Niech zabrzmią bębny

Rozmowa z Agnieszką Kołczewską

W Kazimierzu nad Wisłą, renesansowym sennym miasteczku, rozbrzmiewają od czasu do czasu nie tyko surowe głosy ludowych śpiewaków i skrzypiec, ale także pulsujące rytmy bębnów. Spotkanie z bębniarzami w tym właśnie miejscu, kilka lat temu, zaważyło na dalszych zainteresowaniach Agnieszki Kołczewskiej, perkusistki Orkiestry św. Mikołaja.


Agata Witkowska: Grasz na instrumentach perkusyjnych, więc pytanie, czym jest rytm nie sprawi Ci żadnych trudności?


Agnieszka Kołczewska: Cokolwiek robimy, robimy w rytmie. W nim chodzimy, mówimy, śpiewamy. Rytmem jest całe życie. Uderzeniom serca podporządkowane jest funkcjonowanie całego organizmu. Zatem był on obecny od zawsze. To dlatego bęben był pierwszym instrumentem ludzkości.

Rytm jest dążeniem - krok po kroku - do wszechświata, przestrzeni, ma wymiar mistyczny. My, w tej części świata, nie przywiązujemy do tego dużej wagi, a przecież rytm potrafi rozweselić i zasmucić. Akcenty, uderzenia są tak ułożone, by stworzyć odpowiedni nastrój. Dużo zależy od tempa - generalnie rytm wolniejszy niż bicie serca przygnębia. Decydują o tym również przeszkadzajki, np. wesołe dzwoneczki. To one, użyte odpowiednio, stwarzają klimat. Tak lubiana teraz muzyka taneczna uwidacznia jaki wpływ na człowieka ma rytm.


Czy masz na myśli techno?


Mnie ono dobija. Nie mogę tego słuchać. To jest sam rytm, pokrojony i brudny, automatyka. Te wszystkie extasy, ludzie naszprycowani nie wiadomo czym. Bębny - to życie, różne metrum, powoli, szybko, synkopa, urozmaicenie. Tak jak w reggae - wesołe rytmy, chociaż śpiewa się zazwyczaj o smutnych rzeczach. Ale to jest klimat, to gra człowiek, który wkłada w to swą duszę i serce, a nie maszyna. Przeżywa to, jest tak wypełniony muzyką, że aż czasem chce mu się płakać - z radości.


Często miałam okazję widzieć na ulicach grających bębniarzy. Jaka jest według Ciebie przyczyna wzrastającej popularności bębnów w Europie?


Myślę, że ludzie teraz dążą do natury i widzą ją właśnie w bębnach i rytmie. Chcą się zbliżyć do przyrody, chcą osiągnąć spokój, wolność, wytworzyć pozytywną energię. Ja, gdy gram - czy to sama, czy to z przyjaciółmi - czuję się tak, jak gdybym była w lesie czy w górach. Myślę, że bębny zbliżają ludzi do siebie. Tworzy się miłość, która każe się zastanowić, zwolnić tempo, bo przecież w cywilizowanym świecie zawsze za czymś gonisz, musisz zrobić to czy tamto. Bęben jest naturalny.


Dziś wiele osób pragnie żyć w zgodzie z naturą, poza tym bębny mają również wymiar religijny.


To prawda, grałam nawet kiedyś w zespole z muzyką religijną. Nikt nigdy nie powiedział, że to nie pasuje.


Odkąd w Polsce datuje się zainteresowanie bębnami?


Myślę, że od czasów hippisowskich. Oni pierwsi zainteresowali się naturą, korzeniami w takim wymiarze, o jakim teraz mówimy. Najpierw je przywożono z zagranicy. Potem zaczęto je robić. Nawet ci, co teraz przychodzą na moje warsztaty, próbują sami "wystrugać" bęben.


Uczysz już gry na bębnach, a kiedy zaczęłaś interesować się muzyką?


O, to było bardzo dawno temu. Jak byłam mała, to zawsze chciałam być piosenkarką, czy aktorką. Bawiłam się w to. Pewnego dnia, po wielu latach, zobaczyłam w Kazimierzu na rynku, po raz pierwszy w życiu, bębniarzy. Szalenie mi się spodobali. Od tej pory marzyłam żeby być z nimi. Jakiś czas potem spróbowałam gry na instrumentach perkusyjnych. Wtedy też zaczęłam słuchać Boba Marleya. I wtedy się zaczęło - bębny, bębny - coś pięknego! Zafascynował mnie rytm i jego mistyka. Potem doszły przeszkadzajki, instrumenty perkusyjne, które mają dla mnie jeszcze większą wartość niż same bębny, bo trudniej się na nich gra i dzięki nim właśnie czuć te klimaty, smaczki. Bardzo lubię te wszystkie "agogi", marakasy, cow- belle, choć przede wszystkim są kongi.To one tworzą podstawowy rytm.


Na jakich instrumentach grasz?


Kongi - bębny mogą mieć różną średnicę i wysokość, a kształt beczki. Mniejsze - nazywamy congitas. Są bębny tzw. rootsowe, fabrykowane przez różnych hobbystów na wsiach. Takie instrumenty są robione z wydrążonych pni, skóra może być cielęca lub z innego zwierzęcia. Są też bębny fabryczne produkowane przez firmy w tym wyspecjalizowane. Sklejane z klepek, membrana syntetyczna. Są one dokładniejsze, ale niektórzy mówią, że nie mają duszy. Takie robione ręcznie mają w sobie więcej mistycyzmu. Ja też kiedyś myślałam - roots, roots! Natura! Ale kiedy zaczęłam grać bardziej profesjonalnie, z różnymi zespołami, to okazało się, że bębny fabryczne mają lepsze brzmienie. Wszystko jest równiejsze, nie trzeba się też tak męczyć przy graniu, uderzać tak mocno. Jest łatwiej.

Są jeszcze djemby, w kształcie kieliszka, naciągane na sznury. Ich specyfiką jest brzmienie - bardzo głębokie i czyste. To właśnie grając na djembach można najmocniej poczuć mistykę brzmienia. Kiedy gramy w kilka osób, to w pewnym momencie powietrze zaczyna przenikać do rytmu. Tworzy się kula, wszystko się kręci. Kolejny rodzaj to bongosy, razem złączone małe bębenki, gra się na nich palcami. Ciekawy jest również tzw. gadający bęben - kalangu. Jest on dwustronny, w kształcie klepsydry o bardzo niewielkiej średnicy. Taki bęben trzyma się pod pachą, i uderza zakrzywionym kołeczkiem, a tą ręką, pod którą trzyma się instrument, moduluje się brzmienie napinając naciągi wspólne dla obu membran. Wychodzi bardzo ciekawy efekt.


Czy bębny mogą być tylko drewniane?


Nie, są jeszcze ceramiczne, głównie w krajach arabskich. Ich brzmienie jest suche - to jest zresztą specyfika bębnów z tamtych terenów. To tak jakby szło się po pustyni i piasek spadał na skórę, szur - szur. Warto też wspomnieć o steel-drumach. Robi się je z metalowych beczek. Membranę klepie się z blachy w ten sposób, że można na niej zagrać całą gamę, melodię lub dostroić bęben do różnych instrumentów.


Jaka jest historia bębnów?


Bębny były absolutnie najważniejszym instrumentem wielu kultur, towarzyszyły człowiekowi niemal w każdej chwili jego życia. Na każdą sytuację był inny rytm - inny do leczenia, do przywoływania i odpędzania duchów, do tańca, do ślubu i pogrzebu, do przywoływania deszczu. Ojczyzną bębnów i rytmu wydaje się być Afryka. Z tego kontynentu przywędrował on wraz z niewolnikami murzyńskimi do Ameryki. Wytworzyła się muzyka latynoska - bossa nova, samba, rumba, cha-cha. Muzyka bardzo słoneczna.. Ważną rolę odgrywają w niej kongi.

Z bębnami związanych jest wiele legend, żeby nie być gołosłowną przytoczę jedną z nich - hinduską, na dowód że bębny nie muszą być kojarzone wyłącznie z Afryką. Pewien Hindus usłyszał kiedyś, jak ktoś gra na typowym indyjskim bębnie - myrdandze, którego używają wyznawcy Hare Kryszna. Nie spodobało mu się brzmienie tego instrumentu. Dobył miecza i rozciął go. Z połówek powstały table.


Grasz również na przeszkadzajkach.


Należą one do idiofonów. Jednym z nich są cow-belle, takie dwie puszeczki, jak gdyby dzwonki bez serc, połączone grubym prętem. Mogą one mieć całą gamę dźwięków. Istnieje ogromna różnorodność grzechotek, między innymi pochodząca z Afryki kabaza - drewniana kulka z rączką. Wkoło niej zaczepione są koraliki, jedną ręką trzymamy za trzonek, drugą - pocieramy koraliki. Powstaje dźwięk przypominający szuranie. Podobne do niej, lecz nieco głośniejsze jest chekere. Jest to tykwa opleciona siatką z koralikami. Gra się podrzucając chekere - koraliki uderzają wtedy o tykwę i powstaje bardzo głośny dźwięk. Jak wszystkie przeszkadzajki, nie jest to najłatwiejszy instrument. Oczywiście to tylko niektórzy przedstawiciele tej wielkiej rodziny. Używa się ich do zaakcentowania frazy, albo przedtaktu. Mogą złamać rytm lub go synkopować.


Te wszystkie instrumenty wykorzystujesz grając w Orkiestrze św. Mikołaja. Wprowadziłaś do zespołu element rytmiczny, którego w nim kiedyś nie było.


Rytm to podstawa. Ja chciałabym go trochę wzbogacić. Wypełnić muzykę perkusyjnymi smaczkami - dzwonki, marakasy, one wypełniają ludowe brzmienia jak świergot ptaków.


Występy Orkiestry św. Mikołaja mają teraz dużo Twoich wstawek rytmicznych.


Myślę, że nasza muzyka jest dzięki temu ciekawsza, bardziej przestrzenna.


Są to również interesujące eksperymenty stylistyczne. Orkiestra nie jest Twoim jedynym zespołem, prawda?


Gram jeszcze w zespole Gonble. Bębny, jak już wspomniałam, zbliżają ludzi do siebie - membrana jest okrągła, a koło - to jak komórka życia. Tak też poprzez koło - bęben - komórkę powstało: Gonble - kulisty pomysł. Najpierw nazwaliśmy tak rytm wymyślony przez Rafała, potem wpadliśmy na pomysł zagrania na Mikołajkach'95 i wtedy przenieśliśmy nazwę z rytmu na zespół. Gonble - Grupa Niezależnych Bębniarzy Lubelskich. Każdy z nas - Dolores, Andrzej, Wasyl, Rafał i ja - jest zainspirowany bębnami i rytmem, każdy gdzieś już grał i miał z tym styczność. Kilka lat temu grałam na instrumentach perkusyjnych w BBK, lubelskim zespole poezji undergroundowej, gdzie także grał Rafał. Marzyliśmy wtedy o spotkaniu kogoś, z kim można byłoby pograć, poczuć pewną wspólnotę. No, i stało się. Wcześniej stworzyliśmy inny zespół bębnowy Bongolao w trochę innym składzie. W 1993 r. wystąpiliśmy w znanym lubelskim klubie Hades. Zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci i to przez różną publiczność. Z Gonble wystąpiliśmy na paru ważnych imprezach - festynie UMCS w 1995 i 1996, na Mikołajkach '95 i 96, Zderzeniach '96 i Radom Folk Festiwal '96. Zdobyliśmy tam nawet jedną z nagród. Prowadzimy również warsztaty bębnowe, na które przychodzi dużo osób.


Interpretujecie rytmy na własny sposób.


Do podstawy rytmu dodajemy improwizacje, dodatki przeszkadzajkowe i powstaje w ten sposób nasza osobista aranżacja.


Nazywacie to "Techno - roots".


Wiem, że takie określenie pojawiło się w jednym z poprzednich numerów tego pisma. Nie pochodzi ono od nas i chciałabym, żeby tak nas nie nazywano.


Gdzie teraz będzie można was usłyszeć?


Na razie nie gramy nigdzie, każde z nas zajmuje się własnymi sprawami. W końcu jesteśmy niezależni. Przyjdzie jednak dzień, w którym nas usłyszycie! Zabrzmią bębny mocy!!!


Skrót artykułu: 

Agnieszka Kołczewska: Cokolwiek robimy, robimy w rytmie. W nim chodzimy, mówimy, śpiewamy. Rytmem jest całe życie. Uderzeniom serca podporządkowane jest funkcjonowanie całego organizmu. Zatem był on obecny od zawsze. To dlatego bęben był pierwszym instrumentem ludzkości.

Dodaj komentarz!