Pogranicza folku

Jarmużek/Pakowska

Wrocławski duet złożony z Katarzyny Pakowskiej (wokalistki folkowych Kosów) oraz Roberta Jarmużka (klawiszowca avant-popowego zespołu Mikromusic) w swoim debiutanckim nagraniu eksploruje pieśni dziadowskie z regionu dolnośląskiego. Przynajmniej część repertuaru znajdującego się w albumie należy już do sfery popularnej w kręgu wykonawców folkowych. Niemniej charakter, który przyjmuje on na płycie „Przed skończeniem świata”, z pewnością zainteresuje miłośników nowatorskich reinterpretacji muzyki tradycyjnej.

Otwierająca album „Biała gęś” wyznacza główne pola, na których będą obracać się artyści. Pierwsze dwie zwrotki pieśni ujęte są w dość surowej aranżacji – przetworzony przez szeroki pogłos wokal Pakowskiej i pojedyncze dźwięki ciepłego syntezatora budują całość struktury brzmieniowej. Wzrost napięcia od około pierwszej minuty związany jest z nałożeniem kolejnych warstw brzmień elektronicznych. Pojawieniu się pętli perkusyjnej, pulsującego basu i brzmień syntezatorów kojarzących się z latami 80. towarzyszy również delikatna, acz znacząca, zmiana w barwie głosu wynikająca ze zmiany pogłosu na niezwykle krótki, nadający mu charakteru metalicznego. Wielość barw zawarta w pierwszym utworze stanowi doskonałą zapowiedź dalszej części albumu.

Kolejne wykonania pozostają w kręgu licznych reminiscencji gatunkowych. Większość z nich, jak choćby następujący po „Białej gęsi” utwór „Czerwone maki”, kieruje się raczej w stronę jazzu. W kompozycji dominuje brzmienie delikatnej perkusji, aktywnego melodycznie fortepianu oraz pojawiającego się w drugiej połowie kompozycji kontrabasu. Do tej estetyki nawiązuje zresztą większa część utworów na płycie – „Tam wysoko na dębie”, „Dali ciarni” czy „Jasny miesiącejku”. W tym stylu również utrzymany jest utwór tytułowy „Przed skończeniem świata”, który rozpoczyna się głównym tematem pieśni w opracowaniu na fortepian. Co więcej, od połowy jazzowo opracowana kompozycja ludowa zaczyna wykorzystywać brzmienia elektroniczne, przez wprowadzenie arpeggiatora uzupełniającego strukturę rytmiczno-harmoniczną kompozycji.

W jeszcze innej kolorystyce opracowany jest „Złoty pierścień”. W tym utworze silniej odczuwalny jest niepokój poprzez ciągłe poszukiwania mieszczące się pomiędzy tonalnością a wykraczającymi poza nią partiami fortepianu oraz wykorzystanie nieregularnych rytmicznie, industrialnych dźwięków perkusji. Muzyka odzwierciedla tutaj dramat przeżywany przez bohatera lirycznego w tekście, pieśń bowiem opowiada o niedoli żołnierza, który musi zostać wykupiony z niewoli przez ukochaną. Puenta („I moja żona swój pierścień sprzedała/i mnie biednego rekruta dostała”) przynosi wytchnienie również w muzyce, w tych bowiem fragmentach wyraźnie słyszalny jest majorowy charakter.

Z kolei bardzo interesujący zabieg został zastosowany w oszczędnie zaaranżowanej pieśni o śmierci „Jedną garstką ziemi”. Przejmującemu głosowi Pakowskiej towarzyszy jedynie syntezator grający na przemian dwie dysonujące struktury interwałowe. Powtarzalny akompaniament przy zawężonych środkach kompozytorskich dodaje niepojącego charakteru do płynącego z partii wokalnej smutku. Ta zmienność nadaje określoną dynamikę całemu albumowi. Warto zwrócić uwagę, że przez swoją różnorodność kontrastowanie poszczególnych utworów na płycie nie opiera się jedynie na relacjach tempa i nastrojów, ale również innych aspektów, takich jak środki stylistyczne. W ten sposób powolna i sentymentalna „Dalina szerokaja” zestawiona zostaje z minimalistycznie zarysowanym „Tam wysoko na dębie”, a operujący synthwave’ową estetyką „Oj nie ma, nie ma” poprzedza teatralnie brzmiącą „Harutnicę”, dzięki czemu muzycy utrzymują ciągłe zainteresowanie słuchaczy.

To wszystko nie oznacza, że albumowi brak spójności. Owszem, poszczególne kompozycje są niezwykle różnorodne, nie zmienia to jednak faktu, iż muzycy pozostają w dość określonym kręgu stylistycznym, nie wchodząc w sfery zupełnie sobie obce. Dodatkowo spoiwem są w tym aspekcie partie wokalne wierne określonej technice wykonawczej i stanowiące swoisty stabilizator płyty.

Z tego powodu akapit należałoby poświęcić głosowi Katarzyny Pakowskiej. W niniejszej recenzji skupiłem się głównie na walorach realizacyjnych. Należy jednak zwrócić uwagę na umiejętności interpretacyjne artystki, która doskonale potrafi oddać nastrój płynący z tekstu. Różnorodność, która staje się zasadą całego albumu, również stanowi cechę charakterystyczną głosu wokalistki. Jej siła jednak leży nie w zmienności stylu, lecz w bogactwie interpretacyjnym.

Płyty takie jak „Przed skończeniem świata” z pewnością nie przypadną do gustu wszystkim miłośnikom muzyki folkowej. Wynikać to będzie jednakże z przesłanek raczej estetycznych (być może też etycznych) niż jakościowych. Mikstura, jaką serwują nam Jarmużek i Pakowska, zdaje się bowiem złożona z przeróżnych stylów muzycznych, głównie sięgających do jazzu, czasem zaś do późniejszych dokonań Radiohead czy minimalizmu Philipa Glassa. Muzyczna tradycja stanowi jedynie punkt wyjścia do poszukiwania granic gatunkowych i ich skutecznego zacierania.

Wojciech Bernatowicz

 

Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Wiktoria Kaczmarczyk

 

Skrót artykułu: 

Wrocławski duet złożony z Katarzyny Pakowskiej (wokalistki folkowych Kosów) oraz Roberta Jarmużka (klawiszowca avant-popowego zespołu Mikromusic) w swoim debiutanckim nagraniu eksploruje pieśni dziadowskie z regionu dolnośląskiego. Przynajmniej część repertuaru znajdującego się w albumie należy już do sfery popularnej w kręgu wykonawców folkowych. Niemniej charakter, który przyjmuje on na płycie „Przed skończeniem świata”, z pewnością zainteresuje miłośników nowatorskich reinterpretacji muzyki tradycyjnej.

Dział: 

Dodaj komentarz!