Puls muzyki świata

Globaltica

Odbywający się w dniach 14–16 lipca 2022 roku na terenie pięknego parku przylegającego do królewskiego dworu w Kolibkach (obecnie dzielnica Gdyni) festiwal Globaltica to impreza o wiele bardziej masowa niż gdańskie Dźwięki Północy. Na polankę położoną niedaleko morza przybywają całe rodziny z dziećmi. Wydarzenie ma charakter sporego pikniku, na którym panuje przyjazna atmosfera.

Rafał Chojnacki

Poza dużą sceną utworzono strefy: gastronomiczną i handlową. W drugiej z nich znalazło się miejsce nie tylko dla rzemieślników, ale też dla różnego rodzaju fundacji oraz osób zajmujących się pograniczem religii i filozofii. Również program warsztatowy, oprócz części rzemieślniczej i muzycznej, zawierał praktyki wywodzące się z kultur różnych ludów.

Jak co roku za dobór artystów odpowiadał Piotr Pucyło, który zdaje się stale trzymać rękę na pulsie. Doskonale wyczuwa trendy w muzyce świata, dzięki czemu udaje mu się zaprosić wschodzące gwiazdy i znanych wykonawców. W tym roku też można było znaleźć kilku artystów, o których będzie można powiedzieć, że widziało się ich koncert, zanim stali się sławni.

Jako że popołudnia i wieczory w Parku Kolibki były całkowicie wypełnione muzyką, siłą rzeczy niektórzy wykonawcy przypadli mi do gustu bardziej niż inni. Dlatego pisząc o tych koncertach, postanowiłem zrezygnować z chronologii, a więcej miejsca poświęcić muzyce, która trafiła do mojego serca. Wyjątek uczynię jedynie dla występu otwierającego festiwal, ponieważ odbywał się on nieco na uboczu Globaltiki. Gdyńskie Centrum Filmowe, które jest partnerem imprezy, udostępniło jedną ze swoich sal kinowych na kameralny występ Damir Imamović Trio. Pełne tęsknoty bałkańskie pieśni sevdah zabrzmiały w tym otoczeniu wyjątkowo. Mimo że wiele utworów Damira to jego autorskie kompozycje, całość tworzyła spójny repertuar, któremu oryginalności dodawał Derya Türkan, grający na skromnie wyglądającym tureckim instrumencie kemenche. Okazuje się, że na małej, trzystrunowej fideli można z powodzeniem improwizować, nadając czasem muzyce prawdziwie jazzowego polotu. Momentami można było się poczuć, jakby wszyscy uczestnicy występu siedzieli przy ognisku z grupą bałkańskich przemytników.

Regularne koncerty na dużej scenie rozpoczęły się od tematu bardzo aktualnego. W programie festiwalu zapowiedziano ukraiński zespół Troye Zillia, na czele którego stoi grająca na bandurze wokalistka Anastasiya Voytyuk. Wojna w Ukrainie sprawiła jednak, że towarzyszący jej muzycy nie mogli przyjechać do Polski na zaplanowaną wcześniej trasę koncertową. W rezultacie doszło do współpracy artystki z kolektywem katowickich muzyków, który nazwano Ślonzoki dla Ukrainy. W porównaniu z płytami Troye Zillia muzyka na wspólnym koncercie Ukrainki i Ślonzoków była o wiele bardziej energetyczna, pojawił się mocny rockowy beat, bluesowy groove i o wiele bardziej dosadne brzmienie.

Koncert zespołu Cimarrón
fot. M. Samsel-Chojnacka

 

Drugim odkryciem tego dnia była dla mnie grupa Cimarrón, dwukrotnie nominowana do Grammy. Kolumbijska kapela nie tylko zagrała muzykę joropo z doliny Orinoko, ale też pokazała tańce i współczesne stroje nawiązujące do lokalnej tradycji. Ana Veydó czarowała śpiewem i sceniczną prezencją. Muzycy porywali grą do zabawy, a wirtuozerskie popisy Olivera Oicatá, grającego na cuatro, mogłyby zawstydzić techniką niejednego metalowego gitarzystę.

Nieco słabiej w moim odczuciu wypadła pochodząca z Iranu i tworząca w Izraelu wokalistka Liraz. Jej społecznie zaangażowane pieśni podejmujące tematykę feministyczną w świecie kultury arabskiej są niewątpliwie bardzo ważne, ale całość traci na atrakcyjności w sytuacji, gdy pojawia się trudna do przezwyciężania bariera językowa. Podobnie było z muzyką marokańsko-francuskiej grupy Bab L’ Bluz. Pustynny afrykański blues kojarzy się słuchaczom muzyki folkowej z grupą Tinariwen. Tymczasem Bab L’ Bluz są bardziej hałaśliwi, momentami ocierają się o grunge. Nie da się jednak przejść obojętnie obok grającej na guembri wokalistki. Yousra Mansour prezentuje się na scenie jak skrzyżowanie Slasha z Janis Joplin.

Do mocnych punktów ostatniego dnia festiwalu należał niewątpliwie koncert Christine Salem z zespołem. Pochodząca z Réunion artystka wykonuje własne piosenki, mocno osadzone w kreolskiej tradycji, lecz bliskie współczesnemu odbiorcy. Do ludowej muzycznej mieszanki Salem dodaje gitary, skrzypce czy perkusję. Mocnym punktem jej zespołu jest skrzypek Frédéric Norel, związany z francuską sceną rocka progresywnego.

Dużo radości sprawili też Niemcy z The Omniversal Earkestra, odtwarzający klimat afrykańskich big bandów sprzed pięćdziesięciu lat. Tworząc projekt La Mali 70 z malijskimi solistami, prezentują muzykę, która była niezwykle popularna. Występ ten przyćmił w moim odczuciu gwiazdę wieczoru, meksykańską grupę Kumbia Boruka. Mimo pełnego werwy i emocji koncertu, nie przekonali mnie oni do siebie tak bardzo jak ich poprzednicy. Z kolei otwierająca ostatni dzień saksofonistka z Wysp Kanaryjskich, Alba Gil Aceytuno, odbiegała swoją muzyką od mocno etnicznej reszty wykonawców. Choć jej brzmieniom trudno odmówić uroku, siłą rzeczy spotkała się z mniejszym zainteresowaniem publiczności.

Tegoroczna Globaltica borykała się ze sporymi problemami pogodowymi, które pokrzyżowały część planów. Najważniejsze udało się jednak zrealizować. Koncerty ze swadą prowadził Wojciech Ossowski, co jest dla widzów Globaltiki tradycją.

Rafał Chojnacki

Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Wiktoria Kaczmarczyk 
Skrót artykułu: 

Odbywający się w dniach 14–16 lipca 2022 roku na terenie pięknego parku przylegającego do królewskiego dworu w Kolibkach (obecnie dzielnica Gdyni) festiwal Globaltica to impreza o wiele bardziej masowa niż gdańskie Dźwięki Północy. Na polankę położoną niedaleko morza przybywają całe rodziny z dziećmi. Wydarzenie ma charakter sporego pikniku, na którym panuje przyjazna atmosfera.

Dział: 

Dodaj komentarz!