Trochę dobrze, trochę nie

[folk a sprawa polska]

Pierwsze miesiące nowego roku to dla wszystkich chyba czas podsumowań tego, co wydarzyło się w roku poprzednim - również w perspektywie sceny folkowej. Zwłaszcza, że w tym czasie odbywają się przecież doroczne konkursy na Folkowy Fonogram Roku, Fonogram ródeł, a także Wirtualne Gęśle. Kolejny rok z rzędu miałem przyjemność być zaproszony do ocenienia płyt zgłoszonych do Folkowego Fonogramu, nadarzyła się więc prawdziwa okazja, by szczegółowo i "nausznie" przekonać się jak wyglądała fonografia folkowa Anno Domini 2012.

Pewnie statystyczny badacz miałby - po "lekturze" płyt zgłoszonych do tegorocznego konkursu - kłopot z odpowiedzią na pytanie: co jest głównym nurtem polskiego folku? I otwarte pozostaje pytanie czy to dobrze czy nie. Z jednej strony mamy bowiem, cieszącą ucho, niespotykaną wcześniej rozpiętość stylistyczną. Z drugiej strony - jeszcze większą niepewność co tak naprawdę oznacza dziś słowo "folk". Co zaś chyba najważniejsze - i nie najweselsze - bardzo duża ilość zgłoszonych w tym roku płyt, nie przekłada się na przekonanie o tym, że są to w większości płyty świetne. Niewiele było, wśród zgłoszonych krążków, płyt ewidentnie słabych (a takowe przecież zdarzały się w przeszłości). Jednak tych, które będziemy żywo pamiętali za kilka lat i do których z pewnością będziemy wracali - było moim zdaniem ledwie kilka (choć wszystko zależy od perspektywy: może to całkiem dużo?)…

"Życie jest średnie / ani dobre, ani złe" - śpiewał przed laty głosem Jana Kobuszewskiego legendarny dziadek Poszepszyński z pamiętnego słuchowiska w radiowej Trójce. Otóż taki właśnie - "średni / ani dobry ani zły" - jest moim zdaniem poziom większości płyt zgłoszonych do tegorocznego konkursu. Prawdopodobnie nie ma w tym ani nic gorszącego, ani skandalicznego. Prawdopodobnie taka jest mniej więcej norma we wszystkich tego typu konkursach. Ale może właśnie, podsumowując na przykład miniony rok, warto taką sytuację skonstatować. Dodając może jeszcze do powyższego drobną obserwację (zastrzegam, że zapewne nieco uogólniającą)…

Zatem: poczucie owej "średniości" współtworzą dwa rodzaje płyt. Pierwszy to krążki nagrywane przez wykonawców młodych, u których spontaniczność i gotowość do odkrywania nowych muzycznych lądów nie zawsze idzie (jeszcze?) w parze z pomysłem na repertuar, na opracowanie utworów, czasem z pomysłem na brzmienie poszczególnych instrumentów czy całego zespołu. Tu odnaleźć można nadzieję na rozwój wykonawców - niekoniecznie w sensie "profesjonalizacji" brzmienia, może również dojrzałości w myśleniu o muzyce. Większy kłopot mam z płytami nagrywanymi przez wykonawców bardzo dobrych w sensie technicznym czy (nasuwa mi się znów to słowo) profesjonalnie brzmiących, których muzyka, pod atrakcyjną dla ucha brzmieniową formułą, nie niesie większych treści - ani spontaniczności wspomnianej przed chwilą, ani żywych emocji, ani prawdziwego przeżycia - w każdym razie nie udzielają się one słuchaczowi (choćby takiemu jak ja). Doczekaliśmy się grona zawodowych instrumentalistów, którzy potrafią bezbłędnie zagrać muzykę odwołująca się jakoś do folkowych tematów, z jazzową czy "jazzawą" finezją, sugerująca artystyczną głębię. Niestety - na moje ucho - na tym sugerowaniu się często kończy…

Wolę rozwichrzoną i bezpretensjonalną muzykę kwartetu Alte Zachen (nie zastanawiając się czy to folk czy nie folk), wolę pokorną lekcję tradycji, którą pokazują członkowie stowarzyszenia Krusznia i ich przyjaciele. Jeżeli zaś szukać "folkowej improwizacji", to mądrej - takiej jaką proponują Sarakina czy Samech. Gdyby zaś ktoś chciał być prawdziwie porwany przez muzykę taką, która bez wątpliwości stanie się (albo już jest) kanonem polskiej folkowej fonografii, poleciłbym bez wątpliwości ubiegłoroczne krążki Adama Struga, Kapeli Ze Wsi Warszawa, projektu R.U.T.A. A przecież było jeszcze kilka istotnych płyt nie zgłoszonych do Folkowego Fonogramu - przede wszystkim bardzo udany krążek Bester Quartet.

Szczególnie kilka ostatnich spośród wymienionych decyduje o fakcie, że fonograficznie folkowy rok 2012 można uznać za udany. Choć, patrząc z drugiej strony, przecież każdy (z jakże licznych albumów) wzbogaca obraz muzyki inspirowanej tradycją…

Skrót artykułu: 

Pierwsze miesiące nowego roku to dla wszystkich chyba czas podsumowań tego, co wydarzyło się w roku poprzednim - również w perspektywie sceny folkowej. Zwłaszcza, że w tym czasie odbywają się przecież doroczne konkursy na Folkowy Fonogram Roku, Fonogram ródeł, a także Wirtualne Gęśle. Kolejny rok z rzędu miałem przyjemność być zaproszony do ocenienia płyt zgłoszonych do Folkowego Fonogramu, nadarzyła się więc prawdziwa okazja, by szczegółowo i "nausznie" przekonać się jak wyglądała fonografia folkowa Anno Domini 2012.

Autor: 

Dodaj komentarz!