Święta jak z obrazka

Teresa z Lisieux

O życiu tej młodej normandzkiej zakonnicy, której setną rocznicę kanonizacji obchodzimy w 2025 roku, napisać można niewiele. Nie ma tu pozornie wielkich dramatów, dalekich podróży misyjnych, fundacji klasztorów, mistycznych wizji. Hagiograficzna nuda! 

Łukasz Ciemiński

    Urodziła się 2 stycznia 1873 roku, zmarła 30 września 1897. Po drodze trauma wywołana przedwczesną śmiercią matki, cieplarniana atmosfera zamożnego domu, niski poziom podstawowej edukacji, praktyki religijne karmione estetyką świętych obrazków z wydawnictwa Saint-Sulpice w Paryżu. Ostatecznie gruźlica płuc i śmierć. Dość słodko, dusznie – nieznośnie! Złośliwi zwali ten żywot katolicką „Damą Kameliową”. Thomas Merton poszukujący swojej duchowej drogi zachęcony został przez pewnego buddyjskiego mnicha słowami: „Przeczytaj tę książkę napisaną nieznośnie słodkim językiem pensjonarki. Nie zrażaj się, są tam skarby!”. Myślał tu o Dziejach Duszy – skomponowanej i zredagowanej wersji trzech manuskryptów autobiograficznych spisanych przez siostrę Teresę od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza w latach 1895 –1897. Początki zapisywanych przez Teresę kart niewielkich zeszytów sięgają stycznia 1895 roku, kiedy na polecenie matki Agnieszki (rodzonej siostry) Teresa ma spisać wspomnienia z rodzinnego domu. Pierwsze wydanie Dziejów Duszy z 1898 roku ukazało się w nakładzie 2000 egzemplarzy. Ten rozszedł się natychmiast, a do Karmelu w Lisieux zaczęły spływać prośby o kolejne tomy. W obliczu tak niesłychanego sukcesu podjęto próby zmierzające do kolejnego wydania. Niewymienieni z nazwiska specjaliści wyrazili opinię, by druga edycja książki ozdobiona była portretem bohatera biografii. I tu zaczyna się niezwykły sukces przyszłej świętej, której popularność określona zostanie mianem „huraganu chwały”! Teresa podbije świat katolickiej wyobraźni i rządzić będzie nim niepodzielnie przez blisko 50 lat.

    Mimo posiadanych autentycznych zdjęć wykonywanych za życia, następnie retuszowanych – pora stworzyć religijny awatar. Świętą jak z obrazka! Owalny portret, zwany „autentycznym” (sic!) znalazł się na frontyspisie kolejnych wydań Dziejów Duszy. Artystyczna reprezentacja siostry Teresy zdaje się spełniać wszelkie postulaty dotyczące sztuki religijnej, które trafnie zsyntetyzował David Morgan. Ma być to przedstawienie pozbawione jakiegokolwiek kontekstu historycznego, ukazujące nieziemski wymiar świętego. Słowem: ma być to wizerunek czysty i ikoniczny – niczym zdjęcie do dowodu tożsamości. Umieszczony w autobiografii Teresy portret zapowiada, z jakiego formatu postacią czytelnik będzie obcował na kartach książki. Portret owalny stał się pierwszą artystyczną reprezentacją Teresy z Lisieux multiplikowaną na dziesiątkach tysięcy obrazków, druków dewocyjnych, broszur, medalików, a nawet i rzeźb. Mimo swojej popularności począł budzić wątpliwości dotyczące autentyzmu fizjonomii przedstawionej karmelitanki. Ostateczną opinię w tej sprawie wydał biskup Bayeux, pisząc: „Pojawiają się ostatnio głosy krytyki co do prawdziwości portretu zdobiącego wydanie »Dziejów Duszy«. W ocenie niektórych portretów jest fantazją i kompozycją wyidealizowaną. Zarzuty te doprowadziły nas do przeprowadzenia badań w archiwach Karmelu w Lisieux. W ich wyniku znaleziono zdjęcia przedstawiające zakonnice, pośród których widnieje siostra Teresa od Dzieciątka Jezus […]. nie mamy najmniejszych zastrzeżeń do tego »portretu autentycznego« Sługi Bożej ukazanej w wieku dwudziestu trzech lat”.

    Wielbiciele siostry Teresy wierzą tym zapewnieniom, zapewne także podzielają opinię rodzonych (i jednocześnie zakonnych) sióstr świętej – „malować ją słodką i wdzięczną, jaką była w rzeczywistości”! Choć niektóre zakonnice wyznają bez pardonu – „jak można uważać, że była ładna? Przypominała raczej grubą Bretonkę!”. A że linia szczęki wyszczuplona, oczy powiększone, usteczka jak poziomka i nosek jakby bardziej zgrabny – nie dziw się, to realizm eschatologiczny! Zresztą całą artystyczną (bardzo słabą z punktu widzenia sztuki, ale zrozumiałą przez pryzmat estetyki katolickiej pobożności epoki) produkcję zweryfikują cuda.

    Podczas I wojny światowej (1914–1918) wielu z żołnierzy francuskich twierdziło, że obecność siostry Teresy w okopach była niezwykle namacalna. Każdego dnia napływały do Karmelu w Lisieux listy z frontu. Wiele z narracji żołnierskich odnosi się także bezpośrednio do samego wizerunku, który potwierdzać miał prawdziwość fizjonomii ukazującej się świętej. Jean Morand w liście do Matki Agnieszki pisze: „Mała siostra ukazała mi się tak piękna, jak przedstawiona jest na obrazach”. Zmobilizowany do oddziału artylerii ksiądz E.D. relacjonował: „[…] na widok jej pięknej twarzy przepojonej anielską czystością, moi dzielni żołnierze wzruszyli się i prosili o otrzymanie obrazków z jej podobizną. Zwracam się do Matki z pokorną prośbą o przesłanie mi kilkudziesięciu obrazków tego »anielskiego dziecka«”.

    „Anielskie dziecko”, „mała królewna”, „Terenia”… taka jest retoryka kultu kobiety, której prawdziwą twarz przyjdzie nam zobaczyć dopiero w latach 60. XX wieku. Wywoła to szok, niedowierzanie, zainteresowanie historyczną Teresą, która odarta z lukrowanej skóry stanie się partnerem godnym wielkich teologów Kościoła i w 1997 roku otrzyma od niego tytuł Doktora. Ale po kolei!

    Toczący się proces beatyfikacyjny wymagał stworzenia wizerunku przyszłej błogosławionej i świętej, który cechowałby się własnymi i oryginalnymi atrybutami, a jednocześnie wyrażał sens ideowy życia i przesłania siostry Teresy. Po 1910 roku biskup de Teil poprosił Karmel o wizerunek, który mógłby stać się oficjalnym i łatwo rozpoznawalnym przedstawieniem. Odpowiedzią na tę prośbę stał się rysunek węglem wykonany w 1912 roku przez siostrę Genowefę. Ukazana na nim Teresa okrywa płatkami róż trzymany w dłoniach krucyfiks.

    Motyw krzyża i róż odwołuje się do tradycji obrzucania zrywanymi płatkami róż przez siostrę Teresę i nowicjuszki kamiennego krucyfiksu znajdującego się w centralnej części karmelitańskiego klasztoru. Przyszła święta wyznała także w jednym z rękopisów: „Chcę cierpieć z miłości i nawet rozkoszować się z miłości, właśnie tak będę rzucać kwiaty przed Twój tron; każdy, który spotkam, obiorę dla Ciebie z płatków. Rzucając je potem, będę śpiewać (czy można płakać, czyniąc coś tak radosnego?), będę śpiewać nawet wówczas, kiedy przyjdzie mi je zbierać pośród cierni. I im będą one dłuższe i ostrzejsze, tym śpiewniejszą będzie moja pieśń!”.

    Przedstawione w oficjalnej ikonografii róże odnoszą się także do wyznania poczynionego przez Teresę: „Po mojej śmierci spuszczę na ziemię deszcz róż!” – owymi różami są łaski, które święta zsyła na swoich czcicieli.

    Zarówno krzyż, jak i róże stały się odtąd atrybutami właściwymi ikonografii świętej Teresy, a koncepcja ich ukazania okazała się być na tyle udana, że siostra Genowefa myślała nawet o objęciu jej patentem na wyłączność przez Karmel w Lisieux. Wobec tego pomysłu władze kościelne wyraziły jednak zdecydowany sprzeciw – atrybuty są właściwe każdemu świętemu, który stając się obiektem kultu, ma prawo być ukazywany w rozpoznawalny sposób przez rozmaitych artystów.

    Louis Richomme (w zakonie trapistów – o. Marie-Bernard), młody mnich, artystyczny samouk, stanie się nadwornym rzeźbiarzem Teresy. Pierwszy kontakt między Karmelem z Lisieux a ojcem Marie-Bernardem został nawiązany w 1910 roku. Niemniej dopiero w 1917 roku zakonnik skontaktował się z Matką Agnieszką – rodzoną siostrą Teresy i przełożoną klasztoru, która poszukiwała rzeźbiarza mogącego wyrzeźbić statuę przyszłej świętej.

    Na zlecenie Karmelu na przestrzeni lat stworzył około 18 dzieł. W tym celu wielokrotnie udawał się do klasztoru w Lisieux, gdzie zaprzyjaźnił się z siostrą Genowefą, tworzącą malarskie przedstawienia Teresy. Siostra Genowefa przekazała mu swoją osobistą wizję świętości rodzonej siostry, którą przełożył na rzeźbę. Relacja między nim a Karmelem w osobach sióstr przyszłej świętej nie zawsze była łatwa. Rodzone siostry Teresy były bardzo apodyktyczne i posiadały własną wizję dzieł, podczas gdy ojciec Marie-Bernard miał swój zamysł artystyczny, który nie zawsze im odpowiadał. Mimo łączącej go z siostrą Genowefą przyjaźni nie wahał się nazwać ją siostrą „Żądam!” i zauważyć w jednym z listów pisanych do s. Marii od Trójcy Świętej: „Powinno się dodać do modlitwy Ojcze nasz wezwanie: bądź wola siostry Genowefy, jako w niebie, tak i na ziemi”.

    Najsłynniejszą pracą autorstwa o. Marie-Bernarda jest Teresa z różami ukończona we wrześniu 1922 roku. O efekcie swoich działań pisał z entuzjazmem: „Teresa z różami jest ukończona i jest piękna, bardzo piękna! Nie śmiałbym nigdy oczekiwać takiego efektu! To nie dzieło przypadku, ale rezultat modlitwy i cierpienia, nieustannie podejmowanych prób!”.

    Ukończona figura stanęła na cokole przed kaplicą Karmelu w Lisieux, a jej kopie rozeszły się po całym świecie w liczbie 300 000 egzemplarzy, czyniąc z niej jedną z najpopularniejszych rzeźb na świecie! Licencję na ich produkcję Karmel przekazał Ateliers de Saint Joseph, ale i udostępniał odpłatnie innym producentom figur gipsowych w Paryżu, Marsylii czy Tuluzie, zawsze starannie nadzorując proces produkcji i jakości sprzedawanych wyrobów. Nie brakowało produkcji nieoficjalnej, niezrzeszonej, chałupniczej i kuriozalnej pod względem formy. „Wyroby firmy RADIO wystawione na światło słoneczne emanują nieziemskiem blaskiem świętej w nocy” – głosiła reklama kart pocztowych drukowanych na nasączonym płynem fluorescencyjnym kartonie. „Niemieckie potworki” – miała powiedzieć o nich siostra Genowefa. Ale to nie tylko produkty mniej lub bardziej (zdecydowanie częściej mniej) artystyczne – są i mydła marsylskie o zapachu różanym „Siostra Teresa”, cukrowe pastylki pudrowe o różanym (a jakże!) smaku – z równie słodką siostrą Teresą na opakowaniu. Jest i (o dziwo!) wytrawny likier na trawienie „Theresette” – produkowany może przez wzgląd na pamięć o wrażliwym żołądku naszej świętej. Popularność może prowadzić do banalizacji – nie inaczej stało się z naszą świętą. Rozmaite paryskie gwiazdki o wątpliwym talencie i takiejż reputacji fotografowały się ucharakteryzowane na „anielskie dziecko”. Zawsze z omdlewającym spojrzeniem, przechyloną głową, emfazą w stopniu najwyższym! Hermetyczne środowisko karmelitanek z Lisieux nie mogło stworzyć innego wizerunku. Święta jak z obrazka była wytworem ich wyobraźni i szczerych chęci. Możemy uśmiechać się z przekąsem, ale może lepiej zapytać jak Paul Claudel: „[…] wszystkie podobne do siebie święte Teresy, iluż żarliwych modlitw wysłuchały, iluż naiwnie pobożnych urzekły, iluż samotnych pocieszyły, ileż skruch spowodowały, iluż poświęceń były świadkami, iluż świętych rozmów pośredniczkami, iluż łask narzędziami?”.

Łukasz Ciemiński  

 

Redakcja na stronie Julia Wolny, studentka e-edytorstwa i technik redakcyjnych.

Skrót artykułu: 

O życiu tej młodej normandzkiej zakonnicy, której setną rocznicę kanonizacji obchodzimy w 2025 roku, napisać można niewiele. Nie ma tu pozornie wielkich dramatów, dalekich podróży misyjnych, fundacji klasztorów, mistycznych wizji. Hagiograficzna nuda! O Teresie z Lisieux.

Dział: 

Dodaj komentarz!