Wątki słowiańskie we współczesnej kulturze

Słowiańszczyzna

W swoich badaniach od wielu lat zajmuję się tradycyjną kulturą ludową Słowian. Przyglądam się też, jak poszczególne jej motywy i wątki są przetwarzane i wykorzystywane w różnych nurtach kultury współczesnej. W świetle tych obserwacji nie ulega dla mnie wątpliwości, że są one cały czas obecne i stanowią ważny element naszych obecnych praktyk kulturowych. Co więcej, w ostatnich latach w Polsce nasila się wręcz zjawisko, które można by określić jako (po)nowoczesne słowianofilstwo. Jego cechy charakterystyczne to przede wszystkim wernakularność oraz silne uwikłanie w kontekst ponowoczesnej kultury popularnej. Pierwsza z nich oznacza, że w odróżnieniu od wcześniejszych mocno zinstytucjonalizowanych i oficjalnych form propagowania kultury ludowej Słowian mamy tu do czynienia z ruchami oddolnymi i w znacznym stopniu nieformalnymi. Najczęściej bowiem jest tak, że to młodzi ludzie z własnej potrzeby i na własną rękę zaczynają zgłębiać i w jakiś sposób praktykować kulturę swoich przodków. Druga cecha wiąże się z tym, że Słowiańszczyzna jest tu zawsze jedynie jedną z wielu opcji możliwych do wyboru w globalnym „supermarkecie kultury”, oferującym nie tylko wiele innych opcji kulturowych, ale też różne „wersje” samej Słowiańszczyzny. I tak obok muzyki, literatury czy rękodzieła i sztuki możemy się zaangażować w takie aktywności jak słowiańskie gry planszowe czy komputerowe albo grupy rekonstrukcyjne odtwarzające wczesne średniowiecze.
Najciekawszym zjawiskiem w obrębie (po)nowoczesnego słowianofilstwa jest jednak moim zdaniem rodzimowierstwo, czyli ruch religijny odwołujący się do wierzeń i obrzędów przedchrześcijańskich Słowian. Dla folklorysty i etnologa najbardziej frapujący jest fakt, że w swoich działaniach rodzimowiercy dokonują czegoś, co radykalnie wykracza poza dotychczasowe i dobrze znane sposoby wykorzystywania elementów kultury ludowej. Otóż materiały gromadzone przez kilka pokoleń badaczy terenowych, które spoczywają w archiwach lub są dostępne w formie publikacji, są przez nich reinterpretowane i przetwarzane, a następnie osadzane w nowym (choć traktowanym jako pierwotny) kontekście w taki sposób, że zostają na powrót włączone do praktyk o charakterze religijnym. Mechanizm ten sprawia, że zapisy słowiańskich wierzeń i obrzędów przestają być martwą kolekcją etnograficznych eksponatów, nie służą też tworzeniu obiektów artystycznych czy organizowaniu wydarzeń rozrywkowych lub edukacyjnych. Stają się ponownie żywą tradycją, a zarazem przywrócona im zostaje pierwotna funkcja wierzeniowo-obrzędowa. Fenomen ten nazywam rewitalizacją źródeł etnograficznych i analizuję go bardziej szczegółowo w artykule Stado i Kupała w praktykach obrzędowych polskich rodzimowierców, który ukaże się w najbliższym numerze lubelskiej „Etnolingwistyki”.
Przypadek rodzimowierstwa potwierdza, że w kulturze współczesnej wątki słowiańskie nie tylko cały czas odgrywają istotną rolę, ale pojawiają się także nowe sposoby rozumienia i „używania” rodzimej tradycji, co z kolei prowadzi do zaistnienia w obrębie dzisiejszego słowianofilstwa zupełnie nowych jakości.

Piotr Grochowski
Folklorysta, kulturoznawca, etnolog; profesor w Instytucie Nauk o Kulturze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autor książek Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach (2009), Straszna zbrodnia rodzonej matki. Polskie pieśni nowiniarskie na przełomie XIX i XX w. (2010), Jarmark tradycji. Studia i szkice folklorystyczne (2016). Aktualnie zajmuje się badaniem polskich ruchów rodzimowierczych oraz ustnych narracji z okresu II wojny światowej. Ostatnio przygotował krytyczną edycję materiałów folklorystycznych dotyczących Holokaustu: O tym nie wolno mówić… Zagłada Żydów w opowieściach wspomnieniowych ze zbiorów Dionizjusza Czubali (2019).

 

Wątki słowiańskie funkcjonują w kulturze na różne sposoby – w zależności od tego, w jakich środowiskach się pojawiają. U miłośników wschodnich pieśni tradycyjnych będą to przede wszystkim słowiańskie wielogłosy. W nurcie fantasy mamy wysyp literatury, w której nakładają się na siebie wątki z legend i wierzeń dawnych Słowian. W świecie mody zadomowiły się już na dobre np. „wycinanki” łowickie czy ukraińskie „neosoroczki”. W muzyce trwa boom na „Dziki Gon” i Percivali pożenionych z cyklem o wiedźminie przez słynną grę komputerową, rozkwita rodzima scena folkmetalowa, pojawiają się nowe trendy w działce „zespołów pieśni i tańca” (vide Tulia), a i disco polo próbuje się slawizować na tyle, na ile potrafi. Można takie fuzje lubić albo nie – ale faktem jest, że one istnieją i funkcjonują. Jeśli chodzi o sferę duchową, to wciąż powstają nowe grupy rodzimowiercze i rodzimokulturowe – niezliczone, ożywione dyskusje na ten temat toczą się nie tylko na facebookowych profilach tematycznych. Warto podkreślić, że dawne wątki słowiańskie były obecne w naszej kulturze jeszcze zanim „stały się modne” w XXI wieku – choćby w ludowej religijności, zielarstwie, rolnictwie, muzyce popularnej i tradycyjnej, kinematografii, literaturze, kulinariach czy nawet motoryzacji. Trafiają się też dziwaczne odpryski tych wątków, takie jak tzw. turbosłowianie i wszelakie „słowiano-ezo-wróżbiarstwo” – to już konsekwencja naszych cyberczasów i dostępności wszystkiego w telefonie. Tego też nie unikniemy, ale możemy przynajmniej ominąć. Jak widać, jest w czym wybierać i każdemu dane jest wedle potrzeb. A jak to jest u mnie? Myślę, że jest to subiektywny „złoty środek” między duchowością a kulturą materialną, który kształtował się jeszcze w XX wieku, a w XXI wieku wpasował się w warunki zamieszkania w stolicy państwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Sławuńka!

Witt Wilczyński
Chemik z wykształcenia, pracownik Instytutu Biotechnologii. Poza tym ludowy żerca, groundhopper, miłośnik i propagator szeroko rozumianej muzyki folkowej, turbofolkowej, folkrockowej i folkmetalowej – w szczególności środkowoeuropejskiej i wschodniej, rumunofil. W latach 2007–2014 związany z internetowym RadioWidem, w którym prowadził wieczorne środowe audycje „Słowiańska i nie tylko Podróż Muzyczna”, a wcześniej zdobywał szlify radiowe pod okiem Wojciecha Ossowskiego w Polskim Radiu BIS („Mocne Nocne”). Ma na koncie liczne publikacje w mediach zajmujących się kulturą ludową, folkiem, folk metalem i tematyką społeczną (m.in. „Pismo Folkowe”, „Folk24.pl”, „Gniazdo”, „Pest Webzine”, „Kwartalnik Romski”).

 

Mój stosunek do tradycji słowiańskiej jest bardzo pozytywny, bo związki polszczyzny z innymi językami słowiańskimi są niesłychanie ważne. Dają się one racjonalnie opisać. W tomie 31 „Etnolingwistyki” pokazałem, jak bogate jest dziedzictwo prasłowiańskie w naszym języku. Paradoks polega na tym, że jest ono „uśpione”. To są np. nazwy dotyczące kultury duchowej. Takie słowa jak: dusza, rozum, uczucie, wola, pamięć, myśl, chęć, wiara, nadzieja, miłość, nienawiść, gniew – to wszystko jest dziedzictwo prasłowiańskie! Ono tkwi w nas głęboko, ale powtarzamy słowa bez świadomości ich archaicznego pochodzenia. A to te podstawowe słowa stanowią o naszej kulturze, o tym, kim naprawdę jesteśmy jako ludzie. To się rozciąga na nazwy przyrody, na wartościowanie, na wierzenia religijne. Bóg, czart, grzech, raj, piekło, cud, śmierć, życie, początek, koniec, chwała, cześć, dobry, zły, mądry, głupi, szczodry, skąpy – ten sposób wartościowania wywodzi się z tradycji słowiańskiej i łączy nas z innymi Słowianami. To dziedzictwo obejmuje nazwy rodzinne, nazwy części ciała, życie społeczne – gromada, plemię, sejm, wojewoda, poseł, sąd, sędzia. Tych nazw podstawowych jest grubo powyżej tysiąca, a jeśli wziąć pod uwagę derywaty, to wspólnych elementów słowiańskich może być 5–6 tysięcy. To jest dla mnie konkret. Natomiast kiedy czytam witryny o Słowianach, to zainteresowanie Słowiańszczyzną poszło w stronę domniemań o mitologii. A o tym naprawdę wiemy bardzo niewiele, bo dokumenty historyczne, dotyczące sfery demonologiczno-religijnej, są bardzo ubogie. Starali się te zachowane okruchy odpowiedzialnie zrekonstruować historycy Henryk Łowmiański, Aleksander Gieysztor, Andrzej Szyjewski, wcześniej językoznawcy Aleksander Brückner, Stanisław Urbańczyk. Natomiast w internecie jest teraz wysyp dziwnych domniemań. To są takie tolkienowskie fantazje. Ja tego nie lubię. Recenzowałem niedawno pracę na temat ludowego obrazu kobiety, w której autorka beztrosko utożsamia wschodniosłowiańskie rusałki, bardzo dobrze opisane przez badaczy rosyjskich (Ludmiłę Winogradową i Jelenę Lewkijewską), z polskimi boginkami. Niektórzy autorzy fantazjują na temat demonologii słowiańskiej, zamiast zajrzeć do naukowej literatury slawistycznej na ten temat. Nie wiem, czemu nasi domorośli mitolodzy nie korzystają z tych prac? Czy są do nich uprzedzeni? Mnie na takie konfabulacje szkoda czasu. Jako etnolingwiści w ostatnich pięciu latach badaliśmy w międzynarodowym zespole współczesny materiał językowy, wydaliśmy pięć tomów Leksykonu aksjologicznego Słowian i ich sąsiadów – kolejno analizowaliśmy koncepty DOMU, PRACY, EUROPY, WOLNOŚCI i HONORU w językach zachodnio-, wschodnio- i południowosłowiańskich na tle języka sąsiadów: Litwinów, Greków, Niemców, czasem dalszych: Francuzów, Portugalczyków, Japończyków, Arabów. Okazało się, że najbardziej archaiczny, typowo słowiański jest dom białoruski. Te badania pokazują, jak wiele nas Polaków łączy na poziomie kultury ludowej, a różni (np. rozumienie osobistej wolności / svobody przez Polaków i Rosjan) na poziomie kultur elitarnych.

Jerzy Bartmiński
Profesor-emeryt Instytutu Filologii Polskiej UMCS i Instytutu Slawistyki PAN, czynny członek Polskiej Akademii Umiejętności. Obecnie zajmuje się redagowaniem Słownika stereotypów i symboli ludowych (t. 1–2, Lublin 1996–2019) oraz Leksykonu aksjologicznego Słowian i ich sąsiadów (t. 1–5, Lublin 2015–2019). Przez trzydzieści lat był redaktorem naczelnym „Etnolingwistyki”.

 

Wątki słowiańskie w kulturze istnieją od czasów jej zarania – w języku, architekturze, sztukach plastycznych, użytkowych, wreszcie w muzyce. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dawne zwyczaje, obrzędy czy słowa przejawiają się w życiu codziennym. Ostatnie lata to, po okresie romantyzmu, czas ponownego przebudzenia czy nawet wzmożenia zainteresowania tą tematyką. Prof. Maria Janion, w Niesamowitej Słowiańszczyźnie pisała o „źródłach utopii prasłowiańskiej”. Wszak zagadnienie to, w dużej części, nadal pozostaje w sferze hipotez, dywagacji i mitów (np. teoria spiskowa o Wielkiej Lechii). Wiek XIX przyniósł cały arsenał prac temu poświęconych, z których Jerzy Jedlicki wyodrębnił trzy podstawowe przeszłościowe mity projekcyjne: Zoriana Dołęgi Chodakowskiego mit odmienności kulturowej Polski od Europy i „odrodzenia prasłowiańskiej ludowej patriarchalności’; Mariana Surowieckiego mit pierwotnej Słowiańszczyzny industrialno-handlowej, wyprzedzającej Europę; Joachima Lelewela mit pierwotnego gminowładztwa słowiańskiego, bezpośredniej demokracji, utraconego obywatelstwa stanu kmiecego w Polsce. Współczesna kultura popularna (również zachodnia – fenomen Stanisława Szukalskiego, serial „Wiedźmin” Netflixa) coraz śmielej korzysta z tych przekazów. Kilka lat temu na antenie Polskiego Radia sugerowałem, że dobrze byłoby wprowadzić Mitologię Słowian Aleksandra Gieysztora do kanonu lektur szkolnych, by dać dzieciakom szansę poznania źródeł własnej kultury (tak jak uczy się je o mitach greckich czy rzymskich). Ta świetnie opracowana i napisana książka jest syntezą wielowiekowych badań, odkryć i artefaktów – ale dostępna jest tylko w niektórych antykwariatach. Tymczasem jak fajerwerki w Sylwestra eksplodują i osiągają status bestsellerów książki o mitycznej Lechii (np. wydawnictwa Bellona). Tam, gdzie ustępuje nauka, jej miejsce zajmują mity, legendy, przesądy i teorie spiskowe. To duże zagrożenie lub rozczarowanie dla wszystkich, którzy chcieliby się z tą tematyką zmierzyć albo po prostu ją poznać i dowiedzieć się czegokolwiek o Słowiańszczyźnie. Inną aberracją jest zawłaszczanie dawnych wierzeń (nie tylko słowiańskich, także celtyckich, nordyckich, germańskich itd.) przez wyznawców ideologii totalitarnych, głównie faszystów. Kolejnym zagrożeniem jest ujmowanie rodzimowierstwa przez pryzmat panslawizmu. Mimo wszystko tematyka ta jest niezwykle interesująca i frapująca. Obok wielu ostatnich, przełomowych odkryć archeologicznych przeprowadzono niemało sensacyjnych badań np. w genetyce (tu polecam zapoznać się z pracami dra Łukasza Maurycego Stanaszka, kustosza PMA w Warszawie). I wreszcie muzyka – ona pozostaje swoistym imaginarium. Coraz więcej zespołów na różne sposoby odnosi się do Słowiańszczyzny. Protoplastami są bracia Rychli i Kwartet Jorgi, następnie Percival, Żywiołak, Lelek i wiele innych. W dobie kryzysu religii instytucjonalnych, otwarcia na świat, a nawet paradoksalnie rozwoju internetu i technologii dostrzegam ogromny potencjał w tej magicznej Słowiańszczyźnie. Może ona być naszą enklawą, gdzie wreszcie nie trzeba będzie nikogo udawać. Choć na pewno wiele tropów odnajdziemy już tylko w naszej wyobraźni.

Maciek Szajkowski
Muzyk, dziennikarz, animator, twórca takich projektów jak Kapela ze Wsi Warszawa, Village Kollektiv, Open Sources.

Sugerowane cytowanie: P. Grochowski, W. Wilczyński, J. Bartmiński, M. Szajkowski, Wątki słowiańskie we współczesnej kulturze, "Pismo Folkowe" 2019, nr 145 (6), s. 4-5.

Skrót artykułu: 

W swoich badaniach od wielu lat zajmuję się tradycyjną kulturą ludową Słowian. Przyglądam się też, jak poszczególne jej motywy i wątki są przetwarzane i wykorzystywane w różnych nurtach kultury współczesnej. W świetle tych obserwacji nie ulega dla mnie wątpliwości, że są one cały czas obecne i stanowią ważny element naszych obecnych praktyk kulturowych. Co więcej, w ostatnich latach w Polsce nasila się wręcz zjawisko, które można by określić jako (po)nowoczesne słowianofilstwo. Jego cechy charakterystyczne to przede wszystkim wernakularność oraz silne uwikłanie w kontekst ponowoczesnej kultury popularnej.

(Piotr Grochowski)

Dział: 

Dodaj komentarz!