
Współczesną Rosję widzę przez pryzmat kinematografii – „Powrót”, „Lewiatan” i „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa, „Wyspa” Pawła Łungina, „Euforia” Iwana Wyrypajewa, „Geograf przepił globus” Aleksandra Wieledińskiego, „Długie i szczęśliwe życie” Borysa Chlebnikowa i wiele innych obrazów, których twórcy zmagają się ze swoją ojczyzną i jej niedoskonałościami. Można powiedzieć, że w pewnym sensie powtarzają drogę, którą w latach 80. XX wieku przeszli bohaterowie radzieckiej sceny rockowej – Kino, Akwarium, Nautilus Pompilius, DDT. O tej ostatniej grupie, a zwłaszcza o jej liderze, chciałbym napisać kilka słów.
Maciek Froński
Zespół powstał w 1980 roku w Ufie, czyli w mieście, w którym cztery lata wcześniej przyszła na świat Zemfira, choć może już nie mieszajmy. W każdym razie liderem grupy, autorem większości piosenek i jedynym członkiem, który występował w niej od początku do końca, został Jurij Szewczuk. Ten pochodzący z obwodu magadańskiego i urodzony tam 16 maja 1957 roku w Jagodnem artysta, z pochodzenia pół-Ukrainiec, pół-Tatar, od dziecka uwielbiał rysować, ale brał też prywatne lekcje muzyki. Jako że był synem działacza partyjnego, rodzina mieszkała tam, gdzie akurat ojca potrzebowała władza. Od roku 1964 był to Nalczyk w Kabardyno-Bałkarii, a od 1970 właśnie Ufa.
Mówiąc ówczesnym językiem: Szewczuk był zdolny, grał i rysował, zdobywał nagrody w konkursach, ale też sprawiał trudności wychowawcze – za chodzenie po mieście we własnoręcznie wymalowanej koszulce przedstawiającej Ukrzyżowanie z podpisem „Jezus był hippisem” zgarnęła go milicja. W wieku osiemnastu lat dostał się na studia malarsko-graficzne, gdzie aktywnie włączył się w tak zwane życie studenckie – poznał malarzy, grał w teatrze studenckim, śpiewał covery zachodnich przebojów, był duszą towarzystwa. Po dyplomie na trzy lata został nauczycielem rysunków w wiejskiej szkole, ale też śpiewał w grupach Вольный ветер (Wolnyj wietier, Wolny Wiatr) i Калейдоскоп (Kaliejdoskop, Kalejdoskop), występował w domach kultury, zdobył nagrodę w konkursie pieśni autorskiej. Za granie rock and rolla, uznawanego za element obcy kulturze radzieckiej, naraził się nawet władzy.

W roku 1979 wrócił do Ufy, gdzie wszedł w towarzystwo religijno-dysydenckie. Został zaproszony do zespołu, który spotykał się na próbach w Domu Kultury „Awangarda” i na początku nie miał nazwy. Styl grupy był mieszanką rock and rolla, hard rocka, rhythm and bluesa, ale wkrótce wzbogacił się o elementy folklorystyczne. Grali wszędzie, gdzie się dało. Pojawiła się pierwsza kaseta z siedmioma piosenkami, nieoficjalna, bo wtedy jeszcze bez nazwy, dopiero dzisiaj znana jako „DDT-1”. Niepokorny charakter Szewczuka zaowocował piętnastoma dniami aresztu za pobicie kapitana milicji, groziło mu nawet więzienie, ale wyratował go ojciec. Był to jednak kubeł zimnej wody na jego rozpaloną głowę.
W 1982 roku grupa, która przy tej okazji musiała się zdecydować na jakąś oficjalną nazwę i padło na DDT, wygrała ogólnokrajowy konkurs „Komsomolskiej Prawdy” za piosenkę „Не стреляй!” („Nie strieliaj!”, „Nie strzelaj!”). Tematem była tocząca się w tym czasie wojna w Afganistanie i pierwsze trumny rówieśników Szewczuka, które zaczęły stamtąd wracać, jakimś dziwnym trafem, bo w oficjalnej propagandzie radzieckiej wojsko pojechało tam budować przedszkola (mniej więcej tak, jak dzisiaj oswobadza Ukrainę z rąk faszystów). Nagrodą za zwycięstwo w konkursie miało być nagranie w wytwórni „Melodia” prawdziwej, profesjonalnej płyty, do czego jednak nie doszło, podobno dlatego, że musiałaby ona zawierać piosenki do słów wierszy oficjalnych poetów radzieckich, na co się jednak Jurij nie chciał ponoć pisać.
Przy okazji konkursu muzycy zaprzyjaźnili się z grupą Rock-Sientiabr z Czerepowca, która dysponowała niedostępnymi dla innych technicznymi możliwościami zapisu dźwięku. Efektem burzliwej współpracy z tym zespołem Szewczuka i Władimira Sigaczowa, drugiego muzyka z DDT, stała się płyta „Компро- Компромисс” („Kompromiss”, „Kompromis”) z 1983 roku, która postawiła ich na równi z gwiazdami Leningradzkiego Rock Klubu, czyli z absolutną ówczesną czołówką radziecką.
Wkrótce zaczęły się problemy. Albumem „Периферия” („Pierifierija”, „Peryferie”), w którym Szewczuk odmalował niezbyt atrakcyjny obraz życia na prowincji, grupa podpadła władzom i to tym razem na poważnie. Zaczęto odwoływać koncerty, zamknęły się drzwi do studiów nagrań, w prasie rozpętała się nagonka, a KGB zasugerowało Jurijowi opuszczenie Ufy w celu uniknięcia poważniejszych kłopotów. Grupa na pewien czas przeniosła się do Swierdłowska, Szewczuk bywał w Moskwie. Włócząc się po kraju, grywał koncerty po prywatnych mieszkaniach. Koniec końców wraz z żoną, synem i matką przeniósł się do Leningradu, gdzie pracował jako woźny, strażak czy stróż nocny, ale przede wszystkim w 1987 roku założył zespół od nowa. Stał się głównym odkryciem V Leningradzkiego Rock-Festiwalu, a także osiągnął olbrzymi sukces na festiwalu Rock-Niwa w dzielnicy Szuszary. Powtórzył go w kolejnej edycji i odbył triumfalne tournée po Związku Radzieckim. Teksty piosenek wzorował na utworach rosyjskich bardów, takich jak Bułat Okudżawa czy Włodzimierz Wysocki, a także na poezji wieku srebrnego. Pojawiały się wątki obywatelsko-patriotyczne i pacyfistyczne, o ile w warunkach radzieckich można je było tak łatwo pogodzić. Wówczas z grupą ostatecznie pożegnał się Sigaczow. W 1989 roku DDT wydało swój w sumie piąty, ale pierwszy w leningradzkim składzie i pierwszy w pełni legalny album – „Я получил эту роль” („Ja połucził etu rol”, „Dostałem tę rolę”), będący podsumowaniem dotychczasowego dorobku. Nie tylko muzyka zespołu, ale w ogóle muzyka rockowa uzyskała wtedy prawa obywatelskie w Związku Radzieckim.
Lata 90. zmieniły układ sił na rosyjskiej scenie muzycznej, pojawiła się komercja, łokciami zaczęli się rozpychać artyści popowi, których twórczości Szewczuk zarzucał brak głębszych treści. Muzyk wszedł w otwarty konflikt z Nikołajem Rastogrujewem, liderem grupy Lube, a także z Filippem Kirkorowem, któremu z czasem zaczął zarzucać śpiewanie z playbacku. DDT trzymało swój kurs, na nowych płytach mniej było może rockowych protest songów, zespół uderzył za to w tony liryczne, filozoficzne, socjalne. Z 1991 roku pochodzi ciekawa piosenka „Ленинград” („Lieningrad”, „Leningrad”), a rok później ukazał się utwór „В последнюю осень” („W posliedniuju osień”, „Ostatniej jesieni”). Wówczas na guza mózgu zmarła żona Szewczuka, Elmira. Od tego czasu głównym celem DDT stało się prowadzenie dużych programów koncertowych, wśród których można wymienić rozłożony na dwanaście występów w czterech miastach projekt balladowy „Черный Пёс Петербург” („Czornyj pios
Pietierburg”, „Czarny pies Petersburg”) z 1992 roku czy koncert dla 120 tysięcy widzów na urodziny Miasta nad Newą 20 maja 1993 roku. Szewczuk zaczął ostro reagować na ważne wydarzenia polityczne w kraju, takie jak kryzys konstytucyjny z 1993 roku czy wojna w Czeczenii, dokąd zresztą pojechał w roku 1995, aby koncertować i rozmawiać ze zwykłymi żołnierzami. Jak w książce Byłem na tej wojnie wspomina Wiaczesław Mironow: „Ten Szewczuk okazał się równym chłopem, wszyscy spodziewali się, że będzie strugał gwiazdę. Nic z tego, prosty jak trzy kopiejki, po spędzeniu trzech dni w piwnicy pod ostrzałem i kontratakami Czeczeńców, wraz z drugim batalionem, według naocznych świadków, nie ukrywał się. Zachowywał się jak prawdziwy mężczyzna, pomagał rannym […]. [Czeczeńcy] zaproponowali, że go wyprowadzą, dawali gwarancje. Odmówił. Szewczuk obiecał też wysłać (i, jak się później okazało, rzeczywiście wysłał) rannych, i to nie tylko z naszej brygady, na własny koszt i na koszt kolegów na leczenie w Niemczech. Kupował im protezy, wózki inwalidzkie, a przy tym się nie popisywał. Nie było reporterów, nie było konferencji prasowych, cicho, skromnie. Jednym słowem – równiacha…”. Pokłosiem tego wyjazdu jest jego piosenka „Пацаны” („Pacany”, „Chłopaki”) z płyty „Рождённый в СССР” („Rożdionnyj w SSSR”, „Urodzony w ZSRR”, 1997), którą przedstawiam we własnym przekładzie:
Odchodziły chłopaki w śmierć w męce,
Ale też umierały po prostu,
I nie każdy był piękny, co więcej,
Wysokiego nie każdy był wzrostu.
Jednak kiedy te oczy, w połowie
Już zamknięte, patrzyły w mą stronę,
Nie na sposób indyków czy owiec,
Lecz po ludzku ruszały mnie one.
Ja im grałem rockowe kawałki,
Obiecując, że będzie normalnie,
Wszyscy razem, w ten deseń, lecz całkiem
W moich ustach to brzmiało banalnie.
Im śmierć bliższa, tym czystsi żołnierze,
Brzucha mniej w generalskich mundurach,
Mam to w oknie otwartym na ścieżaj,
Ukraina to, Moskwa czy Ural.
Osiemnaście lat, gdy się bruk Twerskiej
Bez pieniędzy szlifuje, to mało,
Ale dość, by stanęło ci serce
A Ojczyzna wiązankę przysłała.
Ona gra im rockowe kawałki,
Obiecuje, że będzie normalnie,
Wszyscy razem, w ten deseń, lecz całkiem
Brzmi to w ustach Ojczyzny banalnie.
Odchodziły chłopaki w śmierć w męce,
Ale też umierały po prostu,
I nie każdy był piękny, co więcej,
Wysokiego nie każdy był wzrostu.
Lata 90. były dla DDT też całkiem udane, grupa dużo koncertowała w kraju i za granicą, Szewczukowi udawało się wspomagać młode talenty. Z koncertu w Moskwie w 1997 roku pochodzi piękna, nastrojowa piosenka „Осенняя” („Osienniaja”, „Jesienna”), zresztą jakżeby piosenka o jesieni mogła nie być nastrojowa? Wszystko się zmieniło, gdy do władzy w Rosji doszedł Władimir Putin, któremu zdecydowanie bliżej było do Lube. Zresztą Szewczuk osobiście zalazł mu za skórę, podczas spotkania z artystami pytając ówczesnego premiera o perspektywy liberalizacji i demokratyzacji życia politycznego w Rosji. Muzyka przestały zapraszać czy choćby puszczać radio i telewizja. Zaczął jednak regularnie występować na festiwalach piosenki autorskiej niezależnie od DDT, którego brzmienie zaczęło się robić coraz cięższe. Do nagrań zapraszano wykonawców pieśni ludowych czy artystów grających na instrumentach dętych, utwory podejmowały wątki współczesnego społeczeństwa, znikomości i wielkości człowieka w świecie, umiłowania życia, a nawet motywy religijne czy polityczne. W 1999 roku DDT odbyło swoje pierwsze poważne tournée po Stanach Zjednoczonych, a zaraz potem Szewczuk dał kilka koncertów w Jugosławii w obronie jej integralności terytorialnej. W roku 2006 wyszedł album „Пропавший без вести” („Propawszyj biez wiesti”, „Zaginiony bez śladu”), według jednej z wersji poświęcony byłemu członkowi grupy, Władimirowi Sigaczowowi, o którym rzeczywiście nic nie wiadomo od 1993 roku, choć oczywiście są też wersje inne co do znaczenia tytułu. Dwa lata wcześniej Szewczuk wystąpił na kijowskim placu Niepodległości podczas pomarańczowej rewolucji. Z kolei w 2007 roku swoje problemy z radiem pieśniarz skomentował następująco: „Oczywiście cenzura zakwitła w samych głowach. Nikt jeszcze nawet niczym nie groził, nikt nie dzwonił z Kremla, a wszyscy już się boją”. Wtedy też zaproszenie do współpracy od zamieszkałego w stolicy Francji bułgarskiego pieśniarza Konstantina Kazanskiego zaowocowało piękną płytą „L’Échoppe” („Kramik”) – jej ozdobą stał się utwór „Париж” („Pariż”, „Paryż”). Pojawił się on już w innej wersji w dwupłytowym albumie „Два концерта. Акустика” („Dwa koncerta. Akustika”, „Dwa koncerty. Akustyka” – ukazał się w roku 2001, ale obejmuje koncerty z 1997 roku). Przedstawiam go we własnym przekładzie na podstawie wcześniejszego wariantu (który jest lepszy literacko, ale już nie muzycznie):
Dojrzałym okiem mruga do mnie Paryż,
W podróży jestem, koń mój biały rży,
Mojemu świętu może nie stać miary,
Paryżu, żal, że wylot za trzy dni.
Już za trzy dni – pogoda jednak sprzyja,
Przechodniów znaczy cichej łaski ślad,
Bulwary – z nimi nie zestawię nijak
Wertepów naszych – to jest inny świat.
Jak fontannowej kropli brak powagi,
Tak właśnie lecę, lekko, jak we śnie,
Mą duszę-brzozę platan pieści nagi,
A ta po zimie skrytą roni łzę.
Tu, tylko tu tak napić mi się marzy,
Noc nosi mini, wszędzie kwitną bzy,
Podoba mi się kolor twojej twarzy,
Paryżu, żal, że wylot za trzy dni.
Paryż to, po Stambule, moje ulubione zagraniczne miasto. Byłem tam dwa razy jeszcze w latach 90. i raz niedawno. Najpierw nie spodziewałem się wiele, uważałem, że sława miasta jest przesadzona, co więcej, irytowała mnie ona, a o Polach Elizejskich myślałem, że to jakieś ichnie Błonia. Urzekła mnie jednak niesamowita czytelność przestrzenna Paryża i – co tu dużo gadać – jego uroda. No proszę, lubię jesień i lubię Paryż, ale piosenki rzeczywiście ładne.
Oczywiście Szewczuk znalazł się wśród sprzeciwiających się zajęciu Krymu i wojnie w Donbasie, ale to przecież nie wszystko – ostatnie wydarzenia dopisały kolejny rozdział do historii zmagań światłych Rosjan ze swoją ojczyzną, a wśród protestujących przeciw agresji Rosji na Ukrainę nie mogło zabraknąć Jurija. Lider DDT osobiście podpisał oświadczenie przeciwko wojnie, powiedział też: „Ogromna tragedia, która wielu z nas pozbawia przyszłości. Jestem w szoku, martwimy się, nie śpimy w nocy, oglądamy wiadomości, dzwonimy do znajomych, prawdopodobnie tak jak wszyscy mieszkańcy Ukrainy i Rosji. Co powinniśmy zrobić? To, co należy, a będzie, co będzie. Tak myślimy: trzeba rozmawiać o pokoju z ludźmi, kiedy tylko jest to możliwe. Mówić spokojnie, bez histerii, bo takie nastały czasy. To jest bardzo ważne”. Podczas koncertu w Ufie wykrzyczał ze sceny: „I teraz zabijają ludzi na Ukrainie, dlaczego? Nasi chłopcy tam giną, dlaczego? Znowu ginie młodość Rosji i Ukrainy, giną starcy, kobiety i dzieci, dla jakichś napoleońskich planów naszego kolejnego cezara. Ojczyzna, przyjaciele, to nie dupa prezydenta, której stale trzeba się podlizywać, całować… Ojczyzna to babuszka, żebraczka na dworcu, która sprzedaje kartoszkę. To jest Ojczyzna!”1. Na marginesie – bestialstwo rosyjskich żołnierzy i bezwarunkowe poparcie, jakie otrzymują od znakomitej większości swoich rodaków, kładzie się cieniem na mojej sympatii, którą zawsze miałem dla Rosjan. Zastanawiam się, jak do wojny podchodzą moi znajomi – koledzy mojego nieżyjącego już ojca, z którymi spotkałem się na piwie w 16 Tonach, moi koledzy z pracy w Moskwie, Siergiej Daniłow, któremu pokazywałem zamek w Ogrodzieńcu (wprawdzie Siergiej to Białorusin, ale przecież Białoruś też wsparła wojnę), Sława Gusiew, który przyjechał do nas do Mikołowa na staż i w kolejne weekendy objechał Kraków, Zakopane, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Toruń i Łódź, aż w końcu trafił do Warszawy, a że akurat tego samego dnia odwiedzałem w Syrenim Grodzie moją córkę, podjąłem się roli przewodnika.
– Dlaczego w Polsce najpiękniejsze dziewczyny mieszkają w Warszawie? – zapytał mnie Sława.
– Tu są pieniądze.
– No tak, takie jest surowe prawo naszego życia.
Oby się Rosjanie opamiętali.
Maciek Froński
1 Grzegorz Przebinda: „Znam coraz więcej uczciwych Rosjan”, „Wolna Sobota – Magazyn Gazety Wyborczej” 2022, 11–12 czerwca.
Współczesną Rosję widzę przez pryzmat kinematografii – „Powrót”, „Lewiatan” i „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa, „Wyspa” Pawła Łungina, „Euforia” Iwana Wyrypajewa, „Geograf przepił globus” Aleksandra Wieledińskiego, „Długie i szczęśliwe życie” Borysa Chlebnikowa i wiele innych obrazów, których twórcy zmagają się ze swoją ojczyzną i jej niedoskonałościami. Można powiedzieć, że w pewnym sensie powtarzają drogę, którą w latach 80. XX wieku przeszli bohaterowie radzieckiej sceny rockowej – Kino, Akwarium, Nautilus Pompilius, DDT. O tej ostatniej grupie, a zwłaszcza o jej liderze, chciałbym napisać kilka słów.