Udaj się, babko

Babki z piasku

Zbieranie folkloru jest bardzo ciekawym i angażującym zajęciem. Widzą to Ci, którzy godziny spędzili na wyjazdach w tzw. teren, rozmowach i nagraniach. Jednak w tej materii jest coś, co jest jeszcze ciekawszym zajęciem, a właściwie sposobem na życie – to zbieranie folkloru z pozycji jego uczestnika, co więcej, urodzonego i wychowanego w społeczności, której obyczaje, tradycje i opowieści zapisuje on jednocześnie w różnych formach.

Ewa Kuszewska

    Taki uczestniczący proces rejestracji jest bardzo długotrwały, a formułowanie ostatecznych wniosków wymaga ostrożności i cierpliwości, gdyż każda sytuacja codzienna, świąteczna czy obrzędowa każdorazowo dopełnia i nieco zmienia obraz tej tradycyjnej społeczności, a przy odrobinie wiedzy pozwala z dystansem badacza ocenić jej wartość i jednocześnie zachwycić się faktem, że tak dużo jeszcze tradycji, która dzięki zbiorowej nieświadomości, mimo przemian, nieustannie trwa i wciąż jesteśmy zanurzeni w folklorze.

    Częścią tego uczestnictwa w życiu tradycyjnej, mojej, społeczności jest prowadzenie tam Męskiego Zespołu Śpiewaczego. Nasze próby odbywają się w zależności od moich możliwości czasowych, głównie jako przygotowanie do uroczystości religijnych i gminnych w salce parafialnej. To miejsce wydaje się najbardziej adekwatne, ponieważ, jak twierdził Bolesław Bartkowski, to parafia reprezentuje najbardziej spójne tradycje śpiewacze. Jednak nie o śpiewie zespołu będzie mowa, ale o czymś ważniejszym, rozmowie, opowieści i spotkaniu z człowiekiem. Panowie, członkowie zespołu, kilkanaście minut przed rozpoczęciem każdej próby oraz w jej trakcie, dla odpoczynku, zazwyczaj rozmawiają, dzielą się swoimi przemyśleniami, wspomnieniami, komentują bieżące wydarzenia, żartują, wymieniają obserwacje, opowiadają o plonach, zbiorach, hodowli zwierząt, rolnictwie. Zawsze z ogromną uwagą przysłuchuję się tym rozmowom, one są bardzo cenne i kształcące, dużo się z nich dowiaduję, wiele uczę, poznając tę najpiękniejszą symbiozę człowieka z naturą. W czasie jednej z takich swobodnych rozmów odbywających się wczesną wiosną słyszę zaczepne:

– Józiu wyklepałeś już kosę? (śmiech)

– No pewnie.

– A masz babkę?

– No pewno, że mam, mam i babkę, normalną i te małą, wiesz.

– No wiem, no co mam nie wiedzieć, ja też mam.

– Kiedyś kosa wyklepana i te umiałem i takie też.

– Te małe rzadziej, ale też było.

Wtrącam się:

– Co Wy mówicie, jaka babka?

– No coś ty, nie wiesz, jaka babka? Oj, jo, joj. (śmiech)

– No nie wiem, co to babka!

– Łoj Boże, no nie wierzę, no kosę się kiedyś na babce klepało.

– Co? 

– No nie, naprawdę nie wiesz? (z niedowierzaniem) Oj!

– No nie wiem, ale wstyd!

– No żebyś wiedziała, że wstyd, ty? Ze wsi, córka chłopa, nie wiesz. co to babka. Oj tak, że to wstyd, no dałaś plamę. (gromki śmiech)

– To prawda, wstyd, ale co to jest ta babka?

– No, a dzieci jak robili z piachu babki, bawio się i klepio, no to skąd to, myślisz, jest?

– Aaaa! No rzeczywiście! To stąd?

– A jak, a skąd, no kosę kładło się na te babkę i stukało młotkiem, żeby gładziutka była, gładka musiała być. Czasem na ty mały też się klepało, ale to rzadziej, na pole się brało, ale części na ty na pniaku. No, że ty nie wiedziałaś, no, no. (znowu śmiech!) 

    Babka do klepania kosy to kawałek żelaza, który w górnej części ma płaską powierzchnię, a u podstawy ostry szpic, służący do wbicia w drewno, najczęściej pniak, dla stabilnego umocowania. Na płaskiej górnej części układa się ostrze kosy i uderza młotkiem, w celu jego wygładzenia. 

    Zaczyna się próba, ale „babka pracuje w głowie”, nie daje mi spokoju. Pytam więc w domu moją piętnastoletnią córkę, która w piaskownicy jeszcze całkiem niedawno spędzała sporo czasu:

– Pamiętasz zabawę, kiedy robiłaś babki w piaskownicy?

– No pewnie, super to było!

– A na czym to tak naprawdę polegało?

– No, żeby babka miała być gładka, uklepana, miała mieć jak najgładsze boki.

– A jak się to robiło?

– Klepało się łopatką, oklepywało boki, wygładzało, żeby były gładziutkie boki.

– Mówiło się przy tym wierszyk, pamiętasz?

– Tak (uśmiech): Babko, babko udaj się, bo jak się nie udasz, dam ci w łeb! 

     Dyskutujemy z nastolatką o sposobach robienia babek i rymowankach babkowych. Znajdujemy w pamięci jeszcze inny: Udaj się babko, bo ciebie zbiję na kwaśne jabłko.

    Teksty babkowych rymowanek, były wypowiadane sylabicznie, skandowane synchronicznie z uderzeniami łopatki. Naszej rozmowie i poszukiwaniom przez cały czas towarzyszy mi w głowie stwierdzenie członka zespołu (wiek 73 l.) o oczywistym dla niego związku wyklepywania kosy z uklepywaniem piaskowej babki. W literaturze na temat folkloru rzeczywiście znajdujemy takie nawiązania, które zazwyczaj zapisane są w postaci stwierdzenia o panującym w kulturze ludowej przekonaniu, że naśladownictwo działań dorosłych czyni folklor dziecięcy naturalną formą zabawy skonstruowaną przez dzieci, w której możemy doszukiwać się śladów wygasłych już obrzędów oraz zachowań kulturowych. W pedagogice taki sposób dziecięcej zabawy należy do grupy tzw. zabaw tematycznych, określanych również jako zabawy w role. Dziecko odgrywa to, co zaobserwowało, czego doświadczyło, co poznało i usłyszało. Tematy takich zabaw wynikają zwykle z doświadczeń, a więc są oparte na czynnościach życia codziennego i elementach kultury dorosłych.

    Zabawy w naśladowanie dorosłych ewoluują wraz z wiekiem dziecka.

    Na początku drugiego roku życia dziecko powtarza czynności, które demonstruje np. na jakiejś zabawce. 

    Dwulatek już coraz sprawniej odtwarza elementy życia codziennego, nadając im zastępcze znaczenie na czas zabawy, uważnie też podpatruje czynności wykonywane przez dorosłych.

    Przełom trzeciego i czwartego roku życia przynosi wczuwanie się w różne role i ich odtwarzanie. Dzieci opierają się nie tylko na tym, co zauważyły w życiu codziennym, ale też wzbogacają role dzięki wyobraźni.

    Ten trop, towarzysząc moim badaniom, pozwolił na odnalezienie owych tradycji w kilku zabawach, takich jak: Chodzi lisek koło drogi, Stary niedźwiedź czy Kółko graniaste. Ślady zapomnianych tradycji odnajdywane były drogą poszukiwań naukowych, własnych skojarzeń i odniesień obecnych w literaturze. Po raz pierwszy jednak w swoich badaniach spotykam się z sytuacją, kiedy to naukowe stwierdzenie cytuje sam rozmówca, informator ze środowiska tradycyjnego, nieposiadający z całą pewnością tej naukowej wiedzy na temat pochodzenia i możliwych inspiracji ludowych zabaw dziecięcych. To cenne doświadczenie potwierdza zasłyszaną gdzieś mądrość ludową, że nauce też trzeba się przyglądać, ponieważ odkrywa to, co lud już dawno wiedział

    Obserwacja i badanie folkloru dziecięcego pozwalają optymistycznie patrzeć na nieustanną obecność folkloru i tradycji w życiu codziennym nie tylko społeczności wiejskich, ale wszędzie  tam, gdzie pojawia się tradycyjna zabawa dziecięca. Potwierdza to również Adolf Chybiński w artykule Wskazówki zbierania melodii ludowych, wskazując, że „Pochodzenie melodii może być nieludowe jednakże sposób ich wykonania albo zmieniona forma mogą stać się ważnym przyczynkiem do poznania pewnych zasadnicz ych nieraz odrębności” (Chybiński 1925). Wyznacza on sposób patrzenia na ludowość, w którym ważna jest nie tylko geneza utworu, ale też sposób jego wykonania i funkcjonowanie, co współcześnie może stać się w wielu obszarach jedyną możliwością poznania tradycji. Takim obszarem jest bez wątpienia folklor dziecięcy. Poszukiwania śladów wygasłych już obrzędów w tradycyjnych zabawach dziecięcych nie stanowią jednak tylko przestrzeni naukowych badań folklorystycznych i etnograficznych, ale spełnia przede wszystkim istotną funkcję praktyczną, wyznacza bowiem przestrzeń dla zastosowania folkloru w edukacji, terapii i wspomaganiu mowy małego dziecka. Poprzez wzmacnianie i wykorzystywanie zachowań rytualnych zakorzenionych głęboko w naszej kulturze w powiązaniu z zabawą, umożliwiamy dzieciom zbudowanie kryjących się za słowami obrazów, znaczeń i zachowań w działaniu, w sposób naturalny przez naśladowanie działań zaangażowanych dorosłych. Możliwości doświadczania strachu czy ucieczki, naśladowanie czynności dnia codziennego w zabawie opartej na archetypach stanowią sprawdzoną i niezastąpioną lekcję życia. Ludowe, przekazywane z pokolenia na pokolenie zabawy w sposób naturalny integralnie obejmują wszystkie najważniejsze obszary rozwoju dziecka i prawidłowo je koordynują. Doświadczenie struktury piasku prawie całym ciałem, przez siedzenie w piaskownicy, dotyk materii, ugniatanie go w rękach to obszar niezbędny dla prawidłowego rozwoju układu dotykowego i czuciowego. Wsypywanie piasku do formy, przesypywanie go, odwracanie formy i przekręcanie jej stanowią cenne doświadczenie poznania ciągu przyczynowo-skutkowego. Zabawie w robienie babek nieustannie towarzyszy wzrok, który kontroluje i śledzi tworzenie konstrukcji z piasku. Ubijanie łopatką, delikatne oklepywanie pozwala regulować siłę uderzenia, polegającą na współpracy oraz koordynacji oka i ręki. A włączony do tej zabawy tekst Udaj się babko... wypowiadany synchronicznie z uderzeniami łopatki stanowi doskonałe ćwiczenie logorytmiczne dla kształtującej się mowy dziecka, która jako najwyżej wyspecjalizowana funkcja człowieka wymaga skoordynowania układów czuciowych, ruchowych, wzrokowych i procesów myślowych. 

Ewa Kuszewska

Redakcja na stronie Julia Wolny, studentka e-edytorstwa i technik redakcyjnych.

Skrót artykułu: 

Ewa Kuszewska w tekście o Męskim Zespole Śpiewaczym, kosach i... babkach z piasku? 

Dział: 

Dodaj komentarz!