
Wspomnienia pani Marjany Paprotowej z byłej wsi Škódow (niem. Skadow), dziś dzielnicy miasta Cottbus/Chóśebuz.

Pani Marjana Paprotowa (niem. Marianne Paprott) urodziła się 23 lipca 1925 roku we wsi Škódow. Jej rodzina była niewielka jak na tamte czasy, miała bowiem tylko jedną siostrę oraz jednego brata. Spotkał go tragiczny los, ponieważ służąc w wojsku, zginął gdzieś na froncie II wojny światowej. Rodzice Marjany poznali się we wsi Škódow i tam spędzili całe życie, pracując na roli i hodując zwierzęta. Każde zwierzę miało swoje imię, tych jednak już dokładnie nie pamięta.
Jako dziecko pani Paprotowa posługiwała się tylko językiem dolnołużyckim. Jej sąsiedzi, znajomi, rodzina – całe otoczenie komunikowało się w ten sposób. Dolnołużycki był więc językiem codziennym, czymś normalnym i naturalnym. Pani Paprotowa całe życie chodziła w serbołużyckim wiejskim stroju narodowym. Także w dniu naszego spotkania ma na sobie tradycyjną, długą spódnicę, wykonaną w technice Blaudruck, określanej w języku polskim mianem siwizny (górale żywieccy) lub farbonicy (Podhale). Znaczny wzrost popularności tego typu tkanin przypadł na drugą połowę XIX wieku i wiązał się z rozwojem manufaktur tkackich. Tkanina drukowana stała się wtedy tańsza i weszła na stałe do ubioru tradycyjnego wielu narodów słowiańskich, nie tylko Serbołużyczan. Strój narodowy kobiety szyły w tamtym czasie głównie w domu, na własny użytek. Również hafty były wykonywane samodzielnie.
Pielęgnowanie serbołużyckich tradycji oraz kultury było oczywistością dla młodych i starszych mieszkańców Škódowa. Pani Paprotowa wspominała z wielką melancholią na przykład malowanie jajek wielkanocnych czy przynoszenie wody wielkanocnej. Szczególnie ten drugi zwyczaj jest niezwykle interesujący, ponieważ był i jest pielęgnowany bez udziału osób trzecich, tzn. turystów. W Wielką Niedzielę młode dziewczęta wstawały jeszcze przed wschodem słońca, aby udać się do najbliższej rzeki albo źródła po wodę wielkanocną (dolnołuż. jatšowna wóda). Jak podają teksty źródłowe autorstwa Edmunda Schneeweisa (1886–1964) oraz Lothara Balkego (1939–2020), wiara w oczyszczającą i uzdrawiającą moc wody wielkanocnej była wśród Serbołużyczan powszechna. Wierzono między innymi, że ma ona właściwości uzdrawiające dla ludzi i zwierząt oraz zapewni myjącym się w niej dziewczętom urodę i powodzenie.
Udawały się one po wodę samotnie lub grupkami. Wśród nich nie mogło być żadnych chłopców. W drodze do i ze źródła, a także przy czerpaniu wody nie wolno było wypowiedzieć ani słowa. Jeśli milczenie zostało przerwane, woda traciła swoją uzdrawiającą moc i stawała się jednocześnie tak zwaną wodą gadułą. Chociaż chłopcom nie wolno było, według zwyczaju, towarzyszyć dziewczętom w drodze, czekali na nie w krzakach i próbowali je wystraszyć albo zmusić do wypowiedzenia jakiegoś słowa, aby woda stała się bezwartościowa.
Pani Paprotowa całe życie spędziła w rodzinnej wsi. Tutaj również założyła rodzinę. Ma cztery córki oraz jednego syna, który mieszka razem z nią i swoją rodziną w Škódowie. Na pytanie, jak wiele jest wnuków lub nawet prawnuków, pani Paprotowa nie potrafi odpowiedzieć. Fotografia, która stoi w jej pokoju, przedstawia liczną rodzinę i utwierdza mnie w przekonaniu, że może się cieszyć wieloma potomkami mieszkającymi dzisiaj w różnych regionach Niemiec. Mimo prawie 97 lat pani Paprotowa jest bardzo pozytywnie nastawioną do życia i wesołą osobą. Codziennie słucha serbołużyckiegoprogramu radiowego, czyta serbołużycki tygodnik „Nowy Casnik” i ogląda serbołużycki program telewizyjny. Jest w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Cieszy się z odwiedzin gości władających językiem dolnołużyckim.
Justyna Michniuk
Opracowanie i korekta na stronie internetowej: Wiktoria Kaczmarczyk
Wspomnienia pani Marjany Paprotowej z byłej wsi Škódow (niem. Skadow), dziś dzielnicy miasta Cottbus/Chóśebuz.