
Państwa bałtyckie
Pierwszy przystanek naszej podróży wypada w Gibach, gdzie odwiedzamy pomnik ofiar obławy augustowskiej. To największa po II wojnie światowej zbrodnia dokonana na Polakach. 12 lipca 1945 roku w ramach tłumienia powstania antykomunistycznego w Polsce Sowieci wraz z miejscowymi kolaborantami aresztowali 7 tys. mieszkańców Augustowa i okolic. Szacuje się, że zamordowano od 600 do nawet 2 tys. osób, a wiele innych przeżyło brutalne śledztwa.
W Gibach oglądamy kościół, którego budynek stanowi dawna molenna (dom modlitwy) bezpopowców, przeniesiona tu z odległej o kilka kilometrów wsi Pogorzelec. Bezpopowcy (odłam staroobrzędowców) uważają, że już przed wiekami wszystkie wspólnoty chrześcijańskie utraciły sukcesję apostolską. Oznacza to, że nie ma już skutecznie wyświęconych kapłanów. Dlatego też nie odprawia się mszy – którą prawosławni nazywają Boską Liturgią – a przez to nie ma też cerkwi. Mogą istnieć jedynie domy modlitwy, czyli właśnie molenny (моленная od молиться – ‘modlić się’).
Przed kościołem znajduje się pomnik – w formie kamienia i słupa granicznego – upamiętniający ofiary innej sowieckiej zbrodni: żołnierzy KOP wymordowanych w tym miejscu we wrześniu 1939 roku.
Wyruszywszy z Gib, przesuwamy się o ponad 20 kilometrów na wschód, ponad 100 lat wstecz i jednocześnie godzinę do przodu. Choć przez Puszczę Augustowską przejeżdżamy swobodnie jak za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, to pośród kniei między Berżnikami a Subaczami przekraczamy granicę. Zmieniamy strefę czasową, a za chwilę zatrzymujemy się w Kopciowie. Tu pochowana jest słynna Emilia Plater, kapitan Wojska Polskiego, której postać rozsławił nasz wieszcz narodowy:
Lecz ten wódz, choć w żołnierskiéj odzieży
Jakie piękne dziewicze ma lica?
Jaką pierś? — Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica-bohater,
Wódz Powstańców — Emilija Plater!
Bohaterka powstania listopadowego zmarła w pobliskim dworze, który w 1948 roku został spalony. Na cmentarzu do dziś można odnaleźć jej grób, a w miasteczku – które sprawia wrażenie, jakby czas się w nim zatrzymał 40 lat temu – pomnik.
Zabili syna, za karę ojca skazali na Sybir
Z Kopciowa jedziemy do Dubicz, na skraju Puszczy Rudnickiej. Tu odwiedzamy kolejnych bohaterów: żołnierzy powstańczego oddziału Ludwika Ostryk-Narbutta, poległych wraz z dowódcą w 1863 roku, oraz żołnierzy Armii Krajowej poległych w maju 1944 roku w walce z litewskimi kolaborantami Hitlera oraz w sierpniu w boju z NKWD. Wszyscy spoczywają w Dubiczach – grobowiec powstańców styczniowych znajduje się przed kościołem, a akowcy na miejscowym cmentarzu. Po śmierci Ostryk-Narbutta Moskale skazali na Sybir jego ojca, 80-letniego kapitana Teodora Mateusza Ostryk-Narbutta, żołnierza napoleońskiego i wybitnego historyka.
W okolicy Dubicz przejeżdżamy blisko granicy z Białorusią – dobrze widocznej dzięki barierze ochronnej. Na Litwie ta inwestycja nie budziła takich kontrowersji jak u nas.
Po wieczornym spacerze po Wilnie jedziemy przenocować nad zalew na rzeczce Azdrze, w pobliżu miejscowości Sorok Tatary. Czterdzieści tatarskich rodzin sprowadził tu książę Witold. Meczet we wsi ma 200 lat, ale na otaczającym go mizarze podobno można odnaleźć nagrobki sprzed pięciu wieków. Tymczasem nad zalewem podziwiamy pierwszą białą noc naszej podróży.
Zanim słońce zajdzie krwawo nad Polską i Litwą
Poświęcimy naszą młodość lub wygramy bitwę.
Kiedy Litwa żarem płonie, ostrogami dzwoni
Orzeł skrzydła rozpościera nad znakiem Pogoni.
Już w ordynku nad Wiliją stają polskie wojska
A na drugim brzegu rzeki armię zebrał Moskal
Pewnie zaraz zagrzmią działa i zabłysną szable
Jazda polska i litewska zmiecie plemię diable
„Jedna już tylko jest kraina taka, W której jest trochę szczęścia dla Polaka”
Rano jedziemy oczywiście do Wilna. Najpierw modlitwa u Matki Boskiej Ostrobramskiej, a potem zwiedzanie: przyległego do Ostrej Bramy barokowego kościoła św. Teresy wystawionego sumptem Michała Paca, potem cerkwi Ducha Świętego i Celi Konrada. Akcja Dziadów. Części II rozgrywa się na terenie klasztoru bazylianów, tuż obok Ostrej Bramy.
Wiele świątyń na Kresach zostało sprofanowanych przez Sowietów, którzy zamieniali je m.in. w magazyny zboża. W przypadku kościoła św. Kazimierza, wotum za kanonizację jagiellońskiego królewicza, tego dzieła dokonali już żołnierze napoleońscy, wyczekiwani jako pogromcy mocarstw zaborczych. Potem Rosjanie zamienili kościół w cerkiew, a Niemcy w zbór. Katolicy odzyskali świątynię dopiero w odrodzonej Rzeczypospolitej, ale nie na długo. Po wojnie Sowieci znów przejęli zabytek i urządzili w nim muzeum ateizmu z wielkim posągiem Lenina w miejscu ołtarza głównego. Gdy za pieriestrojki kościół znów oddano wiernym, nie było już w nim wielu polskich pamiątek, choć pozostały późnobarokowe ołtarze Tomasza Żebrowskiego.
Podchodzimy do pomnika Moniuszki, który jest prawie niewidoczny wśród otaczających go kawiarnianych stolików, a potem udajemy się do kościoła Świętego Ducha. Ta świątynia służyła wiernym nawet w czasach sowieckich i tu zawsze modlono się po polsku. W 1948 roku w kościele umieszczono oryginalny obraz Chrystusa Miłosiernego namalowany według wskazówek św. Faustyny Kowalskiej, który jednak wkrótce wywieziono z Wilna. Powrócił w czasach pieriestrojki, ale krótko po śmierci św. Jana Pawła II na polecenie miejscowego biskupa znów go zabrano i przeniesiono do sąsiedniej świątyni.
Idąc ulicą Literacką mijamy dom Adama Mickiewicza, by dotrzeć do położonych tuż nad Wilejką, sąsiadujących ze sobą gotyckich kościołów: św. Anny oraz śś. Franciszka i Bernarda. Szczególnie zwraca uwagę koronkowa fasada pierwszej świątyni. Większy kościół wybudowano podobno w miejscu Krzywego Grodu, zniszczonego w czasie wojny między Jagiełłą a Witoldem w XIV wieku. Obok, nad Wilejką – pomnik Mickiewicza.
Przechodzimy za rzekę na – oczywiście – Zarzecze. Strzeżona przez Anioła Zarzecznego samozwańcza republika wileńskiej bohemy ma własną konstytucję i słupy graniczne. Przy ul. Zarzecznej, na ścianie kamienicy, w której w 1919 roku mieściła się siedziba Samoobrony Wileńskiej, oglądamy odlew w kształcie zimowego płaszcza, zwanego w ubiegłym wieku szynelem. Tak upamiętniono rzeźbiarza – autora m.in. krakowskiego pomnika bitwy pod Grunwaldem – Antoniego Wiwulskiego, który ochotniczo zaciągnął się do oddziałów broniących miasta przed bolszewikami. Był początek stycznia, gdy Wiwulski zziębniętemu koledze oddał właśnie swój szynel. Artysta zachorował na zapalenie płuc i zmarł.
Nad brzegiem Wilejki poznajemy jeszcze jednego bohatera. Umieszczona tu tablica informuje, że w czasie powodzi w 1931 roku uczeń Mieczysław Dordzik zginął, ratując tonącego żydowskiego chłopca.
Do cmentarza na Rossie warto zejść lub zjechać ulicą Warszawską, skąd rozpościera się ładny widok na kwaterę poległych w 1919 roku. W centralnym miejscu znajduje się grobowiec matki Józefa Piłsudskiego, gdzie spoczywa też serce jej syna.
Choć tym razem nie zaglądamy do wielu wileńskich żelaznych punktów programu, jednego nie możemy pominąć – kościoła śś. Piotra i Pawła na Antokolu. Świątynia wybudowana z fundacji Michała Paca słynie z wyjątkowo pięknych sztukaterii i malowideł.
Rzeczpospolita Turgielska, Rzeczpospolita Pawłowska
Zanim ruszymy dalej na północ, odwiedzamy leżącą w przeciwnym kierunku okolicę, w której działy się wyjątkowe wydarzenia. W grudniu 1943 roku ponad setka żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej zlikwidowała posterunek litewski w Turgielach, następnie oczyściła całą okolicę z okupantów i ich litewskich kolaborantów. Rzeczpospolita Turgielska przetrwała aż do wkroczenia na Wileńszczyznę Armii Czerwonej. Znane zdjęcie akowców w mundurach wychodzących z kościoła (to Kompania Szturmowa 3. Brygady z dowódcą ppor. Romualdem Rajsem „Burym” na czele) zostało wykonane właśnie w Turgielach, po rezurekcji, 9 kwietnia 1944 roku.
Blisko dwa wieki wcześniej w tej samej okolicy powstał inny, jak rzeklibyśmy dziś, projekt, określany mianem Rzeczpospolitej. W 1769 roku ks. Paweł Brzostowski, właściciel wsi Merecz (przemianowanej, od imienia właściciela, na Pawłowo) opodal Turgieli uwolnił chłopów, a pańszczyznę zastąpił oczynszowaniem. Rzeczpospolita Pawłowska posiadała własny sejm. Funkcjonowanie tego chłopskiego samorządu regulowały ogłoszone drukiem ustawy, a Konstytucję Rzeczypospolitej Pawłowskiej – jeszcze przed Konstytucją Trzeciego Maja – uchwalił Sejm Wielki.
Ks. Brzostowski zmarł w Turgielach w 1827 roku, a Rzeczpospolita Pawłowska przetrwała niewiele dłużej – została zniszczona w wyniku represji po powstaniu styczniowym. Majątek przetrwał do II wojny światowej. Nawet dziś ruiny zniszczonego w czasach sowieckich założenia pałacowego imponują ogromem.
Na nocleg zatrzymujemy się niedaleko za granicą litewsko-łotewską, nad Lelupą, rzeką, która powstaje z połączenia Niemenka i Muszy. Choć nie posunęliśmy się wiele na północ, tej nocy ledwo zapada półmrok.
Ogniska rycerzy kresowych stanic
W widłach Niemenka i Muszy Zakon Kawalerów Mieczowych już w XV wieku zbudował twierdzę, wokół której powstało miasto Bowsk. Gdy po sekularyzacji zakonu Kurlandia została lennem Rzeczypospolitej, właśnie w Bowsku rezydowali jej książęta. Ziemia ta pozostała w granicach Rzeczypospolitej dłużej niż Poznań czy Łęczyca, aż do III rozbioru. Jeszcze w czasach insurekcji kościuszkowskiej, tak jak nad Wisłą, również tu, na północnych Kresach, Polacy bili się o niepodległość.
Obecnie w Bowsku można zwiedzić ruiny zamku, zniszczonego w czasie wojen północnych oraz odrestaurowany, renesansowy pałac z wystawą archeologiczną.
Po drodze do Rygi skręcamy, by zobaczyć Kircholm. Pomnik pamiętnej bitwy, w której hetman polny litewski Jan Karol Chodkiewicz rozgromił kilkukrotnie liczniejsze wojska szwedzkie, stoi przy ruchliwej trasie wylotowej w kierunku Rzeżycy i Dyneburga, na skraju postsowieckiego blokowiska.
W Rydze oglądamy Dom Czarnogłowych – wspaniałą, zabytkową kamienicę należącą przez wieki do wpływowej organizacji kupieckiej. Ważną również dlatego, że tutaj 17 marca 1921 roku podpisano traktat pokojowy między Polską a Sowietami.
W protestanckiej obecnie katedrze podziwiamy wspaniały nagrobek rotmistrza Kacpra Tyzenhauza i jego małżonki. A także organy, lożę Czarnogłowych i wiele innych zabytków znajdujących się w świątyni stanowiącej największy gotycki kościół na terenie trzech państw bałtyckich.
Funkcję katedry katolickiej pełni wymieniany w źródłach już przed ponad 800 laty okazały, gotycki kościół św. Jakuba. Kazania głosił tu sam ks. Piotr Skarga.
Zwiedzając ryską starówkę, oglądamy m.in. najstarszy z tutejszych domów mieszkalnych: piętnastowieczną kamienicę przylegającą dziś do dwóch innych – całość określana jest mianem Trzech Braci.
Świetne miejsce na biwak znajdujemy ponad 100 kilometrów dalej, już w Estonii, na terenie dawnego województwa parnawskiego Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Nasz syn, czując w sobie ducha rycerzy kresowych stanic, bierze siekierkę i... razem z mężem idą zorganizować opał. Między jedenastą „w nocy” (raczej po południu) a jasną jak dzień północą kończymy dzień przy ognisku w blasku zmierzchu-przedświtu – wciąż daleko od północnego kresu dawnej Polski. Biały Kamień – twierdza, której pożądała tak Moskwa, jak i Szwedzi, a którą zdobył Jan Zamoyski – to jeszcze ponad 100 km na północny wschód od naszego obozowiska. To właśnie pod Białym Kamieniem Chodkiewicz, mając 2 tys. żołnierzy, rozbił w pył 7 tys. Szwedów. W bitwie poległo 50 Polaków i 3 tys. Szwedów (o połowę więcej, niż liczyło całe wojsko polskie). A to wszystko mimo świetnej pracy walczącego po stronie szwedzkiej hiszpańskiego dowódcy Alonza de Canuty – rodak Cyda Walecznego przypłacił tę bitwę życiem. Zaiste, niespełna rok później Kircholm musiał być dla naszego „Chodki” już zwykłą rutyną.
Nazajutrz zupełnie nieoczekiwanie odkrywamy perełkę. Przypadkowo zatrzymujemy się w miasteczku Märjamaa i trafiamy na czternastowieczny gotycki kościół obronny. Okoliczna ludność chroniła się w świątyni m.in. w czasie najazdów Iwana Groźnego. Przekroczyliśmy już dawną granicę Inflant. Ta część Estonii należała do Polski krótko i tylko formalnie.
Panoramę tallińskiej starówki oglądamy z murów obronnych, na które wchodzimy Wieżą za Mnichami, zwaną tak od istniejącego tu dawniej klasztoru dominikanów. Potem schodzimy na dół, zaglądamy do katolickiej katedry śś. Apostołów Piotra i Pawła. Piękny jest gotycki kościół św. Ducha. Nie pomijamy symboli miasta: rynku z gotyckim ratuszem (Raekoja) i kościoła św. Olafa (Oleviste kirik). Potem już trzeba zaokrętować się na prom, który przewiezie nas do Finlandii.
Talvisota, renifery i arktyczne upały
W Helsinkach z pewnością warto odwiedzić twierdzę Suomenlinna, co nam się niestety nie udaje, z powodu gigantycznej kolejki na prom. Odpuszczamy, za to możemy obejrzeć bibliotekę – pomnik stulecia niepodległości Finlandii, za czym gorąco optuje nasz syn. Finowie, podobnie jak Polacy, w 1939 roku musieli bronić budowanego od niedawna państwa. Symbolem Talvisota – wojny zimowej – jest Simo Häyhä, snajper, dzięki któremu walki w kilkudziesięciostopniowym mrozie nie przeżyło 505 krasnoarmiejców.
Północ wzywa, więc w stolicy Finlandii wstępujemy jeszcze tylko do Soboru Uspieńskiego. Wieczorem przed snem oglądamy ostatni zachód słońca, po którym już wcale nie robi się ciemniej. A od jutra mamy tygodniowy dzień polarny.
Nazajutrz w niedzielę zatrzymujemy się na mszę świętą w Oulu. Choć wśród wiernych raczej nie ma wielu Polaków – prawie wszyscy są czarnoskórzy lub przypominają wyglądem mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej – nad ołtarzem umieszczono kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.
Kilka godzin później, nieco na północ od Rovaniemi, dojeżdżamy do „Wioski św. Mikołaja”, znajdującej się rzekomo na kole podbiegunowym. Termometr wskazuje 31 stopni i naprawdę panuje upał.
Oczywiście nie tylko „wioska” nie ma nic wspólnego ze świętym sprzed 17 wieków, ale i od czasu jej utworzenia krąg polarny przesunął się ok. 2 km na północ. Warto jednak się tu zatrzymać, porobić zdjęcia, obejrzeć zagrodę reniferów czy namiot Saamów, rdzennych mieszkańców tych ziem. Jeśli chodzi o renifery, na miejscu można kupić na kolację mięso z tych zwierzaków, dosłownie.
Niewiele później, już za prawdziwym kręgiem polarnym, spotykamy pierwszego renifera. Wkrótce będzie ich mnóstwo. Wieczorem mamy jeszcze możliwość kąpieli w arktycznym jeziorze.
Ewa Jasińska
fot. z arch. aut.
Korekta na stronie: Brygida Jasińska, studentka kierunku e-edytorstwo i techniki redakcyjne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Skrót artykułu:
Pierwszy przystanek naszej podróży wypada w Gibach, gdzie odwiedzamy pomnik ofiar obławy augustowskiej. To największa po II wojnie światowej zbrodnia dokonana na Polakach. 12 lipca 1945 roku w ramach tłumienia powstania antykomunistycznego w Polsce Sowieci wraz z miejscowymi kolaborantami aresztowali 7 tys. mieszkańców Augustowa i okolic. Szacuje się, że zamordowano od 600 do nawet 2 tys. osób, a wiele innych przeżyło brutalne śledztwa.
fot. z arch. aut.
Autor:
Dział: