
Agata Kusto
Konkurs „Scena Otwarta” jest najstarszym i jednym z najbardziej wyjątkowych wydarzeń folkowych w Polsce. Jak głosi regulamin: „[…] służy pokazaniu zjawisk artystycznych kojarzonych z szeroko rozumianą muzyką folkową, także tych, które próbują tworzyć nowe definicje tego nurtu”. Organizatorom zależy na pokazaniu tak muzyki rekonstruowanej, jak i autorskich przekazów. Jest to poszukiwanie ciekawych propozycji muzycznych, nowych źródeł inspiracji i pomysłów.
Jak było tym razem?
W czasie 33. edycji konkursu na scenie Małej Sali Widowiskowej za brzmiało 11 prezentacji w wykonaniu 48 artystów. Przypatrzmy się różnorodności konfiguracji, w jakich występowali, a ukaże się nam nieoczywisty, dynamiczny, wielonarodowościowy i wieloźródłowy nurt najnowszego folku. Dlaczego najnowszego? Bo zdecydowana większość zespołów powstała w 2025 roku. Z wykonawców o dłuższej historii wymieńmy zespół Folkrose z Końskowoli, wrocławskie trio Kwiotki i Canto D’Alvorada z Krakowa. Poszczególne składy zdradzają artystów znanych środowisku folkowemu (Milena Chalska, Michał Biel, Aleksandra Suchowiecka), ale najwyraźniej chcących pokazać się z nowymi pomysłami i w nowej konfiguracji personalno-instrumentalnej. W 33. edycji SO wzięły udział cztery zespoły 3-osobowe, trzy grupy 4-osobowe (w tym Branán z dwiema tancerkami), dwa zespoły 6-osobowe, jeden 9-osobowy i jedna wykonawczyni indywidualna.
Instrumentarium folkowe
W większości artyści poruszali się w konwencji wokalno-instrumentalnej, zaś czysto instrumentalnie za prezentowały się: kwartet Gaffer, trio Canto D’Alvorada i zespół Branán z irlandzkim tańcem. Wykorzystywane instrumentarium pokazuje, że każda fuzja jest możliwa, a artyści chętnie obsługują po kilka instrumentów lub narzędzi dźwiękowych w jednym utworze. Instrumenty zwykle wykorzystywane są zgodnie z ich tradycyjną funkcją w zespole. Mogą podawać główną linię melodyczną, wprowadzać akompaniujące motywy, układać się w harmonię brzmień, nadawać rytm i puls przebiegowi, stanowią też element scenografii. Wśród instrumentów klasycznych, z których część na trwałe weszła do kanonu muzyki tradycyjnej, mogliśmy usłyszeć skrzypce, altówkę, flet poprzeczny, trąbkę, bębenek obręczowy, duży bęben, basy, lirę korbową, akordeon, a z instrumentów reprezentujących tradycje bardziej odległe geograficznie: bułgarską gadułkę, włosko-grecką mandolinę, irlandzką harfę i bęben obręczowy bodhrán, japońską harfę taishōgoto (zwaną też Nagoya harp) oraz portugalskie dudy gaita de foles mirandesa. Instrumenty te zwykle łączono z gitarą klasyczną, elektryczną i basową, wiolonczelą, kontrabasem, perkusją, instrumentami klawiszowymi, elektroniką i perkusjonaliami. To pierwszy od wielu lat konkurs, na którym nie pojawiła się suka biłgorajska, a elektronika była wykorzystywana bardzo oszczędnie i z dużym wyczuciem. Warto podkreślić wysoki poziom wykonawczy. Muzycy zaprezentowali dopracowane programy, o przemyślanej konstrukcji, o czytelnych inspiracjach źródłowych, ciekawe brzmieniowo i aranżacyjnie. Na szczególne wyróżnienie, tu słowne, zasłużyli instrumentaliści: trębacz Tymon Zaganiacz (Kolektyw Fam), dudziarz Rodrigo Barata (Canto D’Al- vorada) i flecista Michał Szymański (Gaffer), choć w tym ostatnim przypadku należałoby chyba wymienić cały kwartet brzmiący jak jeden doskonały instrument.
Koncepcje zespołowe
Spójrzmy na to, jak zaprezentowali się muzycy w konkretnych składach. Zacznijmy od zespołu, który rozpoczął grudniowe przesłuchania. Zespół Vidana tworzy troje artystów. Vidana Blonska jest wokalistką i liderką grupy. Od pewnego czasu śpiewa w języku polskim, tłumaczy na język polski repertuar ukraiński, jak też sięga po polskie pieśni ludowe. Podczas konkursu muzycy wykonali jedną z najbardziej znanych ukraińskich kołysanek, zaczynającą się od słów: Lulaj lulaj. Oj, koteczku szary, oj, koteczku biały, oj, kotku kudłaty cicho chodź po chacie (tłum. Vidana Blonska, aranżacje Denis Shvets). Sami o sobie mówią, że to etnofolk w połączeniu z brzmieniami elektroniczno-akustycznymi. Artyści bardzo umiejętnie balansują między elementami tradycyjnymi i współczesnymi, co jest dość naturalne dla ukraińskiej sceny folkowej. Pieśni, do których się odwołują, są znane, rozpoznawalne, a ich swobodne przetwarzanie to już narodowa tradycja. Archaiczne formuły melodyczne zyskują nowe brzmienie we współczesnych aranżacjach. Znakomitym pomysłem i chyba ukłonem w stronę polskiego folkloru było przetworzenie pieśni Chmiel. To jedna z ciekawszych propozycji zaaranżowania tej kanonicznej oczepinowej pieśni weselnej. Dodatkowymi atutami występu były kostiumy i elementy scenografii autorstwa liderki Vidany Blonskiej, która prowadzi swoją autorską pracownię ubiorów inspirowanych strojem ludowym. Rozpoczęcie „Sceny Otwartej” nie mogło być bardziej udane.
Kolejnym ciekawym i nagrodzonym zespołem tego wieczoru był Julia Stoltmann Nonet z Gdańska. Zaprezentował materiał z koncertu dyplomowego wokalistki jazzowej, autorki piosenek i pomysłodawczyni koncepcji – Julii Stoltmann. Byliśmy ciekawi występu, ale efekt artystyczny urzekł chyba wszystkich. Z utworu na utwór muzycy przekonywali nas coraz bardziej do tego, że przyjazd na Mikołajki Folkowe nie był przypadko wym punktem na trasie koncertowej zespołu. Inspiracje kulturą kaszubską, swojskość opowiadanych historii, oddanie klimatu małego miasteczka, wiejskiego pejzażu, kulminacja w świetnie zrealizowanym obrazku dźwiękowym w utworze „Kwoki” – wszystko to przełożyło się na wysoką ocenę występu. Jury doceniło naturalną współpracę muzyków, lekkość i swobodę muzykowania oraz wyjście poza schemat jazzowego standardu. Intrygujące, jak potoczy się kariera liderki i czy zespół lub chociażby jego część będzie chciał tworzyć dalej w dotychczasowym duchu.
Podobnie pozytywną niespodzianką okazał się poznański kwartet instrumentalny Gaffer, o czym już w kontekście instrumentalnym wspomniano. To zespół złożony z Wielkopolan. Dla tych muzyków naturalnym językiem jest muzyka klasyczna i jazz, a folklor Wielkopolski okazał się ścieżką do autentyczności i wolności. Jak twierdzą artyści, dla nich najważniejsze jest nowatorskie podejście do tradycji. Nie odnajdziemy w ich muzyce cytatów, ale klimat ludowości wart jest docenienia. Piękne współbrzmienia, świetna aranżacja, świadome niekonwencjonalne wykorzystanie instrumentów, a wszystko to jako forma poszukiwania własnej wizji muzyki ludowej.
Więcej niż muzyka
Jeszcze parę słów o ciekawych projektach i pomysłach scenicznych, które pokazują, że muzycy folkowi chcą do odbiorców docierać w różny sposób, bo mają coś ważnego do przekazania. Pewną formą teatralizacji był występ tria wokalnego Kwiotki z Wrocławia, wspierającego się instrumentami tradycyjnymi (lira korbowa i bębenek obręczowy z brzękadłami), jak też syntezatorem basowym. Mimo to głosy zdały się być głównym medium przekazywania treści. Początek prezentacji rozpoczęła scena, podczas której artystki nieruchomo siedziały w maskach pozbawionych rysów twarzy. Słuchanie archiwalnego nagrania tradycyjnej pieśni odtwarzanej ze smartfona w sposób symboliczny przywróciło im twarze. Być może takie właśnie było przesłanie performansu Marii Dunajskiej, Basi Białkowskiej i Aleksandry Suchowieckiej.
Szczególny występ należał do Oli Budzyńskiej. Artystka pokazała, jak budować przestrzeń dźwiękową z wykorzystaniem elektroniki, do której tego wieczoru dodała improwizowane partie altówkowe i subtelny śpiew tradycyjnych pieśni kurpiowskich. W koncercie dało się wychwycić tak echa radomskiej muzyki skrzypcowej, jak i apokopę z Puszczy Kurpiowskiej.
Na zakończenie chcę przywołać prezentację, która faktycznie wieńczyła „Scenę Otwartą” 2025 i która stała się piękną akoladą z wczesną fazą folku w Polsce. Mowa o muzyce celtyckiej, irlandzkiej, do czego nawiązał także znakomity, prześwietny i niezastąpiony (bo i czemu miałoby to służyć?) w konferansjerce Maciej Szajkowski. Otóż folk w Polsce przeżywał wieloletnią fascynację Ameryką Południową i kulturą celtycką już w latach 80. XX wieku. Wszystkim zainteresowanym polecamy artykuły z cyklu „30 lat folku” („Pismo Folko we” 2019, nr 140-141), gdzie wspominamy o zespołach Open Folk, Car rantuohill, Little Maidens, wykorzystujących motywy irlandzkie, szkockie i bretońskie. Dzisiaj inspiracje te nie są już tak popularne, a przecież muzyka ta ma wiele uroku, jest dynamiczna i bardzo melodyjna. Daje też spore pole do ukształtowania kultury muzykowania zespołowego. Gdański zespół Branán od dłuższego czasu współpracuje ze środowiskiem muzyki irlandzkiej i celtyckiej, dzięki czemu można go odnaleźć w historii festiwali muzyki folkowej, dawnej i tradycyjnej. W Małej Sali Widowiskowej zaprezentował się w składzie: skrzypce (Anna Grzywaczewska), flety (Monika Buller), harfa (Marian na Zawada) i bodhrán (Hubert Poło niewicz), a w tańcu irlandzkim mogliśmy podziwiać Joannę Gostkowską i Dominikę Głogowską. To było bar zo klimatyczne zakończenie przesłuchań konkursowych. Okazały się prawdziwym oknem na świat folku! Kolejne okno otwiera się już za rok…
Agata Kusto
„Scena Otwarta” 2025 odbyła się w ramach XXXV Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Ludowej „Mikołajki Folkowe” w dniach 11–14 grudnia w Akademickim Centrum Kultury i Mediów UMCS Chatka Żaka w Lublinie. Sam konkurs rozgrywa się w ciągu jednego dnia, tym razem był to piątek 12 grudnia.
Fot. A. Wójcik