniejszy bibelot, pamiątka, obraz, czy wreszcie konfigurację przedmiotów codziennego użytku w serwantce można nazwać „małą Polską”. Szczególnym sentymentem i przywilejem otaczane są tu „rekwizyty tatrzańskie”.