
Odkrycie zawsze pozostaje kwestią subiektywną. Odkrywane jest coś, przez kogoś i dla kogoś. Na przykład Jadwiga Sobieska odkryła kozła białego, a Jarosław Lisakowski basy kaliskie i bęben osznurowany. Badacze ci odkryli te instrumenty zarówno dla siebie, jak i dla nauki, etnomuzykologii, ale wszak wielkopolskim muzykom tradycyjnym były one znane od dawna. Zatem odkrycie często bywa osobiste, a przynajmniej nie jest pozbawione relacyjności. Dlatego odpowiadając na pytanie niniejszej sondy, napiszę o moich odkryciach z 2022 roku.
Najważniejszym z nich było dotarcie do archiwalnych nagrań mojego nauczyciela gry na flażolecie – Wojciecha Wietrzyńskiego. Dzięki Marii Baliszewskiej udało się zdigitalizować i upublicznić na antenie radiowej Dwójki absolutnie fenomenalną muzykę Duo Awatar. Utwory zostały zarejestrowane w latach 80. XX wieku na dwóch taśmach studyjnych. Oprócz Wietrzyńskiego (flety) w zespole grał także Michał Węgrzak na gitarze. Usłyszenie tych nagrań było dla mnie możliwością poznania edukatora i popularyzatora muzyki od nowej strony – jako wybitnego instrumentalisty, cechującego się nie tylko doskonałą techniką, ale i grającego ze smakiem, a nawet improwizującego „z pazurem”. Ciekawe, ile jeszcze takich „odkryć” z początków historii muzyki folkowej w Polsce znajduje się w zasobach archiwum? 2022 rok to także inna znaleziona muzyka. Ukazała się kolejna, tym razem pełnometrażowa, płyta zespołu Wernyhora pod tytułem „Tołoka”. Muzyka Bojków jest mi bliska od dawna, gdyż Bojkowszczyzna była moim pierwszym terenem badawczym (jeszcze w ramach studiów etnologicznych). Wernyhora, a w szczególności lirnik Maciej Harna i jego wizja tej muzyki urzekła mnie niezmiernie. Ciągle wracam do tej płyty i jej spokojnego, ale pełnego znaczeń repertuaru. Jest ona jednak ważna nie tylko z uwagi na moje subiektywne odczucie. Nareszcie szerzej zaczyna być wykonywana nie tylko muzyka Łemków czy Hucułów, ale i głos Bojków zaczyna w Polsce rozbrzmiewać na nowo.
Moim kolejnym prywatnym odkryciem są instrumenty budowane przez Marka Bzowskiego. Pochodzi z południowej części Lubelszczyzny. Choć od lat zajmuje się tworzeniem instrumentów, ja poznałam je dopiero w tym roku. Znajomy pokazał mi drewniany flet poprzeczny z pracowni Bzowskiego. Instrument oczarował mnie pełnią brzmienia, zaczęłam szukać informacji, napisałam do Marka – i po pewnym czasie dostałam przesyłkę, a w niej flażolety z jawora, gruszy, palisandru. Teraz udaję się z tymi instrumentami w muzyczną podróż. Dokąd? Czas pokaże...
Ewelina Grygier

Doktor nauk o sztuce, flecistka, etnomuzykolożka. Pracuje w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego, publikuje na łamach „Ruchu Muzycznego” i „Pisma Folkowego”, współpracuje z Fundacją Meakultura. Koncertuje z muzyczno-tanecznym projektem Usłyszeć Taniec. Wydała solową płytę „Szplin”.
Sporym zaskoczeniem był dla mnie „polski skład” zespołu Troye Zillia. To prawdziwe polsko-ukraińskie odkrycie. Grupa miała zakontraktowaną trasę po Polsce, w tym również występy na kilku festiwalach, ale wojna sprawiła, że muzycy musieli zmienić plany. Anastasiya Voytyuk przyjechała tu sama, bo jej koledzy z zespołu podlegali mobilizacji w Ukrainie. W rezultacie już po polskiej stronie granicy liderka grupy rozpoczęła współpracę z muzykami sesyjnymi ze Śląska, którzy wypełnili zobowiązania koncertowe ukraińskiej formacji. Największe zaskoczenie polega jednak na tym, że powstał dzięki temu zespół, który nie skoncentrował się bynajmniej na odtwarzaniu wcześniejszego repertuaru. Stworzono nowe aranżacje, zupełnie odmienne od wcześniejszych, polscy instrumentaliści przestali być wyłącznie side-manami, a stali się pełnoprawnymi współtwórcami koncertowego repertuaru.
Troye Zillia to zespół charakteryzujący się dość łagodnym brzmieniem, łączący ukraiński folk z elementami popu, R&B i odrobiną fusion jazzu. Jego najbardziej charakterystycznymi wyróżnikami jeszcze w pierwotnym składzie były delikatny kobiecy wokal i gra na tradycyjnym instrumencie, jakim jest bandura. To, co najważniejsze, w nowym wydaniu się nie zmienia. Natomiast w tle pojawiają nowe elementy, takie jak choćby blues-rockowy groove, oparty na mocnej pracy gitary basowej Wojciecha Nędzy i perkusji Nikodema Pospieszalskiego. Inaczej brzmią też klawiszowe partie Jacka Kafki, który dodatkowo sięga czasem po klarnet. Z takim wsparciem za plecami Anastasiya brzmi jeszcze łagodniej i delikatniej, choć wciąż jej gra i śpiew to dominujące elementy prezentowanych kompozycji.
W tle historii z polskimi występami zespołu Troye Zillia jest oczywiście wielka polityka, wojna i zbiórki pieniędzy, do których koncertujący muzycy dokładają swoją cegiełkę. Wszystko to sprawia, że zarówno pod względem artystycznym, jak i społeczno-historycznym materiał prezentowany na scenie zasługuje na rejestrację. Byłoby to zdecydowanie coś więcej niż tylko pamiątka z tego dziwnego okresu w historii ukraińskiej grupy.
Rafał Chojnacki

Redaktor portalu eFolk.pl (dawniej Folkowa.Art.Pl), współpracownik wielu periodyków, poświęconych różnym odmianom muzyki etnicznej. Z wykształcenia polonista, copywriter i wykładowca akademicki. Hobbystycznie autor opowiadań grozy i publicysta.
W kategorii folkowego odkrycia roku zatrzymam się przy dwóch pozycjach, które naa pewno są tego zwyczajnie warte. Najpierw chciałbym zachęcić do bliższego poznania formacji Tuleje, którą współtworzą Gosia Zagajewska, Ksawery Wójciński oraz Wojtek Kurek.
W ich debiutanckim albumie „Ciche miejsca” mamy autorskie opracowanie muzyki ludowej ze wschodniej Wielkopolski, które niewątpliwie przesiąknięte jest głębokim szacunkiem dla oryginalnego materiału przy jednoczesnym pozostawieniu miejsca na subiektywne spojrzenie na tradycję. Repertuar powstał w oparciu o melodie ludowe z okolic Konina – z miejscowości Babiak, Kramsk i Osiek Wielki. Teksty napisane zostały przez wokalistkę i poetkę, Gosię Zagajewską. Są one silnie inspirowane archaicznymi pieśniami, zarówno ich warstwą dźwiękową, jak i słowną. Tradycja w oparach nowoczesności to absolutny posmak świeżego odczytania znaczenia słowa „folk”.
Tradycji dotykamy też dzięki melodiom zachowanym na archiwalnych nagraniach. Tuleje sięgają do zbioru zatytułowanego Folklor muzyczny z okolic Konina, którego inicjatorem i realizatorem jest Krzysztof Pydyński, muzykolog, dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Koninie. Publikacje te zawierają bogaty materiał muzyczny pochodzący z terenów dotychczas pomijanych przez badaczy. I to jest dla mnie absolutna folkowa petarda. Drugi tytuł, przy którym chciałbym się zatrzymać to „Cultural Concept” autorstwa fantastycznego gitarzysty, improwizatora jazzowego, kompozytora i producenta Przemysława Strączka. Zespół, który zebrał w tym albumie, wykonuje muzykę z pogranicza jazzu, muzyki ludowej i improwizacji. Utwory kolektywu to w głównej mierze kompozycje lidera, który prowadzi międzykulturowe projekty w myśl idei, że twórcze i kreatywne działania muzyczne zbliżają ludzi nawet z odległych zakątków świata, tworząc nową jakość w kulturze i sztuce. Płyta „Cultural Concept” to właśnie koncepcja łącząca elementy etniczne różnych krajów w sferze muzyki opartej na improwizacji, elementach jazzu i etno, w której każdy muzyk ma własną przestrzeń do swobodnej ekspresji. Formację tworzą artyści z Polski, Senegalu, Tajwanu i Kolumbii. Międzykulturowa grupa prezentuje muzykę napisaną na etniczne instrumentarium, do którego należą: mongolski matoquin, afrykańska kora, azjatyckie erhu, kolumbijskie instrumenty perkusyjne. Muzycy grający na egzotycznych instrumentach pojawiają się w towarzystwie polskich instrumentalistów jazzowych. Zaiste płyta na długie zimowe wieczory.
Adam Dobrzyński

Dziennikarz muzyczny, konferansjer, animator koncertów, juror, krytyk muzyczny „Jazz Forum”, związany ze środowiskiem folkowym i stacjami Polskiego Radia, aktualnie obecny w Polskim Radiu Dzieciom. Jego artykuły, recenzje, wywiady pojawiały się drukiem w licznych periodykach muzycznych, prowadzi blog „Ale Muzyka”. W wakacje 2022 na warszawskim Ursynowie był gospodarzem folkowego cyklu „Muzyczne Lato na Ursynowie – Dechy do Tańca”.
Rok 2022 był wspaniałym rokiem pod względem wydawnictw płytowych, a swoją rękę do owej wspaniałości przyłożyli również debiutanci. Na krajowym podwórku bój rozegrał się pomiędzy dwiema załogami folkmetalowymi – krakowską Jerną i skarżyską formacją Czarny Bez. Jerna przyładowała soczystym, wielowątkowym łomotem w dość klasycznym stylu, choć pomysłami z tej płyty można by obdzielić kilka płyt nieco bardziej doświadczonych kapel. Chapeau Bas! Cały show skradł jednak Czarny Bez, który tchnął w rodzime środowisko folkmetalowe wiele świeżości. Świeża jest nie tyle muzyka, co cały pomysł na kapelę, od osadzenia jej w postapokaliptycznej rzeczywistości, poprzez odjechany image aż po dźwięki, które zgrabnie łączą niekiedy dość radykalną elektronikę, gitarowy huk oraz zwiewną i folkową melodyjność. Oddzielne ukłony w stronę rewelacyjnej wokalistki, która nadaje całości dodatkowego kolorytu. Na arenie międzynarodowej zamiótł z kolei pochodzący z Indii Bloodywood, który zaprezentował mix nu-metalu i indyjskiego street folku. Chłopaki najpierw zaczęli być youtube’owym viralem, ale pełny album zweryfikował, że są na pewno czymś więcej niż sezonowym hitem internetu. Cała płyta napakowana jest pod sufit nieoczekiwanymi zwrotami akcji, gdzie table i sitary przygrywają pod mocnymi riffami i perkusyjnymi breakami.
Marcin Puszka

Prezenter Polskiego Radia Lublin, autor audycji „Kołowrót”, promotor muzyki folkowej.
Nie jest łatwo przeanalizować rok taki jak 2022, który był dziwny, niezwykły pod każdym względem. Na pograniczu pandemii, między pragnieniem normalnego życia a jeszcze gdzieniegdzie uciążliwymi ograniczeniami i brakiem poczucia bezpieczeństwa wybuchały imprezy związane z szeroko pojętą muzyką i kulturą Tradycji (bez jej aktualnej definicji). To, co zaobserwowałam i mnie zachwyciło, to różnorodność stylistyczna pojawiających się zespołówi solistów. Opisać ją mogę na podstawie kilku miejskich festiwali (Nowa Tradycja, Mikołajki Folkowe, Wszystkie Mazurki Świata, Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich i in.).
Ożyły dawne instrumenty, co zawdzięczać można Marii Pomianowskiej i jej uporowi, mistrzostwu gry oraz nauczaniu w krakowskiej Akademii Muzycznej. Ale nie tylko, bo podawne instrumenty ludowe młodzi muzycy sięgają coraz częściej, ciesząc się muzyczną różnorodnością, możliwościami brzmieniowymi i technicznymi. Wpływa to na stylistykę propozycji muzycznych, poszukiwania repertuaru, sięganie do źródeł – publikacji czy nagrań. A tych jest coraz więcej dzięki wspaniałym działaniom Pracowni Etnomuzylogii IS PAN oraz lokalnych placówek muzealnych, centrów i domów kultury. Świadomość wagi tej muzyki i jej przekazu jest coraz większa. Ta prawda dotarła do mnie w roku ubiegłym bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, więc to moje odkrycie ubiegłoroczne!
Najbardziej dostrzegalne zmiany pokoleniowe, bo do nich teraz zmierzam, jako kolejnego odkrycia, dały się zauważyć podczas Festiwalu Kapel, Śpiewaków i Instrumentalistów Ludowych w Kazimierzu. Otóż wykonawcy festiwalowi roku 2022 to w przewadze byli ludzie młodzi, bardzo młodzi i średniego pokolenia. To tu wychowało się właśnie wielu młodych muzykantów z radością, zapałem, otwartą głową i sercem muzykujących samodzielnie. I myślących o przyszłości tej części kultury, kultury ludowej, a więc i o jej nauczaniu. Temu służą liczne lokalne akcje, szkółki, a wśród nich Ogniska Muzyki Tradycyjnej czy Uniwersytet Wzajemny.
Maria Baliszewska

Etnomuzykolog, dziennikarz, założycielka Radiowego Centrum Kultury Ludowej (1994), w Redakcji Muzyki Ludowej Polskiego Radia od 1973 roku. Jest pomysłodawczynią i współautorką serii płytowej „Muzyka Źródeł” oraz Festiwalu Folkowego Polskiego Radia „Nowa Tradycja”. Obecnie współpracownik Polskiego Radia i autorka magazynu „Źródła”, juror festiwali w Kazimierzu i Zakopanem.
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Wiktoria Kaczmarczyk
Odkrycie zawsze pozostaje kwestią subiektywną. Odkrywane jest coś, przez kogoś i dla kogoś. Na przykład Jadwiga Sobieska odkryła kozła białego, a Jarosław Lisakowski basy kaliskie i bęben osznurowany. Badacze ci odkryli te instrumenty zarówno dla siebie, jak i dla nauki, etnomuzykologii, ale wszak wielkopolskim muzykom tradycyjnym były one znane od dawna. Zatem odkrycie często bywa osobiste, a przynajmniej nie jest pozbawione relacyjności. Dlatego odpowiadając na pytanie niniejszej sondy, napiszę o moich odkryciach z 2022 roku.
(Ewelina Grygier)