
Idea tworzenia dźwiękowych krajobrazów i archiwów ma niewątpliwe walory artystyczne i estetyczne, a przy tym pełni funkcje popularyzatorskie i dokumentalnie. Field recording polega na uchwyceniu audiosfery danego miejsca z oddaniem jego atmosfery i unikalności. Tego typu działanie z pogranicza sztuki i badań terenowych odgrywa nieocenioną rolę w kwestii odkrywania, zapisu i poznawania tego, co w folklorze poszczególnych regionów wyjątkowe, specyficzne i piękne, mimo że na co dzień często niezauważalne. Audiopocztówki z odgłosami natury, motywami ludowymi, elementami regionalnej kultury i tradycji zyskują na popularności. I dobrze, bo zwiększają świadomość na temat lokalności i zachęcają do zwrócenia większej uwagi na to, co nas otacza.
Marta Leszek
Archiwum muzyki wiejskiej i zbieranie folkloru
Małgorzata Bieńkowska i Andrzej Bieńkowski gromadzą archiwalne nagrania, materiały i efekty badań terenowych w ramach projektów „Muzyka Odnaleziona” i „Archiwum Muzyki Wiejskiej”. Wszystko po to, by dziś wiedzieć, jak brzmiała polska wieś, żeby muzyka korzeni nie milkła, nie była zapomniana, wykluczana, aby oddać głos anonimowym zazwyczaj twórcom i muzykom.
Proces mapowania polskiej muzyki ludowej został zobrazowany w pierwszych scenach „Zimnej Wojny” (2018) Pawła Pawlikowskiego. Irena Bielecka i Wiktor Warski, w których wcielili się Agata Kulesza i Tomasz Kot, przemierzają kolejne wsie, chcąc uchwycić folkowego ducha danego miejsca. I nie jest to jedynie wizja reżysera, a nawiązanie do prawdziwego ruchu z lat pięćdziesiątych – Wielkiej Ogólnopolskiej Akcji Zbierania Folkloru Muzycznego, która trwała cztery lata i miała ratować polską etnografię oraz pamięć o rodzimej muzyce. Udało się. Setki badaczy zebrało dziesiątki tysięcy nagrań z dźwiękami wsi. Tak wyglądał field recording na wielką skalę w powojennej Polsce.
Ars acustica i odradzanie ludowości
Pionier polskiej muzyki elektronicznej, elektroakustycznej i innych eksperymentalnych, awangardowych form, Eugeniusz Rudnik (1932–2016) może śmiało zostać nazwany artystą lub reżyserem dźwięku, poetą audiosfery. W swoich fonopisarskich projektach przekraczał granice i wychodził poza konwencjonalne ramy. Sam wyznaczał nowe gatunki, a nawet należałoby powiedzieć, że tworzył dzieła wymykające się definicjom. Progresywne, dadaiczne i kolażowe. Ta swoboda i różnorodność były inspirowane dźwiękami otoczenia, ich fragmentami, urywkami, kawałkami i strzępami, które zestawiane ze sobą, przetwarzane czy multiplikowane, potrafiły brzmieć kreatywnie, nieraz dziwnie i obco, ale przez to zawsze fascynująco i wciągająco. Jedno jest pewne – nagrania te są konceptualnymi utworami z nurtu sound poetry, elektro, avant-folku i nowych słuchowisk w duchu ars acustica. Warto posłuchać chociażby „ERdady 80/50/39.40 na taśmę”, „Elektrowyzwolin”, „Divertimento” albo kompozycji „Ludzie i ptacy” Rudnika, skupiając się na detalach.
Sampli z Rudnika używa w „Halo, Panie Marianie?!” z wydawnictwa „Nagrania terenowe snów” Remek Hanaj – etnograf, artysta i kolejny twórca nagrań polowych. W swoich utworach łączy muzykę ludową z ambientem. Niejako dekonstruując folklor, oddaje mu hołd przez świeże spojrzenie na ludowość przy jednoczesnym zachowaniu szacunku do tradycji.
Natura, człowiek, maszyna
Nagrania polowe Jacek Szczepanek z Kolektywu Terenowego traktuje jako pewną formę kreatywnego, bardziej eksperymentalnego i konceptualnego reportażu radiowego lub słuchowiska z antropologicznym walorem. To ciekawy przypadek balansu między naturą a tym, co maszynowe i techniczne. W projekcie „Manieczki Soundscapes” (2018) na tle dogasającej imprezy w słynnym Ekwadorze słychać ptaki, których głosy stają się tutaj leitmotivem. Słuchając tego fielda, czujesz się dokładnie jak wtedy, gdy wracasz z klubu, kiedy robi się już jasno i nastaje weekendowy poranek, a ludzie nie zdążyli jeszcze opuścić domów. W ostatnim fragmencie rejestruje ciekawą polifonię, na którą składa się wytłumiona muzyka, nierytmiczny gwizdek1 i ludzkie głosy z offu. Przez cały czas przewijają się tu dźwięki natury i techno. Uchwycony zostaje klimat swojskiego rave’u na prowincji, polskiego, bardziej przaśnego niż imprezy w dużych miastach, bo typowe „wixy” rozwijały się przede wszystkim poza dużymi ośrodkami.
Ten sam twórca na „Místní rozhlas” (2020) nagrywał treści nadawane z czeskich i słowackich radiowęzłów oraz dźwięki ich otoczenia – małomiasteczkowych i wiejskich krajobrazów zza południowo-zachodniej granicy. Jacek Szczepaniak znowu połączył technikę i element ludzki z przyrodą. Ogłoszenia, melodyjki, ćwierkanie ptaków, „Rivers of Babylon”, pianie koguta, zapowiedzi, dżingle, kościelne dzwony. Ludzki głos z radia kontra krajobraz wokół. Nostalgiczne nagrania, przywołujące wspomnienia upalnych wakacji. Nie do końca zrozumiałe, nie tylko ze względu na język, ale również zakłócenia, szumy i niosące się echo. W tamtych okolicach każdego dnia nadawane są jednocześnie dziesiątki komunikatów z głośników umieszczonych na słupach, choć mogłoby się wydawać, że taka forma komunikacji to raczej relikt przeszłości. Projekt o lokalnych megafonach to silna reprezentacja lokalności oraz środkowoeuropejskiego folkloru z małych miejscowości i ich rubieży.

Upalne lato na polskiej wsi
Jest czerwiec i żar leje się z nieba. Prawie co roku procesje Bożego Ciała przypadają na upały. Pieśni kościelne z głośnika niesionego przez ministranta słychać między rozmowami uczestników procesji, gdakaniem kur, szczekaniem psa i stukaniem obcasów na asfalcie. Bartosz Nowicki w wydawnictwie „Boże Ciało w Tupadłach” (2019) obserwuje zderzenie sfer sacrum i profanum. Nagranie doskonale oddaje nastrój święta kościelnego w małej, polskiej wsi wraz z towarzyszącymi mu (a może przyćmiewającymi obrzęd?) sprawami zupełnie świeckimi, atmosferą gorącego lata i lokalnym folklorem.
Zapisywanie lokalnej przyrody
Wiele przykładów field recordingu to nagrania dźwięków natury w jej pełnej okazałości i doniosłości, jak w przypadku „Deer Rut Time” (2016) Tomka Mirta. Artysta zabiera słuchacza w wycieczkę nad Odrę, nad którą, wśród dźwięków lasu, hukania sów i cykania świerszczy, ciała jeleni stają się żywymi instrumentami wydającymi intensywne, wzburzone, dziwne, a momentami i niepokojące dźwięki.
W 2018 roku Tomek Mirt, Katarzyna Szczerba i Andrzej Załęski wracają z wydawnictwem „Deer Rut Time”, koncepcją nagrania rykowiska, tym razem słyszanego z różnych perspektyw – od oszczędnego i prostego skupienia się na ryku jednego zwierzęcia, który, powtarzalny i rytmiczny, ma w sobie coś transowego i mantrowego, przez wielościeżkowy, chóralny wielogłos, aż po tajemnicze, nocne audio niczym z horroru.
Obfitość, różnorodność i potęga polskiej przyrody sprzyjają nagraniom terenowym. Recepcja lokalności za pomocą słuchu spełnia też ważną funkcję w jej uważnym i pełnym aprobaty postrzeganiu.
Nagrania terenowe i antropocen
„W trakcie nagrań terenowych przypadkowo zabiłem ptaka i bardzo tego żałuję” (2021) Macieja Wirmańskiego to przykład tego, jak losowe, niespodziewane i punktowe zdarzenia mogą wpływać na fieldy, ich ostateczny kształt i wydźwięk. Tutaj, przez wypadek, który stał się tytułem wydawnictwa, nagranie skłania do refleksji nad obecnością człowieka w naturze. „W trakcie nagrań…” skupia się przede wszystkim na ptasich odgłosach, które funkcjonują tu w połączeniu z dźwiękiem mokrych ulic, biciem dzwonów lokalnego kościoła i jednym, trwającym ułamek sekundy, pustym uderzeniem – chwilą, w której ginie rozbijający się o szybę ptak. Chociaż moment ten mógłby pozostać przez odbiorcę całkiem niezauważony lub potraktowany jako jedno z typowych dla nagrań terenowych zakłóceń, przez zaznaczenie go już w tytule czyni całe nagranie jednocześnie pięknym i niepokojącym.
Rejestrowanie audiosfery może rodzić dyskusje na temat antropocenu. Chociaż w tym przypadku pretekstem staje się zupełnie niezamierzony wypadek przy pracy, który dodatkowo wywołał w autorze falę osobistych przeżyć i wyrzutów sumienia, sytuacja ta skłania do zastanowienia się nad wpływem człowieka na środowisko naturalne, w którym to – czasem jak tu, zupełnie nieświadomie, a innym razem z pełną świadomością i zamiarem – oddziałuje na przyrodę, wchodzi w nią i eksploatuje często do granic możliwości. Nagrania zwracają uwagę na ten aspekt, zachęcając do potraktowania natury z empatią oraz dostrzeżenia w niej czegoś więcej niż zasobów i sposobów realizacji własnych przyjemności czy pozyskania korzyści.
W zasadzie po co nam fieldy?
Zapisy regionalnej audiosfery oferują nowy sposób rejestrowania oraz poznawania folkloru i lokalności za pomocą zmysłu charakteryzującego się wysoką indywidualnością. To też forma zachęcająca do innego sposobu słuchania, głębszego, bardziej skupionego i uważnego. Takie podejście może mieć walory kojące, uspokajające. Ma w sobie coś z mindfulness, poprzez orientację na poszczególne detale, punkty i każdą z nakładających się na siebie ścieżek. Co więcej, dzięki temu nagrania terenowe pozwalają dostrzec bogactwo i wielowymiarowość natury i kultury, w ramach których współistnieje wiele mikroświatów. To z kolei przyczynia się do rosnącej świadomości i samoświadomości związanej ze zrozumieniem miejsca człowieka w naturze i odkrywaniu własnych korzeni. Nagrania natury uczą empatii, oswajają z dźwiękami zwierząt, szumem, szelestem i chrzęstem rzeki, odgłosami charakterystycznymi dla pola lub lasu. Sprawiają, że miejsca te stają się bliższe.
Z punktu widzenia badawczego, etnograficznego, antropologicznego i kolekcjonerskiego nagrania terenowe stanowią obszerne archiwum polskiej kultury, tradycji, przyrody i nie tylko. Dla artystów stają się inspiracją, nową formą wyrazu i okazją do organizacji działań związanych z pracą z dźwiękiem i wychodzeniem w teren.
Perspektywa dźwiękowa coraz częściej zachęca do gromadzenia nagrań, co, ze względu na banalnie prostą dzisiaj dostępność sprzętu, jest kuszącą perspektywą nie tylko dla doświadczonych twórców, ale też początkujących artystów i badaczy, ekoaktywistów, autorów reportaży czy podróżników. Turystyka dźwiękowa z jednej strony daje możliwość tworzenia wspomnień w formie audiopocztówek, z drugiej – może nawiązywać do życia w epoce antropocenu i związanych z nią przemian. Rozkwit field recordingu i powrót do korzeni – tych naturalnych i kulturowych – mają też wpływ na instytucje kultury. Nagrania terenowe stanowią ciekawą formę animacji kulturalnej. Organizowane są warsztaty na świeżym powietrzu, zajęcia i spotkania o bardzo lokalnym, wręcz tubylczym charakterze. Pojawia się coraz więcej działań, wydawnictw i publikacji poświęconych dźwiękowym pejzażom, obserwowaniu regionalności i okolicy pod kątem audiosfery. Elastyczność fieldów sprawia, że formy te mają duży potencjał, i sprzyja popularyzacji samego nurtu, jak również polskiej ludowości za jego pośrednictwem.
Marta Leszek

1 Gwizdki i białe rękawiczki, które świeciły w promieniach UV i mieniły się w stroboskopowym świetle, stały się symbolem imprez techno w Ekwadorze w Manieczkach. Specyficzna, przerysowana i kiczowata estetyka Ekwadoru przejawia się w noszeniu diabelskich różków i szybkich okularów, co odróżnia jej charakter od zachodnich imprez, które cechują się bardziej alternatywnym i mrocznym podejściem do elektroniki. W tym czasie klub w Manieczkach postanawia pozostać polski i swojski, a organizowane tam rave’y stają się elementem folkloru wsi, do której ludzie przyjeżdżają weekendami specjalnie po to, by bawić się w Ekwadorze.
Idea tworzenia dźwiękowych krajobrazów i archiwów ma niewątpliwe walory artystyczne i estetyczne, a przy tym pełni funkcje popularyzatorskie i dokumentalnie. Field recording polega na uchwyceniu audiosfery danego miejsca z oddaniem jego atmosfery i unikalności. Tego typu działanie z pogranicza sztuk i badań terenowych odgrywa nieocenioną rolę w kwestii odkrywania, zapisu i poznawania tego, co w folklorze poszczególnych regionów wyjątkowe, specyficzne i piękne, mimo że na co dzień często niezauważalne. Audiopocztówki z odgłosami natury, motywami ludowymi, elementami regionalnej kultury i tradycji zyskują na popularności. I dobrze, bo zwiększają świadomość na temat lokalności i zachęcają do zwrócenia większej uwagi na to, co nas otacza.