Idzie wiosna. Kiedy piszę te słowa, sam sobie muszę wmawiać, że to prawda, niemniej kalendarz przecież nie kłamie. To czas, gdy – najbanalniej na świecie mówiąc – wszystko budzi się do życia, scena folkowa również. Zanim na dobre życie koncertowe nabierze (daj Boże!) poważnego rozpędu, zanim odbędą się Ethniesy, potem Nowa Tradycja i szereg innych imprez, rzućmy jeszcze okiem wstecz, by choć pospiesznie podsumować miniony rok. Pretekstów ku temu może być mnóstwo, ale niech wystarczy nam ten, że to właśnie podczas Nowej Tradycji ogłaszane są od lat wyniki konkursu na Folkowy Fonogram Roku – co w naturalny sposób prowadzi do tego rodzaju podsumowań. Dla wielu wspomniany festiwal jest też symbolicznie najważniejszą imprezą w roku, a jeden z jej najistotniejszych elementów stanowi doroczny konkurs dla młodych wykonawców. Również ta okoliczność skłania, by w rocznej perspektywie choćby przelotnie sprawdzić, co w tym czasie działo się z uczestnikami poprzedniej edycji festiwalu.
I choć z jednej strony życie koncertowe nie rozpieszcza artystów folkowych (wciąż nie ma satysfakcjonującej liczby występów, festiwali, klubów, promotorów, zainteresowanych mediów – by móc trafić do szerszego kręgu odbiorców), to w sensie artystycznym jest całkiem nieźle, a momentami bardzo dobrze. Mam na myśli efekty twórczych starań wykonawców, których posłuchać możemy na ich płytach, śledzić w internecie, a czasami także podczas koncertów.
Przykłady? Bardzo proszę. Jeden z najświeższych to wydana już w tym roku, w końcu stycznia, płyta zespołu Canes of Karabakh (który jeszcze podczas ubiegłorocznej Nowej Tradycji nosił polskojęzyczną nazwę Trzciny Karabachu). Nie czas tu i miejsce na szczegółowe omówienie tego znakomitego wydawnictwa, ale z pewnością jest to jeden z najlepszych krążków ostatnich miesięcy w naszym kraju, nawiązujący do istotnych dokonań z pogranicza muzyki tradycyjnej, improwizowanej, medytacyjnej.
Swą debiutancką płytę nagrał, a gdy powstawał ten tekst, przygotowywał się do jej wydania, również Tercet Imperial – kolejna sensacja ubiegłorocznego festiwalu. Co więcej, jego dwaj liderzy (chyba wolno tak powiedzieć): Jan Emil Młynarski i Piotr Zabrodzki, już w listopadzie 2025 roku przedstawili krążek swego drugiego rewelacyjnego zespołu – Oberkas Travel. Towarzyszą im Mateusz Niwiński i Piotr Domagalski, a w kilku utworach również wspaniała Maria Siwiec. Ta płyta to kolejne wydarzenie na fonograficznej mapie Polski.
W studiach Polskiego Radia swój debiutancki album nagrały też Maria Stępień, Dominika Oczepa i Joanna Szaflik, czyli trio Lunaria. Zdecydowanie warto na te nagrania czekać. Maria Stępień udanie koncertowała również ze swym drugim zespołem, Non-adaptive Dance Music, współtworzonym przez Andrzeja Józefczyka.
Na wiosnę swoją pierwszą płytę zapowiada też grupa Memento Mori Dance Club. Wielką aktywność w minionych miesiącach wykazywała także Justyna Jary, która – wraz ze swą Alegancką Kapelą – realizowała kolejne świetne piosenki w klimatach folku miejskiego i umieszczała je w internecie. A to wszystko tylko wybrane przykłady. Skoro jednak weszliśmy na ścieżkę mówienia o fonografii, to warto – znów absolutnie lapidarnie i bez pretensji do narysowania jakiegoś pełnego obrazu, co najwyżej szkicu – podkreślić, że w owym 2025 roku ukazało się wiele płyt będących fascynującymi próbami prezentowania własnej muzyki, szukającej źródeł inspiracji w tradycji. Jedną z najbardziej niezwykłych była „Rzecz o Annie Jachninie” formacji Kujawski Ansambl, którą do życia powołał znakomity trębacz Wojciech Jachna (tak, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa, bohaterką jest jego babcia, dziennikarka realizująca przed laty radiowe audycje-spotkania z muzykami ludowymi).
Tych świetnych krążków było jednak znacznie więcej, a ich różnorodność (i artystyczna jakość też) – przyprawia o zawrót głowy. Bardzo dobrą solową płytę – po licznych albumach zrealizowanych z innymi artystami – nagrał Mateusz Kowalski w autorskim projekcie zatytułowanym Sam Kowalski. Wspaniałą wizję kaszubskiej tradycji przedstawiła grupa Drëszë. Niezwykłe ścieżki w kręgu szeroko rozumianego minimalizmu przeszły Kasia Kadłubowska oraz Olga Hanowska na swych, jakże ujmująco bliskich i odmiennych jednocześnie, najnowszych płytach (odpowiednio „Roots” i „Mgliście”). Znakomity był kolejny album Raphaela Rogińskiego, „Bura”, tym razem nagrany z grupą Ružičnjak Tajni, którą współtworzyły serbskie artystki: słynna śpie waczka, Svetlana Spajić, pianistka Marina Džukljev oraz skrzypaczka i wokalistka Tijana Golubović. Niko go chyba nie zdziwi, że tak niebywale aktywny gitarzysta, jakim jest Rogiński, zdążył w tym roku wydać kolejny krążek.
A to przecież znów nie wszystko, więc wspomnijmy tylko, że świetne, piękne, bardzo dobre płyty (niektóre dostępne jedynie w streamingach) wydali też w minionych miesiącach: Sarakina, Hajda Banda, Sishnu, czyli Helena Matuszewska, duet Sekunda, Karolina Cicha & Spółka, Kapela Brodów… Pewnie o kimś zapomniałem, ale to najlepszy dowód na to, że polska muzyka nawiązująca do tradycji, dialogująca z tradycją, zaryzykuję i nazwę ją upraszczająco – folkowa – ma się znakomicie. Gdyby jeszcze tylko wszyscy słuchacze mogli się o tym dowiedzieć…
Tomasz Janas
Wstępna redakcja:
Dominika Wybraniec
Tomasz Janas u progu wiosny podsumowuje miniony rok na scenie folkowej, wskazując na liczne wartościowe płyty i rozwój młodych artystów.