Przystanek Koszelówka

Winniśmy mniej gadać, a więcej rysować. Chciałbym wyrzec się mowy i podobnie jak natura przekazywać wszystko szkicem.

Goethe

Malowniczo położona nad jeziorem Zdworskim, nieopodal Płocka, Koszelówka, słynie nie tylko z walorów rekreacyjno - wypoczynkowych. To tutaj właśnie znajduje się jedyna w swoim rodzaju Galeria Sztuki. Jest przystanią dla twórców czerpiących inspiracje z pejzażu wiejskiego w malarstwie, grafice, rysunku i rzeźbie. Od kilku lat w Koszelówce organizowane są plenery dla rzeźbiarzy nieprofesjonalnych. Galeria stworzyła im szansę uwolnienia się od poczucia, które prześladuje chyba każdego uzdolnionego człowieka - niedostrzeżenia i zapomnienia. Szczególnie dotyczy to ludzi ze wsi, dalekich od towarzyskich układów, branżowych wyróżnień czy kolaboracji z Cepelią. Artystów tworzących nie wedle narzuconych konwencji, czy panujących mód, ale wedle głosu serca. Dostrzegających piękno i pragnących oddać je w swoich pracach.

Wszystkim tym działaniom patronuje Malarz Mazowsza - Alojzy Balcerzak, znawca i koneser sztuki, a przy tym wybitny artysta. Świadczą o tym wystawy, z których każda okazała się sukcesem.


GALERIA STAŁA SIĘ

nieodłączną częścią krajobrazu Mazowsza i kulturową oazą dla wielu artystów. Dawne mazowieckie chaty kryte strzechą i stylowy wystrój samej galerii, otoczenie malowniczych pól, lasów i błękitnego jeziora, potęgują wrażenie jakby pędzący czas omijał Koszelówkę szerokim łukiem. Przybysze, zwłaszcza pierwszy raz odwiedzający galerię, mówią "czujemy się tutaj jak w domu, o którym zawsze tylko marzyliśmy". Koszelówka nie jest więc zwykłą galerią. Barokowy poeta Szymon Szymonowic miał na myśli miejsce chyba łudząco podobne pisząc: "Tu lasy, tu po lesiech ptaszkowie śpiewają,/ Tu łąki, a po łąkach piękne stada grają./ Tu byśmy z sobą wieku miłego zażyli,/ Tu byśmy aż do śmierci lata przetrawili". Koszelówka to jednak przede wszystkim

TĘTNIĽCY ŻYCIEM DOM

Każdy wernisaż, każda impreza w Koszelówce przyciąga ludzi z całej Polski i z zagranicy. W galerii wszyscy czują się jak w dużej rodzinie. Zapraszani na plener rzeźbiarze chętnie poświęcają się pracy, tworząc wyjątkowe kompozycje. Monumentalne, ogrodowe rzeźby wypełniają taras wokół galerii. Odzwierciedlają urok mazowieckiego pejzażu. Przed wejściem stoją dostojnie, naturalnej wielkości muzykanci wyrzeźbieni z potężnych kloców topoli i z nieco cieńszych wyschniętej lipy.

"Jako gospodarz miałem okazję obserwować zmagania z pozornie martwym tworzywem" - wspomina Alojzy Balcerzak. "Nieoczekiwanie z chaosu uderzeń zaczęły wyłaniać się konkretne kształty, coraz bardziej ludzkie. Dzieła te, które powstały na naszym plenerze, są bardzo bliskie tradycjom rzeźby ludowej, choć są współczesne i bardzo świeckie. Nawiązują swoją formą do figurek z kapliczek przydrożnych, do postaci religijnych wydłubywanych w drzewie przez twórców ludowych".

Kapela ludowa wykonana z topoli przed gankiem, wita gości oraz towarzyszy we wszystkich uroczystościach. O kilku lat, dzięki zaproszeniu pana Alka w wernisażach biorą udział uznani malarze jak; Stanisław Baj, Tadeusz Zaremba, aktorzy, pisarze, znakomici artyści jak choćby Wiesław Ochman, muzykanci ludowi i kapele, znamienita Kapela z Sannik oraz często goszcząca tu Kapela ze Wsi Warszawa.


GOSPODARZ GALERII

Alojzy Balcerzak urodził się w 1930 r. w Zdworzu w woj. płockim. W latach 1951 - 1957 studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na wydziale malarstwa u prof. Stanisława Czajkowskiego i na wydziale grafiki u prof. Jana Marcina Szancera, gdzie w 1957 r. uzyskał dyplom. Zajmuje się malarstwem i grafiką. Prace swoje prezentował w wielu galeriach i muzeach w kraju i za granicą. Uczestniczył też w wystawach zbiorowych w Polsce i w międzynarodowych prezentacjach sztuki polskiej za granicą.

W latach 70-tych i 80-tych współuczestniczył w życiu artystycznym Związku Plastyków i w Stołecznym Biurze Wystaw Artystycznych.

Od 1991 r. prowadzi działalność artystyczną i organizacyjną w Galerii Koszelówka.- 09 - 520 Łąck, tel. 024 77-20-79.





MY NIE KŁAMIEMY -

Nie publikowana rozmowa z właścicielem Galerii Sztuki w Koszelówce - Alojzym Balcerzakiem (Koszelówka, lipiec 1996 r.)


Czym jest dla Pana Galeria Koszelówka?


Jest moją ideą, by wnieść do tradycji, z której wychodzę nowe wartości. Organizujemy cykle wystaw sztuki profesjonalnej oraz plenery dla artystów nieprofesjonalnych kraszone muzyką...


W Galerii prezentowana była ekspozycja prac dwóch pokoleń rodziny Balcerzaków. Obok obrazów Jana i Martyny wystawiono także pana starsze dzieła, namalowane 20, 30 lat temu. W porównaniu do obecnych prac widać dużą różnicę, np. w odmiennych barwach, odcieniach, nastrojach. Temat się nie zmienił, ale technika na pewno...


Zdecydowałem się na wystawienie bardzo dawnych prac, jeszcze z czasów studenckich, które pokazują pierwsze kroki, a także dotyczą ogromnego wpływu na mnie prof. Stanisława Czajkowskiego. Był on nie tylko świetnym malarzem, ale i pedagogiem, który potrafił rozpalić serca młodych. Zabierał nas w plenery, dużo mówił o historii, tradycjach polskiego malarstwa, a szczególnie o pejzażu. Byliśmy pod dużym wpływem i urokiem jego osobowości. W niektórych pracach nawiązałem dlatego do stylu końca XIX w. Chciałem w nich oddać tamtą atmosferę. Ekspozycja była związana również z czterdziestą rocznicą twórczości, którą obchodziłem niedawno. W życiu też czuję się czterdziestolatkiem.


W Pańskich obrazach widać szczególną ewolucję. Czasem jak człowiek się starzeje jego obrazy nabierają pesymizmu, bledną, ciemnieją, dotykają poważnych tematów, albo skłaniają się ku awangardzie, która często wyraża niemoc artysty w walce ze światem. U Pana jest dokładnie na odwrót. Nowe obrazy emanują naturalnymi barwami i jasnością, blaskiem...


Pod koniec lat 80-tych, obrazy malowałem warstwami, tzn. dużo używałem farb, szerokich pędzli. Starałem się odejść od ilustracyjności z tej racji, aby nie przenosić za dużo wyuczonej grafiki na malarstwo, na płótno. To częściowo chyba mi się udało - przykładem m.in. pejzaże z Pułtuska. Chciałem malować duże obrazy, szeroko, spontanicznie, ale nie ilustracje. Nieraz podczas malowania mam tendencje do ilustrowania na płótnie. To nie jest dobre, ale jestem grafikiem z wykształcenia i przeszedłem drogę dość ostrą i trudną. Przez 15-20 lat pracowałem po 15 godzin dziennie, projektując znaczki pocztowe, robiąc ilustracje do podręczników i to już pozostawiło pewne piętno na pracy twórczej. Malarstwo stawia inne wymagania, to dziedzina sztuki, która rządzi się swoimi prawami. A ostatnie prace, jak pan mówi to jest paleta rozjaśniona, barwy ciepłe, jasne. I to lubię, to mnie interesuje i tak chcę malować.


Zdzisław Beksiński podkreślał, że najbardziej obawia się "pustoszącego i zmieniającego wszystko w niebyt, czasu". Dlatego czynił wiele, aby jego malarstwo było jak najbardziej odporne na ząb czasu. Pan chyba się tym nie przejmuje. Niektóre, najstarsze obrazy zdają się ciemnieć pod wpływem czynników zewnętrznych. Chyba niemożliwe, by malował pan takie czarne pejzaże? Zwłaszcza ten przedstawiający postać idącą w kierunku jeziora...


A to było akurat określone zadanie: "Przed wschodem słońca". Codziennie, przez kilka dni wychodziłem o pół do czwartej rano. Widziałem wtedy ten pejzaż w takiej gamie, w takim półmroku. Już niby dniało, ale... To był sierpień chyba. Zresztą ten człowiek - Stefan Gapiński szedł wtedy kosić. Ja go zatrzymałem, mówię "poczekaj chwilę, ja cię naszkicuję". Interesowało mnie jak Gierymski malował noce, i zwiedzając muzeum przyglądałem się jak on wydobył i utrzymał atmosferę relacji ziemi z niebem. Ta relacja jest bardzo trudna do oddania i wymaga nieskrępowanej wyobraźni, by umieścić tam jeszcze szczegóły. Oczywiście w tych moich obrazach pewną rolę odegrał też czas.


Wspominał Pan o swoich fascynacjach polskim malarstwem XIX wieku...


Niekoniecznie. Mówiłem o XIX w. na przykładzie Aleksandra Gierymskiego. Każdy powinien mieć swoje odnośniki i od czasu do czasu pójść do muzeum albo na wernisaż i odkryć coś sobie na własny użytek. Dla mojej twórczości bardziej inspirująca jest Młoda Polska, okres od Wyspiańskiego do Czajkowskiego.


Jakie jest Pana zdanie na temat sztuki współczesnej, zwłaszcza malarstwa?


Tu nie można mieć jednego zdania. Istnieje tak wiele prądów w malarstwie współczesnym...


Awangarda?


Wydaje mi się, że to musi istnieć. Wszystko się zmienia, mody się zmieniają...


Według Pana, tradycjonalisty, nie jest to może jakaś imitacja, antysztuka?


Nie. Te wszystkie nurty, jakie oglądamy np. w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie czy w Galerii Foksal są potrzebne, ponieważ jak wspomniałem, tworzenie, praca artystyczna, nie mogą być ograniczane. Bywam z ciekawości w tych przybytkach i obserwuję. Pragnę wiedzieć co aktualnie dzieje się nowego, jakie są trendy wśród młodszych pokoleń, tak zwanej awangardy. Zresztą w połowie lat osiemdziesiątych żywo pomagałem Galerii Foksal, będąc wtedy szefem stołecznego Biura Wystaw Artystycznych.

W mojej pracy nie dotykam abstrakcji czy któregoś z tych nowych nurtów, ponieważ tam już nie ma obrazu. To są działania. Ale pewnie przez te wszystkie nurty rodzi się coś nowego. Pożyjemy, zobaczymy co?


Wśród malarzy tradycjonalistów panuje pogląd, że sztuka XX wieku otworzyła furtkę dla przeróżnej maści dyletantów, myślących, że narysowanie dwóch kresek i przepraszam, zwymiotowanie na płótno, uczyni ich nowymi "picassami".


To prawda. Ale Picasso zanim doszedł do takiej stylistyki był znakomitym rysownikiem. Od dwunastego roku życia cechował go niezwykły talent oddawania w rysunku realistycznych tematów. Mając dwadzieścia parę lat to wszystko miał już opanowane, tylko dalej, po prostu przestało mu to wystarczać. Poszukiwał innych dróg i bardzo dobrze, że tak się zmieniał. Zanim doszedł do tych "dwóch kresek" miał już za sobą całą ewolucję. A niektórzy chcą zaczynać od "dwóch kresek". I to jest tragedia. Obserwuję studentów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Tam cały czas kładzie się nacisk na artyzm. Artyzm na siłę. Z kolei niezbyt pilnie zwraca się uwagę na warsztat. A przecież żeby osiągnąć coś artystycznie, trzeba opanować stronę techniczno - warsztatową.


Wróćmy do Koszelówki. Wszyscy przybysze mówią tutaj o niezwykłym uroku tego miejsca, o klimacie prawdziwie domowym, serdecznym, rodzinnym. Spotyka się tu wiele różnych osób, ale wszystkich oczarowuje ta jedyna atmosfera. Jak pan myśli, dlaczego?


O to musi Pan zapytać gości... Rzecz polega chyba na otwarciu serca dla ludzi. Wydaje mi się, że my spróbowaliśmy otworzyć się dla ludzi i próbujemy te wartości, na jakie nas stać ludziom zaproponować. I to chyba wszystko. Bo jak wiemy, w ostatnim okresie zanika wrażliwość. Panuje ogólne schamienie, gonienie za pieniędzmi, za wszelką cenę utrzymanie standardu życia.

My jesteśmy powołani do tego, żeby nieść pewne wartości, które są niepodważalne. Nie kłamiemy. Telewizja od rana do wieczora podaje ludziom skondensowaną papkę, pozbawioną refleksji. W oszalałej pogoni za zdobyczami materialnymi brak jest chwili zastanowienia. Konsumpcja stała się nową religią. Telewizja źle wychowuje, emitując np. amerykańskie filmy, w których w ciągu kilku minut pada kilkadziesiąt trupów. To nie jest żadna kultura. Raczej stek iluzji i kłamstwa. Nie powinniśmy biernie przyglądać się kłamstwu, tym bardziej w żadnej formie go akceptować.

Ktoś musi się temu przeciwstawić, bo wybił ostatni dzwonek. Wszystkie samobójstwa, morderstwa koleżanek i kolegów, to maltretowanie się nawzajem młodego pokolenia (w pewnych kręgach oczywiście), jest wynikiem m.in. papki telewizyjnej oraz złego wychowania w domu. My proponując tutaj piękne wystawy pejzażu polskiego i koncerty pokazujemy prawdę, że można żyć inaczej.

Skrót artykułu: 

Malowniczo położona nad jeziorem Zdworskim, nieopodal Płocka, Koszelówka, słynie nie tylko z walorów rekreacyjno - wypoczynkowych. To tutaj właśnie znajduje się jedyna w swoim rodzaju Galeria Sztuki. Jest przystanią dla twórców czerpiących inspiracje z pejzażu wiejskiego w malarstwie, grafice, rysunku i rzeźbie. Od kilku lat w Koszelówce organizowane są plenery dla rzeźbiarzy nieprofesjonalnych. Galeria stworzyła im szansę uwolnienia się od poczucia, które prześladuje chyba każdego uzdolnionego człowieka - niedostrzeżenia i zapomnienia. Szczególnie dotyczy to ludzi ze wsi, dalekich od towarzyskich układów, branżowych wyróżnień czy kolaboracji z Cepelią. Artystów tworzących nie wedle narzuconych konwencji, czy panujących mód, ale wedle głosu serca. Dostrzegających piękno i pragnących oddać je w swoich pracach.

Dział: 

Dodaj komentarz!