
W polskim folklorze i legendach pojawiało się wiele demonów, jak i istot człowiekowi przychylnych. Spora część tych złych miała postać ptaków – kruków, wron, sów, czarnych kur i kogutów. Wszystkie cieszyły się złą sławą. Przynosiły choroby i śmierć, a niektóre dla własnej uciechy porywały dzieci lub rozpraszały ogień, paląc całe wioski. Mimo tego nasi przodkowie nie tracili zaufania do pierzastych stworzeń i równie dużo z nich było kojarzonych pozytywnie. Były to przede wszystkim ptaki małe, żyjące w ludzkich obejściach i wśród pól.
Martina Mandera-Rzepczyńska
Najbardziej pozytywnie postrzeganym w tradycji ptakiem był gołąb. Jednak nie był to zwyczajny pigeon, jakby to określili ludzie anglojęzyczni, lecz piękny i szlachetny biały dove. W polskim nazewnictwie nie ma rozróżnienia odmian gołębi. Zarówno te bardziej neutralne i często spotykane szaraczki, jak i delikatne białe gołąbki nazywamy tak samo. Jednak mimo tego drobnego niedociągnięcia gołębie i tak były ulubieńcami polskiego ludu. W końcu dzięki nim nasz gatunek przetrwał biblijny potop. Według legendy, kiedy minęło 40 dni od zalania ziemi, Noe wysłał kruka w poszukiwaniu lądu. Ptak ten zawiódł. Potem Noe wypuścił jaskółkę, lecz i ona wróciła z niczym. Dopiero gołąbek przyniósł gałązkę oliwną i tym samym nadzieję, że woda wkrótce ustąpi, a ludzie będą mogli bezpiecznie opuścić arkę. Wieki później stada gołębi uratowały Żydów wędrujących za Mojżeszem przez pustynię (w wersji ludowej były to gołębie, Biblia zaś wspomina o przepiórkach). Jeden z apokryfów, któremu udało się przedostać do ludowych podań, mówił, że mały Jezus lepił z gliny ptaszki, a następnie je ożywiał. To mogły być właśnie gołębie. W końcu w kulturze judeochrześcijańskiej odgrywały ogromną rolę i nie bez powodu stały się międzynarodowym znakiem pokoju. Pod postacią gołębia miał się objawiać Duch Święty i to czyniło go najbardziej wyjątkowym spośród ptaków.
W drugiej kolejności należy wymienić skowronki, w które przemieniały się anioły. Pod taką postacią strzegły ludzi pracujących na polach. Według ludowych wierzeń z okolic Krakowa pierwszy taki anioł został zesłany Adamowi, by mu śpiewem umilać czas podczas ciężkiej pracy na roli. Z kolei pole, na którym skowronki uwiły gniazdo, miało być szczególnie pobłogosławione przez Boga. W okolicach Kalisza istniało wierzenie, że ptaki te śpiewają tak pięknie dla Najświętszej Panienki i nazywano je „śpiewakami Matki Boskiej”.
O dobre plony dla rolników dbały również przepiórki. Wiosną wołały ospałych gospodarzy: „pójdźcie pleć, pójdźcie pleć!”, przypominając, by rozpocząć prace na polach. Zaś w okresie żniw wołały: „pójdźcie żąć, pójdźcie żąć!”. W międzyczasie przepiórki chroniły plony przed gradobiciem, silnymi wiatrami i piorunami. Po żniwach należało złożyć ptakowi ofiarę w postaci związanego ozdobną wstążką wiechcia zboża z kamykiem. Całość przypominała ptasią klatkę i nazywano ją na pamiątkę gospodarczego ptaszka – przepiórką.
Niejeden gospodarz cieszył się także na widok wracających z cieplic pliszek. Jeśli po ujrzeniu ptaszka pobiegł się czym prędzej umyć, to mógł liczyć na uśmiech na twarzy przez cały rok. Swoją drogą zobaczenie pierwszej danej wiosny pliszki nie było wcale proste, ponieważ ptaszki te podróżowały na plecach bocianów. Zresztą boćków też oczekiwano z wielkim entuzjazmem. Specjalnie na ich przybycie pieczone były drożdżowe bułki w kształcie ich łap, zwane „busłowymi łapami”. Chleby podrzucano bocianom do gniazd razem z miniaturowymi na rzędziami gospodarskimi i czerwonymi wstążkami. Miało to zapewniać urodzaj. Taki zwyczaj jeszcze dzisiaj jest żywy na Podlasiu. Chleb miał zachęcić ptaka, by zamieszkał w gnieździe na naszym domu lub na drzewie w bliskim sąsiedztwie gospodarstwa. W wielu regionach Polski wierzono bowiem, że bocian strzeże domu przed piorunami, a co za tym idzie – przed pożarem. Poza tym biało-czarny ptak miał także zapewniać dostatek, a młodym parom zwiastować dzieci. Ludność wiejska z centralnej Polski wierzyła, że pod postacią bociana objawiać się miał św. Wojciech, toteż niejednokrotnie wołano na ptaka Wojtek lub Kajtek. Zaś na Śląsku uważano, że bociek to tak naprawdę Najświętsza Maria Panna, która chodzi po łąkach i zbiera żaby, jaszczurki, żmije, myszy i inne szkodniki, by chronić przed nimi domostwa dobrych ludzi.
Pod ptasią postacią miał objawiać się również św. Jerzy. W okolicach jego święta, czyli 23 kwietnia, do Polski z cieplic wracały jerzyki, których nazwa nawiązuje do imienia patrona. Te małe, zwrotne ptaszki miały dualistyczną naturę. Uważano je za zbawienne, gdyż podobnie jak św. Jerzy, który walczył ze smokiem, one walczyły z wszelkim robactwem. Zamieszkiwały wysokie wieże kościołów, więc musiały być święte. Jednocześnie ich świst, szybki lot i ciemne ubarwienie mroziły krew w żyłach, toteż niektórzy utożsamiali je raczej z szatanem. W XIX wieku sprawa była prosta: jasne pióra to szczęście, dobro i Bóg, a czarne/ciemne pióra to pech, zło i Szatan.
Podobne asocjacje dotyczyły jaskółek. Z jednej strony wierzono, że ludzie zawdzięczają im życie, a z drugiej, iż po trafią one wyrządzić sporo szkód naszemu rodzajowi. Czasy Noego były jedną z ulubionych ludowych przypowiastek. Toteż jedna z nich mówi o myszy, która wygryzła dziurę w arce. Szlachetny wąż, chcąc uratować wszystkich, zatkał otwór swym ciałem. W nagrodę Bóg pozwolił mu wybrać sobie najlepszy pokarm istniejący na świecie. Jednak wąż sam nie mógł posmakować niczego, ponieważ tkwił ciałem w dziurze. Wysłał więc komara, by ten sprawdził, co też smakuje najlepiej. Komar szybko odkrył, że ludzka krew ma wspaniały smak i chciał o tym powiedzieć gadowi. Wtedy jednak pojawiła się jaskółka, która wyrwała komarowi język. Wąż wściekły na ptaka próbował go pochwycić. Udało mu się jednak złapać tylko część piór z ogona. Przez to do dziś ogon jaskółki ma specyficzny wygląd.
Na Śląsku wierzono, że szczęśliwy dom, gdzie jaskółki są. Podobnie jak boćki, miały one chronić gospodarstwa przed piorunami i pożarami. Z kolei lot jaskółek miał prognozować pogodę, co pomagało ludziom zaplanować wszelkie prace. Dodatkowo na Mazowszu, w Lubelskiem i Małopolsce ujrzenie pierwszej jaskółeczki wiosną miało przynosić szczęście i zdrowie na cały rok. Krzywdzenie tych stworzeń przynosiło ludziom pecha i choroby, dlatego miejsca, w których ptaki budowały gniazda, były otoczone szczególną opieką. W Wielkopolsce trochę się jaskółek obawiano. Uważano, że wyjadają one tak ważne dla ludzi pszczoły. Z tego też powodu Bóg ukarał jaskółki i zamiast odlatywać do cieplic, musiały one zimować pod mułem w stawach.
Jeżeli jaskółki dymówki w większości regionów kojarzono dobrze przez czerwoną plamę na szyi, to oknówki już niekoniecznie. Dymówki miały ją zyskać po tym, jak próbowały pomóc ukrzyżowanemu Jezusowi przez wyciągnięcie gwoździ z je go dłoni. Lud nie wiedział, że istnieje kilka odmian tych ptaków. Dlatego też, widząc oknówki nieposiadająceowej plamki, uważał, że to przebrane za jaskółki bożęta, czyli dusze nieochrzczonych dzieci, które przedwcześnie zmarły, a teraz pod postacią ptaków próbują się dostać do nieba.Lud polski pozytywnie oceniał także słowiki, które na Mazowszu, Podlasiu i Śląsku uważano za zwiastun wiosny i miłości. Dobrze kojarzono również kukułkę, dzięki której można było się dowiedzieć, za ile lat weźmie się ślub lub jak długo będzie się żyło. Zwiastować to miała liczba kukań słyszana pierwszy raz danej wiosny. Pozytywnie kojarzono również żurawie, które na Mazowszu i Podlasiu uważano za ucieleśnienie św. Krzysztofa, a tym samym za opiekunów podróżnych. Dobrze oceniano drozdy, kosy (mimo ich czarnego upierzenia), raniuszki, szczygły, świergotki, modraszki, dzięcioły, jery i słonki. Większość z nich uważano za wiosennych zwiastunów i swoistych prognostyków pogodowych na cały nadchodzący rok.
Spoglądanie w niebo na przylatujące, a później migrujące ptaki pozwalało ludziom ocenić, czy rok będzie ciepły i łagodny, czy może jednak powinni się szykować na okrutne mrozy, a tym samym przygotować więcej zapasów. Święte ptaki nie bez powodu się takimi stały. W swojej uprzejmości „zawiadamiały” ludzi, na co powinni się przygotować. Na przykład zbierające się na sejmikach już w sierpniu bociany meldowały o długiej i surowej zimie. Jeśli skowronki pojawiały się w okolicach dnia św. Agnieszki (Św. Agnieszka wypuszcza skowronka z mieszka – 21 stycznia), była to zapowiedź rychłej odwilży i rozpoczęcia prac rolnych. Jedna jaskółka nie czyniła jeszcze wiosny, musiało ich się pojawić więcej, by lud wiedział, że rzeczywiście nadszedł kres zimowej pory. Jednocześnie musiały się zjawić bociany przed św. Wojciechem (23 kwietnia), by na pewno przynieść wiosnę.
Warto spoglądać na naszych pierzastych przyjaciół. Zawsze chętnie udzielą dobrej rady, czasem pogodowej, a czasem po prostu dodadzą otuchy.
Martina Mandera-Rzepczyńska
Historyk i autorka książek dla dzieci o tematyce słowiańskiej Opowieści Baby Tiny.
Bibliografia
O. Kolberg, Kalisz i Sieradz, [w:] Dzieła wszystkie, t. 46, Wrocław–Poznań 1967.
O. Kolberg, Mazowsze, cz. I–V, [w:] Dzieła wszystkie, t. 24–28, Warszawa–Poznań 1961–1965.
O. Kolberg, Śląsk, [w:] Dzieła wszystkie, t. 33–34, Wrocław 1965.
O. Kolberg, Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. I–VII, [w:] Dzieła wszystkie, t. 14–20, Poznań–Warszawa 1960–1965.
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, t. 2, Warszawa 1967.
K. Ożóg, Ptaki w polskim folklorze i wierzeniach ludowych, „Etnolingwisty ka” 2003, t. 15, s. 45–63.
W. Vargas, Bestiariusz. Zwierzęta, Olszanica 2020.
W polskim folklorze i legendach pojawiało się wiele demonów, jak i istot człowiekowi przychylnych. Spora część tych złych miała postać ptaków – kruków, wron, sów, czarnych kur i kogutów. Wszystkie cieszyły się złą sławą. Przynosiły choroby i śmierć, a niektóre dla własnej uciechy porywały dzieci lub rozpraszały ogień, paląc całe wioski. Mimo tego nasi przodkowie nie tracili zaufania do pierzastych stworzeń i równie dużo z nich było kojarzonych pozytywnie. Były to przede wszystkim ptaki małe, żyjące w ludzkich obejściach i wśród pól.