
Zza kolejnych zakrętów trasy wyłaniają się ośnieżone szczyty gór Taurus – jednego z najbardziej rozległych (1500 km długości!) i majestatycznych pasm południowej Turcji… Jeszcze po drodze Adana, gwarne, dwumilionowe miasto z największym ponoć meczetem w kraju, jeszcze Iskenderun, dawna Aleksandretta, założona przez samego Aleksandra Macedońskiego; ważne morskie okno Turcji na Morze Śródziemne…
Tomasz P. Kozłowski
Dalej droga pnie się wyżej i wyżej, oczom ukazują się rozległe równiny w dole, a na ich krańcach majaczą już osiedla Syrii. Gdy słońce zachodzi za tutejszymi górami, jestem u celu. Antiochia. Turecka Antakya, ale znana powszechnie pod nazwą Hatay. Miasto rozsławione na kartach historii i Ewangelii, ale dość mało znane ze swojej współczesności i tego, co ma do zaoferowania. Niesłusznie.
Zanim skończy się dzień, spoglądam z wysoka, z punktu widokowego na amfiteatralnie rozłożone miasto. Jest nieco mniejsze od naszego Lublina, ale układem „miejskiej tkanki” przynależy zdecydowanie do Wschodu. Zbudowane gęsto, upakowane w kwartałach labiryntów ulic. Uwagę przyciąga wyróżniająca się w dole stara część Antiochii. Zajrzymy i tu.
Widok z góry przywodzi na myśl olśniewającą historię tego miejsca, jednego z najważniejszych centrów świata antycznego. Około 300 roku p.n.e. zakłada je Seleukos I Nikator, jeden z dowódców Aleksandra Macedońskiego. Nazywa je na cześć swego ojca, Antiocha. Do-godne położenie na handlowych szlakach zapewnia miastu, stolicy państwa hellenistycznej dynastii Seleucydów, prosperitę, która znajduje kontynuację w czasach rzymskich. Wtedy Antiochia jest stolicą prowincji Syrii. Miasto pyszni się bogactwem, świątyniami, teatrami, kulturą promieniejącą stąd na cały śródziemnomorsko-bliskowschodni świat. Metropolia otwarta na wpływy, od swoich początków jest tyglem, w którym spotykają się kultury: grecka, rzymska, aramejska, perska czy żydowska. W okresie narodzin chrześcijaństwa Antiochia staje się drugim po Jerozolimie centrum nowej religii, zwanym nawet przejściowo Theopolis, Miastem Boga. Z ziemi Izraela przybywa tuwielu pierwszych nauczycieli. To stąd w podróże misyjne wyrusza m.in. święty Paweł. Rozwija się tu sławna teologiczna szkoła antiocheńska, wpływająca na to, co zostanie uznane za wiarę, a co za herezję. Założony tu patriarchat sprawuje nadzór nad licznymi, „pączkującymi” kościołami Wschodu. W gwarnej metropolii działa również aktywna opozycja antychrześcijańska, czerpiąca z bliskości religijnych centrów żydowskich. Po Rzymie i Aleksandrii Antiochia jest trzecim największym miastem Imperium, niewiele ustępującym wielkością centrum egipskiemu. Po podziale Cesarstwa, wraz z kolejnymi podbojami Persów, Arabów oraz zmianą przebiegu szlaków handlowych, Antiochia stopniowo traci na znaczeniu, a jej pozycję przejmują Damaszek (do dziś działa tu Prawosławny Patriarchat Antiochii) czy Aleppo. Częścią Imperium Osmańskiego staje się w 1516 roku, a w pierwszej połowie XIX wieku miasto przejmuje okresowo egipski Muhammad Ali. Tuż przed II wojną światową Antiochia staje się nawet na krótko stolicą Republiki Hatay, by w 1939 roku dołączyć do współczesnego państwa tureckiego. Na przestrzeni dziejów z metropolii tej mieli pochodzić m.in.: grecki filozof Libanios z Antiochii, św. Łukasz Ewangelista, św. Szymon Słupnik czy św. Jan Chryzostom, biskup Konstantynopola i sławny teolog.

W zaułkach starówki Antiochii
fot. T.P. Kozłowski
Przebogatej historii miasta, stale rozwijającego się przez tysiąclecia, nie sposób streścić w pełni w jednym czy dwóch akapitach. Odwiedzającym Antiochię w uporządkowaniu wiadomości znacznie pomoże za to wizyta w jednym z najwspanialszych muzeów archeologicznych Lewantu; miejscu, które było i moim magnesem. Nowoczesne (otwarte w 2014 roku), ze staranną ekspozycją w przestronnych, klimatyzowanych salach. Gości wita tu wielka tablica z sentencją, zapisaną przez innego ze sławnych synów tego miasta, Ammianusa Marcellinusa, historyka rzymskiego: Antiochiam, Orientis apicem pulchrum, nawiązującą do świetności tego miejsca pośród innych miast Wschodu. Bodaj najbardziej znana atrakcja muzeum to olbrzymia kolekcja antycznych mozaik, wokół których przechadzamy się po przepastnych wnętrzach. To ozdoby z pysznych, głównie rzymskich, czasem bizantyjskich willi, których liczne ruiny odsłonili w rejonie miasta archeolodzy. Oto przed nami Ariadna i zakochany w niej Dionizos, a nad nimi spoglądający na parę młodziutki Eros; oto Eros i Psyche, Dionizos w towarzystwie menady i satyra, nieco dalej ciemnoskóry rybak czy ozdobny motyw ptasi. Widoczne jest bogactwo tematyczne i stylistyczne, a nade wszystko rozmach i kunszt mozaik mniejszych i tych wielkich, na które spoglądać trzeba z kilku punktów, by w pełni docenić siłę wyrazu przedstawionych na nich scen. W innej sali olśniewa nas biel i bogata szata rzeźbiarska tzw. sarkofagu z Antiochii, odkopanego w 1993 roku podczas prac budowlanych w mieście. Marmurowy zabytek (III wiek n.e.) uważany jest za jeden z kilku najokazalszych (waga 10 ton!) tego typu dzieł, eksponowanych w muzeach Turcji. Tutejsze Muzeum Archeologiczne to jednak nie tylko mozaiki czy inne pamiątki rzymskie oraz hellenistyczne. Zagłębiamy się tu również w historię regionu, w którym cywilizacje ludzkie kwitły na długo przed grecko-rzymską świetnością samej Antiochii. Jedną z wizytówek muzeum jest choćby potężny, ekspresywny posąg króla Suppiluliumy, który rządził starożytną Kunuluą na początku IX wieku p.n.e. Z nowohetyckim królestwem wiążą się też sławne stele z Arsuz (X–IX wiek p.n.e.), odkryte w 2007 roku na terenie jednej z baz wojskowych, zawierające tzw. hieroglify luwijskie, znaki graficzne stosowane przez Hetytów. Jedna z tablic objaśnia nam część symboli tego mało znanego pisma, nad którego prapoczątkami wciąż trwają badania.
Współczesna Antiochia pozostaje kontynuatorką swoich wielokulturowych tradycji i znana jest w Turcji z etnicznej „mozaiki”. Poza Turkami mieszkają tu Arabowie, a także Asyryjczycy (chrześcijanie posługujący się językiem aramejskim), Żydzi i inne mniejsze grupy etniczne. Równie ciekawa jest mozaika wyznaniowa. Poza muzułmanami sunnickimi spotkamy tu alawitów, prawosławnych, chrześcijan z okolicznych obrządków wschodnich (zalicza się do nich również niemało uchodźców z Syrii), katolików, maronitów, wyznawców judaizmu itd. W Antiochii odwiedzam kilka świątyń, aby lepiej „poczuć” ten kulturowy tygiel. Wzniesiony w XIII wieku meczet Ulu Camii, jeden z najstarszych i najważniejszych w mieście, porusza surowym wnętrzem i ogrodem wokół swych murów. Prawosławny kościół św. św. Piotra i Pawła jeszcze zachował dekoracje z niedawnej Wielkanocy: na dziedzińcu na gałązkach wiszą ozdobne paschalne jaja. Budowlę tę wzniesiono w 1900 roku na miejscu wcześniejszej świątyni, która runęła w trzęsieniu ziemi z 1872 roku. Szczególnym przeżyciem jest wizyta w katolickim kościele na Starym Mieście (i na tutejszym dziedzińcu uwagę przykuwa piękny ogród, w którym właśnie kwitną hibiskusy). Właśnie trwa msza święta, która zgromadziła niewielkie grono wiernych. Po raz pierwszy słyszę tu modlitwę „Ojcze Nasz”, wypowiadaną w języku tureckim – i tu, na odwiecznym skrzyżowaniu kultur, wyznań, dogmatów, pośród muzułmańskiej większości, modlitwa ta brzmi nieco „nieziemsko”… Antiochia to jednak dla przybysza ze świata chrześcijańskiego przede wszystkim inna, wyróżniająca się świątynia. W górnej części miasta, u stóp majestatycznych skał czeka na odwiedzających jedna z najbardziej znanych atrakcji, przyciągająca tu podróżnych z całego świata. To jeden z najstarszych kościołów chrześcijaństwa, umiejscowiony w liczącej ledwie kilkanaście metrów długości grocie, obudowanej z zewnątrz fasadą ascetycznej w swej prostocie świątyni (pierwotną, średniowieczną fasadę, wzniesioną przez krzyżowców, przebudowali w 1863 roku kapucyni, osiadli w mieście). Według tradycji to tu nauczał (choć dość krótko) i tu był biskupem święty Piotr, zanim wyruszył w swoją misję do Rzymu. Zawieszona tablica, przybliżająca historię miejsca i wspólnoty, przypomina, że to właśnie w Antiochii uczniów Jezusa po raz pierwszy nazwano chrześcijanami… Dziś miejsce to ma status muzeum, ale okazjonalnie odbywają się tu uroczystości religijne.

Posąg Suppiluliumy,
Muzeum Archeologiczne
fot. T.P. Kozłowski
Po strawie duchowej czas na tę… dosłowną. Pora na popołudniowo-wieczorną włóczęgę niezwykle malowniczymi, choć częściowo zaniedbanymi zaułkami osmańskiego Starego Miasta. W wielu miejscach przywodzą one na myśl podobną architekturę, zdobiącą setki kilometrów stąd starówki miast bałkańskich. Wiele tu domów z charakterystycznymi, wschodnimi wykuszami, a w uliczkach miasta, niemal zupełnie „niezdobytego” przez turystykę, toczy się współczesne życie; także to… kulinarne. Liczne knajpki, w tym z muzyką na żywo, przyciągają lokalną klientelę i nielicznych gości z zagranicy. Hatay znany jest w Turcji z kuchni zaskakującej różnorodnością i pełnej wpływów wschodnich. Obok m.in. Parmy, Burgos, Bergen, Chengdu czy japońskiej Tsuruoki przynależy do projektu UNESCO, znanego jako Miasta Gastronomii (ang. UNESCO Gastronomy Cities). To bodaj jedyny region w Turcji, w którym tak popularny jest choćby arabski hummus. Delektuję się nim podczas kolacji. Częścią cukierniczej tradycji kulinarnej jest z kolei przysmak künefe, którego tutejsza wersja słynie na cały kraj. Danie to przygotowuje się na bazie smażonego na maśle ciasta kadayif, z dodatkiem sera. Deser „topi się” w bardzo słodkim, cukrowym syropie, a całość posypana jest zmielonymi orzeszkami pistacjowymi. W niejednym ulicznym lokalu proces przyrządzania künefe ujrzymy na własne oczy. A następnie, nie może być inaczej, specjału tego skosztujemy…
Przed wyjazdem z Antiochii jeszcze miejscowy bazar, autentyczny, nastrojowy, z nielicznymi tylko „ukłonami” w stronę turystów. Znany jest nie tylko z orientalnych kramów z przyprawami, ale też z piętrzących się stosów naturalnych mydeł. Oliwne, wawrzynowe, lawendowe… Feeria kolorów i zapachów. Jeśli zapytamy, dostaniemy tu nawet popularne wśród miejscowych Arabów mydło z Aleppo, o cięższym zapachu, przywodzącym na myśl niektóre wody toaletowe. Ten zakup przywiozłem stąd na pamiątkę i pomimo upływającego czasu nie traci on na swych walorach zapachowych. Antiochia, miasto pięknie śpiewających muezzinów, pozostała gdzieś tam, hen, daleko, a jej czarowny, wschodni, mydlany zapach, trwa ze mną każdego dnia…
Tomasz P. Kozłowski
podróżnik, autor bloga Greckimi Drogami; miłośnik Egei, Bałkanów, Azji Mniejszej i Bliskiego Wschodu. Z wykształcenia biolog, podyplomowo absolwent studiów etnomuzykologicznych.
Dodatkowa informacja dla podróżnych: choć do Antiochii docierałem drogą lądową, miasto skomunikowane jest ze Stambułem także lotniczo (lot trwa około półtorej godziny).
Zza kolejnych zakrętów trasy wyłaniają się ośnieżone szczyty gór Taurus – jednego z najbardziej rozległych (1500 km długości!) i majestatycznych pasm południowej Turcji… Jeszcze po drodze Adana, gwarne, dwumilionowe miasto z największym ponoć meczetem w kraju, jeszcze Iskenderun, dawna Aleksandretta, założona przez samego Aleksandra Macedońskiego; ważne morskie okno Turcji na Morze Śródziemne…