Nieznana gwiazda folku?

Ula Kapała śpiewała od zawsze, wtórowała płytom i kasetom, choć zgodnie z opinią fachowców, nie przyjęto jej do przedszkola muzycznego z powodu "kompletnego braku poczucia rytmu". Kilka rad technicznych otrzymała od mamy. Zaczynała w rodzinnym gronie, razem z mamą, która nie lubi publicznych występów. Języka angielskiego w zasadzie nauczyła się samodzielnie z piosenek The Beatles i The Rolling Stones. Zadebiutowała w wieku 13 lat na festiwalu w Szklarskiej Porębie, osiem lat temu. W grudniu usłyszymy ją na "Mikołajkach Folkowych '98" (niedziela - 13.12 o godz. 18.00). Sądzi, że muzykowanie nie będzie jej zawodem, lecz wytrwale kontynuowanym hobby. Występuje w duecie z ojcem i jak twierdzi taki układ ma same dobre strony.


Jak się gra w zespole rodzinnym?


Ula - Łatwo zrobić próbę, można ją zwołać w domu i w każdej chwili.


Czy to nie przeszkadza?


U. - Zupełnie nie.


W jaki sposób zainteresowaliście się muzyką celtycką?


U. - Wszyscy każą nam się z tego tłumaczyć. Tato przez długi czas zbierał płyty z różną, nie tylko celtycką muzyką folkową, a w międzyczasie urodziłam się ja i z nią rosłam.


Czy zmierzacie w kierunku muzyki anglosaskiej?


Jan Kapała - Trudno powiedzieć, sięgamy po country, bluesa, ballady jazzowe. Gramy to, co lubimy. Jak nam się spodoba kawałek bluesa, to i to zagramy, chociaż tak naprawdę to Ula wychowała się głównie w kręgu muzyki pochodzącej z Wysp Brytyjskich. To najbardziej w niej "siedzi". Niestety, tak się złożyło, że nie mieliśmy dostępu do polskiej tradycji, bo zachód Polski jest odcięty od tego po powojennych migracjach.


W jakich środowiskach koncertujecie?


J. - "Folkowa Majówka '98" w Radomiu była naszą pierwszą imprezą o tym charakterze, dotychczas "przytulała nas" poezja śpiewana. Uli w zasadzie nie da się zaszufladkować. Jest to poezja, poza tym w dużej mierze pieśni morskie, jest to na pewno zbliżone do folkloru, z tym że jest on już troszeczkę przetworzony. Mamy zamiar kupić porządną mandolinę (bo Ula wtóruje sobie na tym instrumencie), co zbliży nasze brzmienie do folkloru celtyckiego.


Wasza kaseta jest odbierana raczej jako folk niż poezja śpiewana.


J. - Przy doborze repertuaru kierowały nami dwie idee. Po pierwsze, żeby był on w pewnym stopniu ukierunkowany - folklor pochodzenia celtyckiego. Po drugie, żeby nikt nie miał pretensji, że mu coś odbieramy. Każda piosenka jest bardzo stara, nieznanego autora i można ją dowolnie interpretować. Część piosenek pochodzi ze zbioru F.J. Childa sprzed stu lat. Zawiera on około 1200 ballad do 305 melodii. Oczywiście ich wariantów jest o wiele więcej.


Kto jest pomysłodawcą piosenek i aranżacji?


U. - Tworzymy je razem. Jak nam się jakaś piosenka podoba, to jakoś samo wychodzi, że ją gramy, ulega wówczas kolejnym modyfikacjom i w pewnym momencie osiąga taki poziom, że można ją pokazać na scenie.


Czy fascynuje Was elektronika?


J. - Wydaje mi się, że nowinki elektroniczne trzeba wykorzystywać. One po prostu egzystują w naszym świecie, z tym, że nie można przesadzać. Takich dodatków nie może być dużo i trzeba je stosować z umiarem. Kiedyś w ten sposób wprowadzono akordeon, który na początku przeszkadzał w kapeli, a dziś stał się instrumentem ludowym, podobnie było z saksofonem w muzyce jazzowej.


W jakim kierunku zamierzacie się rozwijać?


J. - Na pewno będziemy grali dużo muzyki folk, bo ma ona w sobie element ekspresji, który nam odpowiada. Mam na myśli każdy rodzaj muzyki, w której jest dzikość i dynamika. Element, który decyduje o tym, czy jest to muzyka folk nie da się zwerbalizować. Coś jest folkiem lub nie. Uważam, że jest to pojęcie podstawowe, ale wracając do pytania ...

Myślimy też o rozszerzeniu zespołu na stałe o flet, drugi głos. Może będzie z nami śpiewać Kasia Haczewska. Zdarzało się nam już grać występy improwizowane, bo czasem zapraszamy zaprzyjaźniony chórek czy tancerzy, stałych "dodatków" na razie nie mamy.


Rozmawiał Marcin Skrzypek &nbsp&nbsp&nbsp&nbsp&nbsp

Skrót artykułu: 

Ula Kapała śpiewała od zawsze, wtórowała płytom i kasetom, choć zgodnie z opinią fachowców, nie przyjęto jej do przedszkola muzycznego z powodu "kompletnego braku poczucia rytmu". Kilka rad technicznych otrzymała od mamy. Zaczynała w rodzinnym gronie, razem z mamą, która nie lubi publicznych występów. Języka angielskiego w zasadzie nauczyła się samodzielnie z piosenek The Beatles i The Rolling Stones. Zadebiutowała w wieku 13 lat na festiwalu w Szklarskiej Porębie, osiem lat temu. W grudniu usłyszymy ją na "Mikołajkach Folkowych '98" (niedziela - 13.12 o godz. 18.00). Sądzi, że muzykowanie nie będzie jej zawodem, lecz wytrwale kontynuowanym hobby. Występuje w duecie z ojcem i jak twierdzi taki układ ma same dobre strony.

Dział: 

Dodaj komentarz!