
Monika Klimowicz-Kominowska
fot. z arch. M. Klimowicz-Kominowskiej
Archeolożka z wykształcenia, przyrodniczka z pasji. Zafascynowana ptakami w kulturze i pochodzeniem łacińskich nazw gatunków. Autorka artykułów o ptakach i przyrodzie oraz felietonów łączących kwestie przyrody, języka ją opisującego i etyki. Rzeczniczka prasowa Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.
Jedną z ważniejszych ról, jakie przypisywano i nadal przypisuje się ptakom w kulturze ludowej, jest posłaniec zmian, herold dobrych lub złych wydarzeń, które mogą nadejść. Pojawienie się lub konkretne zachowania niektórych gatunków przepowiadały los poszczególnych osób bądź rodzin, wieszczyły pogodę i urodzaj, zapowiadały nadejście wiadomości mogących odmienić bieg życia. W zależności od przynależności gatunkowej ptaki były dobrymi lub złymi prorokami. Przekładało się to bezpośrednio na niechęć czy wręcz nienawiść do niektórych gatunków. Co ciekawe, w poszczególnych miejscowościach w Polsce nadal nie lubi się sów, które miały wieszczyć rychłą śmierć, czy ptaków krukowatych, także kojarzonych z posłańcami śmierci lub nawet Złego. Są one przeganiane, a czasem prześladowane. Zawodzące wołania pójdźki – sowy związanej z terenami rolnymi – tłumaczy się jako „Póóójdź w dołek pod kościołek”. Podczas kontrolowania stanowisk lęgowych pójdźki na zachodnim Mazowszu spotkałam się z kilkoma przypadkami niechęci do tych ptaków. W okolicach Zambrowa usłyszałam z kolei o złapanym puszczyku, którego zwłoki przybito nad drzwiami stodoły. Miało to ponoć chronić gospodarstwo przed pożarem. Ptaki były i są także strażnikami domów czy rodzin, zapewniającymi szczęście, dostatek i opiekę. Z tego powodu niektóre z nich uważane były za nietykalne, niemal święte. Wyróżniają się tu dwa gatunki – bocian biały, opiekun domowego ogniska i zwiastun szczęśliwego pożycia małżeńskiego, oraz jaskółka (bez wyróżniania gatunku) – zwiastunka wiosny, symbol nadziei i płodności. Często jest uważana za alegorię zmartwychwstania Chrystusa, przedstawiana też jako towarzyszka Marii Panny. W końcu ptaki to sygnaliści zmian w przyrodzie, zarówno rytmu dobowego czy rocznego, jak też zmian pogody. Nisko latające jaskółki, dzwoniące zięby były niechybną zapowiedzią deszczu. Wiosną pierwsze skowronki oznajmiały porę rozpoczęcia prac polowych, a jesienne ptasie odloty zwiastowały odpoczynek dla rolników. Na koniec warto wspomnieć o kukułce, której kukania liczą dzieci i dorośli w całej Polsce, choć w zależności od regionu liczbę tę różnie się tłumaczy. Ile dni zostało mi do ślubu? Ile lat będę w szczęśliwym związku? Jak bardzo będę zamożna? A może – jak długo jeszcze pożyję? Niech każdy zada swoje pytanie, gdy następnym razem spotka samca kukułki.
Jarosław Nykiel
fot. z arch. J. Nykiela
Copywriter, autor. Pisze oraz fotografuje dla pieniędzy i przyjemności. Na zdjęciach zwierząt szuka inspiracji do pisania. Tropi motywy zwierzęce w świecie piór wiecznych. Rozmawia z kotami, a miłość do nich dzieli z żoną Magdą i trójką dzieci. Strona WWW: janykiel.pl
Świadomie zainteresowałem się ptakami dopiero jako dorosły. Znalazłem kowalika, który uderzył w szybę, i byłem zaskoczony tym, jaki jest lekki. Od tego czasu patrzę na ptaki bardziej świadomie i aktywnie szukam kontaktu z nimi. Ze wszystkich zwierząt chyba właśnie one najczęściej przynoszą mi pomysły na teksty. Tak naprawdę od dziecka ptaki miałem blisko. Najpierw poznałem te spotykane w gospodarstwie: kury, gęsi, kaczki. Czarny kogut źle kojarzył się mojej babci. Ale ogólnie kogut to był ptasi symbol męskości. Zadziorny, silny, płodny – wnosił do kurnika porządek. Niestety, pierwszy dawał głowę pod topór. Nioski były zbyt cenne. Z kurami wiąże się oczywiście cała symbolika i znaczenie jaj, która wiosną nabiera szczególnego znaczenia. Jeśli chodzi o dzikie ptactwo, najlepiej pamiętam jaskółki. Były mile widziane. Nie wolno było im szkodzić, bo ich obecność przynosiła szczęście – no i wiosnę. Poza tym z zachowania jaskółek wnioskowano na temat pogody. Jako dorosły zetknąłem się z niesamowitą historią o tych ptakach zimujących na dnie stawu. Pohukiwanie sowy to zawsze była zła wróżba, zapowiedź nieszczęścia. Bociany, rzecz jasna, lubiano. Nie pamiętam bocianiego gniazda w pobliżu domu dziadków, ale to oczywiście nie przeszkadzało w tym, żeby bociek przynosił dzieci. Mam jednak poczucie, że to była już tylko kwestia językowa, rodzaj wymówki przed dziećmi, żeby uniknąć szczegółowych wyjaśnień. Żeby dowiedzieć się, ile lat życia jej zostało, babcia mieszkająca w małym miasteczku liczyła kukanie kukułki. Słysząc tego ptaka, miała też nadzieję na niespodziewany przypływ gotówki. Sroka za to była dla niej symbolem kradzieży. Pisząc, nie czuję się specjalnie „związany” wierzeniami czy stereotypami na temat ptaków, choć są świetną pożywką dla tekstów. Często mam jednak potrzebę, żeby na przekór obsadzić ptaki w rolach sprzecznych z tym, co się o nich mówi. Gęś wcale nie musi być głupia, jaskółka może zgubić wiosnę, lecąc, a bocian porwać dziecko, zamiast je przynieść.
Marek Pióro
fot. z arch. M. Pióry
Autor kultowego bloga Plamka mazurka. Autor książek Kalendarz ptaków, Plamka mazurka, trele na morelach. Kończy pisać Kalendarz ptaków 2.
Ptaki ciekawią i inspirują ludzi od dawna. Mówi o tym między innymi malowidło z wizerunkiem sowy sprzed dziesięciu tysięcy lat znalezione w Jaskini Chauveta. Istoty potrafiące latać musiały budzić zazdrość i podziw. Kto nie chciałby, tak jak one, wzbić się w przestworza i lecieć? Chyba każdy tego pragnie. Mijały tysiąclecia, a ptaki na stałe znalazły swoje miejsce w życiu człowieka – niekoniecznie tylko w formie jedzenia. Szczególnym miejscem ich występowania stały się mitologie i religie. W samych mitach greckich jest ich zatrzęsienie. Pod postacią łabędzia Zeus latał na miłosne podboje, a atrybutem bogini mądrości, Ateny, była malutka, wdzięczna pójdźka (Athene noctua). Każdego dnia przylatywał orzeł kaukaski, by zadawać nieustanne męki Prometeuszowi. Wiosną nad polami rozlega się śpiew skowronka. Kiedyś, gdy nie wiedziano o sezonowych przelotach ptaków, sądzono, że skowronki zimują, „strętwiwiawszy” na polach pod kamieniami, albo że ukrywają się w mysich norach bądź zmieniają w spokrewnione z nimi dzierlatki. Ksiądz Kluk przytomnie jednak zauważył, że „Bayką jest to zadawnioną, że Skowronek na zimę pod kamieniem obumiera: przy tey bowiem ich wielości ledwieby nie każdym kamienie znaydować się powinny; i dotąd jeszcze żaden od nikogo pod kamieniem nie jest znaleziony”. W wielu stronach pobożny lud uważał, że „skowronek to ptak Matki Boskiej, przeto nie wolno go zabić”. Traktowano go też, podobnie jak wiele innych gatunków ptaków, jako swoistą prognozę pogody: „Gdy skowronek śpiewa, będzie pogoda; gdy nie śpiewa, będzie słota, lub pogoda będzie, gdy wysoko lata; w przeciwnym razie będzie deszcz”. Blisko ludzi żyje bardzo nieliczna sowa, pójdźka. Sowa, mądra głowa – myślę, że to powiedzenie wzięło się od tego gatunku. U nas utarło się, że ta sówka jest zwiastunem... śmierci! Miał się przyczynić do tego jej frapujący, ale i ciekawy głos, transliterowany u nas jako „pójdź, pójdź w dołek pod kościołek”. Osobiście poznałem, już w XXI wieku, kilka osób, które wierzą, że widok sowy przynosi... pecha! Płomykówce, mieszkance wielu kościelnych krucht przyglądano się często ze szczególną uwagą. W wierzeniach ludowych nie tylko zwiastowała śmierć jak pójdźka, ale także przepowiadała pożar. Ktoś, chyba niezbyt rozgarnięty, rzucił podejrzenie, że sowa ta wyjada łój ze świec w kościele… Życie tego ptaka w dawnych czasach bywało koszmarem. Niejedną płomykówkę przybito żywcem w obejściu dla wystraszenia sił nieczystych!
Piotr Lasota
fot. z arch. P. Lasoty
Od 2009 roku pracownik działu Historii Mówionej Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie. W dorobku publikacja kilkunastu artykułów naukowych i popularnonaukowych zarówno o zasięgu lokalnym, jak i ogólnopolskim oraz międzynarodowym. Autor i koordynator kilkunastu projektów tematycznych. Współpracownik Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (projekty badawcze) oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (prowadzenie zajęć). Autor 700 wywiadów ze świadkami historii. Aktualnie koordynator działu Historia Mówiona w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie.
Moja wiedza na temat ptaków w kulturze tradycyjnej, jak i ptaków w ogóle jest dwojaka. Po pierwsze, od dziecka interesuję się ptakami, obserwuję je, fotografuję, bywam na obozach ornitologicznych. Po drugie, pytam o nie również podczas wywiadów prowadzonych ze świadkami historii w ramach Programu Historia Mówiona. I właśnie na tym drugim aspekcie chciałbym się tu skupić, przedstawiając kilka wybranych przykładów ludowych wierzeń o bocianie z terenu Lubelszczyzny. Według podań ludowych bocian stał się ptakiem z woli Boga za niedokładne wykonywanie jego poleceń. Ludzie od zawsze darzyli te ptaki sympatią. Z niecierpliwością oczekiwano ich przylotu, a gdy przybyły, witano je z wielką radością. Uważano, że bociany powinny powrócić z zimowych wędrówek już na Zwiastowanie Matki Boskiej (25 marca). Jeśli do tego dnia się nie pojawiły, traktowano to jako znak zwiastujący nieurodzaj w nadchodzącym roku. Na ich powitanie (w północno-wschodniej Polsce) wypiekano specjalne pieczywo w kształcie łapy ptaka, zwane bocianimi lub busłowymi łapami. Pieczono też miniatury narzędzi używanych w gospodarstwie (pługów, bron itp.) i wkładano je do gniazd na powitanie ptaków. Nie wolno było w żadnym wypadku zabijać bocianów, gdyż stanowiło to śmiertelny grzech. „No, tu był taki Dobrzyński Jan, tu na Józefinie, i on wykopał sobie taką sadzawke, taki stawek, bo tam przy łąkach był. I zaczął tam rybki hodować, ale bocian przylatywał i kradł, te ryby, i zjadał. I on mówi: «Trzeba tego bociana przestraszyć». I wziął, miał dubeltówke, poszedł i strzelił w stronę bociana, jak ten przyleciał i tam łapał ryby. Ale tak jakoś nieudolnie, że trafił w tego ptaka i zastrzelił. To od razu ludzie powiedzieli: «Gospodarstwo się zmarnuje». I tak było. Później zaszła choroba płuc, tak zwane suchoty, to chyba z pięć osób umarło i córka też, to poszła gdzieś do jakiegoś owcarza, z domu. Tak że na nic to się wszystko zdało, że tego bociana zabił” [Czesław Maj, Motycz 2011]. Jeżeli w obrębie gospodarstwa, w którym gnieżdżą się bociany, ktoś popełni zły czyn, wtedy ptaki nigdy już tam nie zagniazdują. Istnieje także ludowa opowieść tłumacząca, dlaczego bocian ma czerwone nogi i dziób oraz odżywia się m.in. gadami: „Kiedy tyle było stworzone różnych stworzeń, to Panu Bogu się wydawało, że te gady są brzydkie, niepotrzebne. I zebrał wszystkie do olbrzymiego wora, skórzanego i polecił […] bocianowi, żeby zaniósł do przepaści i rzucił, żeby to nigdzie się nie rozłaziło. Ale bocian był ciekawy, co to tak się rusza, tam w środku? Leciał, leciał, ale wreszcie był zmęczony. Usiadł i mówi: «Zrobię małą szparkę i zobaczę, co to jest». Zaczął dziobem rozmotywać ten wór i worek się rozwiązał i to się rozleciało. Bocian zaczął łapać – to na nic, nic nie pomogło. I od tamtego czasu gady są na świecie. […] no i wtedy słyszy głos: «Bocianie! Mówiłem, że masz nie oglądać do worka, a ty się […] nie posłuchałeś». I bocian się zawstydził, i nogi zrobiły się czerwone, i dziób ze wstydu. I zbiera te gady do dzisiejszego dnia i do końca świata będzie zbierał” [Czesław Maj, Motycz 2011]. Powszechnie znane i przekazywane dzieciom są opowieści o bocianach przynoszących dzieci. Wierzono także, iż dobrym znakiem jest zobaczyć po raz pierwszy na wiosnę bociana w locie, a gdy podczas pierwszego spotkania ptak siedzi, cały rok będzie zły: „Ano bocian był zwiastunem życia. Jak gdzieś tam osiadł to oho, mówi…, będzie dziecko. […] Jak leci, to będzie zdrowy. Bo jak stoi, to znaczy, że może być chory, jak się zobaczy [pierwszego bociana]” [Cecylia Oskroba, Rzeczyca Ziemiańska 2012].
Korekta na stronie: Brygida Jasińska, studentka kierunku e-edytorstwo i techniki redakcyjne na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Skrót artykułu:
Jedną z ważniejszych ról, jakie przypisywano i nadal przypisuje się ptakom w kulturze ludowej, jest posłaniec zmian, herold dobrych lub złych wydarzeń, które mogą nadejść. Pojawienie się lub konkretne zachowania niektórych gatunków przepowiadały los poszczególnych osób bądź rodzin, wieszczyły pogodę i urodzaj, zapowiadały nadejście wiadomości mogących odmienić bieg życia.
(Monika Klimowicz-Kominowska)
Dział: