W krainie łagodności

Bogumiła Leśniak
Matka Boska Kalwaryjska, Bogumiła Leśniak, 2020 r.
fot. z arch. aut.
 
Wytartym sloganem stały się słowa – „sztuka jest kobietą”, ale nie ma lepszego określenia na sztukę Bogumiły Leśniak z Suchej Beskidzkiej niż właśnie te słowa Susan Sontag. Od tego trzeba rozpocząć, by później dopisywać kolejne wersy próbujące określić jej twórczość.
 
Urodzona w Suchej Beskidzkiej w 1962 roku artystka w naturalny sposób chłonęła wszystkie przejawy wciąż jeszcze żywych ludowej tradycji i rękodzieła, którymi pulsował jej region. Barwne stryszawskie ptaszki, od których zaczęła się jej artystyczna droga, koniki, malowane wózki, wszystko to budowało jej barwne po dziś dzień imaginarium. Nie można zapomnieć i o tym wszystkim, co w duszy gra, a ta rozbrzmiewa niosącymi się po wzgórzach pieśniami z kalwaryjskich dróżek i właściwymi dla chyba całej Małopolski wątkami papieskimi, które także wpłynęły na ukształtowanie się świata ducha naszej twórczyni. Rozmawiając z nią kiedyś, stwierdziłem, że tu każdy chodził do szkoły z Janem Pawłem II – sporo było w tym mojej przekory, ale i szczerego zadziwienia faktem, jak główny bohater narodowej ikonosfery stał się jednocześnie bliskim i inspirującym działania artystów nieprofesjonalnych. Rozliczne wizerunki papieża z Polski powstawały w całej Małopolsce (ale nie tylko tu) po jego wyborze na Stolicę Piotrową. Rzadko odpowiadały rzeczywistej fizjonomii Wojtyły, paradoksalnie jednak – częściej były realizacjami bardziej udanymi od wielkoformatowych pomników, w których patos okuwa postać – w dzisiejszej ocenie – równie charyzmatyczną, co tragiczną i kontrowersyjną. Papież Józefa Orleckiego z Paszyna, z wielkimi jak bochny chleba dłońmi, jakby chciał zmieścić w nich cały świat. Papież z zadziwionymi oczami Anny Padoł, który wita się z Lechem Wałęsą. Papież na nartach, papież w kajaku. Bardziej młody chłopak pielgrzymujący do Kalwarii Zebrzydowskiej i wędrujący po górach niż narodowy totem. 
 
Z tego papieskiego klimatu wyrasta i sztuka Bogumiły Leśniak, daleka jednak od realizacji portretowych. Artystka stara się wniknąć głębiej w ten przesiąknięty papieską legendą pejzaż i znaczy go ważnymi, także dla niego, wizerunkami z sanktuariów maryjnych. Skoro sztuka Leśniak jest kobietą i czerpie z doświadczenia ludowej religijności, to rozumie się samo przez się, że będzie to przede wszystkim sztuka podejmująca tematy maryjne. Nie zrozumie się bez tego maryjnego aspektu ani polskiej pobożności ludowej, ani wątków obrzędowych i agrarnych, ani twórczości artystycznej stryszawskiej rzeźbiarki. Pierwsze miejsce w jej realizacjach zajmują trzy najważniejsze „papieskie” wizerunki. Matka Boska z Kalwarii Zebrzydowskiej – zamknięta w drewnianej formie parafraza malarskiego motywu – inna od seryjnie produkowanych figurek dostępnych w kalwaryjskim sanktuarium, ale jakoś nimi zainspirowana. Żadna to zbrodnia – dewocjonalia fabrycznej produkcji wielokrotnie inspirowały ludowych twórców, podpowiadając rozwiązania formalne, ale i dając całkowitą gwarancję ortodoksyjności ukazanych tematów. Po niej „z dalekiej Fatimy” pojawia się Matka Boska Fatimska, z lubością rzeźbiona w Małopolsce, zwłaszcza po zamachu na życie Jana Pawła II w 1981 roku. Temat odległy, ale na stałe udomowiony w plastyce neoludowej i dystansujący przedstawienia Matki Boskiej z Lourdes, które pojawiały się w rzeźbie ludowej od końca XIX wieku – zwykle oparte o formy gipsowych figur. Jest wreszcie i gotycka Ludźmierska, której wypadające z rąk podczas koronacji berło pochwycił kardynał Wojtyła. Post factum wydarzenie to stało się w oczach współczesnych proroctwem. 
 
W twórczości Bogumiły Leśniak nie brakuje i przedstawień maryjnych z innych sanktuariów – nadbużańska Kodeńska, wileńska Ostrobramska, a także rzymska Nieustająca Pomoc. Ten wizerunek ma dla artystki szczególne znaczenie, namalowała go przed laty na szkle, a potem przekazała Janowi Pawłowi II. Nie da się tych wątków od siebie oddzielić, wybrzmiewają na każdym kroku artystycznej drogi Leśniak. Z odważną i udaną rzeźbą Matki Nieustającego Ratunku artystka pojawiła się w 2024 roku na kiermaszu sztuki ludowej, który towarzyszy Festiwalowi Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Rzeźba śmiała, ze zwartą bryłą, syntetyzująca z kreteńskiej ikony najważniejsze motywy. Daleko jej było do utkanych z nadprzyrodzonego światła ikonowych postaci. Ta została zrodzona z ziemi, natchniona duchem gór. Chłopska Madonna, której złoty szrafunek z italokreteńskiego maforionu zdaje się przetykany nitkami babiego lata. Nie dziwi mnie, że rzymska i beskidzka Madonna błyskawicznie znalazła nowy dom.
 
Paradoksem, ale i atutem tej twórczości rzeźbiarskiej jest połączenie masywnej bryły (także w przypadku niewielkich form), syntetycznie opracowanej, nierozdrobnionej, ze swoistym liryzmem, który wynika z polichromii i wszystkich elementów ornamentalnych. Żywa, zdecydowana kolorystyka kontrastowana jest przez złocenia, innym razem zmiękczana przez motywy kwiatowe, jakby żywo zaczerpnięte z ludowych haftów. Widać od razu, że jest to sztuka tworzona przez kobietę – w równym stopniu obdarzoną zmysłem rozumienia poezji, co silną, zdeterminowaną i wytrwałą w działaniu. Leśniak jest artystką niezwykle pracowitą, dzięki temu odbiorcy jej sztuki cieszyć się mogą nowymi pracami, a kiermasze i jarmarki – stoiskami z barwnymi zastępami świętych i ptaków. Przy tej obfitości rzeźb pojawiają się tematy podejmowane wielokrotnie, lubiane przez amatorów sztuki neoludowej, ale do nich dołączają i kolejne, przez co trudno mówić w tym przypadku o sztuce rodzonej z rutyny i znoju. Oczywiście, niezliczone orszaki anielskich postaci wyglądają zwykle podobnie – i w dawnej sztuce ludowej aniołki jak żołnierzyki z jednej formy też pełniły tylko funkcję pobożnych sekundantów dla tematów dużo poważniejszych.
 
W sztuce Bogumiły Leśniak nie ma miejsca na dramaty, ale nie jest to sztuka naiwna, ta sztuka wie, że życie dostarcza ich ponad miarę, a jej zadaniem jest to życie upoetycznić, nadać jego brutalności sporo liryzmu i złagodzić to wszystko, co poszarpane. Frasobliwy spod jej ręki nie jest przerażony wizją męczeńskiej śmierci. Patrzy refleksyjnie, nieco rozmarzony, bardziej zasłuchany w śpiew ptaków z kiermaszowego stoiska niż w tępy odgłos wbijanych gwoździ. Sztuka Leśniak, z całą umiejętnością syntezy formy, syntetyzuje także to, co w polskiej kulturze ludowej najpiękniejsze – i albo to przyjmujemy, godząc się, że jest w polskiej sztuce neoludowej miejsce na realizacje Bogumiły Leśniak, ale i Romana Śledzia – albo chcemy zamknąć artystów w okowach naszego rozumienia sztuki. Ona jest przecież soczewką, w której skupia się to, na co zwracamy nasz wzrok. Ta różnorodność optyki sprawia, że rzeczywistość zyskuje różnych komentatorów, a my możemy patrzeć na świat ich oczami. I zdaje się, że to tak naprawdę świadczy o sile sztuki nieprofesjonalnej – Ludwig Zimmerer mawiał, że najbardziej w tej sztuce fascynuje go człowiek, który zamyka samego siebie w artystyczne formy. 
 
Wielokrotne spotkania z Bogumiłą Leśniak pokazały mi, że nie jest to wizja naiwnej ludowości, w której rozśpiewane masy ziemskie i niebiańskie otulone są przez malowane kwiaty. Artystka w życiowych doświadczeniach znajdowała w swojej rzeźbiarskiej pasji świat, w którego istnienie chciałaby wierzyć. Może to takie, jak u Miłosza, życie, które nie może być realizowane nigdzie indziej jak w raju? Owo „genetyczne nieprzystosowanie”?
 
Nie jest Leśniak artystką oderwaną od rzeczywistości. Pracuje nad swoimi dziełami całymi dniami, uczestniczy w rozmaitych jarmarkach i targach sztuki ludowej. Każdy bywalec tych imprez rozpoznaje bez trudu kobietę w beskidzkim stroju, która z łatwością nawiązuje kontakty i snuje długie opowieści o swojej sztuce, zaprzyjaźnionych artystach, podejmowanych działaniach. Stara się brać udział w rozlicznych konkursach na rzeźbę ludową, podejmuje wyzwania stypendialne dla twórców, a wreszcie prezentuje swoje prace na wystawach w kraju i przeglądach zagranicznych. Aktywnie uczestniczy w działaniach Stowarzyszenia Twórców Ludowych. To właśnie w Lublinie, w Galerii STL, w dniach 1 czerwca – 31 sierpnia 2024 roku prezentowana była wystawa „Między światami. Rzeźbiarskie narracje Bogumiły Leśniak”. Tytuł wystawy odpowiada temu zawieszeniu pomiędzy światem poezji a prozą życia. Z połączenia tych dwóch pierwiastków rodzi się sztuka pochodząca „z krainy łagodności” – czyli liryki zdolnej utulić dramat. I można tę sztukę pokochać jak wiersze księdza Twardowskiego (którego tomiki poezji zdobione są przez prace Leśniak), można czuć dystans, ale warto się jej przyjrzeć, nie rezygnować z tej poetyki. Przecież, jak śpiewała Wolna Grupa Bukowina, wciąż nie wiemy:
 
Ile światłem prowadzeni
Dróg powietrza przejść zdołamy?
W ilu rzekach zanurzymy stopy?
Ile w nas zdumienia jeszcze?
Ile złudzeń niestraconych?
Światów ile nieodkrytych wokół?
Zadajemy te pytania głosem ptasim
Niech prowadzą nas bez odpowiedzi nawet
Niech się wznoszą, niech się wznoszą
Aż zabłysną tęczą – do krainy łagodności bramą
 
Łukasz Ciemiński
 
Rzeźba św. Mikołaja autorstwa Bogumiły Leśniak będzie nagrodą publiczności w Konkursie „Scena Otwarta” w czasie Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Ludowej „Mikołajki Folkowe” 2024 – przyp. red.
 
Korekta na stronie: Brygida Jasińska, studentka kierunku e-edytorstwo i techniki redakcyjne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. 
Skrót artykułu: 

Wytartym sloganem stały się słowa – „sztuka jest kobietą”, ale nie ma lepszego określenia na sztukę Bogumiły Leśniak z Suchej Beskidzkiej niż właśnie te słowa Susan Sontag. Od tego trzeba rozpocząć, by później dopisywać kolejne wersy próbujące określić jej twórczość.

fot. z arch. aut.: Matka Boska Kalwaryjska, Bogumiła Leśniak, 2020 r.

Dodaj komentarz!