Tam, gdzie zaczęła się unia polsko-litewska... Krėvas – Krewo - Kreva

Krewo

Gdy byłem tam pierwszy raz, nie zdziwił mnie ani widok łaźni wiejskiej, ani wysoka trawa porastająca cmentarz katolicki. Zdziwił mnie widok kolumny motocyklistów mknącej z polskimi flagami, którzy nie zatrzymali się ani na chwilę, choć jeszcze w 1921 roku Polakiem był co trzeci miejscowy.

Dominik Szulc

Położenie Krewa na mapie Białorusi wyraża paradoksy podziału administracyjnego tego kraju. Formalnie wieś leży w obwodzie grodzieńskim, ale do Mińska jest stąd znacznie bliżej niż do Grodna. Różnica jest ogromna – podczas gdy do stolicy państwa drogowo jest 105 km, do Grodna należy pokonać ich aż 204. Znajduje to także odzwierciedlenie w sieci komunikacyjnej. Z Krewa nie da się dojechać bezpośrednio do Mińska, choć przecież miejscowość leży niedaleko drogi E28 – magistrali łączącej Mińsk z Wilnem. Nie lepiej jest z połączeniem ze stolicą obwodu. Jak wynika z rozkładu jazdy autobusów zawieszonego na przystanku w centrum wsi, odchodzi z niego tylko jeden autobus do Grodna i to tylko w piątek. Mogę się jedynie domyślać, że chcącym dojechać do Mińska i nieposiadającym własnego środka lokomocji pozostaje łaska jadących magistralą lub autobus do siedziby miejscowego rejonu administracyjnego – Smorgoń, znanych od XVII do XIX wieku w całej Europie ze słodkich obwarzanków i szkoły tesury niedźwiedzi zwanej Akademią Smorgońską, skąd już wyruszają autobusy do stolicy państwa. Tę ciekawą historię upamiętnia mural umieszczony na ścianie Smorgońskiego Muzeum Historyczno-Krajoznawczego.

Krėvas – Krewo – Kreva
Tytułowy szereg nazw miejscowych doskonale oddaje zróżnicowaną przynależność państwową Krewa. Nazwa litewska Krėvas przywołuje jego kilkusetletnią obecność w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krewo było urzędową nazwą wsi w okresie jej przynależności do II RP. Natomiast Kreva to aktualna jej nazwa. Historia się tu powtarza, jak w litewskim związku frazeologicznym oznaczającym „zataczanie koła” (kreivas), bliskim brzmieniu nazwy wsi w tym języku Krėvas (fon. Krievas). Wciąż można tu także odnaleźć pamiątki zarówno po litewskiej, jak i polskiej przeszłości, nie wspominając o wpływie Białorusi oraz śladzie społeczności żydowskiej, jakim jest zrujnowana budowla dawnej mykwy.

Krėvas
Tak w 1843 roku opisywał przeszłość Krewa w okresie „litewskim” znany historyk, rodzinnie związany z nieodległą Oszmianą Michał Baliński: Sławne to jest i wiekopomnemi wypadkami w dziejach litewskich uświęcone miejsce. Okolice bezleśne, kamieniami gęsto usiane, zdają się uprzedzać przybywającego, że jest to scena krwawego dramatu, który się tu przed wiekami odegrał. To na zamku krewskim więziony był bowiem i życie zakończył ostatni obrońca pogańskiej Litwy, książę Kiejstut, być może zamordowany z rozkazu swego bratanka Jagiełły. Dziś Wieżą Kiejstuta nazywa się jedną z zachowanych, choć już zrujnowanych baszt zamkowych, pod którą jeszcze w 2016 roku zastać można było smutny obraz, jaki pozostawili białoruscy archeolodzy – wkop w zasypane piwnice zamkowe, do którego zawaliło się drewniane rusztowanie, czyniąc z wieży na równi obiekt zainteresowania „poszukiwaczy skarbów”, jak i miejsce niebezpieczne dla życia i zdrowia odwiedzających. Zamek krewski 14 sierpnia 1385 roku stał się świadkiem wystawienia przez wielkiego księcia Jagiełłę dokumentu dla poselstwa koronnego, który zapoczątkował czterystuletnią historię unii polsko-litewskiej, zwanej początkowo krewską. W sierpniu 2022 roku mija od tego wydarzenia 637 lat.

Z ówczesnego splendoru Krewa niewiele jednak pozostało. Do niedawna jeszcze niezabezpieczone mury obwodowe się rozpadały. Pod Wieżą Kiejstuta straszyła kupa kamieni pochodzących z rozsypanego fragmentu obwarowań zamkowych. Z zabudowań majdanu nic nie zostało. Niewielu jest tu też turystów. Pod zamkiem w pogodne weekendy rozkładało się jedno stanowisko handlowe, na którym zainteresowani mogli kupić rzeźbione lub plecione przedmioty tematyką nawiązujące do historii tego miejsca. W 2020 roku z inicjatywy białoruskiego archeologa prof. Aleha Dziarnowicza obraz krewskiego zamczyska zaczął się jednak powoli zmieniać. Wzorując się na Pałacu Wielkich Książąt Litewskich w Wilnie, zrekonstruowanym z jeszcze większej ruiny w pierwszej dekadzie obecnego wieku, przystąpił on do szeroko zakrojonej odbudowy zamku w Krewie. Gdy byłem tam ostatni raz w październiku 2020 roku, przedsięwzięcie było już zaawansowane. Nie zatrzymał go kryzys związany ze sfałszowanymi wyborami prezydenckimi i masowymi protestami odbywającymi się w tych dniach w nie tak odległym – jak już to wyjaśniłem – Mińsku. Rosły mury i zawalone baszty zamkowe odbudowywane przy pomocy cegieł, specjalnie sprowadzanych z Litwy. Odbudowa ta była jednak inna niż te, które spotkać możemy w Polsce. Teren budowy i towarzyszących jej badań archeologicznych nie był ogrodzony, przez co dostępny dla osób trzecich. Także ja nie miałem kłopotu z uzyskaniem szybkiej zgody na obejrzenie i zebranie z powierzchni tzw. hałdy archeologicznej ceramiki, czyli fragmentów naczyń, które z pewnością pamiętają czasy świetności zamku, gdzie rodził się związek unijny Polski i Litwy. W Polsce czynność taką winni wykonać sami archeolodzy, a zabytki należy inwentaryzować.

Krewo
W północnej części wsi nie brak opuszczonych chat i zagród, których duża część pamięta zapewne czasy prezydenta Ignacego Mościckiego. Przechadzając się tędy, można bez większego trudu odnaleźć relikty dawnej kultury materialnej – i nie są to tylko stare domostwa. Gdy w 2020 roku przechadzałem się ul. Sowiecką (przedwojenna ul. Pruska), bez większych kłopotów dostrzegłem duże fragmenty naczyń siwych leżących w wykopie fundamentowym pod nowy dom. Nie miałem też żadnego kłopotu z uzyskaniem zgody mieszkającego w sąsiedztwie właściciela posesji na ich zebranie, a przy braku zastrzeżeń ze strony archeologów białoruskich przywiozłem je do kraju. O braku szczerej niechęci do Polski międzywojennej i bogactwie pamiątek po niej przekona się każdy, kto odwiedzi lokalną izbę pamięci, dla potrzeb której zagospodarowano dużą salę w miejscowym gimnazjum. Jak w wielu podobnych miejscach dominują w niej eksponaty etnograficzne – naczynia dekoracyjne i użytkowe, narzędzia służące do pracy na roli oraz przedmioty reprezentujące sztukę ludową. Wnikliwemu obserwatorowi nie umkną obiekty przywołujące polską (w sensie przynależności państwowej) przeszłość Krewa i okolic z lat 1922–1939. Do jednej z półek przybito nieco już zardzewiałą, ale możliwą jeszcze do odczytania, tabliczkę z napisem UL. T. KOŚCIUSZKI. Na półce stoją podobne metalowe tablice w znacznie lepszym stanie – owalna z wizerunkiem polskiego orła w koronie, która musiała kiedyś wieńczyć budynek miejscowego urzędu, np. gminy Krewo, oraz tabliczki adresowe: WIEŚ MALAWICZE 1/MARKIEWICZ STEFAN czy M-KO KREWO, UL. ZARZECZNA. Nie można nie dostrzec licznych portretów żołnierzy i leśników oraz zdjęć rodzinnych, jak również dokumentów urzędowych i prywatnych – KALENDARZYKA ROBOTNIKA LASÓW PAŃSTWOWYCH NA ROK 1939, KSIĄŻECZKI OBRACHUNKOWEJ KASY SPÓŁDZIELCZEJ W KREWIE Marii Poznańskiej z 1927 roku czy KSIĘGI OPISU PARAFIALNEGO z 1937 roku, w której znajdziemy informacje chociażby o rodzinach Trzecianów, Niewiarowiczów i Tomaszewiczów zamieszkujących wieś Kluszki. Obraz należycie przechowywanych pamiątek po Polsce mąci jedynie obecność fotografii przedstawiających wspólne polowania prezydenta Mościckiego i wielkiego łowczego III Rzeszy Hermanna Göringa. Nie wiedzieć czemu znalazły się one w widocznym miejscu ekspozycji, choć przecież żadne z polowań nie odbyło się pod Krewem, a w odległej Białowieży. Przypuszczam jednak, że ktoś chciał tu pójść w sukurs propagandzie komunistycznej dowodzącej niegdyś, iż rząd sanacyjny tworzyli po 1926 roku „polscy faszyści”.

Kreva
Oficjalna narracja postsowiecka nie wpływa na obecne stosunki wśród miejscowej ludności. Jak wyjaśnił mi proboszcz miejscowej parafii prawosławnej pw. św. Aleksandra Newskiego, którego w 2016 roku zastałem podczas koszenia trawy przed cerkwią, społeczność prawosławna i katolicka żyją tu w zgodzie, a jego syn studiuje nawet w Warszawie. Wyjątkowo interesująca okazała się wycieczka na miejscowy cmentarz katolicki, gdzie spoczywa wielu Polaków, zmarłych nawet wiele lat po 1945 roku. Lektura epitafiów umożliwia poznanie języka ich autorów, sięgającego co najmniej czasów II Rzeczypospolitej – mieszanki polskiego ze słownictwem rosyjskim i białoruskim, oddanej jednak alfabetem łacińskim. Nie brakuje bowiem napisów w stylu: ŻYŁ 50 LET, ale również przykładów tzw. grafii osobistej, jak PAM. OT RODICOW lub P. OD CURKI. Kres ponadlokalnej roli Krewa wyznacza XVIII wiek, gdy popadł w ruinę miejscowy zamek. Powiat krewski, choć początkami sięgał co najmniej schyłku XIV wieku, włączony został do sąsiedniego powiatu oszmiańskiego jeszcze w 1566 roku, w ramach litewskiej reformy administracyjnej poprzedzającej zawarcie unii lubelskiej. Wydaje się jednak, że miasteczko zaczyna powoli odzyskiwać znaczenie ponadregionalne, a odbudowa zamku jest tylko jednym z tego przejawów. Choć dopiero w 2011 roku rząd białoruski wyraził zgodę na budowę farm wiatrowych, już rok później jedną z pierwszych zlokalizowano właśnie pod Krewem, gdzie panują jedne z najlepszych w kraju warunków wiatrowych. Nie zapomniano przy tym o historii, a przynajmniej nie zrobiła tego społeczność lokalna. W 2012 roku wystawiono bowiem przed kościołem pw. Przemienienia Pańskiego głaz z tablicą upamiętniającą 625. rocznicę budowy najstarszego kościoła krewskiego – jednego z siedmiu pierwszych kościołów, które Władysław Jagiełło ufundował na Litwie po stworzeniu biskupstwa wileńskiego w 1387 roku. Współczesną ciekawostką jest fakt, że to na terenie obecnego obwodu grodzieńskiego znajduje się najmocniejsza farma wiatrowa w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw, a w odległości zaledwie 60 km od Krewa funkcjonuje jedyna do niedawna na świecie turbina, której łopaty zastąpiono rotorami Flettnera – wirującymi cylindrami stosowanymi w statkach i samolotach eksperymentalnych.

Dominik Szulc
doktor, pracownik naukowy w Zakładzie Badań Źródłoznawczych i Edytorstwa IH PAN.

Artykuł powstał w efekcie realizacji projektu pt. Dzieje unii polsko-litewskiej w latach 1492–1569. Od unii dynastycznej do realnej, sfinansowanego ze środków Narodowego Centrum Nauki (nr 2017/26/D/HS3/00415)

Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Wiktoria Kaczmarczyk 
Skrót artykułu: 

Gdy byłem tam pierwszy raz, nie zdziwił mnie ani widok łaźni wiejskiej, ani wysoka trawa porastająca cmentarz katolicki. Zdziwił mnie widok kolumny motocyklistów mknącej z polskimi flagami, którzy nie zatrzymali się ani na chwilę, choć jeszcze w 1921 roku Polakiem był co trzeci miejscowy.

Dodaj komentarz!