
Kiedy piszemy, pewne rzeczy wydają nam się oczywiste. Ktoś z zewnątrz inaczej na to spojrzy. Powie, co jest niezrozumiałe.
Moją książkę Szlak Transcaucasian ARMENIA redagował Zbyszek Franczukowski. On grzebał w różnych źródłach, żeby się dowiedzieć, o czym czyta. Miałam do niego ogromne szczęście. Szczeliniec, gdzie poznałam Zbyszka, to jest miejsce, gdzie się cuda dzieją.
Ważny był też skład graficzny, bo zależało mi na tym, żeby książka była ładnie wydana. Każdy element jest naprawdę dopracowany.
Przeglądam właśnie twoją książkę i otwieram na jednej ze stron.
To jest Australijczyk, z którym spałam [mówi o zdjęciu – przyp. A.G.S.]. On spał tu, a ja spałam… Dobra, skrót myślowy. Nie spałam z nim. On spał tutaj pod namiotem, a ja spałam tutaj pod namiotem. I się nie zauważyliśmy. To był pierwszy turysta, którego spotkałam na Kaukazie. Dużo było takich historii. Walczyłam ze sprzętem. Jak mówię: „Kaukaz nie zostawia jeńców”. Serio. Ciało mi wytrzymało, ale to, co się tam działo z moim sprzętem… Po 14 dniach miałam zniszczone buty, zepsuty namiot, porwane jedyne spodnie. Miałam tylko jedne, takie z odpinanymi nogawkami plus leginsy i sukienkę sportową. Plecak dał radę. Jak dzień w dzień coś ci się psuje, to można się trochę podłamać psychicznie.
A to jest Sewan, trzecie pod względem wielkości jezioro na Kaukazie. Jest też miasto o tej nazwie. To był kiedyś radziecki kurort. Nadal to jest popularny region. To jest z kolei widok od gór Gegham. Piękny. Teraz tak jak patrzę [mówi o fotografiach opublikowanych w książce – A.G.S.] – myślę, że te zdjęcia mogły być większe.
Ale piękne są. Nie ma turystów.
Nie, tutaj nie ma nic. Ale jest i to miasto Sewan, duże, duże miasto. W miastach też musiałam czasami siedzieć. Tutaj wchodzimy w terminologię, bo w naszym ujęciu hotel to jest elegancki budynek z recepcją. Na Kaukazie hotel to w przełożeniu na nasze warunki – pensjonat, czyli prywatny dom o takim normalnym standardzie. Jak nocujesz w agroturystyce, to często jest tak, że wchodzisz do czyjegoś domu, po prostu. Ktoś ma trzy pokoje, a Ty nocujesz w jednym z nich, korzystasz z jego łazienki, korzystasz z jego kuchni. To jest agroturystyka w rozumieniu Ormian. To też warto wiedzieć. To zupełnie nie ma nic wspólnego z tym, co ja znałam i do czego byłam przekonana. Dla mnie budynki nie mają znaczenia. Ja tylko patrzę na nie pod takim kątem, że w mieście nie rozbiję namiotu, więc muszę nocować pod dachem. Drugą kwestią jest ciepła woda, żeby się umyć. Cała reszta – czy ja śpię w ich pokoju, czy korzystam z ich kuchni – naprawdę nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Nawet wolę takie sytuacje, bo ja wtedy tych ludzi poznaję, widzę, jak oni faktycznie żyją. Jeżeli coś jest na portalu hotelarskim, będzie zrobione pod turystę. Ja przyjęłam zasadę, że jak chciałam nocleg, to pytałam miejscowych, gdzie nocować. I wtedy były najlepsze noclegi. Tutaj na przykład piłam kawę na placu zabaw [zwraca uwagę na zdjęcie w książce i zawiesza na chwilę głos – A.G.S.].
Tu na zdjęciu kawa…
Chłopcy mnie zaprosili na kawę na placu zabaw. Swoją drogą, widać, że ja z czasem się upodobniałam do nich. Byłam równie brudna. A ten pan… Jak widać ten jego uśmieszek… Ja się bałam na szlaku tych relacji damsko-męskich. Koleżanka mi mówiła, że pasterze będą nagabywać. Nie zgwałcą cię od razu, ale będą natrętni. Będą cię zapraszali, żebyś przyszła do obozu, żebyś się z nimi napiła i tak dalej. Ja miałam wizję, że jak zobaczę pasterza, to dzida w drugą stronę. Okazało się, że to działa zupełnie inaczej, że w tych obozach są normalnie kobiety. Nikt mnie tam nie nagabuje. Poza tym tam jest taka zasada, że jak jesteś w czyimś domu, a obóz też jest domem, to nic ci się nie może stać i nie jesteś kobietą, jesteś gościem. W samej Armenii to tylko jeden gość mnie pocałował w policzek. Oni są ciekawi blondynki, Europejki. To kwestia urody, ale też statusu.
Na koniec jeszcze zapytam, czy wyobrażasz sobie powrót do codzienności na etacie? Absolutnie nie. Traciłam zdrowie w swojej pracy, bo było wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzałam. Od momentu, kiedy zrezygnowałam z etatu, zrealizowałam podróż na Kaukaz, napisałam książkę, zrealizowałam swoje pierwsze warsztaty ze szlaków długodystansowych, zamieszkałam w schronisku. Czyli zrealizowałam raz, dwa… cztery marzenia.
W dość krótkim czasie. Teraz łapię wszystkie sroki za ogon. Docelowo chcę zostać przewodnikiem, ale będę jednym z wielu. Jak przejdę np. Tadżykistan, to będę jedyna, tak?
To życzę ci kolejnych podróży, a na początek tego Tadżykistanu.
Dzięki wielkie.
Agnieszka Góra-Stępień
Jak pisze wydawca: „Dorota Szparaga, pionierka i inspiracja dla podróżników i podróżniczek, dzieli się swoją niezwykłą historią przemierzania Transcaucasian Trail – wyjątkowego szlaku ciągnącego się przez serce Kaukazu. Jej książka to nie tylko relacja z podróży z południa Armenii do północno-zachodniej Gruzji, ale przede wszystkim skarbnica wiedzy dla każdego, kto marzy o wyprawie w nieznane”. O książce Szlak Transcaucasian ARMENIA z jej autorką, podróżniczką Dorotą Szparagą, rozmawiała Agnieszka Góra-Stępień.