Prezentacje

Korpiklaani „Rankarumpu”
2024, Nuclear Blast
 
5 kwietnia 2024 roku światło słoneczne ujrzał oficjalnie dwunasty album Leśnego Klanu (to właśnie oznacza nazwa grupy) z Lahti założonego przez Jonne Järvelä. Finowie po raz kolejny nie zawiedli i od pierwszych taktów uszy pieści fiński folk metal z najwyższej półki. Po lokalnie-patriotycznym starcie („Kotomaa”) muzycy Korpiklaani przeplatają klimaty taneczne (aż po akustyczne folkmetalowe techno), balladowe, barowe, humorystyczne i te bardziej natchnione, ale bez zbytniego patosu. Tego się właśnie fani po nich spodziewali. Wytrawne, folkmetalowe (i folkowe) ucho dosłucha się na „Rankarumpu” wielu smaczków – oprócz licznych zapożyczeń z humppy (co zrozumiałe) i fińskiego folkloru jest tu całkiem sporo klimatów szantowo-celtyckich, parę wtrętów germańsko-skandynawskich, jak i, co ciekawe, frankofońskich (à la słynna czołówka z „Allo Allo”). Korpiklaani na początek promocji nowego albumu wybrali USA i Kanadę, co może wydawać się dość karkołomne – ale wsłuchując się w „Rankarumpu”, znajdziemy wiele motywów z country i folk-americana, więc wybór wypadu za Wielką Wodę wydaje się słuszny. Płyta jest z jednej strony bardzo typowa dla tej kapeli, z drugiej – troszkę bardziej zróżnicowana brzmieniowo i szybsza od poprzedniej. Przez trzy lata od poprzedniego krążka zespół nie próżnował i „Rankarumpu” w 2024 roku wysoko stawia poprzeczkę folkmetalowcom europejskim i nie tylko.
 
Romuvos „Spirits”
2024, Hammerhart Records
 
Litewscy pagan-folkmetalowcy swój czwarty album wypuścili 9 lutego 2024 roku. Przeprowadzka zespołu do Niemiec (obecnie stacjonuje w Berlinie) miała pewien wpływ na brzmienie. To bardzo patetyczny, bardzo skandynawski w brzmieniu album i chociaż trafiają się momenty charakterystyczne dla folku litewskiego (sutartinas), to jednak jest to bardzo germańskie granie, zapatrzone raczej w Wardrunę i Falkenbach niż w Kulgrindę czy Ukanose. Anglojęzyczne teksty i „ogólnopogańskie” brzmienie, co ciekawe, momentami bliskie syberyjsko-lapońsko-szamańskiemu sznytowi mają na celu prezentację Romuvos zachodniej publiczności. Zresztą ten sam chwyt zastosowała w zeszłym roku chorwacka Mantra, a kilka lat temu nasz rodzimy Radogost. Tyle że Chorwatom bliżej było brzmieniowo do NDH przełamanego rodzimą muzyką tradycyjną, a Romuvos, poza dosłownie dwoma utworami (w tym „Fire”, gdzie wyraźnie słychać obrzęd rozpalania Świętego Ognia), brzmi jak typowa paganmetalowa formacja ze Szwecji lub Norwegii, względnie Niemiec. Co nie znaczy, że album jest zły, muzyka w swej stylistyce utrzymana jest na wysokim, technicznym poziomie, jest tu też próba zagrania w stylu farerskiego Tyru – choć Romuvos zabrzmiał w tej próbie paradoksalnie bliżej Alice In Chains. Niemniej warto docenić „Spirits” jako próbę wyłapania wspólnych cech pogańskiego brzmienia północnej Europy i Azji.
 
VZ
 
Korekta na stronie: Brygida Jasińska, studentka kierunku e-edytorstwo i techniki redakcyjne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. 
 
Skrót artykułu: 

Korpiklaani „Rankarumpu”, Romuvos „Spirits”

Autor: 
Dział: 

Dodaj komentarz!