
Na szczególną uwagę zasługują przekłady Andrzeja Jakubowicza, tego samego, przez którego – a może właśnie dzięki któremu – „W domach z betonu nie ma wolnej miłości”. Tłumaczenia dobrze siedzą w melodii, wolne są od waty słownej, a – co szczególnie ważne przy przybliżaniu polszczyźnie piosenek wykonywanych w języku angielskim – poeta ma dar do rymów męskich. Oczywiście, są momenty, gdy taki rym powoduje nienaturalny szyk wyrazów. Ponoć zdaniem Urszuli Kozioł rym męski „ukołkawia” język polski1, ale o ile tłumacz Symfonia na muły, pociąg, deszcz Nakładem firmy Folk Factory ukazała się płyta z piosenkami laureata literackiej nagrody Nobla, Boba Dylana, „Symfonia na muły, pociąg, deszcz”, którą nagrał krakowsko-niepołomicki bard Piotr Krupa. Płyta obejmuje 13 utworów w ciekawej, sympatycznej, pełnej humoru i niewymuszonego luzu country-bluesowej aranżacji, wykorzystującej między innymi gitarę akustyczną, banjo, mandolinę, skrzypce, kontrabas, drumlę i harmonijkę ustną. Co ciekawe, wybór omija najbardziej znane przeboje Dylana, choć na przykład „Don’t Think Twice, It’s All Right” znalazło się na poprzedniej płycie Krupy poświęconej nobliście – „Twoim w pamięci śladzie” z 2008 roku. Jeśli chodzi o twórczość amerykańskiego barda, jest Piotr Krupa prawdziwym wyjadaczem – dość wspomnieć, że już w roku 1986 zdobył pierwszą nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Boba Dylana w Warszawie i od tamtej pory był tej twórczości szczerze oddany. poezji, choćby rosyjskiej, może zeń zrezygnować, o tyle tłumacz tekstów piosenek nie ma wyboru, musi dostosować się do melodii. Na szczęście dobre wykonanie potrafi do pewnego stopnia zamaskować chropowatości i jedynie chyba w „Będę wolny” („I Shall Be Free”) ta sztuka się nie udaje, bo udać się nie może. Przy okazji pokazał mi Jakubowicz miejsce w szeregu, bo przełożył „When the Ship Comes In”, z czym ja sam nie umiałem sobie poradzić, a bardzo chciałem.
Ciekawie wypada porównanie pracy Jakubowicza z przekładami innych tłumaczy, którzy wzięli na warsztat piosenki Boba Dylana. W roku 1991 nakładem poznańskiego wydawnictwa Britannica i w jego Serii Muzycznej ukazała się książka Bob Dylan. Piosenki w przekładzie Marka Zgaińskiego. W zestawieniu z „Symfonią na muły, pociąg, deszcz” zawiera ona przekłady pięciu tych samych piosenek – „Buckets of Rain”, „Positively 4th Street”, „It’s All Over Now, Baby Blue”, „Oh, Sister” i „John Wesley Harding”. Trzy utwory, a mianowicie „Positively 4th Street”, „It’s All Over Now, Baby Blue” i „Oh, Sister” pojawiają się wśród przekładów Jerzego Menela znanych z łamów czasopisma „Radar”, które, jak wiadomo, przestało się ukazywać w roku 1987. Wreszcie dwa zbiory przekładów piosenek Boba Dylana wydał Filip Łobodziński, a mianowicie Duszny kraj (Biuro Literackie, 2017) i Przekraczam Rubikon (Biuro Literackie, 2021) i w pierwszym również powtarzają się „Positively 4th Street”, „It’s All Over Now, Baby Blue”, „Buckets of Rain”, „Boots of Spanish Leather”, „On the Road Again” i „When the Ship Comes In”, a w drugim „Oh, Sister”, „Bob Dylan’s Dream”, „I Shall Be Free” (w trzech wersjach), „If Dogs Run Free” i „Love Is Just a Four Letter Word”. Przeanalizujmy je po kolei.
„Buckets of Rain” – w czwartej linijce pierwszej zwrotki („you have all the love, honey baby, I can stand”) Jakubowicz („A ty miłość masz, którą ledwie niosę sam”) wydaje się bliższy oryginałowi niż Zgaiński („jeśli chcesz, kochanie, dam ci jeszcze czas”), podczas gdy Łobodziński odwraca role i pisze: „lecz więcej mam miłości, którą unieść możesz tylko ty”. Podobnie w czwartej linijce drugiej zwrotki („If you want me, honey baby, I’ll be here”) wersja Zgaińskiego („Jeśli chcesz, bym został, musisz pomóc mi”) to jednak nie to samo, co Jakubowiczowe „powiedz, że chcesz, a spędzę z tobą resztę dni” czy „chcesz mojej miłości – u twego boku będę stał” Łobodzińskiego. Historia powtarza się w trzeciej zwrotce – „everything about you is bringing me misery” to u Zgaińskiego „twe każde spojrzenie jest dla mnie jak cud”, u Łobodzińskiego „wszystko w tobie lubię, wszystko to mi sprawia ból”, a u Jakubowicza jednak „kiedyś ten wzrok sprowadzi na mnie smutny kres”. W czwartej i ostatniej, piątej zwrotce Zgaiński i Jakubowicz trochę odpłynęli i trudno rozstrzygnąć, który dalej. Rymy są jedne lepsze, drugie gorsze, choć stawianie w pozycji rymowanej zaimka nieakcentowanego („mi”, „ci”), co robią i Zgaiński, i Łobodziński, bardzo mi się nie podoba. Przekład Łobodzińskiego jest chyba najbliższy oryginałowi, wersja Jakubowicza jest za to bliższa melodii, w wersji Zgaińskiego jest po prostu za mało sylab, ale też trzeba przyznać, że melodia na to pozwala, by jedna sylaba mniej czy dwie więcej nie sprawiały większej różnicy.
„Positively 4th Street” – tutaj role się odwracają, to Zgaiński jest o wiele bliżej oryginału, podczas gdy Jakubowicz serwuje nam jakąś „wariację na temat”. Co więcej, zamiast, jak Dylan, zwrócić się do konkretnego odbiorcy, pogrąża się w jakichś bezosobowych rozmyślaniach, koncentruje się na własnych odczuciach. W rymach znowu jednak lepszy Jakubowicz, Zgaińskiemu znowu brakuje sylab, co więcej, miesza rymy męskie z żeńskimi z nieuzasadnioną przewagą tych drugich. Na ich tle Menel trzyma się zarówno blisko treści oryginału, jak i melodii, za to jego rymy żeńskie często są gramatyczne, a i przy męskich zdarza mu się iść na łatwiznę. Jeśli chodzi o wersję Łobodzińskiego, to jej treść z trudem wchodzi w koleiny oryginału – „you’ve got a lotta nerve” to jednak nie do końca „możesz z zimną krwią”, „to be on the side that’s winnin’” to niezupełnie „być górą”, a już wybitnie „you’re dissatisfied with your position and your place” to nie „narzekasz co dzień, że praca twoja traci sens” – wypalony zawodowo jest choćby autor tej recenzji, a nie negatywny bohater piosenki Boba Dylana.
„It’s All Over Now, Baby Blue” – tutaj też chyba za bardzo Jakubowicz odchodzi w poetyckość, a „the empty handed painter from your streets is drawing crazy patterns on your sheets” to raczej nie znaczy „malarz pustych dłoni z twojej wsi o sławie po raz pierwszy w życiu śni” – wiadomo, piosenka to nie Biblia, żeby trzeba było tłumaczyć słowo w słowo, ale znowu nie przesadzajmy w drugą stronę. Zgaińskiego też jednak ponosi – „your lover who just walked out the door has taken all his blankets from your floor” to przecież nie „twego kochanka, który właśnie wyszedł drzwiami, porwały jej koce fruwające same” („jej”, czyli chyba armii, o której mowa dwie linijki wyżej), poza tym prawie wszystkie rymy męskie zamienia na żeńskie. A może jego celem nie było wcale, by jego przekłady dało się śpiewać do oryginalnej melodii? W sumie to przecież nie ma obowiązku. Menela ponosi chyba jednak najbardziej, choć pytyjski język Dylana utrudnia jednoznaczną ocenę. W każdym jednak razie „forget the dead you’ve left” to nie znaczy „po trupach ruszaj dalej”. Z zadania w tym przypadku najlepiej wywiązał się Łobodziński, aczkolwiek dlaczego sierota, który w oryginale stoi, u niego „trwa” (poza tym, że dla rymu), pozostanie jego słodką tajemnicą. Trwa to telewizja.
„Oh, Sister” – tu znowu Zgaiński jest bliższy oryginałowi niż rywale, natomiast Jakubowicz podnosi styl przynajmniej o ton wyżej, co zapewne można zrozumieć, jeśli się założy, że „Father” to Bóg. Łobodziński stawia tu kropkę nad i, tłumacząc „direction” jako „przykazania”, można mu też zarzucić za mało erotyki w pierwszym wersie – „chcę, byś objęła mnie” to jednak trochę mniej niż „when I come to lie in your arms”. Co ciekawe, w ostatniej zwrotce Zgaiński przypisuje smutek adresatce piosenki, tytułowej siostrze, Jakubowicz zaś podmiotowi lirycznemu i chyba rację ma ten drugi, podczas gdy Menel i Łobodziński problem poniekąd obchodzą. Zgaiński, Jakubowicz i Łobodziński wpadają na w zasadzie ten sam rym w miejsce „sorrow – tomorrow”, ale sam się on narzuca, trudno mieć o to pretensje, choć Menel pokombinował i wymyślił inne rozwiązanie. Poza tym trzech pierwszych sztuka rymowania jednak trochę zawodzi, choć i sam Dylan w kilku miejscach odpuszcza sobie mowę wiązaną. Tym większe brawa dla Menela, który rymuje bardzo sprawnie.
„Bob Dylan’s Dream” – tutaj pod względem technicznym Łobodziński i Jakubowicz trzymają równy poziom, przez co rozumiem trzymanie się melodii w miarę i niezbyt dokładne rymy męskie (Łobodziński rymuje raz do „że”, czego bardzo nie lubię). Pierwszy jest bliższy treści oryginału, ale jeśli chodzi o tego drugiego, to nie wiadomo, czy tłumaczył on wersję kanoniczną tekstu – piosenki Dylana mają to do siebie, że wiele z nich występuje w różnych wersjach. Trzeba też powiedzieć, że Jakubowicz – przynajmniej na wersji z płyty – omija czwartą zwrotkę oryginału, która jest dość kluczowa, jeśli mamy rozumieć piosenkę jako tęsknotę za utraconą górną i durną młodością.
„I Shall Be Free” to piosenka, przy której dosłowność byłaby chyba ostatnią rzeczą, której należałoby wymagać od przekładu – tekst przeskakuje z jednego konceptu w drugi, a z drugiego w trzeci, wszystko zaś jest mocno osadzone w amerykańskich realiach i popkulturze lat 60., z czego jednak trzeba wybrać to, co polski odbiorca może kojarzyć, a resztę, czyli to, czego nie może, zastąpić tym, co może. Wydaje się, że Łobodziński i Jakubowicz radzą sobie z tym dobrze, może z delikatną stratą dla gier słownych oryginału, ale trudno mi napisać coś więcej, gdyż, szczerze mówiąc, z całej płyty to piosenka, którą najmniej lubię, bo ze mnie to jednak taki sztywniak trochę jest. Sztywniak i zrzęda.
„Boots of Spanish Leather” – tutaj zarówno Jakubowicz, jak i Łobodziński radzą sobie bardzo dobrze, świetnie oddają klimat piosenki i nie przekłamują treści, być może kosztem rymów, które w obu przypadkach są niedokładne albo w ogóle ich nie ma, choć trzeba powiedzieć, że Jakubowicz – przynajmniej w tej wersji, którą śpiewa Piotr Krupa – dwie linijki oryginału sobie podarował.
„On the Road Again” – tu bardzo podobnie jak w przypadku „Butów z hiszpańskiej skóry” – Jakubowicz i Łobodziński idą łeb w łeb, humor oryginału zachowany, rymy ledwo zaznaczone.
„When the Ship Comes In” – tutaj Jakubowicz i Łobodziński radzą sobie dobrze, zarówno jeśli chodzi o treść, jak i melodię, choć ten drugi pod koniec idzie na łatwiznę w rymach męskich. Można by przyznać zwycięstwo Jakubowiczowi, bo lepiej przełożył powtarzający się co jakiś czas tytuł, gdyby nie to, że na samym końcu zupełnie miesza realia biblijne. „I jak Goliat padł, gdy się skończył jego jad, tak i on jak Faraon zatonie” – no niezupełnie tak to było!
„If Dogs Run Free” to piosenka, z której pochodzi cytat będący tytułem płyty Krupy. Łobodziński bardzo źle tutaj rymuje, po prostu rymuje zaimki i spójniki. Jakubowicz często rymuje niedokładnie, a bywa, że rym po prostu odpuszcza, ale z dwojga złego… Zresztą i samemu Dylanowi się to zdarza. Z drugiej jednak strony Jakubowicz usuwa z piosenki jej adresatkę, z którą podmiot liryczny tworzy „nas” – w jego wersji jest tylko „ja”.
„John Wesley Harding” – tu zarówno Zgaiński, jak i Jakubowicz przekładają mało dokładnie (może uznali, że nie na dokładności sztuka polega?), choć Jakubowicz jak zwykle daje nieco lepsze rymy i jest bliżej melodii. U Zgaińskiego razi zwrot „z karabinem na kolanach zwiedzał kraj”, bo jednak nie o pasji krajoznawczej głównego bohatera opowiada ta piosenka, tylko o prawym, niezłomnym człowieku.
„Love Is Just a Four Letter Word” – tu znowu tylko Łobodziński i Jakubowicz, obaj zgrabnie sobie radzą z przełożeniem tytułu, ale poza tym już nie jest tak fajnie, obu panom zdarzają się naciągane rymy męskie i udziwniony szyk zdania. Poza tym Łobodziński z „Gypsy Café” robi „Café Rome”, co jest o tyle absurdalne, że przecież Romowie, zwani też Cyganami, z Wiecznym Miastem nie mają nic wspólnego. Z kolei Jakubowicz momentami bardzo mocno rozmija się z oryginałem. Co jest ciekawe, tę piosenkę Dylan napisał dla Joan Baez, sam jej nigdy nie wykonywał.
Porównywanie przekładów ma ograniczony sens, bo przecież nierzadko tłumacze stawiają sobie inne cele, inaczej ustawiają priorytety i, jak było do przewidzenia, trudno o wskazanie jednoznacznego zwycięzcy. Nie dla każdego najważniejsze jest oddanie litery oryginału, zwłaszcza gdyby miało się to odbyć kosztem nieuchwytnego ducha. Gdy wreszcie tłumaczy się kilkanaście, a tym bardziej kilkadziesiąt tekstów tego samego autora, wiadomo, że znajdą się potknięcia. Pisząc te słowa, trochę podważam sens publikowania tej recenzji, ale najważniejsze pozostaje to, że po płytę Piotra Krupy warto sięgnąć, a i do pozostałych przekładów Dylana – dotrzeć2.
Maciek Froński
1 Przez co chyba należy rozumieć, że szyk zdań robi się nienaturalny.
2 Sam też spróbowałem swoich sił w przekładaniu piosenek Dylana, czego owoc, niestety pojedynczy, można znaleźć w moim artykule Noblista, „Pismo Folkowe”, 2021, nr 157(6).
Nakładem firmy Folk Factory ukazała się płyta z piosenkami laureata literackiej nagrody Nobla, Boba Dylana, „Symfonia na muły, pociąg, deszcz”, którą nagrał krakowsko-niepołomicki bard Piotr Krupa. Płyta obejmuje 13 utworów w ciekawej, sympatycznej, pełnej humoru i niewymuszonego luzu country-bluesowej aranżacji, wykorzystującej między innymi gitarę akustyczną, banjo, mandolinę, skrzypce, kontrabas, drumlę i harmonijkę ustną. Co ciekawe, wybór omija najbardziej znane przeboje Dylana, choć na przykład „Don’t Think Twice, It’s All Right” znalazło się na poprzedniej płycie Krupy poświęconej nobliście – „Twoim w pamięci śladzie” z 2008 roku. Jeśli chodzi o twórczość amerykańskiego barda, jest Piotr Krupa prawdziwym wyjadaczem – dość wspomnieć, że już w roku 1986 zdobył pierwszą nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Pieśni Boba Dylana w Warszawie i od tamtej pory był tej twórczości szczerze oddany.