
Marta Moldovan-Cywińska
Członkowie rzeczonego zespołu określają siebie jako przedstawiciel hunnu rock, wywodząc własne określenie od nazwy imperium Hunów. W języku mongolskim słowo hu oznacza człowieka. „Wybraliśmy tę nazwę ze względu na jej integralny charakter. Nie chodzi o bycie Mongołem, ale o bycie człowiekiem” – powiedział „Temka” Naranbaatar, podczas wywiadu udzielonego dziennikarzowi pisma „The Guardian” w 2019 roku.
Pod koniec 2018 roku zespół The Hu opublikował dwa teledyski na YouTubie: „Yuve Yuve Yu” (mój ulubiony!) i „Wolf Totem” (świetny – szczególnie w wymiarze symbolicznym). „Yuve Yuve Yu” doczekał się 108 mln wyświetleń, kolejny zaś „Wolf Totem” – prawie 86 mln. W porównaniu z singlami „Shoog Shoog” (ponad 3,7 mln wyświetleń) i „The Great Chinggis Khaan” (4,9 mln) inaugurującymi karierę zespołu skok jest przeogromny. „Wolf Totem” 11 kwietnia 2019 roku zajął pierwsze miejsce na liście Billboard Hard Rock Digital Song Sales, a młodzieńcy dali się zapamiętać jako pierwszy zespół z Mongolii, który jest powszechnie znany. Muzyka grupy została wykorzystana w dwóch grach wideo z uniwersum Gwiezdnych Wojen: „Star Wars Jedi: Fallen Order” (2019) i „Star Wars Jedi: Survivor” (2023). Brzmi niesamowicie!
„Wszyscy byliśmy wcześniej fanami »Gwiezdnych Wojen«. Zaczęliśmy oglądać filmy w bardzo młodym wieku i wszyscy chcieliśmy być jak Luke Skywalker. Postać Luke’a budzi w nas pragnienie, by być silnymi, honorowymi mężczyznami” – podkreślił „Gala” Tsendbaatar podczas wywiadu udzielonego dziennikarzowi amerykańskiego miesięcznika „Revolver”, poświęconego hard rockowi i heavy metalowi. Tekst piosenki „Sugaan Essena” („Czarny Grzmot”) powstał podobnie jak pozostałe teksty w języku mongolskim oraz był prezentowany przez zespół podczas koncertów w Europie i Ameryce Północnej. To Galbadrakh Tsendbaatar nalegał, żeby stał się elementem muzycznym w grze komputerowej. Jego marzenie się spełniło – i tym samym moje.
Każdy z członków zespołu ma gruntowne wykształcenie muzyczne wyniesione z konserwatorium w stolicy Mongolii. Galbadrakh Tsendbaatar znany wśród fanów jako Gala: morin chuur, śpiew хөөмий; Nyamjantsan Galsanjamts, czyli Jaya – tumur chuur (odmiana drumli), cuur, flet, śpiew хөөмий; Temuulen Naranbaatar, czyli Temka – wokal wspierający, Enkhasaikhan Batjargal znany jako Enkush – prowadzący morin chuur. Występując w tradycyjnych strojach, zdobyli serca miłośników muzyki mongolskiej z całego świata. Ich występy i oprawa artystyczna celnie trafiają szczególnie do amerykańskich serc niewieścich. Przykład? Pewna pani, niezwykle aktywna na Tik-Toku, praktycznie codziennie umieszcza jakiś filmik ze sobą w roli głównej, ustrojoną w kostium uszyty na wzór stroju jednego z muzyków The Hu i z twarzą usianą – jak przypuszczam – znakami, których sensu nie pojmuje. Wdzięczy się przy tym do odbiorców, stąpając z trudem po niezwykle stromych schodach, muskając je ledwie łapciami – zapewne zdjętymi z nóg mongolskich pasterzy. Subtelnie tylko wspomnę, że The Hu słucham od roku 2017 zdziwiona, iż w Polsce zespół stał się znany stosunkowo późno, podobnie jak głos Batzorig Vaanchig. Swoją drogą skala sukcesu zaskoczyła samych członków grupy: w 2019 roku wystąpili na Sama’Rock we Francji, na Download Festival w Wielkiej Brytanii, Tons of Rock w Norwegii, na Rock for People w Cze chach oraz – uwaga! – w warszawskiej Proximie, a rok później w Palladium.
Władze Mongolii doceniły genialnych „chłopaków” z The Hu, przyznając im Order Czyngis-chana za promowanie kultury w innych krajach i przywoływanie wielkości Imperium Mongolskiego. Zasłużona to nagroda, skoro zespół wykonuje utwory wyłącznie w języku ojczystym, a większość z nich przypomina pieśni wojenne. Pobrzmiewają w nich echa mongolskich wierzeń szamańskich oraz opowieści o bohaterach. Pamiętajmy, iż Mongołowie prowadzili swoje wojny – tu użyjemy parafrazy – wiodące zawsze do zwycięstwa, albowiem w tamtej kulturze każdy wkłada całą duszę w wojaczkę, gościnność oraz śpiew.
Kto nie słuchał jeszcze gardłowego śpiewu хөөмий (chöömej) wydobywającego się z mongolskich ust, kto nie nasycił oczu stepowym bezkresem, ten żyje jakby „mniej”. Czy można to jeszcze naprawić? Tak, słuchając namiętnie pewnego mongolskiego zespołu z Ułan-Bator, łączącego folk z heavy metalem oraz wprawiającego na koncertach publiczność w stan bliski ekstazie nie tylko z racji śpiewu, ale i dzięki morin chuur. To u nas praktycznie nieznany instrument strunowy z główką w kształcie końskiej głowy i ze strunami z włosia z końskiego ogona. Mongołowie są bardzo dumni są z tego, że właśnie morin chuur w roku 2008 został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.
Fot. S. Mandel (Wikipedia)