
Trzy postacie, jakie przybiera księżyc w swej wędrówce po niebie, mają odzwierciedlenie w symbolice. Wszystko, co lunarne, jest trójelementowe. Autorka dzieli tom na trzy części, z czego każda odpowiada fazie księżyca. Cykl jego przemian jest uniwersalnym wzorem przekształceń, używanym w wielu kulturach. Wszystko, co żywe: ludzie, zwierzęta, rośliny, zostaje wpisane w prawo faz, krążąc między wiosennym odrodzeniem a zapadaniem w zimowy sen. Od wieków wykorzystywano to do magii rytualnej; fazy miały znaczenie w obrzędach przejścia, punktach granicznych. Autorka z każdym wierszem zbiera siły, powoli przygotowuje się do zmiany, stosując przy tym całą gamę magicznych narzędzi-symboli, by w końcu odwrócić twarz ku słońcu w ostatnim podsumowującym wierszu. Przeprowadza czytelnika przez pewien cykl, który dla mnie – jako całość – jest raczej pierwszą kwadrą. Symbole są niepełne. Z wielu warstw i znaczeń często decyduje się na te porządkujące stan rzeczy lub przygotowujące do kolejnego kroku.
Księżyc to emocje, uczucia, wyrażanie swej ukrytej natury, sięganie do podświadomości, snów, wizji i marzeń, do swej nie tyle ciemnej, co głębokiej strony mocy. W wierszach autorka często przywołuje zresztą tę metaforę, dotykania czegoś w środku, w głębi, przeżarcia od spodu, do kości, dotknięcia do żywego, ukazywania czegoś skrytego, odśrodkowego. Poszukująca prawdy podmiotka liryczna często czuje się rozczarowana, nie widzi możliwości odnalezienia się w niej z drugim człowiekiem, choć wiele wierszy wskazuje na tę potrzebę spotkania, bycia z kimś drugim, bliskim; słowa mieszają się nieustannie z uważnością nań, lękiem przed nieodpowiednim krokiem.
Wiersze Agaty Jabłońskiej niosą tęsknotę do tego bezpośredniego stopienia z naturą, przywrócenia pierwotnej mowy duszy. Proces przemiany czy kontaktu z innym światem musi zajść w obecności rytuału bądź środka mediacyjnego. W tym przypadku autorka wybiera grzyby, które niosą ze sobą kosmiczną energię, jednocześnie nas uziemiając. Idealnie sprawdzają się w roli strażnika granicy, nie będąc ani roślinami, ani zwierzętami. Powszechne przekonanie, że grzyb rośnie w nocy, a do swojego rozwoju wymaga wilgoci, powiązane są w wierzeniach z księżycową magią, biologicznością, rodzeniem i pierwiastkiem żeńskim we Wszechświecie. Grzyby przypisuje się zatem do sfery demonicznej; dają szansę na znalezienie się w zaświatach, ale wiąże się to z ryzykiem destrukcji i chaosu, gdyż są one ściśle powiązane ze śmiercią, rozkładem, porządkiem chtonicznym, mrocznym światem podziemnym. Co bardzo ważne, grzyby jako środek mediacyjny mogły być używane jedynie przez wprawnych szamanów lub w trakcie leczniczych sesji, przy asyście osób „wiedzących”. Słaba konstrukcja psychiczna, nieznajomość praw zaświatów mogłyby spowodować tragiczne skutki (szaleństwo). Stąd ambiwalencja grzybów, mogących otworzyć bramy sacrum i jednocześnie sprowadzających chaos i zniszczenie. Ludowe wierzenia wydają się tylko trochę obchodzić autorkę. Właściwości grzybów opisane wprost sprowadzają się często do ich cech biologicznych. Grzybnia potrzebna jest do procesu rozkładu materii, w celu przywrócenia energii w ekosystemie. Jest także siatką połączeń, często obejmującą powierzchnię lasu. Mówi to o niesamowitości grzybów, ich wszędobylskości, potędze podziemnych więzi. Autorka używa tego symbolu dosłownie: grzybnia pojawia się w formach przejściowych wielu procesów zachodzących w wierszach.
Lekturze tekstu już od pierwszego wiersza towarzyszy baśniowa aura, kiedy to z dorożki wysiada Leśmian, znany piewca ludowych motywów. Choć chętnie czerpał z baśni, legend i znaczeń słowiańskiego folkloru, był spadkobiercą romantycznego podejścia do ludowości, nie stosując dosłownie symboliki, nie biorąc żywcem porządku świata ludowego. To raczej – podobnie jak w literaturze epoki fin de siècle’u – odbicie w lustrze, tajemnicze domysły, romans z zaświatami, gdzie doczesny świat przepełniony jest naturą, miłością i pożądaniem. Inspiracja formą baśni, legendy, częściowo przesiane przez młodopolskie i romantyczne sito, widoczna jest w narracyjności wielu utworów, np. no cześć, jedna Rachel, zozulja, moje wiersze są czarne jak powietrze i w końcowej części tomu. Ludowość traktowana jest bardziej jak sample, hip-hopowe podkłady, choć z pełnym szacunkiem dla oldskulu.
Rap jako muzyka ulicy, mówiąca głosem ludu, tworzona przez ludzi ulicy, jest zdecydowanie bliska ludowym pieśniom. Przyśpiewki odgrywały niegdyś ogromną rolę społeczną. Dzięki nim można było wyrazić swoje prawdziwe myśli, bez urażenia nikogo. Drużyny weselne prześpiewywały się, często już po oczepinach w niewybrednych słowach, nie zostawiając na nikim suchej nitki. Podobną funkcję mają dissy, bo język rapu to język ulicy, mówiący wprost o danej sytuacji. Proponuję czytać ten tomik tak, jakby były to teksty do płyty hip-hopowo-folkowego zespołu typu moon hop, apocalyptic folk czy ekopunk lub urban folk rap. Inspiracje hip-hopem widać nie tylko w samplach z utworów literackich (Wyspiański, Kociubyński, Leśmian, Różewicz, Rimbaud). Fraza czasem celowo jest przerzucana do kolejnego wersu, by osiągnąć rytm jak z rapowej nawijki; rymy i takty tworzą bity, a celowe powtórzenia przypominają skreczowanie na winylu. Podmiotka liryczna, podobnie jak raperzy, dość często wprowadza bezpośredni zwrot do czytelnika, stosując nawet specyficzne zwroty, zmniejszające dystans. Jak każdy raper, autorka szuka swojego rytmu i wyrazu. Uczę się języka na własnych zasadach – głosi tytuł i moja w tym głowa, że to będzie działać.
Z kolei utwory mówiące o naturze kojarzą się z apokaliptycznym folkiem czy anarcho-punkiem – krytyczną postawą wobec tego, jak człowiek traktuje przyrodę. Jakkolwiek jest to dość dalekie porównanie, gdyż wiele zespołów zaangażowanych poruszało temat ekologii. W Księżycu Grzybiarek jest sporo o wymieraniu gatunków, zagładzie, egoizmie, chciwości, myśleniu kasą. Czuć bunt przeciwko głupocie i braku długofalowego myślenia w ochronie przyrody, niechęć do myśliwych. Jest też i propozycja połączenia się z lasem (dosłownie), bycia jego częścią, trochę w duchu kręgów kobiet czy hippisowskiego połączenia się z naturą. Las jest okładem kiedy ciało; z daleka nie widać; pojawiają się zarzuty; miejsce cudownych uzdrowień; tu życie smakuje głogiem i miętą – tak naprawdę cała trzecia część tomu jest niczym manifesty anarchopunkowych kolektywów lat 80. i 90. (np. Crass w Wielkiej Brytanii czy Homomilitia lub Dezerter w Polsce). Okładka książki również nawiązuje do muzyki: stylizowana jest na płyty bluesowe, folkowe, singers-songwriters, gdzie zazwyczaj znajduje się twarz wykonawcy, zapowiadająca też ducha albumu.
Traktując książkę jako całość, trzeba zwrócić uwagę na zdjęcia, ikonografię i ich umiejscowienie w tomie, bo nie jest to tylko estetyczny dodatek, ale integralna część księżycowej opowieści. Autorką fotografii jest Belanorqua, czyli Katarzyna Norka Niedźwiecka, która słynie z darkfolkowych ujęć, pracuje m.in. z zespołami Daj Ognia, Kożuch, Swada czy Łada. Idea sesji niezwykle trafnie wplata się w treść tomu. Za reżyserią i montażem tychże planów stoi – oprócz operatorki zdjęć, Norki Niedźwieckiej – Jacek Żebrowski, kurator projektu, który poza doborem fotografii postarał się o ryciny, będące kolejnymi warstwami znaczeń w książce. Renesansowe miniatury nawiązują klimatem do okładek neofolkowych zespołów Księżyc, Za Siódmą Górą czy Current 93 lub ikonografii Obuh Records czy World Serpent Distribution; pochodzą z ksiąg alchemicznych, bestiariuszy, księgi ziół, jest też witraż ze średniowiecznego norweskiego kościoła, a także rycina Drzewa Gęsi, którego symbolika podkreśla magiczny motyw nowych narodzin, zmiany lub wyjścia w podróż.
Tom kończy się pod znakiem wody. Motyw, który wcześniej nie grał większej roli, tutaj występuje na pierwszym planie i dopełnia to, co przypuszczać mógł czytelnik od pierwszego utworu – dokonuje się zmiana, poprzez oczyszczenie, rytualne obmycie. Cykl został dokończony, zatoczył koło. To jest okej, będzie tak, jak chcesz, wodo • nie chcę ciebie przejść / wolę płynąć z tobą / mokry orgazm • plucie z mostu • krople potu / roztwór • piołun • trudny poród • pełen obrót: / ciało w słońcu. Oczyszczający aspekt wody ma znaczenie w wielu rytuałach, obmywania win, zmywania starych schematów, czyszczenia, by zrobić miejsce na nowe. Przekraczanie granic wymaga zmycia z siebie „starego” porządku, by nie pomieszać sfery sacrum i profanum. W wielu obrzędach obmywanie się, zanurzanie w wodzie oznacza symboliczną śmierć, co jest niezbędne w procesie odrodzenia się. Płynąca woda – głównie rzeka – to jednocześnie granica, miejsce łączące świat śmiertelników i zaświatów. Ma moc przemiany, jednocześnie będąc – jak każda granica – niebezpieczną. Wiele ważnych rytuałów, w tym święto przesilenia letniego czy równonocy wiosennej, odbywa się nad rzekami i jeziorami. Podmiotka liryczna w awaryjnym wytłumaczeniu zmian klimatu dla zwolenników teorii spiskowych stosuje „żywą wodę” ze swojego ciała. Uświęca pot, ślinę, wody płodowe, kobiecy ejakulat, czyniąc z nich wodę magiczną, niezbędną do przemiany. Magia w tomiku zresztą cały czas jest bardzo biologiczna, bliska ciału i ziemi. Podmiotka liryczna nie chce płynąć pod prąd, przechodzić wody, lecz chce płynąć z nurtem, dać się ponieść życiu, temu co ma nadejść. Ufa, że woda – życie, przestrzeń – jest mądra i będzie wspomagać kolejną fazę, by stworzyć nowe: w słońcu, w pełni siebie.
Agata Jabłońska, Księżyc Grzybiarek, wydawnictwo papierwdole–Katalog Press, Kazimierz–Podgórze–Rybnik– Muirhouse 2023.
Redakcja na stronie Alicja Jasińska, studentka e-edytorstwa i technik redakcyjnych
Księżyc Grzybiarek – wiele obiecujący tytuł. Dwa potężne i wielowymiarowe symbole, z którymi mierzy się w swojej trzeciej książce poetyckiej Agata Jabłońska. Tomik aż kapie od księżycowej poświaty, pełen jest głęboko ukrytych sensów i odniesień do folkloru, literatury, malarstwa, muzyki, filmu. Zabiera w nocną podróż po kobiecej duszy: przez miasto, las, połoniny i w zaświaty. Jednocześnie zawiesza księżyc nad lasem wpół do pełni, nie dając zgłębić całości oferowanych znaczeń.