
Upalne popołudnie. Żeńcy w odświętnych strojach zbierają się do wymarszu na pole. Sierpy, wcześniej naostrzone u kowala, mają zęby jak trzeba, żeby kosić żyto. Przygotowana kosa z pałąkiem dumnie stoi. Gospodynie trzymają chleb i kosze z prowiantem. Ale żeby świętować, najpierw trzeba zakończyć żniwa. Cała społeczność wsi, mimo upału czy ulewy, wyruszała w pole żąć – najpierw z sierpami, później z kosami – by zebrać plon.

Układanie kępy niezżętego zboża
fot. E. Starzyk
Ewa „Mysza” Starzyk
Na koniec żniw zbóż ozimych na wybranym kawałku pola zostawiano jedną kępkę niezżętego zboża. Była to perepelica, w gwarze podlaskiej: przepiórka. Zawiązywano ją przy kłosach w niewielki snopek. Przybierano pięknie, niczym pannę na wydaniu – owocami czerwonej jarzębiny, kwiatami zebranymi z pola lub ogródka, wstążkami.
Przy ziemi kładziono kamień, na nim białą serwetkę lub kawałek czystej białej szmatki, a na wierzchu chleb i sól. W niektórych wsiach mówiono, że to dla zajączka. Ale w Toporkach na Podlasiu dary kładziono dla przepiórki – perepelicy.
Ta niezwykła dekoracja miała według niektórych źródeł znaczenie magiczne. Miała zapewnić obfity plon dla rodziny w następnym roku. W niektórych regionach Polski, aby zagwarantować sobie urodzaj na kolejny rok, trzeba było jeszcze przepiórkę „oborać”. Nie był to przyjemny zwyczaj dla „oranego”. Żniwiarza lub żniwiarkę bowiem chwytano za nogi i włóczono wokół przepiórki. Według niektórych źródeł czyniono to również na Podlasiu i Kurpiach. W innych rejonach żeńcy łapali znienacka gospodarza-właściciela za nogi i kilkakrotnie ciągnęli po ziemi. W Toporkach nie było takiego zwyczaju. Tu rozkładało się koc lub obrus i rodzina siadała do poczęstunku. A czasem kładziono tylko chleb i sól na kamieniu przykrytym białym płótnem. Tak było, gdy zboże kosiło się ręcznie… Ostrzono sierpy i klepano kosy na „babkach”, wbitych w drewniane pieńki. Sierpy musiały mieć ostre zęby.
Koszenie sierpami i perepelicę wspomina Pan Witalis Socha, mieszkaniec Toporek:
„Ja sierpem ciąłem. I palce też ciąłem sierpem. Wszystko sierpami było cięte – nie tylko zboże, ale i gryka, i łubin. Ale tylko do perepelicy był taki obrządek. Bo to ozime zboże. Na perepelicę szło się w normalnych ubraniach, jak co dzień, albo jak do żniw w jeszcze gorszych, nie tak odświętnie jak dziś. Żeby nie pobrudzić, nie porwać. Oszczędzało się ubrania. Żeby sukienkę dla dziewczyn, dla sióstr uszyć, to matka musiała tkaninę na krosnach tkać. To szkoda było. W domu szykowali szmatkę, sól i chleb – jak ten chleb zjesz albo dzieciom dasz, to zęby ni będą się sypać. Ile kwiatków kto miał, to brał, ale bardziej z pola, koźliki, chaber, no i jarzębina”.
Niektóre kosy używane do żniw miały szczególną konstrukcję. Do kosiska mocowany był pałąk, często obleczony płótnem. Dzięki temu podczas koszenia zboże leciało na jedną stronę i łatwiej było je podbierać. Taką kosę mają jeszcze żeńcy z Toporek. To ważny element perepelicy. W czasie święta nie brakuje chętnych, by spróbować kośby tym zabytkowym przedmiotem. Zapytałam o tę kosę Panią Zoję Majstrowicz, mieszkankę Toporek, poetkę i plecionkarkę:
„Ja tylko pamiętam, co rodzice i dziadkowie opowiadali. Do końca II wojny wszyscy sierpami kosili. To się zmieniło dopiero w 1945 roku, jak przyjechała młodzież, przyjechali nasi rodzice z pracy w Niemczech, tam oni widzieli, jak koszą. Wtedy mój tatuś i tatuś koleżanki pierwsi zrobili taką kosę z kabłąkiem, żeby żyto lepiej się układało. Jak mój tato pierwszy raz poszli tu, za tym lasem, skosić, cała rodzina poszła. Ludzi nazbierało się, wszyscy pozostali mieli sierpy. A tato raz-raz kosą, ciotka robi wiązania, a mama podbiera i już snopki gotowe leżą. A dla dziadka mówią: «Oj, Grisza, będziesz ty widelcem chleb jadł, cóż to nie sierpem kosisz?». Ale chłopcy młodzi sami wzięli się to robić, to już poszło i kosami zaczęli ciąć. Szybciej i ściernisko mniejsze od kosy”.
Przepiórka, nazywana w Toporkach perepelicą, nie pochodzi z Podlasia. Zwyczaj ten był znany w większości regionów Polski, a także w Ukrainie i Białorusi. Najczęściej określano go mianem przepiórki, ale także perepiołki, brody, baby, kozy, koziej brody, pępka, wiązki, wiązanki czy garstki. Czasem obrzęd stanowił zakończenie żniw, czasem jeden z ich etapów.

Uczestnicy obrzędu
fot. E. Starzyk
Przepiórka w zasadzie w całej Polsce zanikła około połowy XX wieku wraz z nadejściem kombajnów, na Podlasiu obchodzono ją najdłużej. Na Białostocczyźnie ostatnie przepiórki przewiązane kolorową wstążeczką można było spotkać jeszcze około 1965 roku. Gdy nie było już snopków – nie było już perepelicy. Gdzieniegdzie jeszcze przez jakiś czas wiązano symboliczny snopek lub wiązkę zboża na przyczepie. Około 2000 roku nastąpił jednak renesans tej tradycji – w dużej mierze dzięki festynom gminnym i projektom unijnym, w tym dofinansowaniu działalności lokalnych kół gospodyń wiejskich. I na szczęście w Toporkach mieszkają jeszcze ludzie, którzy obrzęd perepelicy pamiętają z dzieciństwa. To już ósmy rok, od kiedy w Toporkach odtwarzana jest piękna tradycja perepelicy.
Perepelica to przepiórka. A dlaczego akurat przepiórka? Pani Zoja Majstrowicz wspomina:
„To była taka tradycja jeszcze od naszych dziadków, pradziadków. Perepelica to jest znak zakończenia żniw ozimego zboża. Bo tylko ozime zboże liczyło się jako zboże. Żyto i pszenica. To było najważniejsze zboże, bo z niego był chleb. Zasiewano je jesienią i, jak przychodził początek maja, zboże puszczało kłosek. Wtedy przylatywała do nas z Afryki przepiórka. Po polsku przepiórka, a u nas – perepiołka, perepiołoczka. Ona jest mniejsza od kurki domowej, a większa od kuropatwy, nakrapiana. Jak przepiórka przyleci po 6 maja – wtedy żyto kłosek wypuszcza. A jak zboże kłosek wypuści, wtedy przepiórka wejdzie w zboże i już ani jastrząb jej nie widzi, ani lis jej nie znajdzie. I gdy wejdzie przepiórka w zboże, do samych żniw już nie wychodzi. Tam gniazdko zakłada, tam kurczaczki wychowuje. Tam one robaczki sobie zbierają i bardzo szybko rosną.
Zakończenie zbioru uwieńczali postawieniem perepelicy – to oznaczało, że żniwa zboża zakończone. To była taka tradycja jeszcze od naszych dziadków, pradziadków. Jeszcze my małe byliśmy, kiedy robiliśmy taki snopek, tatuś albo dziadek najpiękniejszą garść pszenicy zostawiał. Wstążeczkę zawsze braliśmy albo tasiemeczkę. Kwiatami, jarzębiną ozdabiali”.
Niegdyś każda rodzina robiła własną perepelicę, nie było to święto całej wsi. Dziś w Toporkach w lipcową niedzielę na pole z sierpami i kosą z kabłąkiem wychodzi cała wieś.
Pani Wiera Niczyporuk, która z Malinnik przyjechała do Toporek z przepięknym świątecznym korowajem, także wspomina obrzęd perepelicy z dzieciństwa:
„Mama wyrywała ze starej koszuli płócienko i na kamień kładła. I siadali wokół perepelicy i ucztowali. To takie dożynki były. Każda rodzina ucztowała wokół swojego snopka. Kiedyś rodziny były duże. Wszyscy pracowali w polu. Także dzieci. Małe dzieci były w kołyskach, te większe pomagały – miałam dziewięć lat, już kołysałam. Pamiętam, jak tatuś sporysz pokazywał. Sporysz zbieraliśmy z żyta, taki czarny był. Dzisiaj już nie ma sporyszu…”.
Nie ma już sporyszu, nie widać na polach sierpów i kos. Ale mieszkańcy Toporek przechowują skrzętnie te ocalałe z dawnych lat wspomnienia, aby znów za rok świętować perepelicę.
Jeśli zawitacie na Podlasie w lipcu, odwiedźcie Toporki w niedzielne popołudnie, aby poznać ten piękny obrzęd oraz mieszkańców Toporek i okolic. Termin i harmonogram tego święta na pewno pojawią się na stronie facebookowej jej współorganizatora: Hładyszki, czyli Miejskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Kleszczelach (MOKSiR Kleszczele).
Organizatorami perepelicy w Toporkach są Koło Gospodyń Wiejskich w Toporkach, Rada Sołecka Wsi Toporki oraz MOKSiR w Kleszczelach. Swoimi wspomnieniami podzielili się ze mną Pani Zoja Majstrowicz i Pan Witalis Socha z Toporek oraz Pani Wiera Niczyporuk z Malinnik. Serdecznie dziękuję!

Upalne popołudnie. Żeńcy w odświętnych strojach zbierają się do wymarszu na pole. Sierpy, wcześniej naostrzone u kowala, mają zęby jak trzeba, żeby kosić żyto. Przygotowana kosa z pałąkiem dumnie stoi. Gospodynie trzymają chleb i kosze z prowiantem. Ale żeby świętować, najpierw trzeba zakończyć żniwa. Cała społeczność wsi, mimo upału czy ulewy, wyruszała w pole żąć - najpierw z sierpami, później z kosami - by zebrać plon.
Na zdjęciu układanie kępy niezżętego zboża, fot. E. Starzyk